Duda wielki i potężny

Andrzej Duda sypie groszem na lewo i prawo. Bon turystyczny o wartości 500 zł na każde dziecko. Zbieżność z terminem wyborów przypadkowa?

Poprzedniego prezydenta wolno było obrażać, bo reprezentował tylko goły majestat, w dodatku stetryczały jakiś, wąsaty i z małej litery pisany. Majestat Dudy jest inny niż jego poprzedników, znacznie bardziej majestatyczny.

Na sobotniej konwencji PiS było wystawnie i bogato, bo też w ostatnich latach ta partia stała się jakoś nadspodziewanie zasobna. Uczestnicy spotkania byli w świetnych nastrojach. Doskonale się bawili, z mównicy leciał żart za żartem.   – Po wygranych wyborach Andrzej Duda prowadził bardzo trudną walkę z tymi, którzy bezczelnie łamali konstytucję i perfidnie wmawiali innym, że to my ją łamiemy! – kpił Jarosław Kaczyński, ku wielkiej uciesze słuchaczy.   – Andrzej Duda nie zawiódł Polaków! – dowcipkowała Beata Szydło. – Polska zmienia się na lepsze! – rozśmieszał publikę sam Pan Prezydent. Po tych fajerwerkach dowcipu przekazano zebranym zaskakującą wiadomość , że rada polityczna PiS niespodziewanie poparła kandydaturę Andrzeja Dudy. I na tym relację z inauguracji kampanii prezydenckiej można już zakończyć.

 

Ciekawiej działo się w Sejmie, gdzie parlamentarzyści PiS „z najwyższym oburzeniem” postanowili uchwalić, że teraz już nie wolno będzie krzyczeć, gwizdać, ani nawet buczeć na obecnego Pana Prezydenta, ponieważ są to „barbarzyńskie zachowania wymierzone w autorytet polskiego państwa”. Sami posłowie PiS mieli chyba świadomość, że nazwanie Andrzeja Dudy autorytetem czegokolwiek, a już Polski w szczególności, jest ryzykowną ekwilibrystyką stylistyczną, ale przecież chodziło im o to, że gwizdy i wrogie okrzyki (jak na przykład: – Konstytucja!) – bardzo peszą Pana Prezydenta z wielką szkodą dla Jego wyborczego wizerunku. Bo gdy Pan Prezydent jest skonsternowany, to mieszają mu się wyuczone frazy, uchodzi powietrze z balonika napompowanego emfazą i infantylnym zadęciem, głos ma wtedy niepewny i gromy rzucane na wrogów brzmią jak plaskanie zamokłych kapiszonów. I już nie mówi tak pięknie jak wtedy, gdy wiwatują, nie porywa tłumów jak na występach gdzie skandują Jego nazwisko. Co gorsza – takiemu, którego można skrzyczeć i zrugać jak psotnego Dudusia, młode dziewczyny nie będą chciały rzucać się na szyję.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Andrzej Duda stać się powinien nietykalną świętością narodową. Otóż reprezentuje On Majestat zarówno Rzeczypospolitej, jak i Prezesa Kaczyńskiego.  Poprzedniego prezydenta wolno było obrażać, bo reprezentował tylko goły majestat, w dodatku stetryczały jakiś, wąsaty i z małej litery pisany. Majestat Dudy jest inny niż jego poprzedników, znacznie bardziej majestatyczny. Historia uczy, że dostojeństwo w rozmiarze XXL często zastępuje wiedzę, rozsądek i przyzwoitość, czyli cechy nakazujące umiarkowanie w sprawowaniu władzy. Gdy brakuje tych cech, a dodatkowo Majestat ma patriotyczne barwy idei narodowych, to jego nosicielowi wolno już wszystko – w naszym przypadku wszystko to, na co pozwoli Jarosław Kaczyński. Nasz Majestat uprawniony jest w szczególności do sortowania społeczeństwa na rozmaite kategorie, z których tylko jedną, tę osadzoną przy władzy, należy szanować, a pozostałe obrażać można do woli. W drugą stronę to nie działa, bo Dostojeństwo Andrzeja Dudy nie dopuszcza jakiejkolwiek krytyki Jego najwyższego urzędu, bez względu na to, czy Pan Prezydent dotrzymuje swojej przysięgi, czy już o niej zapomniał, i niezależnie od tego, czy szanuje i chroni Konstytucję, czy też traktuje ją jak brudnopis, bazgrze po jej zapisach i wydziera z niej kartki, żeby w oczekiwaniu na nowe amerykańskie zabawki już teraz puszczać sobie w pałacu papierowe samolociki.

Jeszcze pięć lat temu dla ważności prezydenckich decyzji trzeba było spełnić ustalone prawem warunki. Dziś to już tak nie funkcjonuje. Obecnie można ułaskawić kogoś, kogo sąd jeszcze prawomocnie nie skazał. Można odmówić nominacji sędziemu, który spełnił niezbędne kryteria, ale się Panu Prezydentowi lub Prezesowi nie spodobał. Można nominować do dowolnego sądu dowolnego człowieka bez względu na jego kwalifikacje, z pokrętną drogą zawodową czy zafajdanym życiorysem. Decyzją Pana Prezydenta sędzią może dzisiaj zostać każdy znajomy prezesa, niezależnie od tego, czy rekomendował go właściwy organ konstytucyjny, czy wybrana przez samą siebie grupa trzymająca z władzą. Pan Prezydent dysponujący Majestatem może interpretować przepisy wedle uznania (Prezesa), a nawet unieważniać sądowe wyroki. Dokładnie tak jak w PRL decydująca jest teraz Wola Polityczna, przed którą prawo musi się ugiąć.

Woli politycznej Panu Prezydentowi nie brakuje. Już w 2018 roku ówczesny senacki Zespół ds. Monitorowania Praworządności naliczył 13 artykułów Konstytucji złamanych przez Andrzeja Dudę i jego partię – i to tylko w zakresie tzw. „reformy sądownictwa”. – Ale który artykuł?! – pytała wtedy prezydencka małżonka (chyba jeszcze wolno pisać jej funkcję z małych liter?), gdy spotkana w fast foodzie uczennica wykrzyczała prezydentowi w twarz naruszanie ustawy zasadniczej. Dziś nikt już nie liczy przypadków bezprawia w wykonaniu doktora prawa, którego wstydzą się na jego macierzystym wydziale Jagiellonki, a w Trybunale Konstytucyjnym, rozmontowanym przez Dudę za pomocą długopisu, szatkowana jest już nawet preambuła osieroconej ustawy zasadniczej.

– Państwo to ja! – mawiał Ludwik XIV z Burbonów.  – Prawo to ja! – mówi Adrian I z Ucha Prezesa.  – O legalności nominacji mocą swego podpisu decyduje prezydent i może to uczynić kiedy zechce! – ogłasza Andrzej Duda. I dlatego pięciu kandydatów na sędziów SN od trzech lat czeka na nominację Pana Prezydenta.  Jedyną ich przewiną jest fakt, że zarekomendowała ich poprzednia, prawidłowo wybrana KRS. Ustawa rzeczywiście nie przewiduje terminu, w jakim prezydent ma obowiązek mianować sędziów, tyle tylko, że kiedy nie ma terminu, to polskie prawo nakazuje działanie niezwłoczne. Ale – jak w „Paragrafie 22” – o tym, co to znaczy „niezwłocznie”, decyduje w tym przypadku Pan Prezydent i urzędnicy z kancelarii. To nie jest ich wynalazek, bo już premier Szydło zabroniła Beacie Kempie publikować wyroki Trybunału Konstytucyjnego, ale Prezydent to inna liga i jego „niezwłocznie” musi być dłuższe niż dwa lata. Nie może tego zrozumieć dr hab. Michał Bilewicz, który od dawna czeka na swoją profesorską nominację. Wydaje mu się, że skoro spełnił wszystkie kryteria, to choćby prezydentowi nie podobało się to, co pisze i wykłada, powinien już dawno nadać mu tytuł. Nie bierze pod uwagę, że reguły prawa i logiki ograniczają tylko zwykłych prezydentów, a Andrzej Duda jest Prezydentem Nadzwyczajnym, wielkim, potężnym i omnipotentnym. Poza tym są tacy, którzy czekają jeszcze dłużej. Na przykład socjolog z Białegostoku Walter Żelazny, który podpadł Panu Prezydentowi udziałem w demonstracjach KOD i publiczną krytyką rządów PiS. Pracownicy prezydenckiej kancelarii w pocie czoła poszukują argumentów umożliwiających Prezydentowi ostateczną odmowę przyznania obu tym kandydatom profesorskich tytułów. Urzędnicy naciskani przez media bąkają, że dorobek naukowy kandydatów jest nie taki jak należy i że można mieć również wątpliwości co do fachowości i bezstronności recenzentów prac kandydatów. Tyle tylko, że w sprawie nominacji sędziowskich Konstytucja czyni prezydenta rejentem, a nie decydentem, a ustawy nie przewidują możliwości merytorycznego badania przez prezydenta wniosku o nadanie tytułu. Prawo zakłada bowiem, że liczne grono recenzentów dobieranych spośród najlepszych znawców przedmiotu trafniej oceni dorobek kandydata niż urzędnik państwowy, nawet ten najważniejszy. Tylko co z tego?

 

Zdawałoby się, że sędziowie Sądu Najwyższego, a także sędziowie unijnego Trybunału delegowani przez kraje europejskie, a także profesorowie wydziałów prawa najlepszych uniwersytetów oraz reprezentanci europejskich stowarzyszeń korporacyjnych – że to są koryfeusze prawa, największe autorytety, omnibusy wiedzy i najbardziej wiarygodni arbitrzy, godni rozstrzygać legislacyjne kontrowersje. A gówno prawda. Najlepszym prawnikiem na świecie jest Pan Prezydent RP. Potwierdzają to liczne światowe autorytety, takie jak magister Julia Przyłębska, magister Zbigniew Ziobro oraz inni wybitni konstytucjonaliści, jak choćby Patryk Jaki , Michał Wójcik, Sebastian Kaleta, czy Marcin Warchoł, nie wspominając już o takiej znakomitości jak znany już w całej Unii Jan Kanthak.  Tacy ludzie piszą polskie ustawy akceptowane potem przez Naczelnego Prawnika. Tacy ludzie wskazują, które zapisy Konstytucji są nieważne, a które od biedy można zaakceptować. Oni rekomendują Panu Prezydentowi nieważność wyroków Sądu Najwyższego i legalizują bezprawne akty legislacyjne. A Pan Prezydent tak bardzo polega na owych doradcach, że tylko raz miał inne zdanie, z którego zresztą po namyśle zrezygnował.  To się już nie powtórzy, bo przecież Wszechmogący nie popełniają błędów, a Wielcy Ludzie się nie cofają.  Więc póki mamy tego Prezydenta, to nie będą nam mówić w obcych językach, co mamy robić.

Andrzej Karmiński

PS. Prezes Justitii prof. Krystian Markiewicz wysłał do 55 rzeczników dyscyplinarnych list, w którym przypominał o konieczności szanowania Konstytucji i obowiązującego w Polsce prawa europejskiego. Zastępca rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik za każdy egzemplarz tego samego listu, wysłanego do każdego z rzeczników, postawił prof. Markiewiczowi po jednym zarzucie. Prezes Justitii ma zatem 55 zarzutów dyscyplinarnych. Funkcjonariuszowi mianowanym przez mgr Ziobrę dedykuję matematyczną zagadkę: pewien dziennikarz napisał felieton, w którym pomysł karania za nawoływanie do praworządności nazwał krańcową bezczelnością, a stawianie zarzutów proporcjonalnie do liczby odbiorców rzekomej dezinformacji – idiotyzmem. Felieton ten, sugerujący, że rzecznik Radzik jest durniem, dotarł do – powiedzmy – 10 tys. czytelników KODUJ 24. Pytanie: kiedy zakończy się ostatni proces tego dziennikarza, jeśli w wyniku „reformy sądownictwa” czas trwania postępowań karnych w dwóch instancjach, wskutek „naprawy sądownictwa” przez ekipę ministra Ziobry, wydłużył się ostatnio do 11 miesięcy?

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

10
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
andrzejModraszeksmęteksmętekIrena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ryszard
Ryszard

Redaktorze, abstrahując od treści, którą przeczytałem z przyjemnością, chciałbym zauważyć, że po polsku pisze się i mówi „małą literą”, „wielką literą, a nie „z małej (wielkiej) litery”, bo to rusycyzm.

andrzej
andrzej

Ten zwrot użyty jest we fragmencie opisującym postać sympatycznego wąsatego i cokolwiek staroświeckiego prezydenta Komorowskiemu, któremu właśnie zdarzało się używać kresowego zwrotu „z małej/dużej litery”. . Ale może istotnie jest to słabo czytelna aluzja. Pozdrawiam..

smętek
smętek

To szczegóła szanowny, meritum artykułu na tym nie cierpi. Mamy rozumieć, że szanowny to dawny korektor tekstów?

HerodAntypis
HerodAntypis

Przyjmijcie Rysia na korektora; już drugi raz aplikuje (najwyżej zarzuci mi anglicyzm) A co tam, wielką chmurą mały deszcz pada.

Maciek123454321
Maciek123454321

Uprzejmie proszę nie głosować na wrzeszczącego Szmaciarza. I tyle w temacie.

smętek
smętek

Przy każdej okazji też tak apeluję. Karty do głosowania to nasze bomby, użyjmy ich mądrze.

Bożena
Bożena

Artykuł-REWELACYJNY-dziękuję.

Irena
Irena

” Wielki , potężny” i taki „dobry ” , ze gdyby mogl to by z nosa wyjal i dal !!!

Modraszek
Modraszek

Jak bym był z PiSu to bym skomentował: „Jestem prezydentem, będę prezydentem i możecie pana majstra wiecie co….”
Jak coś ma pójść źle to pójdzie niestety.

andrzej
andrzej

Czerwony, prężny i potężny …. „przyjaciel ” Twój.