Data jakoby niesłuszna

Data jakoby niesłuszna

IPN w swojej gorliwości stara się zbudować narodową pamięć jak z kiepskiej czytanki dla bardzo małych dzieci.

Chciałbym Państwa zainteresować sprawą, która dotyczy jednego z wielu miast w Polsce (fakt, że mojego ulubionego), ale, jak się zaraz okaże, jest ważna dla wszystkich Polaków, zainteresowanych dorzeczną wizją dwudziestowiecznej historii naszego kraju.

Otóż w internecie znalazłem wiadomość, że 3 listopada br. wojewoda zachodniopomorski przysłał do prezydenta Kołobrzegu pismo następującej treści: – „Działając na podstawie art. 6 ust. 2 ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki, zawiadamiam o wszczęciu postępowania nadzorczego, zmierzającego do wydania zarządzenia zastępczego w sprawie nadania parkowi 18 Marca, położonego w Kołobrzegu nazwy zgodnej z ust. 1 tejże ustawy. Z przedstawionego organowi nadzoru stanowiska Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu wynika, że przedmiotowa nazwa parku narusza wskazaną powyżej normę prawną, a tym samym podlega zmianie”.

Byłoby łatwizną nabijać się z polszczyzny tego dokumentu (z interpunkcją włącznie), więc tego nie zrobię. Nie zmienia to faktu, że pismo trzeba chyba przełożyć na język polski. Chodzi więc o to, że znowelizowana 22 czerwca 2017 r. ustawa o zakazie propagowania komunizmu nakazuje zmieniać nazwy, które by ten komunizm propagowały. A ponieważ opinia Prezesa IPN wskazała nazwę parku (zresztą również placu) 18 Marca jako propagującą komunizm, władze zaś Kołobrzegu tej nazwy nie zmieniły, wojewoda uprzedza, że zgodnie z ustawą zrobi to sam.

Zerknijmy najpierw do wspomnianej ustawy. Mówi ona, że „nazwy jednostek organizacyjnych [ustawodawca wyjaśnia później, że ma na myśli przede wszystkim szkoły], jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować”, a „za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989”. W rozdziale drugim analogiczny zakaz rozciąga się na pomniki, a także „kopce, obeliski, kolumny, rzeźby, posągi, popiersia, kamienie pamiątkowe, płyty i tablice pamiątkowe, napisy i znaki”, chyba że znajdują się na cmentarzach, są elementem instalacji artystycznej, która sama w sobie komunizmu nie propaguje, lub zostały wpisane do rejestru zabytków.

Zdawałoby się, że nie ma powodu do niepokoju. Rzeczywiście byłoby dziwaczne, gdybyśmy wciąż mieli np. pomniki Dzierżyńskiego, ulice Nowotki, Lenina lub place Bieruta. Nawiasem mówiąc, zniknęły one dawno temu, wiele lat przed uchwaleniem cytowanej ustawy: nasz naród wystarczająco wycierpiał od komunistów, żeby nieponaglany przez władze państwowe pozbył się większości tych symboli. Pozostały takie, które albo nie kojarzyły się użytkownikom z komunizmem (bo np. upamiętniono nazwą działacza, którego nikt już nie pamięta), albo ich związek z komunizmem jest dyskusyjny (o takim właśnie przypadku, a mianowicie o próbie zlikwidowania ulicy szlachetnego przecież, choć wykorzystywanego przez propagandę PRL Ludwika Waryńskiego, pisałem tutaj kilka miesięcy temu).

Ale zamiar zmiany nazwy 18 Marca to inna kwestia i ośmielę się powiedzieć patetycznie, że kwestia złowróżbna. Poza pasjonatami historii II wojny i kołobrzeskimi patriotami data owa prawdopodobnie nie jest dobrze znana. Opowiem więc, co się 18 marca wydarzyło.

U schyłku zimy 1945 roku wojska radzieckiego II Frontu Białoruskiego osiągnęły linię Odry między Cedynią, Kostrzynem i Słubicami. Ponieważ operacja wiślańsko-odrzańska odsłoniła prawe skrzydło nacierających armii, zatrzymano w tym momencie ofensywę, a część sił skierowano na północ. Najważniejszym celem było opanowanie Kołobrzegu, który był ostatnim w tym rejonie sporym portem, znajdującym się w rękach Niemców.

Z niejasnych przyczyn rozpoznanie sił, które będą broniły miasta, zawiodło. Dowódcy radzieccy spodziewali się, że może być ono zdobyte z marszu. Kiedy czołgi 45. Brygady Pancernej Gwardii płk Morgunowa zostały odepchnięte przez obrońców, zdobycie Kołobrzegu powierzono jednostkom 1 Armii Wojska Polskiego. Rozpoczęła się – uwaga! – jedyna bitwa na froncie wschodnim, prowadzona prawie wyłącznie siłami polskimi.

Dodajmy do tego, że działo się to pomiędzy konferencją w Jałcie (4-11 lutego) a konferencją w Poczdamie (17 lipca – 2 sierpnia). Niezależnie od tego, co wiemy o dalszym biegu dziejów, Armia Czerwona (więc także sprzymierzone z nią obie Armie Wojska Polskiego) była formalnie sojusznikiem armii alianckich. Dobrze jest też pamiętać, że w żadnym momencie II wojny Polacy nie mieli wyboru, czy chcą walczyć z hitlerowcami u Andersa, czy u Berlinga albo Świerczewskiego. Ci, którzy do Andersa nie zdążyli, trafili do wojska walczącego nie tylko formalnie, ale całkiem dosłownie ramię w ramię z Armią Czerwoną. Tak – byli poddawani propagandzie przez oficerów politycznych. Tak – ich dowódcy musieli cieszyć się zaufaniem towarzyszy radzieckich, a część z nich, jak głównodowodzący operacją kołobrzeską, generał Popławski, lepiej mówiła po rosyjsku niż po polsku. Niemniej celem, który ich jednoczył, było nie – zainstalowanie w Polsce komunizmu, tylko – pokonanie nazistów, którzy starali się doprowadzić do fizycznego unicestwienia naszego narodu.

W krwawych walkach o Kołobrzeg zginęło lub zostało uznanych za zaginionych blisko 1300 polskich żołnierzy. Rany odniosło kolejne dwa i pół tysiąca. Wbrew rozpowszechnionej opinii, Kołobrzeg nie był twierdzą; Niemcy bronili go jednak zaciekle, osłaniając pospieszną ewakuację ludności, która uciekła do tego miasta przed Armią Czerwoną z terenów Prus Wschodnich. W tym zresztą sensie wynik bitwy wydaje się dwuznaczny: Kołobrzeg został zdobyty przez Polaków (w ostatniej fazie korzystających z pomocy radzieckich katiusz), jednak w momencie, gdy niemiecka ewakuacja była właściwie zakończona.

18 marca, po dwóch tygodniach krwawych walk, wymagających od polskich żołnierzy czegoś, na co słowo „bohaterstwo” wydaje mi się za słabe, udało się zdławić opór w dwóch ostatnich punktach: w okolicy dworca kolejowego oraz w porcie. Kilka godzin później zorganizowano na plaży uroczystość zaślubin Polski z morzem (ponawiając gest generała Hallera z lutego 1920 roku). Chodziło o symboliczne przejęcie przez nasz kraj ziem, które wprawdzie zostały wstępnie przyznane nam w Jałcie, ale trudno było to uznać za rozstrzygnięcie niepodważalne. Sądząc po wspomnieniach uczestników bitwy, dla wielu musiało to być wydarzenie dość zaskakujące: – „Gdybyśmy wiedzieli, że to miasto nam przypadnie, może staralibyśmy się oszczędzić chociaż cenniejsze budynki” – mówił jeden z nich podczas 60. rocznicy bitwy, przed dwunastu laty. Kołobrzeg – fakt, że także w wyniku powojennych zaniedbań, gdyż program odbudowy miasta został uchwalony dopiero 11 lat później – stracił około 90% zabudowy (to więcej, niż Warszawa). Doniosłość bitwy o Kołobrzeg potwierdzają upamiętniające ją napisy, znajdujące się na warszawskim oraz krakowskim Grobie Nieznanego Żołnierza.

Wróćmy w takim razie do tekstu ustawy, która zakazuje upamiętniania „dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989”. W jakim, u licha, sensie 18 marca 1945 roku, dzień zwycięstwa w jedynej bitwie na froncie wschodnim, przeprowadzonej przede wszystkim siłami polskimi, oraz dzień zaślubin Polski z Bałtykiem, symbolizuje komunizm?! Nie ma wątpliwości, że wprowadzony w Polsce – zresztą ostatecznie dopiero w 1948 roku – system polityczno-gospodarczy był represyjny, autorytarny, a nasz kraj stał się na blisko pół wieku satelitą sowieckiego imperium. Ale krew żołnierzy, walczących o Kołobrzeg, była czerwona dlatego, że czerwona jest ludzka krew, a nie dlatego, że ci żołnierze byli komunistami! Odebranie zaś Niemcom Prus Wschodnich i uzyskanie przez Polskę szerszego niż przed wojną dostępu do morza współtworzyło sytuację, dzięki której, po wydarzeniach następnych dekad, mogę choć przez chwilę zastanawiać się, czy to bez ogródek sformułowane zdanie nie sprawia nadmiernej przykrości moim niemieckim przyjaciołom (!).

Problem polega na tym, że w ustawie rozstrzygającą opinią jest opinia Instytutu Pamięci Narodowej (podczas gdy wojewoda zachodniopomorski powołuje się jedynie na opinię Prezesa Instytutu). IPN zaś w swojej gorliwości stara się zbudować narodową pamięć jak z kiepskiej czytanki dla bardzo małych dzieci. Z jednej strony, próbuje się nam wmówić, że idee lewicy były co do jednej tożsame ze zbrodniczą i antypolską polityką ZSRR (przypadek Waryńskiego). Z drugiej – jak casus Kołobrzegu zdradza – zaczyna się kwestionować wartość wszystkiego, co robili Polacy, którzy zostali w kraju (za wyjątkiem „żołnierzy wyklętych” i ewentualnie opozycji demokratycznej, ale przecież nie całej). Potraktowanie bitwy o Kołobrzeg i aktu Zaślubin z Morzem tak, jakby wolno było je zestawiać ze zbrodnią sądową na rotmistrzu Pileckim i pacyfikacją kopalni Wujek, jest, mówiąc wprost, aktem antypolskim.

Trzydziestu jeden historyków z Uniwersytetu Szczecińskiego wystosowało list do wojewody, apelujący o pozostawienie daty 18 marca w spokoju. – „Tej daniny krwi oddanej w ramach działalności wojennych aliantów przeciw III Rzeszy nie wolno nam obecnie deprecjonować ani zapomnieć, gdyż żołnierze ci nie mieli możliwości wyboru armii, w której chcieli walczyć, a ta idąca od Wschodu była dla wielu z nich jedyną możliwością wydostania się z „nieludzkiej ziemi” – piszą, dodając, że nie rozumieją decyzji Instytutu Pamięci Narodowej.

Oby pan wojewoda zachodniopomorski, a przede wszystkim prezes i pracownicy IPN-u oprzytomnieli. Nie tylko dla dobra Kołobrzegu – ale nas wszystkich.

Jerzy Sosnowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Data jakoby niesłuszna"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
PiJar
Właśnie takie działanie wojewody, tudzież opinia prezesa IPN, obnażają mentalność ludzi związanych z obecną ekipą. Jest to wprost lustrzana kopia sposobu myślenia komunistów z okresu przełomu lat 40. i 50. XX wieku, kiedy to z kolei wszystkie nazwy upamiętniające II Rzeczpospolitą i nawiązujące do „burżuazyjnej” Polski były z gruntu „niesłuszne”. Jak głęboko trzeba być zainfekowanym przez bolszewię, ile serwilizmu i skłonności do bezwarunkowego podporządkowania się władzy mieć w swoim charakterze, aby spłodzić takie pismo? Jakim trzeba być przy tym ignorantem w zakresie historii własnego kraju, na którego dobro równocześnie się powołuje?! To nie pierwszy, i zapewne nie ostatni, przykład poczynań… Czytaj więcej »
Zwinka

Nasze dusze nie są im do niczego potrzebne.

antyuzurpator

Rządy ciemniaków.
Od prawie 30 lat pewne środowiska usiłują przechrzcić Bierutowice na Karpacz Górny, jednak jak dotąd im się to nie udało. Jest jeszcze Bierutów (na trasie Oleśnica – Namysłów). Pewnie chcieliby przeflancować na Kaczorów, ale jest problem – już taki jest, za Bolkowem w kierunku na Jelenią Górę.
Ktoś tu pisał o nadawaniu nazw ulicom, niepowtarzalnych w ramach dzielnicy, a nie całego miasta. Może tą samą zasadę zastosować do nazw miejscowości, w obrębie województw, albo i powiatów. W każdym powiecie mógłby być Jarosław, Jarków, Kaczkowo, Kaczorów, Kaczkowice,……. a państwo przemianować na Kaczystan.

Ted

Tak jak piszesz, jest np w Czechach. Miejscowości o nazwie Jindřichov jest kilka. Czasami dodaje się do głównej nazwy dodatek, np Jindřichův ve Slezsku ewentualnie Jindřichův hradec.
U nas mogłoby to być: Kaczorowo na Śląsku, Kaczorowo na Mazowszu, Kaczorowo na Mazurach itp

antyuzurpator

No przecież u nas też tak jest – zobacz np., ile jest Michałowic.
Obaj wiemy, że nie chodzi tu o powtarzające się nazwy, tylko o nagłe i hurtowe zmienianie nazw „ku czci”.
Chyba nie należy się spieszyć z wymianą dokumentów, bo za kilka lat (2? 6?) może być zmiana odwrotna.

smętek

To jest sen wariata, ale widocznie IPN zatrudnia w większości tzw. wybitnych znawców historii współczesnej. W pisanej przez wyznawców kurdupla historii nie ma już miejsca na żołnierzy I i II Armii WP. Oni tam sobie ginęli bo nie wiedzieli co zrobić ze swoim życiem. Nawet władze PRL miały więcej szacunku dla poległych w bitwach o wolność.

Ted
W wielu hotelach nie ma 13 piętra, nie ma pokojów z 13 na końcu. Proponuję pójść tym śladem i zrobić Wielką Narodową Odnowę Kalendarza. Usunąć wszystkie „niepatriotyczne” i niepolskie daty Po co komu np 22 lipca, po co 1 maja czy opisane tutaj 18 marca ? Pozostałe dni (mamy bogata historię, więc pewnie niewiele by ich zostało) zrobić świętami państwowo-kościelnymi. Różaniec do granic w soboty (już jest imprezą cykliczną). A co z pozostałymi dniami tygodnia ? Może co poniedziałek różaniec np do mostów, we wtorki – do chmur, w środy do pomnika Wielkiego LK (przecież w każdym mieście musi taki… Czytaj więcej »
Aspirant

Coś czuję, że kołobrzeski park rychło nawiedzi duch Zimnego Lecha.

Janina

Jest takie powiedzenie, że „jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera”. Zdaje się, że za cel wziął sobie naszych obecnych włodarzy. Im odebrał rozum i pozwala na totalne szkodnictwo, ale zapomniał, aby zdrowo myślących Polaków obdarować odwagą i determinacją w sprzeciwianiu się. Tych niewielu, którzy są zdolni do protestów, coraz silniej władza pacyfikuje, a niedługo przyjdzie czas, że ich pozamyka. I nikt nie będzie protestował, nawet Unia. Nic dobrego nas nie czeka. Nic!

wpDiscuz