Donosy – tajna broń prezesa

Pawłowicz podważa uczciwość osób liczących głosy: wygrać miał Jaki

Im lepsze, solidniejsze i poparte faktami tym większa pewność, na spełnienie życiowych aspiracji, czasem nawet… „dokopanie” nieprzyjacielowi. Bez osłonek pisze o tym Fakt24, zapewniając, że chcąc w partii przeforsować jakąś swoją „sprawę” należy nade wszystko dotrzeć jak najbliżej ucha prezesa, mając w garści stosowną „informację” i koniecznie sprecyzować ją w formie pisemnej. Wtedy „jest nadzieja, że jej bohatera wykończy” – sugeruje dziennik, choć zastrzega, że trzeba uważać, bo „informacja” może się okazać wręcz samobójcza. „Czasem Kaczyński potrafi wykończyć tego, kto uprzejmie zadenuncjował kolegę czy koleżankę…” Taka jego polityka i styl zarządzania – zapewnia.

Kiedy działacz PiS pyta Kaczyńskiego, czy ten „coś na niego ma”, prezes PiS zawsze bez mrugnięcia okiem odpowiada, że tak. I pewnie to prawda… – pisze gazeta.

Prezes Kaczyński od lat prowadzi w partii politykę donoszenia – przekonuje. To jest jego narzędzie do opanowywania ludzi. „Każdy coś ma na każdego” – dowiaduje się od polityka PiS, który dodaje, że prezes „wszystko to musi wiedzieć”. Dlatego sztuka „kapowania” w tej partii od samych dołów, czyli kół w terenie, aż po górę opanowana jest już do perfekcji. „Prezesa najbardziej złoszczą informacje o tym, że jakiś działacz kradnie, albo że ma kochanki, rozwodzi się lub bije żonę, czyli „obyczajówka” – wylicza ten sam polityk PiS.

Jest jednak pytanie o sposób i metodę… „Można np. donieść „dworzanom”, czyli najbliższym współpracownikom prezesa” – radzi dziennik, ale skuteczność takiego donosu nie jest dość pewna, bo nikt do końca nie wie kto z kim trzyma. Dlatego najlepiej złożyć donos prezesowi osobiście. Ale dopchanie się do niego bywa trudne. „To jest jak audiencja u króla.” „Złapać” prezesa, gdy wizytuje tzw. „teren” – nie jest wskazane, bo nie wolno burzyć odświętnej atmosfery tego wydarzenia

„Wtedy nawet ze znienawidzonym stoimy razem” – przyznaje „Faktowi” jeden z posłów PiS.

Dobrze jest natomiast podrzucić donos pani Basi – zaufanej sekretarce prezesa. „Co jak co, ale donosiki poda”. A prezes będzie wiedział w jakim momencie go wykorzystać. Dziennik zauważa, że bywa i tak, że nawet samemu „„podkapowanemu” pokaże donos złożony na niego! Taki delikwent zostaje wezwany nagle, widzi, że prezes jest zły, ma jakieś papiery na stole. Wtedy Kaczyński nagle wychodzi. A delikwent ma czas przeczytać donosik. Po chwili prezes wraca. No i co? Delikwent za przeproszeniem „robi w majty i sypie” – opowiada dziennikarzowi jeden z polityków.

Konkretnych przykładów przeróżnych donosicielskich inicjatyw daleko szukać nie trzeba i Fakt podaje pierwszy z brzegu. Dość typowy dla tego ugrupowania politycznego. Podczas ostatniej miesięcznicy „po złożeniu kwiatów przed Pałacem do prezesa podchodzi kobieta i wręcza mu plik kartek w foliowej koszulce. To działaczka PiS z Konina Zofia Itman, a kartki – to donos na posła Witolda Czarneckiego.”

Powołując się na polityka dobrze znającego lokalny układ dziennik informuje, że „Itman była dyrektorką biura Czarneckiego, teraz jest z nim skonfliktowana i donosi prezesowi”. Inny uzupełnia tę informację twierdząc, że Itman straciła ostatnio stanowisko szefowej struktur partii w Koninie przez zagrywkę posła Czarneckiego.

To jest dziś, a cofając się w czasie „Fakt” przypomina kłopoty rodzinne Trzeciego bliźniaka Ludwika Dorna, o których głośno Kaczyński osobiście powiedział, a wiedza kompromitująca wcześniejszego przyjaciela pochodziła ni mniej, ni więcej jak tylko z donosu, który czekał na stosowną okazję i …doczekał się.

Inną ofiarę donosów wykorzystanych we właściwym momencie Przemysław Gosiewski. Fakt przypomina, że w tym przypadku walkę toczyły ze sobą jego żony – była i nowa. Chodziło także o alimenty na jego syna. W wojnę włączała się nawet matka Przemysława Gosiewskiego.

Dziennik przypomina też o legendach, jakie krążyły na temat donosów na spin doktorów PiS Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Gdy święcili największe triumfy w PiS, nie było dnia, aby ktoś na nich nie donosił. Plotki mówiły i o nieobyczajnym prowadzeniu, i o chciwości.

Innym razem, doniesiono prezesowi na pewnego wysoko postawionego w partyjnej hierarchii posła. Miał lubić małe dziewczynki. Choć poseł przekonywał prezesa, że to wszystko nieprawda, Kaczyński nie do końca mu uwierzył. Teraz też pewnie czeka na „właściwą chwilę”.

/jp/

Źródło: Fakt24

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
antyuzurpatorNihil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nihil
Nihil

Kapuś kapusiowi wybaczy, a potem poderżnie mu gardło. Tak trzymać kaczpiski

antyuzurpator
antyuzurpator

Oto wyjaśnia się fenomen, jak taka niedojda życiowa może trzymać za mordy swoich pachołków. W poszukiwaniu haków na każdego nawet nie musi grzebać po ipeenach czy innych archiwach. Jego szczury na wyścigi przyniosą mu papiery na dwóch łapkach.

antyuzurpator
antyuzurpator

„Hasło reklamowe” władzy/partii/milicji z czasów słusznie minionych: „Mosz kłopoty – pisz do nos”.