Dramatyczny krzyk śląskich matek.

Dramatyczny krzyk śląskich matek.

Sytuacja epidemiologiczna na Górnym Śląsku okazuję się naprawdę dramatyczna! Matki dzieci przebywających na kwarantannie opowiedziały Wirtualnej Polsce o swoich trudnościach – część z nich ma poważne problemy z dostaniem się do szpitali. Powoduje to, że życie i zdrowie ich pociech jest poważnie zagrożone…

Liczba osób chorych na COVID-19 i objętych kwarantanną na Śląsku stale rośnie, co generuje kolejne problemy miejscowych społeczności. Dziennikarze WP zebrali relacje grupy matek, których dzieci przebywają na przymusowej kwarantannie.

 

Jedna z nich musiała czekać aż 2 tygodnie na wykonanie testu na obecność koronowirusa dla jej zaledwie dwuletniej córeczki i pozostałych członków rodziny. Bez tego młody człowiek nie zostałby przyjęty do szpitala jednoimiennego; sami rodzice natomiast nie mogliby opuścić miejsca zamieszkania.

O podobnej sytuacji redaktorom Wirtualnej Polski opowiedziała matka chłopca. Wszyscy członkowie jej rodziny zostali poddani testom na obecność wirusa, lecz… nikt przez dwa tygodnie nie poinformował ich o uzyskanych wynikach.

– „Mąż pracuje w kopalni i tam miał kontakt z osobą zakażoną koronawirusem. Na początku maja zarówno mój mąż, ja, jak i mój syn, zaczęliśmy mieć objawy choroby. W przypadku mojego syna wynik był kluczowy, bo cierpi on na chorobę układu krążenia. Od wyniku testu zależała decyzja o ewentualnym leczeniu hematologicznym” – opowiedziała w rozmowie z WP kobieta.

Problemy rodziny związane były z kłopotami organizacyjnymi w miejscowym Sanepidzie:  – „(…) Dzwoniliśmy do stacji epidemiologicznej w Katowicach, gdzie dostaliśmy informację, że wyniki moje i mojego męża znajdują się w komputerze. Ale nie ma tam wyników testów mojego syna. Pani, z którą rozmawialiśmy, nie była upoważniona do podania nam wyników testów”. Później pracownicy instytucji poinformowali kobietę, że test jej nieletniego synka zaginął (!).

 

To jednak nie wszystko, bo, według relacji rozmówczyni WP, test został wykonany po raz drugi i zaginął po raz kolejny… „Płakałam z bezsilności i braku możliwości otrzymania pomocy” – przyznała zrozpaczona kobieta.

Test, w końcu, został wykonany i okazało się, że dziecko nie jest zarażone.

Podobny dramat rozegrał się również w innym śląskim domu, gdzie wychowuje się dwójka dzieci – rodzinie wykonano badania na obecność wirusa, lecz i tym razem nie obeszło się bez komplikacji:

– „Mąż miał jeden wynik pozytywny i dwa negatywne. Ale kilka dni po otrzymaniu wyników testów dostaliśmy informację z sanepidu, że pierwszy wynik negatywny jest nieważny, bo został zrobiony po pięciu dobach. A drugi wymaz po negatywnym wyniku a powinien być przeprowadzony po 10 dobach – powiedziała mediom Ślązaczka. Nadal jesteśmy na kwarantannie. Została przedłużona, bo drugi wymaz został przeprowadzony przez sanepid zbyt wcześnie. Nie jesteśmy jedyni. Testy u mojego teścia, który mieszka w Tychach, musiały zostać przeprowadzone ponownie, bo sanepid pobrał zbyt małą próbkę śliny podczas wykonywania wymazu”.

Dramat rodzin na Śląsku wiele mówi o bezradności państwa w obecnej sytuacji. Sparaliżowane stacje Sanepidu często pozbawione są dostatecznej liczby pracowników, którzy mogliby poradzić sobie z wykonaniem niezbędnej pracy.

Smutnym zwieńczeniem przedstawionych historii jest relacja pragnącej zachować anonimowość kobiety, która wyznała, że wraz z dziećmi spędziła na kwarantannie 29 dni. „O tym, co się dzieje moglibyśmy napisać książkę” – podsumowała.

/nt/

Źródło: wp.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o