Dwa patriotyzmy

Dwa patriotyzmy

Ile jeszcze pokoleń, żeby ten kraj przestał być używany, żeby przestał być trampoliną dla własnego nieistnienia obywateli?

Oglądałem mecz Dania – Polska. Na trybunach kibice – uśmiechnięci, rumiani, ich czasem eleganckie kobiety, czasem nie aż tak, nasi buńczuczni, rozebrani często do rosołu, rozpaleni do czerwoności, wzrok błędy przeważnie alkoholem. Potem przeczytałem, że rozróby z udziałem naszych, aresztowania, agresja, pijaństwo.

Kiedy miałem dwadzieścia dwa lata, obliczyłem, że wypiłem już wannę wódki. Potem przestałem liczyć. Kiedy miałem lat trzydzieści, po skokach Adama Małysza płakałem, bo wydawało mi się, że orzeł na jego kostiumie skoczka uskrzydlał też mnie. Polska była mną i ja byłem Polską, gdyż mnie jako mnie po prostu wówczas nie było.

Są dwa rodzaje patriotyzmu tak, jak są dwa rodzaje miłości. Jeden to ten, który uskrzydla patriotę, ojczyzna służy mu do tego, żeby się określić, żeby istnieć, żeby mieć sens, a drugi to ten, w którym to nie ojczyzna służy patriocie, tylko patriota chce dobrze dla ojczyzny. Chce, bo jest jego, bo dużo jej zawdzięcza, bo ją kocha i dobrze jej życzy.

Wiem o czym piszę, bo w życiu doświadczyłem obu form miłości do kraju. Szczęśliwie się złożyło, że zacząłem od tej pierwszej, żeby przejść i mam nadzieję już na zawsze pozostać przy drugiej.

Rzesze ludzi, których obserwuję na stadionach i ulicach polskich miast, w działach monopolowych sklepów spożywczych i potem pod moim balkonem z patriotyczno-agresywną i bardzo mocno sfałszowaną pieśnią na ustach, wszystkie te dzisiejsze zastępy Żołnierzy Wyklętych, Polsk Walczących i Śmierci wrogom ojczyzny to patrioci pierwszego rodzaju, których zresztą Polska miała nieszczęście nosić na swoich barkach przez całą nieomal historię. Patrioci, którzy używają Polski jak dojnej krowy swojego własnego niedowartościowania, którzy ujeżdżają ją, bo bez tego ujeżdżania ich życie absolutnie mijałoby się z celem. Ludzie, którym wydaje się, że kochają Polskę niezmiernie, ale tak naprawdę to nie ją kochają, a siebie w niej. Gdyby zresztą chociaż rzeczywiście siebie w niej kochali, ale nie kochają nawet siebie, a może tylko trochę przez chwilę mniej się nie lubią.

Też taki byłem, więc rozumiem i nie potępiam, bo przecież nie można siebie samego potępić nawet, jeśli niewiele już ma się wspólnego z tym, kim było się onegdaj.

Z tymi rodzajami patriotyzmu jest też trochę podobnie jak z rodzajami rodzicielstwa. Są rodzice, którzy kochają swoje dzieci jako emanację siebie, jako sposobność do tego, by przemóc swoje własne kompleksy. Tacy rodzice mają wizję własnych dzieci, którą z mozołem i żelazną konsekwencją wcielają w życie. Potem ogrom czasu i wysiłku poświęcają na zrealizowanie tego, kim ich dzieci mają się stać w przyszłości, inwestują w nie, kierunkują, czekają, by w końcu być dumni i zadowoleni, że wprawdzie nie im, ale dzieciom udało się coś, o czym oni marzyli. Dzieci ich spełniają, słowem to dzieci służą im miast oni dzieciom. Czy te dzieci są szczęśliwe? Chyba rzadko, ale czy to ma znaczenie dla rodziców, którzy się nimi spełniają? Inni rodzice kochają dzieci po prostu, nie wiążą z nim jakiś własnych planów, nie podczepiają przenoszonych w sobie deficytów. Chcą, żeby dzieciom się udało, żeby były szczęśliwe, żeby żyło im się bezpiecznie i dostatnio, żeby ich życie miało sens. Wspierają je, przyglądają się, cieszą ich szczęściem i martwią niepowodzeniami.

Setki lat, miliony uwieszonych na Polsce pseudopatriotów, sarmacka szlachta, która załatwiała wyłącznie własne interesy, a usta i pijane umysły pompowała sobie egzaltowanym frazesami o jakieś mrzonce zwanej Polską, dumni Polską magnaci, którzy dbali od zawsze jedynie o to, żeby nie wzmocnił się autorytet króla, czyli autorytet państwa, czyli Polski, bo to zaszkodziłoby ich fortunom, rzesze politykierów i kombinatorów uwieszone na Polsce międzywojennej, komunistyczni karierowicze w Polsce Ludowej. W końcu partia, która wycierając sobie usta odmienianą przez wszystkie przypadki ojczyzną zbija kapitał polityczny, ciągnąc za sobą hordy wytatuowanych Polską ludzi, których nie ma tak samo, jak mnie nie było, kiedy płakałem, wpatrując się w orzełka na lecącym Małyszu.

Ile jeszcze pokoleń, żeby ten kraj przestał być używany, żeby przestał być trampoliną dla własnego nieistnienia obywateli? Kiedy Polacy wreszcie zaczną na tyle być, żeby nie musieć dłużej zwieszać się na swojej steranej ciągłym noszeniem ich niedorozwoju ojczyźnie?

Oglądałem mecz Dania – Polska. Nasi komentatorzy dziwili się, że duńska publiczność nie dopinguje swojej drużyny równie szaleńczo jak nasza dopinguję naszą. Duńczycy przyszli obejrzeć mecz – przed meczem i po nim mieli jednak zapewne bardzo wiele różnych ważnych spraw dotyczących ich życia jako ludzi. A może też uważają się w jakimś sensie za reprezentantów własnego kraju, więc swoją pracą, normalnością, codziennym życiowym zmaganiem wygrywają mecze dla kraju. Mecz ich drużyny narodowej nie stanowił jednak sine qua non ich późniejszego i wcześniejszego istnienia, nie był erzatzem poczucia własnej wartości. Przyszli, obejrzeli, ucieszyli się, bo wygrali i poszli dalej normalnie żyć. Ja byłem trochę smutny, bo bardzo lubię, kiedy nasi wygrywają. Dawniej zapadłbym się w odmętach suto zakrapianej depresji na kilka dni. Cieszę się, że już tak nie jest.

Podobno Duńczycy to jeden z najszczęśliwszych narodów na ziemi.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
4 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
bartPedziwiatrSobiepanPiotrRobert Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jack Dunster
jack Dunster

well-put. the empty, pseudo-patriots damage any nation. Poland of today, should know this well – because this is Poland’s history – one of betrayal, falseness, self-interest. oh it makes for a romantic history… but it’s never been good for the nation or the ordinary people who must endure the antics of the few, and then who must pick up the pieces afterwards, and rebuild. God save us from romance!

bart
bart

Kibole i pisowcy to nie patrioci tylko patridioci.

Robert
Robert

Wanne wódki? Czy autor nie ma problemu z alkoholem? BTW jak kolega jack Dunster był w stanie to przeczytać nie potrafiąc polskiego. Myślę, że nie jedna polonistka miała by problem, żeby rozszyfrować ten tekst. Pozdrawiam kod

Piotr
Piotr

Również jestem Ciekawy ponieważ nie mogę rozszyfrować tego zdania ” Ile jeszcze pokoleń, żeby ten kraj przestał być używany, żeby przestał być trampoliną dla własnego nieistnienia obywateli?”

Sobiepan
Sobiepan

„Ile jeszcze pokoleń, żeby ten kraj przestał być używany, żeby przestał być trampoliną dla własnego nieistnienia obywateli?”
No a co robia kibole, obecny „rzad” i przede wszystkim karaluch z 40 % demolantantow wlasnego kraju. Uzywaja jak trampoliny przynaleznosci do Unii, mozliwosci korzystania z dobrodziejstw tejze, byle zniszczyc to, co pokolenie tworcow Solidarnosci zbudowalo.

Pedziwiatr
Pedziwiatr

Mowa o ludziach,którzy nie mają poczucia własnej wartości,często wynikającej z pochodzenia.
Niskiego stanu społecznego,lecz nie tylko.
Poczucie siły daje im grupa.
Wtedy w coś wierzą,wtedy czują się silni.Czują się kimś.
Dają się unosić grupowemu omamieniu,grupowym uniesieniom.
Myślę,Panie Robercie,że to nie tyle zadanie dla polonistki więc Pana przytyk nie jest wcale potrzebny.
;
Jeżeli Pan tego nie rozumie-rozumiem Pana.
Zauważyłem,że w tym kraju żyją dwa rodzaje ludzi.
Lepszy sort-nierozwinięty emocjonalnie.
Gorszy sort-odwrotny względem lepszego sortu.