Dokąd prowadzi ciemność

Dokąd prowadzi ciemność

Ciemności Wielkiego Tygodnia dla niektórych ludzi trwają przez wiele lat, wypełniają ich życie.

Wielki Tydzień nie jest czasem tryumfu, okrywa go ciemność. Zdradzony, poniżony, zamordowany i pogrzebany Jezus uczestniczy w ciemnej stronie człowieczeństwa. Nie jest herosem igrającym z przeciwieństwami, lecz słabym człowiekiem, który zostaje zniszczony. Nie jest jednak biernym skazańcem, sam nadaje sens cierpieniu i śmierci.

Ciemności Wielkiego Tygodnia dla niektórych ludzi trwają przez wiele lat, wypełniają ich życie. Zdumiewające, że ciemność niewiary i ciemność wiary mają wiele wspólnego. Wewnętrzna ciemność jest stanem otwierania się na światło, którego jeszcze nie widać lub już zgasło. Pewnie był to przypadek, że kilka lat temu przeczytałem Tadeusza Różewicza „Matka odchodzi” i zaraz potem „Prywatne pisma” bł. Matki Teresy z Kalkuty. Opowieść poety i zapiski zakonnicy zacząłem rozumieć, jakby były wspólnym tekstem napisanym na cztery ręce, które nigdy się nie komunikowały.

W całym świecie podziwiano Matkę Teresę za jej oddanie ludziom umierającym na ulicach współczesnych metropolii. Tylko nieliczni wiedzieli, że przeżywała mistyczną noc wiary. Im bardziej pragnęła być blisko Boga, Bóg się oddalał. Najpierw doświadczenie to przyjmowała z szokiem i niepokojem, ale potem zaczęła myśleć, że na tym polega jej powołanie i droga do świętości. „Jeśli kiedykolwiek będę Świętą – na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie – aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności”. Mogła tak mówić, ponieważ nieustannie przeżywała wewnętrzne rozdarcie, które przykrywała – sama to mówiła – uśmiechem jak płaszczem.

Nie taiła swych przeżyć przed arcybiskupem Kalkuty i spowiednikiem. Podtrzymywali ją na duchu, ale byli bezradni wobec niezwykłego daru wiary przenikniętej bólem i zwątpieniem. Kazali jej zapisywać wszystkie myśli bez wewnętrznej cenzury. „Czuję w duszy po prostu ten straszliwy ból z powodu utraty – Boga, który mnie nie chce – Boga, który nie jest Bogiem – Boga, który naprawdę nie istnieje (proszę Jezu, wybacz moje bluźnierstwa – kazano mi pisać wszystko). (…) Moja dusza nie jest jednością z Tobą – a przecież, kiedy chodzę godzinami po ulicach – godzinami do Ciebie mówię – o tęsknocie do Ciebie”. Utracie wiary towarzyszy modlitwa zwrócona do Boga, który milczy i staje się nieobecny.

Trudno zrozumieć ten wymiar religijności, niedostępny dla większości ludzi, ale nawet ci, którzy nie przeżywają opuszczenia przez Boga, pozostają pod wrażeniem autentyczności wyznań Matki Teresy. Wiara bez tęsknoty za Bogiem byłaby tylko jakąś deklaracją, jeszcze dotkliwiej pustą niż doświadczenie nieobecności Boga w ludzkiej duszy. Być może duchowe przeżycia błogosławionej z Kalkuty stanowią ekstremalną sytuację tego, czego doświadczają ludzie wierzący i niewierzący, nie wiedząc wzajemnie o podobnej głębi swej tęsknoty.

W młodości naznaczonej koszmarem i absurdem wojny Tadeusz Różewicz utracił wiarę w Boga. Nigdy ze swej niewiary nie uczynił sztandaru walki, obce mu były prometejskie iluzje, był ateistą niezwykle konsekwentnym. Ponieważ nie maskował niewiary ideologicznym sztafażem, wyrobiła ona w nim czystość i ostrość widzenia kondycji ludzkiej, uczyniła go uśmiechniętym sceptykiem, a czasami również zjadliwym krytykiem. Tkwił w środku ciemności, ale nią nie epatował. Z drżeniem i niepewnością patrzył w nicość.

W epoce, w której śmierć stała się faktem masowym, włączonym w strukturę przemysłu, zdobył się na opowieść o jednostkowej, cechującej się jedynością i niepowtarzalnością, śmierci swej matki. Różewicz ateista traktuje na serio wiarę matki i dlatego patrzy na siebie i świat dookoła jej oczami zza grobu. Jej postać jest ikoną umieszczoną w ciemności. Brak własnej wiary nie osłabia pragnienia kontaktu i rozmowy z matką, posiłkuje się jej szczerą wiarą. Czyni gesty, które mają sens tylko w sferze religii, ale nie oszukuje, że wyrażają jego świadomość. Ale również nie przeczy, że czyni kroki, aby przejść na drugą stronę, idąc za matką i do matki najdalej, jak potrafi. „Minęły lata Ty mnie trzymasz za ręce za nogi ty mnie ciągniesz do ziemi zaparłem się ciebie Kur pieje kiedy się budzę Klęczę przy łóżku ale się nie modlę zamknąłem oczy” Zapis na pograniczu jawy i snu, i na pograniczu niewiary i wiary. Rozmowa z matką staje się rozmową z Chrystusem. Piejący kur zdaje się istnieć w sposób równie mocny w przestrzeni realnej, postrzeganej zmysłami i w przestrzeni symbolicznej, ponadzmysłowej, metafizycznej. Nie ma jasności, ale ciemność pulsuje obecnością matki, która umarła i może żyć tylko w swej wierze.

Duchowość przeniknięta ciemnością, świadomością nicości i opuszczenia przez Boga nie osłabia wrażliwości moralnej, przeciwnie wzmacnia ją, staje się impulsem do działań i postaw motywowanych niewzruszoną opcją na rzecz dobra. Matka Teresa przyznaje, że jej współczucie dla nędzarzy ma źródło w świadomości, że w ich obliczu spotyka oblicze cierpiącego Chrystusa. Ateista Różewicz patrząc w nicość, jaka pozostała po obecności matki, martwi się o losy religii w cywilizacji, w której nihilizm staje się cynizmem, totalną pogardą dla kruchości i śmiertelności. „Polityka zamieni się w kicz, miłość w pornografię, muzyka w hałas, sport w prostytucję, religia w naukę, nauka w wiarę”. Jego nihilizm jest inny, rodzi bezwzględną czułość dla istnienia.

ks. Alfred Marek Wierzbicki
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
wojciech12345Marek Cz.NihilMaciek123454321 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek123454321
Maciek123454321

A w Polsce królują ludzie, którzy Bogiem wycierają sobie zaplute gęby. Nie ma w Polsce Kościoła!!!!!!! Isnieje tylko banda zidiociałych uzurpatorów pławiących się w bogactwie i mielących ludzkie mózgi na gówno. To oni są odpowiedzialni za zbydlęcenie dużej części Narodu Polskiego. Manipulują ludzkimi duszami. A najgorszym z nich jest pewien szaman z Torunia, Pod przewodnictwem takich ludzi kościół w Polsce stał się sektą KATOLI. Z coraz większym politowaniem patrzę na ludzi modlących się w kościołach. To są współcześni poganie oddający cześć bałwanom, a głównie pewnej figurze i symbolowi, które straciły jakiekolwiek znaczenie. Ta figura przedstawia jakiego skrwawionego hipisa ze szmatą… Czytaj więcej »

Nihil
Nihil

Macku podzielam Twoje zdanie w 100%
Nie ma uduchowienia w katolach,nie ma Boga…jest wiara na pokaz,wiara w kler który który dla nich jest Bogiem

Marek Cz.
Marek Cz.

Tak zapytam. Przeczytaj swoje słowa uważnie. Szczególnie, gdzie trzeba mieć Boga. W sercu, nie na ustach? I zastanów się gdzie Ty go masz? O innych się nie martw. Oni mają go tam gdzie mają. Nie tobie oceniać, aby nie być ocenianym.

Nihil
Nihil

Marku Cz.Nie oceniam,a wyrażam swoje poglady-do czego mam prawo jak kazdy wolny (jeszcze) w tym kraju człowiek.Co to za religia która w swoich założeniach mówi o miłosierdziu,wybaczaniu i dobroci ogólnie pojętej, a robi wszystko na opak.Popatrz na spotkania radia Maryja i inne mocherowe spedy.Czy tam jest to o czym nauczał ich Chrystus?Tam jest nienawiść,homofobia i jad.
Te wartosci dzis cechuja tych gorliwych katolikow.Jezeli tego nie widzisz to albos ślepy i głuchy.Albo brak w Tobie empatii.Amen

Maciek123454321
Maciek123454321

Jak tak sobie myślę, że ty to akurat Boga masz w d………………… Zabolało pisuarku, co?

wojciech12345
wojciech12345

Na cb nikt już nie patrzy z politowaniem kretynie bo przy twoim IQ zasługujesz jedynie na to aby istnieć jako wiejski idiota i trzeba przyznać, że doskonale się sprawdzasz w tej roli…