„Dobra zmiana” ma swój Stalingrad

„Dobra zmiana” ma swój Stalingrad

Rządzący usiłują przekonać własnych ludzi i całą Polskę, że to nie klęska, a jedynie taktyczny odwrót na z góry upatrzone pozycje, ale prawdę widać gołym okiem: to początek końca.

Nerwowo robi się w oblężonym obozie „dobrej zmiany”. Z każdej strony wróg, zewsząd sypią się ciosy, kolejne operacje kończą się niepowodzeniem i trzeba swoim ludziom tłumaczyć, że to nie sromotna klęska, lecz planowe wycofywanie się na z góry upatrzone pozycje.

Małgorzata Gersdorf miała być prywatną osobą, a teraz się okazuje, że jednak jest głową Sądu Najwyższego – i trzeba się z tym pogodzić. Jak po czymś takim żyć, panie prezesie, jak żyć?

„Histeria jest niewskazana” – poucza zgnębionych czytelników propagandowy biuletyn braci Karnowskich „Sieci”, przyznając, że porażka w bitwie o Sąd Najwyższy to „gorzka pigułka, a nawet piguła”. Wtóruje mu Rafał Ziemkiewicz w „Do Rzeczy”: – „Rejterada ze zmian w Sądzie Najwyższym, po wielomiesięcznych pokrzykiwaniach i prężeniu muskułów, skompromitowała PiS w oczach najwierniejszych zwolenników, którym coraz trudniej wierzyć, że partia rządząca potrafi zrealizować cokolwiek z tego, co tylekroć zapowiadała”.

Coś podobnego musieli swego czasu przeżywać miłośnicy przodującego ustroju socjalistycznego, którym protoplaści Karnowskich wmawiali w „Trybunie Ludu”, że Lech Wałęsa jest prywatnym obywatelem, a związek zawodowy „Solidarność” nie istnieje. A potem nagle okazało się, że jednak istnieje, a Lech Wałęsa jest jego przewodniczącym i trzeba z nim rozmawiać przy okrągłym stole. Po prostu szok.

Na froncie medialnym też kiepsko. Wraże redakcje dawno miały być spacyfikowane, zdekoncentrowane i zrepolonizowane. Przecież już półtora roku temu posłanka Krystyna Pawłowicz zapowiadała agentowi niemieckiego Onetu: – „A po wakacjach weźmiemy się za was”. Minęły jedne wakacje, minęły drugie – i co? Obiecanki cacanki.

Wiadomo już, że PiS za media prywatne nie zdoła „się wziąć”. Może je podskubywać, może próbować je dyskretnie uzależniać od siebie (ten los spotkał Polsat i grozi Zetce), może je szykanować i ciągać po sądach (mnie też chce pozwać za sformułowania „państwo mafijne” i „gangsterskie metody”) – ale nie ma mowy o frontalnym blitzkriegu.

Kropkę nad „i” postawiła ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, dając „dobrej zmianie” z liścia i mówiąc, że ma się od mediów odwalić. Czegoś takiego polscy miłośnicy Trumpa się nie spodziewali. Myśleli, że jak Polska „wstanie z kolan” i ogłosi się najważniejszym sojusznikiem Waszyngtonu w Europie, to wszystko jej ujdzie płazem. A tu figa. Więc teraz trzeba ze łzami w oczach odwoływać prokuratorskie zarzuty wobec dziennikarza TVN i ogłaszać, że dekoncentracja mediów to tylko plotki. Że ministerstwo kultury tylko tak sobie niezobowiązująco rozważało różne warianty, ale projektu ustawy nie ma i nie będzie.

W tym samym czasie afera KNF i ustawa o przymusowym przejmowaniu banków „za złotówkę”, w zdumiewającym trybie przepchnięta przez parlament i podpisana piórem maczanym w budyniu, zdemaskowała charakter „dobrej zmiany”. Jeśli to nie jest państwo mafijne, to co nim jest?

Na dyktafonie szantażowanego bankiera Leszka Czarneckiego zapisał się donośny okrzyk: „PiS jest nagi!”. Słowa te usłyszeli wszyscy obywatele Polski, którzy w gruncie rzeczy to widzieli, ale zbiorowy konformizm nie pozwalał im wypowiedzieć tej prawdy na głos.

Teraz jednak, gdy te słowa wreszcie padły, nic już nie będzie takie jak wcześniej. Wszystkie te klęski i żałosne rejterady obozu rządzącego, wszystkie te gorzkie pigułki, a nawet piguły są zaledwie zapowiedzią tego, co czeka nas na wiosnę przy okazji wyborów do europarlamentu, a później – miejmy nadzieję – do parlamentu polskiego. – „Bez istotnej zmiany kursu, na co jest już bardzo mało czasu, za rok stracimy władzę” – kracze cytowany na łamach „Super Expressu” „jeden z najważniejszych ministrów” (gazeta nie ujawnia tożsamości rozmówcy, ja stawiałbym na Gowina). Bardziej dosadnie, ale równie celnie formułuje tę prognozę na Twitterze cytowany już Rafał Ziemkiewicz: – „No tak jak zwykle – nie oddamy ani guzika, oddamy całe gacie”.

Tak więc uszy do góry, dla Polski zapowiada się niezły rok.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
BartechAntyKaczoradama Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
adama
adama

A feldmarszałek za chwilę ogłosi zwycięeską kapitulację. Niestety od Stalingradu jeszcze przez 2,5 roku trwało dobijanie faszyzmu. Więc to jeszcze potrwa, ale zwycięstwo będdzie nasze.

AntyKaczor
AntyKaczor

Pięknie, pięknie ale… na kolejne wybory trzeba iść. Obowiazkowo! Nikt za nas tego nie zrobi. Im nas więcej tym lepiej.

szary człowiek
szary człowiek

Ale rozkradanie i psucie wszystkiego dookoła idzie dalej pełną parą. W tym są niepowstrzymani.

ech
ech

Mitologia grecka poucza, wskazując sposób rozwiązywania problemów: po prostu należy obciąć Hydrze łeb!
Ileż mądrości mieli starożytni……

Bart
Bart

Powtórzę za prof. Gdulą, bo to chyba on sformułował tę tezę – Polacy popierają silnych i skutecznych. Dlatego tak wielu ludzi kochało PiS – bo choć złodzieje, aferzyści i i wprowadzali faszystowskie porządki, to wydawali się skuteczni (choć dla normalnych wyborców – po prostu bezczelni)
Teraz, gdy ten element wizerunku zdaje się walić, rzeczywiście rośnie szansa na koniec tej mafii. Każda porażka pis – tj brak sukcesu w wymuszeniu jakiejś skandalicznej zmiany – paradoksalnie będzie ich osłabiał. Stopniowo do elektoratu dotrze, że to tchórze i największe w galaktyce przegrywy.