Czy PiS otwiera sobie drogę do fałszowania wyników wyborów?

Nie pójdą na wybory, bo ich… polityka nie dotyczy

Taką mamy partię zarządzającą, że zamiast przedstawiania opinii publicznej swoich projektów i szukania poparcia dla nich – PiS trzyma je w tajemnicy. Ta kuriozalna praktyka sprawia, że wspomniana opinia publiczna jedynie zachodzi w głowę, jakie zmiany zostaną zaproponowane w nowej ordynacji wyborczej w wyborach do samorządów w 2018 roku. Na dziś wiemy jedynie, że w grę wchodzi likwidacja jednomandatowych okręgów wyborczych na poziomie samorządów, wprowadzenie dwukadencyjności w wyborach na prezydentów miast, wójtów i burmistrzów i zniesienie głosownia drogą korespondencyjną – wyjaśnia portal Crowdmedia.

Dziś w mediach głośno o kolejnym zapisie, łaskawie puszczonym w eter. O co chodzi? Mianowicie w ramach obwodowych komisji wyborczych powstałyby nowe komisje ds. ustalania wyników wyborów w obwodzie. Warto zwrócić uwagę na ich nazwę. Komisje te miałby za zadanie ustalić wynik wyborów i podać go do publicznej wiadomości, a także przesłać wyniki do właściwej komisji. Oprócz nich funkcjonowałyby dawne, „tradycyjne” komisje ds. przeprowadzenia głosowania w obwodzie. Do ich zadań poza celem ujętym w samej nazwie, należałoby „czuwanie w dniu wyborów nad przestrzeganiem prawa wyborczego w miejscu i czasie głosowania”. Podkreślmy – bo takiego sformułowania użyto, jeśli chodzi o określenie ich kompetencji – „w miejscu i czasie głosowania”.

Po co ta dwuwładza komisji? Czy dlatego, że – jak głosi stare powiedzenie – „nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy”. Wygląda na to, że dobra zmiana chce stworzyć specjalny, osobny typ komisji wyborczej, która miałaby „ustalać wynik wyborów w obwodzie”, to znaczy liczyć głosy. Dopiero po ich przeliczeniu ta specjalna komisja podałaby wynik do wiadomości publicznej. Przypomnijmy: obecnie robi to jedna i ta sama komisja, w obecności mężów zaufania z ramienia różnych ugrupowań. Nowy pomysł PiS jest o tyle niepokojący, że specjalna komisja w zaciszu gabinetu będzie mogła liczyć głosy, aż osiągnie zakładany z góry wynik. Dopiero wtedy wyniki zostaną ujawnione. Budzi to poważne wątpliwości, a także otwiera pole do potencjalnych manipulacji, nadużyć czy fałszerstw – spekuluje Rafał Nowakowski z portalu crowdmedia.pl.

/mpm/

Źródło: crowdmedia.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
antyuzurpatorPawełkatylina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
katylina
katylina

Oczywiste i jasne! Nauki przejęte od komuchów (pamiętne. „3 x tak”) oraz faszystowskich fałszerstw wyborczych w Niemczech w latach 30-tych ub. wieku!

Paweł
Paweł

„faszystowskich fałszerstw wyborczych w Niemczech” – jakaś historia pisana na nowo?

antyuzurpator
antyuzurpator

Druga komisja miałaby liczyć głosy? Gdyby tak miało być, nazywałaby się „ds. obliczenia głosów”, a nie „ustalenia”. _Ustala_ się coś, czego nie można albo nie trzeba obliczać. Nie będzie żadnego liczenia, to zbędny wysiłek. Z tych cząstkowych informacji wyłania się scenariusz wyborów samorządowych: – utworzenie dwóch komisji – do „przeprowadzającej” wprowadza się przedstawicieli społeczeństwa, a może nawet opozycji – dla tzw. „transparentności”, czyli dla niepoznaki, a do „ustalającej” – wyłącznie sprawdzonych i oddanych towarzyszy z jedynie słusznej partii; – głosowanie; – po skończeniu się „czasu głosowania” komisja przeprowadzająca won do domów, w każdym razie jej niepewny element, a komisja ustalająca… Czytaj więcej »