Czy państwo polskie ma problem?

Zbigniew Ziobro zapowiada, że pójdzie do sądu

Czy Patrycja Kotecka miała jedenaście lat temu kontakty z półświatkiem? Czy to przestępcy kazali jej zbliżyć się do Zbigniewa Ziobry?

Takie zarzuty stawia żonie ministra sprawiedliwości jeden z byłych członków gangu pruszkowskiego, świadek koronny Piotr K., pseudonim „Broda”, który dla środowiska PiS jeszcze niedawno był bardzo wiarygodnym człowiekiem.

A „Gazeta Wyborcza” twierdzi, że zweryfikowała twierdzenia „Brody” i że przynajmniej część z nich jest prawdziwa. Jeśli to nieprawda, to kroki prawne, jakie zapowiada Kotecka, grożąc „Wyborczej” pozwem, są jak najbardziej słuszne i uzasadnione. Ale jeśli prawda, to państwo polskie ma olbrzymi problem.

 

Bo jeśli byłoby tak, że Patrycja Kotecka „miała służyć gangsterom do rozpracowywania różnych środowisk”, a „kontakt ze Zbigniewem Ziobro nawiązała na zlecenie mafii”, to byłby nie tylko skandal, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczna dla bezpieczeństwa państwa sytuacja. I wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji odpowiednie służby potraktują doniesienia gazety niezwykle poważnie i dokładnie sprawdzą opisane w artykule wątki i podejrzenia. Wyobrażam sobie, że od tego momentu wszystkie działania machiny państwowej powinny być skierowane wyłącznie na uzyskanie jasnej odpowiedzi na pytanie: czy jakiekolwiek grupy przestępcze mają wpływ na ministra sprawiedliwości, na przykład poprzez jego żonę?

Powinniśmy, my, obywatele, dowiedzieć się także, czy ktoś jest w posiadaniu materiałów kompromitujących Patrycję Kotecką, którymi może szantażować ją i/lub jej męża, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego? Czy istnieje możliwość, że Zbigniew Ziobro nie jest samodzielnym politykiem, ale w swojej działalności musi brać pod uwagę nie tylko interes Polski czy własnej partii, ale i środowisk, które mają haki na jego żonę?

Doskonale rozumiem, jak bolesne mogą być takie oskarżenia publicznie stawiane komuś bliskiemu i w jak trudnej sytuacji osobistej jest teraz minister Ziobro. Nie zmienia to jednak faktu, że jest politykiem, który ma w ręku ogromną władzę, a jego żona jest osobą publiczną, nie tylko jako jego żona, ale i dziennikarka i postać nie tylko znana opinii publicznej, ale i bardzo wpływowa.

Oczekuję także, że najważniejsi politycy PiS, z premierem i prezydentem na czele, zachowają w tej sprawie neutralność, właśnie dlatego, że znają Zbigniewa Ziobrę, że jest ich kolegą z partii i rządu – choć istnieją poszlaki przemawiające za tezą, że premier Morawiecki i Zbigniew Ziobro zwalczają się nawzajem. I być może tym należy tłumaczyć, dlaczego pierwsza obrona Patrycji Koteckiej przez premiera zabrzmiała tak niepoważnie, jakby Morawiecki chciał osiągnąć skutek odwrotny do zamierzonego.

Szef rządu bowiem, nie zachowując niestety niezbędnej w takich przypadkach neutralności (niezbędnej choćby po to, żeby nie dawać wymiarowi sprawiedliwości wytycznych, nawet w postaci sugestii, jak mają traktować tę sprawę) wziął żonę Ziobry w obronę. Napisał mianowicie na Twitterze: „Redakcja @gazeta_wyborcza wybrała osobliwą formę ataków politycznych. Zamiast krytyki (nieważne uzasadnionej czy nie) osób pełniących funkcje publiczne, wolą atakować ich żony…Kiedyś mówiono o takich: damscy bokserzy”.

Z wpisu premiera nie wynika wcale, że uważa Kotecką za niewinną, a jej męża za stojącego poza wszelkim podejrzeniem. Wynika natomiast, że zdaniem Morawieckiego to Ziobro jest osobą publiczną, a jego żona już nie, mimo że Kotecka to znana dziennikarka, a obecnie dyrektor marketingu w firmie ubezpieczeniowej Link4, spółki państwowego PZU. Najbardziej kuriozalna jest jednak próba wykazania, że kobiet pełniących funkcje publiczne nie wolno prześwietlać i krytykować, gdyż… są kobietami, co jest już jawnym seksizmem.

 

Panie premierze, kobiety od dawna nie pełnią już funkcji maskotek mężczyzn, służących do całowania rączek, ale są pełnoprawnymi obywatelkami, mającymi takie same nie tylko prawa, ale i obowiązki jak mężczyźni. A funkcjonując w przestrzeni publicznej, podlegają takiemu samemu osądowi opinii publicznej i krytyce jak oni. Różnicowanie i wymaganie różnego traktowania ze względu na płeć nie jest czymś, co przystoi w XXI wieku jakiemukolwiek politykowi, o szefie rządu nie wspominając.

Sądzę, że publikacja „Wyborczej” nie zamyka, lecz otwiera sprawę i z pewnością warto się przyglądać, jak politycy PiS do niej podchodzą.

Eliza Michalik
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
HerodAntypisTemidaJacek DolińskiMajaKos Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kos
Kos

Mowia, ze to ona gra w domu pierwsze skrzypce a maz radzi sie jej w wielu sprawach. Ma wiec dostep do informacji z roznych zrodel, nie tylko PZU. Jezeli te informacje wyciekaja, to znaczy ze to nie Ziobro podejmuje decyzje a tylko wykonuje to co za posrednictwem zony nakazuja jej mocodawcy. Byli albo ciagle obecni. Sady w likwidacji……etc.

Temida
Temida

To podejrzenie graniczące z pewnością………A w tle „dziwnie” zniszczenie laptopa w taki sposób, że nie odzyskano danych. A ten laptop właśnie Zero dał jej do zabawy….

Maja
Maja

Podejrzanie prorosyjski rząd mafijny. Nogi się uginają, gdy to się czyta.

Kos
Kos

Raczej maly odsetek jest tego swiadomy. Nie wydaje mi sie zeby Rosja chciala Polski jako wlasnosci. Putin wyhodowalby sobie wrzod na d…e, znajac nasza milosc do tego kraju. Ale Polska do rozwalenia UE od srodka, to cos co warto wziasc pod uwage

Jacek Doliński
Jacek Doliński

Ładnych parę lat temu, gdy jeszcze pan Zero był grzecznym członkiem PiS-u i ani w głowie mu była secesja, dziennikarze Wprost napisali i wydali jego biografię. Rozmawiali z wieloma osobami które znały bohatera, cofając się poprzez czasy studenckie aż do licealnych – i nie znaleźli ani śladu jakiejkolwiek dziewczyny w jego życiu, tak napisali. Dopiero Pati Koti „stopiła serca jego lód”?

HerodAntypis
HerodAntypis

Szedł śladami prezesa, ale w jakimś momencie zszedł z tej ślepej drogi. Nie jest znany impuls, który to spowodował. Być może dzięki mafii poznał wreszcie smak kobiety.

Jacek Doliński
Jacek Doliński

Albo, kiedy już stał się szefem własnej partii stwierdził, że małżeństwo przydałoby mu się ze względów prestiżowych, a chętna narzeczona właśnie się znalazła…