Czas odlecieć

Najsłynniejsze wypowiedzi i dialogi roku 2017

„Na Pana miejscu trzymałbym w pogotowiu helikopter”

Zwroty, powiedzonka, dialogi zupełnie jak w satyrycznej audycji Stefana Friedmanna i Jonasza Kofty „Dialogi na cztery nogi”.  Niektóre śmieszne inne groźne. Wprawdzie w czasach PRLu satyrycy mówili, że to piękne dla nich czasy, bo jest materia do „obróbki”, ale niestety nie wszyscy jesteśmy satyrykami. Podsumowując rok 2017, klimat „dialogów na cztery nogi” sam się nasunął.

Moją ulubioną parą jest duet Marek Suski i Krystyna Pawłowicz (choć nie tylko). Razem występują rzadko, ale i w pojedynkę „dają radę”.

Marek Suski nie zasłynął ze szczególnych osiągnięć na niwie politycznej, ale za to uzbierała się już całkiem niezła kolekcja jego cytatów. Parę lat temu podczas konferencji, którą organizowała Stolica Apostolska, główny jej sekretarz próbował porozmawiać z obecnym panem ministrem w języku angielskim, francuskim lub niemieckim. Marek Suski odpowiadał jedynie „yes” i „yes”. Obserwująca sytuację żona Romana Giertycha, nie wytrzymała i zapytała: – „Panie pośle, (…) po co Pan przyjeżdża na trzydniową konferencję, która nie korzysta z tłumaczy, jeżeli Pan w żadnym obcym języku nie mówi?”. Suski odpowiedział: – „Jestem posłem z Polski i będę mówił po polsku”.

W minionym roku poseł Suski ukazał swoje możliwości w pełnym blasku podczas pracy w komisji ds. Amber Gold. „Zasłynął” dialogiem o carycy Katarzynie. Kiedy zapytał sędziego Ryszarda Milewskiego o tajemniczą postać „Carycy” (prawdopodobnie jest to pseudonim prezes jednego z gdańskich sądów, z którą przesłuchiwany świadek miał utrzymywać biznesowe kontakty), sędzia odpowiadał, że jedyną carycę, jaką zna jest Katarzyna. – „Katarzyna? A może pan podać nazwisko?” – pytał Suski. – „Katarzyna Wielka” – odparł sędzia, co rozbawiło pozostałych członków komisji. Suskiemu do śmiechu nie było i obruszony pytał koleżanki i kolegów, co ich tak rozbawiło.

Parę miesięcy później Marek Suski został ministrem. Wtedy to list do niego napisał, znany z dowcipnego, ale też złośliwego oswajania głupoty, adwokat, były wicepremier Roman Giertych: – „Dowiedziałem się z mediów, że jutro wolą naszego premiera Kaczyńskiego (obaj wiemy, że p. Morawiecki ma w tym rządzie tyle do powiedzenia, co Murzyn w ONR) zostaje Pan ministrem. W pierwszej chwili ogarnął mnie żal, bo oznacza to panie Marku, że misja powiązania Amber Gold z carycą Katarzyną i jej Bursztynową Komnatą (bursztyn po angielsku amber) z Zatoką Gdańską w której ten bursztyn się wydobywa, a nad którą w Sopocie mieszka prowokacyjnie Tusk pozostanie niezakończona”. Suski oczywiście na list nie odpowiedział.

To na szczęście nie zniechęciło Romana Giertycha do korespondencji z innymi ważnymi osobami. Zacznę od listu do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry: – „Panie Ministrze! (…) Mnie, pomimo prób i zawiadomień do ORA, (dopóki nie przejmiecie Sądu Najwyższego) nie może Pan wywalić z adwokatury. A Pana, Kaczyński może wywalić na zbity pysk w przerwie w głaskaniu kota. I jeżeli Panu uda się sądy podporządkować pod rząd, to nowy minister nie tylko Pana zastąpi, ale i wsadzi do więzienia. Bo taka jest logika rewolucji, która pożera najpierw swoje dzieci”.

Jak łatwo zauważyć, przedstawiciele władzy rzadko i niechętnie odpowiadają nie tylko Giertychowi, ale także dziennikarzom, którym – według prawa – odpowiadać muszą, ale co tam dla PiS prawo…

Niezrażony Giertych pisał kolejne listy. Kiedy TVP odmówiła mecenasowi emisji kampanii reklamowej, promującej jego książkę, Giertych napisał tym razem list do szefa TVP Jacka Kurskiego. – „Drogi Jacku! Przed Tobą wielki test. Wydawnictwo, które wydało moją książkę „Kronika Dobrej Zmiany” zwróciło się do TVP o emisję kampanii reklamowej. Pozornie w spocie reklamowym zawarta jest dla Ciebie treść niekorzystna, gdyż przypominam o orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Gdańsku w sporze pomiędzy nami, który uznał Cię za kłamcę. Jednakże spójrz na to z innej strony i proszę Cię, opublikuj te reklamy”. Mecenas przekonywał, że przecież i tak społeczeństwo odbiera treści TVP na opak, więc Kurski może tylko zyskać na emisji tej reklamy i daje przykłady: – „Jeżeli TVP mówi o „pakiecie demokratycznym dla opozycji” to chodzi o to, aby posłowie stulili mordy i siedzieli cicho. (…) Jeżeli TVP mówi o uzbrajaniu armii, to właśnie się rozbrajamy”. Były wicepremier zwraca uwagę Kurskiemu, że dalsze przykłady można mnożyć. – „Zobacz, jaki sprytny plan mam dla Ciebie. Jeżeli puścisz w TVP (dlaczego tylko TVN ma brać pieniądze?) moją kampanię reklamową, w której przypominam, że jesteś kłamcą, to, co ludzie pomyślą? Że jesteś najprawdomówniejszym z ludzi! I tym sposobem przechytrzysz wszystkich!” – radził Roman Giertych. Kurski znany z powiedzenia „Ciemny lud to kupi” nie odpowiedział byłemu wicepremierowi, może dlatego, że Giertych nie jest ciemnym ludem, więc Kurskiemu nie opłacało się wysilać.

Kolejny list – tym razem z gorącymi gratulacjami – mecenas zaadresował do ministra zdrowia. „Szczerze raduje się” z tego powodu, że ministrowi Radziwiłłowi udało się nareszcie spolonizować leki. Bo „kto słyszał, aby 95% leków było w Polsce obcej produkcji. Już od czasu Nikodema Dyzmy wiadomo, że Polakowi szkodzi to, co obce. I jak tu się potem dziwić, że rodacy chorują, jak leczenie powierzono zagranicznym farmaceutom!”.

Mecenas nie zapomniał też o swoim idolu Antonim Macierewiczu, wysyłając mu telegram. Wyraził w nim oburzenie, że Komitet Noblowski nie zauważył wysiłków rozbrojeniowych Macierewicza. – Nikt posiadając tak duży budżet na zbrojenia nie przeznaczył go na tak pokojowe cele jak: figurki zmarłych generałów, samoloty dla cywilów, medale (w tym pamiątkowy dla tego człowieka z żelaza naszych czasów – pana ministra Misiewicza), ojca Rydzyka, etc. I nikt nie odwołał tylu przetargów na sprzęt wojskowy co Pan” – czytamy. Giertych pospieszył z „wyrazami solidarności”. – „Żaden polski helikopter czy rakieta nie zagrożą już pokojowi na świecie. Brak docenienia tej postawy to skandaliczna niewdzięczność pacyfistów. Dlatego też pospieszyłem z wyrazami solidarności”. Na koniec w swoim telegramie napisał: – „Niech się Pan nie martwi. Może w Rosji zorganizują jakiś konkurs na rozbrojenie, to wówczas Pan wygra”.

No i napisał też list do Jarosława Kaczyńskiego: – „Obalił Pan swój demokratyczny mandat do rządzenia, to pewnie Pańskie rządy skończą się szybciej, niż jest to w Konstytucji opisane. Kiedy? Nie wiem. Ale na Pana miejscu trzymałbym w pogotowiu helikopter. Kto wie, może Antoni załatwi Panu u Rosjan azyl? Za tę robotę, którą dla nich robi, musi mieć przecież u nich wielkie poważanie. Tak czy inaczej powoli bym się zbierał, bo Pana koniec jest bliski”.

Wróćmy jednak do mojej ulubionej pary Suski – Pawłowicz. Suski naprawdę potrafił „zabłysnąć”. Zapytany przez dziennikarzy o leczenie niepłodności metodą in vitro, stwierdził: – „Ja mam dzieci, ale zrobiłem je normalnie”.

A Pawłowicz? Chciałabym się za nią wziąć, ale nie wiem, czy nie lepiej byłoby „wziąść”. Według posłanki, „wziąść” jest tak samo dobre albo nawet lepsze niż wziąć, a obecna kiepska kondycja języka polskiego to wina „lewactwa”. – „Mnie w szkole w latach 60-tych ub. wieku uczono tak, jak napisałam: WZIĄŚĆ. I tego będę się trzymała. Wy dzisiaj wszystko skracacie i stosowanie niechlujnych, często prymitywnych skrótów jest Waszą, lewactwa cechą, przejętą zresztą po komunistach psujących język. Np. spoko, zara itp. Pouczacie też innych, bo nie znacie języka polskiego, a jedynie jego pojedyńcze wersje słownikowe, wymyślane i dołączane później”. Prawdopodobnie szkoła, do której uczęszczała posłanka Pawłowicz była „pojedyńczą” szkołą, choć socjalistyczną.

Dowiedzieliśmy się też w tym roku, że znana posłanka PiS nie ceni już sławnego aktora Piotra Fronczewskiego, o czym powiadomiła czytelników na FB: – „Stanął tam, gdzie dawniej stało ZOMO. Przyłączył się do oficerów byłej SB, mazgułów od „kulturalnego stanu wojennego”, bojówek zadymiarzy nienawidzących modlących się ludzi i „wyjątkowej kasty”, której „sprawiedliwości” najwyraźniej jeszcze w swym życiu miał szczęście nie poznać. Choć Fronczewski to jest dobrym aktorem, to nie ma dla niego nadziei. W swoim wpisie błędnie napisała nazwisko aktora, tytułując go „Frączewski”. I choć kilka godzin później edytowała post, to wiadomo, że w internecie nic nie ginie.

Skomentował ten wpis Wiktor Zborowski: – „Pani poseł Krystyna Pawłowicz raczyła „wziąść” się za wybitnego aktora Piotra Fronczewskiego. Niby skąd pani poseł, profesor Pawłowicz ma wiedzieć jak, nazywa się jeden z największych polskich aktorów? Za to pluć, pani profesor potrafi, jak mało kto. Ważna to postać polskiego parlamentaryzmu. Potrzebna. Godna”.

Posłanka Pawłowicz była w 2017 r. bardzo aktywna. Podczas obrad komisji sprawiedliwości, zajmującej się prezydenckimi projektami dotyczącymi sądownictwa, wykrzyczała pod adresem posłanki Nowoczesnej: – „Zamknij się, Ty Targowico!”. Można powiedzieć, że to był dalszy ciąg dialogu z 2016 roku – „dialogu na cztery nogi” oczywiście. Komisja sprawiedliwości opiniowała wtedy kandydaturę prof. Jędrzejewskiego na sędziego TK. – „Nie ma pani prawa wylewać lewackich frustracji na kandydata” –wypaliła Krystyna Pawłowicz, odnosząc się do serii pytań zadanych Jędrzejewskiemu przez Kamilę Gasiuk-Pihowicz. – „Co to za język, to jest jakaś karczemna awantura!” – zareagowała wtedy posłanka Nowoczesnej. Na co w odpowiedzi usłyszała: – „Proszę się nie odzywać, teraz ja mówię, pani myszko agresorko”. Gasiuk-Pihowicz ze spokojem odparła: – „Jeżeli mówimy, że ktoś się tu zachowuje agresywnie, to trudno nie stwierdzić, że to słoń agresor, a nie myszka agresorka”.

To nie koniec aktywności głównego filaru folkloru z Wiejskiej. Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz niezależnym mediom obiecała: – „Po wakacjach zabierzemy się za was”, a do swoich politycznych przeciwników, zwraca się – „Zamknijcie mordy”. Poza tym bez skrupułów na sali obrad Sejmu objada się sałatkami i kanapkami, a ostatnio wylicza, kto pójdzie do więzienia i za jakie przewinienia. Lista jest długa. – „KTO BĘDZIE SIEDZIAŁ… Panie NEUMANN, SCHETYNA i reszta, w tym lewackie bojówki opozycji, To NIE MY, legalne władze wybrane DEMOKRATYCZNIE do stanowczej realizacji naszego wyborczego programu wskazanego przez Polaków, będziemy „siedzieć”. Za co Pawłowicz powsadza do więzienia? Głównie za kłamstwa smoleńskie i zdradę. – „Panowie Schetyna, Neumann i wasza reszta oraz antypolskie bojówki, na nic się zda, że dziś złodziej krzyczy „łapaj złodzieja”, na nic wasze zastraszanie Polaków i groźby. Przygotujemy procesy. BĘDZIECIE SIEDZIEĆ!” – grozi Pawłowicz.

Wygrażanie opozycji to nie tylko specjalność posłanki Pawłowicz. Podobnie zachował się prezes Kaczyński, kiedy w Sejmie wtargnął na mównicę „bez żadnego trybu” i wykrzyczał: – „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata; zamordowaliście go, jesteście kanaliami”. Z tej wypowiedzi chętnie skorzystała podczas komisji sprawiedliwości i praw człowieka Krystyna Pawłowicz, zwracając się do posłów opozycji, domagających się rozpoczęcia posiedzenia: – „Macie mordy, tak jak prezes powiedział. Zdradzieckie mordy”.

Do zdradzieckich mord, zupełnie w innym kontekście, nawiązała też znana aktorka Joanna Szczepkowska. Na początku grudnia 2017, na posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości, kierowanej przez Stanisława Piotrowicza, padło stwierdzenie: – „Teraz powinna tu wejść Joanna Szczepkowska i powiedzieć, dzisiaj skończył się w Polsce komunizm”. Aktorka odpowiedziała wtedy cytatem z prezesa PiS: – „Nie wycierajcie sobie swoich zdradzieckich mord nazwiskiem osoby, która nie chce mieć z Wami nic wspólnego”.

Joanna Szczepkowska odpowiedziała również na kuriozalne stwierdzenie Mariusza Błaszczaka: – „Tydzień temu skończył się w Polsce komunizm”. Aktorka napisała na FB: – „Towarzyszu Ministrze Błaszczak – przyboczny grabarzu demokracji, który własnego zdania sklecić nie umie, tylko ściąga z lekcji historii i powtarza bez zrozumienia. Żeby takie zdanie wybrzmiało i miało sens, trzeba je mówić z pozycji ryzyka, a nie ze stołka w rządzie. Trzeba osobistej, samotnej odwagi, a nie władzy nad policją. Wasza od siedmiu boleści władza pozwala sobie kończyć i zaczynać, co chce i kiedy chce, bez szacunku do Konstytucji i jakichkolwiek obyczajów międzyludzkich. (…) Policyjny piesku. Jedyne, co umiesz, to łasić się i podawać łapę. Nie masz własnych myśli, nie masz własnego zdania, możesz tylko ściągać i powtarzać cudze słowa jako swoje. Jesteś idealnym typem komunistycznego aparatczyka. (…) Tworzycie nową formę komunizmu. Rosja nie musi tu przychodzić. To Wy tworzycie Rosję u nas”.

A prezes Kaczyński? Na jednej z miesięcznic powiedział: – „Nawet jeśli w pewnych sprawach będziemy w Europie sami, to pozostaniemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii”. Te słowa głęboko niepokojące część opinii publicznej w Polsce oburzyły też Krystynę Jandę. Aktorka w Radiu Zet powiedziała: – „Nie można oddać Polski w ręce złodziei, którzy chcą nam ją ukraść i odsprzedać światu. Czuję się, jakby ktoś mnie w tej chwili opluł. Ja nikomu nic nigdy nie ukradłam, to jest mój kraj, bardzo go kocham. Pracuję w tym kraju od urodzenia. Jestem aktorką, nie tylko polską. Mam medal człowieka wolności, medal Karola Wielkiego za pomoc w zjednoczeniu Europy. Ja się czuję, jakby ktoś na mnie cały czas s**ł. To jest coś okropnego” – mówiła.

A kiedy prezydent Andrzej Duda rozwiał nadzieje obrońców sądów i poinformował, że podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, posypała się lawina komentarzy. Duda zaznaczał, że nowe akty prawne „bardzo, bardzo różnią się od tych przedstawianych w lipcu. Taką decyzję podjąłem. Głosy krytyki, które słyszę, zdumiewają mnie”. Odezwał się wtedy Maciej Stuhr, którzy przypomniał, iż rolą prezydenta jest stać na straży Konstytucji i napisał: – „Strażnik Konstytucji, hahaha! Bardzo śmieszne! Lodów bym mu nie dał potrzymać, bo by na pewno liznął!”.

W ostatnim miesiącu wrażenie zrobiła wypowiedź byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza, dla którego decyzja prezydenta o podpisaniu projektów ustaw sądowniczych jest swoistą odpowiedzią na uruchomienie przez Komisję Europejską wobec Polski art. 7. Cimoszewicz użył obrazowego porównania: – „Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc, mówi: nic mi nie zrobicie”.

Klasycznym „dialogiem na cztery nogi” była rozmowa ministrów Szyszki i Błaszczaka. Przed posiedzeniem rządu minister środowiska podszedł do szefa MSWiA i wręczył mu kopertę. – „To jest taka… córka leśniczego” – powiedział Szyszko. Błaszczak odparł: – „A to jest kamera Polsatu” i pomachał w stronę obiektywu. Niezrażony Szyszko mówił: – „Proszę Pana, ona prosiła, żebym Panu to przekazał”, Błaszczak po raz kolejny wskazał na kamerę Polsatu. Minister środowiska kontynuował: – „Także tutaj, mówię, niech Pan to przeczyta, dobrze?”. – „Dobrze” – zakończył Błaszczak, kładąc kopertę na stole.

Minister Szyszko w minionym roku miał wiele bulwersujących, a wśród nich i zabawnych, wypowiedzi. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej wspólnie z wicepremierem Jarosławem Gowinem, Szyszko nie zrezygnował z obrony swoich racji w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. – „Teren Puszczy Białowieskiej był intensywnie użytkowany w okresie przed „chrzestem”. I to jest okres przed narodzeniem Chrystusa również” – powiedział Szyszko.

Jednak to, co zostanie mi w pamięci na długie lata zdarzyło się wcześniej, choć rzeczywiście nie „przed chrzestem”. Gdy Stanisław Piotrowicz wyszedł na mównicę, by uzasadniać ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, posłowie opozycji zaczęli skandować: „Precz z komuną!”. Uradowany poseł Piotrowicz postanowił… skandować razem z nimi, wyraźnie wskazując palcem, kogo uważa za komunę. Niektórych wręcz zatkało. Przypomnijmy, Stanisław Piotrowicz – dziś publicznie krzyczący „Precz z komuną” – był prokuratorem w czasie stanu wojennego. W 1983 roku władze PRL odznaczyły go Brązowym Krzyżem Zasługi. Od 1978 roku do samego końca należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Był członkiem egzekutywy PZPR w Krośnie.

Czy „ciemny lud to kupi”? Od dwóch lat – niestety – kupuje…

Magda Jethon

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Czas odlecieć"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jurek

Ale tego „ciemnego luda” jest ciągle tyle, ile było w dniu wyborów, uwzględniając błędy mętnych i tendencyjnych metod badawczych, a premii wyborczej – w normalnych krajach normalnego zjawiska – nie było.
W tym, nasza Noworoczna nadzieja, że mimo ciągłej narracji dzielnych dziennikarzy, że „pisowi rośnie” – jednak NIE rośnie, mimo politycznej, wpędzającej kraj w długi, korupcji budżetowymi pieniędzmi.

Jacek Doliński

I tak oto politycy PiS-u pozbawiają chleba zawodowych satyryków (nie mylić z Janem Pietrzakiem).