„Dramat” jednoaktowy ze Stanisławem Karczewskim w roli głównej

Karczewski wezwie do Sejmu Sanepid?

Pan były marszałek czuje się bardzo rozgoryczony, wręcz skrzywdzony tą wielką niesprawiedliwością, jaka go spotkała.

Ależ gorący tydzień za nami. Zaprzysiężenie nowych posłów, lekki demakijaż rządu, rozpaczliwe poszukiwanie kasy, co już owocuje nowymi pomysłami, ile i jak ją z nas wyciągnąć. Dla mnie jednak „bohaterem” ostatnich dni jest Stanisław Karczewski i jego walka o jego Senat. To najbardziej tragiczna postać, pełna smutku i rozżalenia. Biedaczek, który zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowych realiach.

Zacznijmy jednak od początku. 13 października odbyły się wybory do parlamentu. Oczywiście Zjednoczona Prawica wygrała Sejm, co nie było żadnym zaskoczeniem. Wprawdzie okazało się, że PiS jest teraz bardziej uzależnione od swoich sojuszników, bo bez nich nie ma większości, że ogólnie na partie opozycyjne głosowało w sumie więcej Polaków niż Zjednoczoną Prawicę, że prezes nie krył rozczarowania, bo miał nadzieję, że zwycięstwo to będzie druzgoczące i opozycja na wieki wieków zostanie wyeliminowana, ale co tam. Wygrana to wygrana. Gorzej, gdy doszło do podsumowania wyników głosowania na senatorów i tutaj PiS poległo. To było jak uderzenie w policzek, zniewaga, nad którą ciężko przejść do porządku dziennego.

 

Najpierw zapadła cisza. Trzeba było ogarnąć temat i zastanowić się, co dalej. Najlepszym pomysłem okazał się ten, który już niejeden raz wspomógł prezesa i jego kolesi, czyli… przekupstwo. Sam Karczewski nie krył, że wszystko możliwe, bo przecież „nigdy nie było takiej sytuacji, że senatorowie, którzy rozpoczęli kadencję, w takich samych konfiguracjach politycznych tę kadencję kończyli”.

Ruszyła więc pisowska brać do boju, wierząc, że znajdzie kilku senatorów, którzy przejdą na ich stronę mocy, a tu klapa. Nie pomogły obietnice świetlanej przyszłości, nie pomogło zastraszanie. Senatorowie opozycyjni i niezależni zaparli się i koniec. Dla PiS-u to sytuacja nie do ogarnięcia, bo jak to. Przecież ta partia jest mistrzem w kupowaniu poparcia, a tu taka porażka. Ciężko to było przegryźć, tym bardziej, że zgłoszone protesty wyborcze, dotyczące nieprawidłowości w wyborze senatorów, też zostały odrzucone.

Fakt stał się faktem. PiS stracił Senat i choć na uszach stawał, nie udało się tego zmienić. No i tu wyskakuje nam ten biedak, pan Karczewski. Do końca, do ostatniej chwili był przekonany, że uda mu się zatrzymać stanowisko marszałka Senatu, bo przecież był takim wspaniałym marszałkiem. Jak mówił, „debaty wokół spraw nawet najbardziej dyskusyjnych, problematycznych, kontrowersyjnych, toczyły się do późnych godzin nocnych, nigdy nie ograniczałem możliwości wypowiadania się senatorów opozycji, mieli sytuację wręcz komfortową w Senacie. Moje drzwi były, są i będą otwarte dla wszystkich senatorów”, a tak w ogóle jego kadencja „była udaną kadencją. Myślę, że panowałem nad emocjami senatorów, potrafiłem prowadzić obrady, ale przede wszystkim prowadzić sprawy, za które odpowiedzialny jest Senat”.

Naprawdę nie wiem, czy to zaklinanie rzeczywistości czy też początki demencji, bo zupełnie inaczej pamiętam rządy marszałka Karczewskiego. Wyrzucenie flagi unijnej, skracanie czasu wypowiedzi, wyłączanie mikrofonów, nocne obrady, bezkrytyczne przyjmowanie każdej ustawy Zjednoczonej Prawicy, nawet tej, pełnej błędów i potem wielokrotnie poprawianej. Zapomniał o tym?

 

Teraz pan były marszałek czuje się bardzo rozgoryczony, wręcz skrzywdzony tą wielką niesprawiedliwością, jaka go spotkała. Walkę o fotel marszałka Senatu przegrał z profesorem Grodzkim i ależ ta porażka boli. Żegnaj luksusowy apartamencie w jednej z willi rządowych. Żegnaj cateringu i usługi prania oraz sprzątania w gratisie. Żegnajcie loty z rodzinką… I co teraz z tym pięknym portretem Karczewskiego, który był niezbędny „dla dobrego funkcjonowania państwa”? Pewnie zabierze do domu, powiesi w salonie i będzie się przed nim modlił o rychły upadek Senatu, który w obecnym składzie do niczego prezesowi i partii się nie przyda.

Jestem jednak przekonana, że nieraz usłyszymy jeszcze o panu Karczewskim. Już dzisiaj wieszczy on, że Senat nowej kadencji zamieni się w „izbę politycznych awantur”, bo przecież inaczej być nie może, a on sam będzie krytycznie patrzył na ręce nowego marszałka i ostro go punktował. Upokorzony i nieszczęśliwy pan Karczewski dzisiaj przywdziewa zbroję don Kichota i rusza na samotną walkę. On kontra senatorowie, którzy nie dali się przekupić. On i jego wiara, że wszystko jeszcze może się zmienić i powróci do koryta w blasku chwały i sławy. On silny, niezłomny, oddany prezesowi i pisowskiej Polsce nie odpuści. Jeszcze pokaże wszystkim, kto tu rządzi…

Tamara Olszewska
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

14
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
darooWit254LeszekChermesJan Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
banas
banas

Kij mu w portret!!! Tylko niech nie zapomni zapłacić!!! PAJAC!

Tadeusz
Tadeusz

Biedny, on biedny.

Maciek123454321
Maciek123454321

No niestety – żałosny szmaciarz. Zawsze taki był, zresztą cała pisowska zbieranina (po odsianiu osób wątpiących, jak prof. Aleksander Bobko) to już chyba w całości szumowiny. Być może na pewne odruchy przyzwoitości, zdobędą się bigosanci z „Porozumienia”, ale nie liczyłbym specjalnie na to. Karczewski jest modelowym przykładem rozwydrzonego bachora, który przegrał w makao, tupie ze złości, wrzeszczy i płacze. Podobnie, jak jego pryncypał („zasłużyliśmy na więcej”). Głupi rodzice często ustępują rozwydrzonemu bachorowi dla świętego spokoju, pozwalając gnojowi wygrywać w karty, ale w polityce NIE WOLNO rozwydrzonym łobuzom ustępować. „To gorzej niż głupota, to błąd” -powiedział swego czasu jeden z najwybitniejszych… Czytaj więcej »

Karol
Karol

Ostre, ale zgodne z prawdą, w całej tej organizacji pisowskiej, nie ma sensownych ludzi, jak to mówią swój do swego ciągnie. Zgorzkniałe zakłamane towarzystwo, Gowin i jego przyboczni to jest ten sam element klaszczą ale się nie cieszą.
Pozdrawiam.

Jacek Doliński
Jacek Doliński

Pani Tamaro, diagnoza jest prosta: wszyscy PiSi kłamią jak bure suki (przepraszam bure suki) – w myśl tzw. doktryny Kurskiego: „Ja wiem, że to ściema, ale ciemny lud to kupi” (©2005, Jacek Kurski)

Mimi
Mimi

On wyparł z pamięci te pożałowania godne manipulacje, jakich się dopuszczano. Tak myślę, bo nie chcę wierzyć że jest notorycznym kłamcą albo że ma sklerozę….

Elżbieta
Elżbieta

Ciężko od bogatego żłobu odejść, oj ciężko. Teraz pan Karczewski niech idzie pracować dla idei

Jan
Jan

Szpital dla elnuchow to dobra praca

Wiktor
Wiktor

A może pan Karczewski, to poprostu polityczny sutenerem, kaperującym innych do politycznej prostytucji. „Biedak” przywykł do władzy i luksusów. A może by tak został znowu lekarzem, przecież jest lekarzy niedobór, a polityków aż naddto.

Mariola
Mariola

Biedny pan Karczewski, to taki ciepły człowiek…niczym Łukaszenko..

Chermes
Chermes

Moja rada dla pana Karczewskiego:
Stasiu, zadzwoń do Banasia. On ci tanio wynajmie pokoik i tam swe żale ukoisz.

Leszek
Leszek

To dopiero będzie jak Kaczyński będzie musiał chodzić po zakupy bez ochrony

Wit254
Wit254

Wstydził by się, chodzi teraz po środkach masowego przekazu i popiskuje cieniutko jak mysz, jaka mu się teraz krzywda dzieje.Nie chce pamiętać, że przez minione cztery lata, bezwolnie i usłużnie wykonywał wszystkie polecenia i zachcianki Kaczyńskiego .Czyniąc z Senatu maszynkę do głosowania niedopracowanych ustaw, które były w krótkim czasie kilkukrotnie nowelizowane.

daroo
daroo

Zero klasy , zero honoru , tacy ludzie rządzą w tym kraju , ale mamy to co chcieliśmy a wlaściwie to co chciała garstka nieudaczników życiowych którym 500+ odebrało rozum i zdrowy rozsądek