„Czy trzeba tak niszczyć drugiego człowieka?” – poruszająca historia, która zdarzyła się…naprawdę

Zmarł Polak przebywający w szpitalu w UK. Prawica chciała go sprowadzić do kraju

Paweł z Bełżyc był jednym z szczęśliwej jedenastki, która w nagrodę za wygrane lokalne rozgrywki piłkarskie 22 lutego poleciała do Włoch, na mecz Inter Mediolan – Sampdoria Genua. Na miejscu zdziwiła ich spora ilość mieszkańców Mediolanu chodząca w maseczkach. Sam mecz został odwołany (wg wersji podanej przez wojewodę lubelskiego odbył się, ale  bez udziału publiczności). Przed wylotem nikt nie poinformował go o zagrożeniu. Po powrocie do Polski nikt nie zmierzył im gorączki, nie zapytał, jak się czują.

 

Ponieważ młody człowiek na co dzień pracuje z dziećmi, sam zgłosił się do sanepidu. Tam usłyszał, że nie ma podstaw do kwarantanny, bo nie ma objawów. Poradzono mu, żeby się obserwował i codziennie mierzył temperaturę. I by polecił to pozostałym piłkarzom. „Każdy z nas regularnie mierzył gorączkę, była w normie – opowiada. – Dostawaliśmy informacje, że mamy funkcjonować jak co dzień” – cytuje jego słowa Tok Fm. Nie miał gorączki, nikt też nie powiedział mu o konieczności odizolowania się od rodziny.

W dwa tygodnie po powrocie z Włoch jego 54-letni ojciec trafił do szpitala z typowymi objawami COVID-19. Na konferencji prasowej wojewoda lubelski zrzuca winę na młodego człowieka, który rzekomo zataił swój pobyt we Włoszech. Wojewoda nigdy nie skontaktował się z rodziną chorego – dodaje matka Pawła, Justyna, która zaczęła wtedy pisać pamiętnik dla męża, znajdującego się w stanie ciężkim, w śpiączce farmakologicznej.

 

Zaczyna słowami: „9 marca 2020, godz. 19.30. Dzwonimy na 112, domagając się pomocy. Niestety, musimy radzić sobie sami. Dowozimy Piotrka (męża – przyp. red) do Bełżyc. Stan beznadziejny.” Dalej opisuje przejścia swoje, rodziny, w tym samotnego, odwiezionego do innego szpitala 13-letniego syna. Pamiętnik jest dojmującym wyrazem uczuć, jakich doświadczyli: strachu, hejtu, bezsilności, ale też pociechy i wsparcia od znajomych, a nawet obcych. „Wczoraj wieczorem słuchałam o tym ginekologu z Kielc, który nie wytrzymał hejtu i popełnił samobójstwo. W jednej chwili go zniszczyli… Czy trzeba tak niszczyć drugiego człowieka?” Paweł pod wpływem negatywnych opinii w Internecie zmaga się z potwornymi wyrzutami sumienia. Pomagały tylko telefony i smsy od najbliższych i ludzi, którzy cenili ich właśnie dlatego, że ich znali.

Piotr budzi się i po 60 dniach leczenia wraca do domu. Nie zdaje sobie sprawy, z tego, w jak ciężkim był stanie. Wciąż wymaga pomocy i rehabilitacji. Rodzina do dziś nie wie, od kogo się zarazili. „Nikt z piłkarzy –  cytuje słowa Pawła Tok Fm  – nie miał dodatniego wyniku, więc wirus najprawdopodobniej nie został przywieziony z Włoch”.

Dla opinii publicznej, która  łatwo i szybko wydaje wyroki, to nie miało znaczenia. Ważne było, że znaleźli ofiarę, na którą można było zrzucić winę.

/ep/

Źródło:tokfm.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Predator
Predator
23 czerwca 2020 15:17

Pokłosie podsycania nienawiści i szczucia na wszystkich, przez małego zakompleksionego prezesinę i pisiarnię.