Działaczom PiS zaczynają otwierać się oczy?

Trzeba zająć się budową zrębów Polski alternatywnej dla tej PiS-owskiej, którą widać, słychać i brzydko czućDziałaczom PiS zaczynają otwierać się oczy?

W partyjnych dołach pojawił się strach przed karą za rzeczywiste, zauważalne gołym okiem przestępstwa przeciw państwu i prawu.

PiS-owski buldożer starannie i pedantycznie miażdży trzecią władzę. Za sterami uradowany prokurator Piotrowicz, reprezentant pierwszej władzy ściśle zblatowanej z drugą, rozjeżdża i wciska w glebę ostatnie gwarancje obywatelskich wolności. W tle słychać słabe protesty niezagarniętych jeszcze przyczółków czwartej władzy. A wszystkich nas z wolna opuszczają władze umysłowe. Bo mało kto potrafi zrozumieć, jak to się mogło zdarzyć, że po 28 latach ludzie, którzy brali udział w odzyskiwaniu wolności, odbierają nam teraz tę wolność, korzystając z pomocy tych, którzy ich wtedy sekowali. Trudno pojąć, dlaczego tak łatwo tak wielu pozwoliło sobie wcisnąć kit, że PiS-owski przewrót, zwany żartobliwie „dobrą zmianą”, to kontynuacja ówczesnego solidarnościowego zrywu. I dlaczego tak niewielu zauważa, że pod tymi samymi hasłami, które mobilizowały Polaków do przeciwstawienia się komunie, Polska zawracana jest z powrotem w kierunku dyktatury, kierowniczej roli partii i omnipotentnej władzy pierwszego sekretarza, nazywanego dziś przez funkcjonariuszy totalnej władzy – Naczelnikiem państwa.

Ludziom stającym wobec tej krańcowo bezczelnej hucpy opadają ręce. Butna arogancja poraża, demonstracyjne chamstwo obezwładnia. Opozycja nie radzi sobie z bezmiarem pogardy i kłamstw –obrzydliwej blagi chlustającej całymi potokami. Funkcjonariusze PiS nauczyli się łgać przekonująco, z absolutną pewnością, z ogniem w oczach, a w razie potrzeby nawet łamiącym się głosem. Jawnie gardząc ludźmi myślącymi samodzielnie, wmawiają im równocześnie, że przemysł pogardy jest autorstwa PO, a wojnę na inwektywy wywołał Tusk, nazywając wyznawczynie religii PiS „moherowymi beretami”, czego nie wymażą przeprosiny, bo jest to niewybaczalna obelga większej wagi niż usprawiedliwione emocjami epitety, takie jak „zdrajcy”, „mordercy”, „sprzedawczyki” oraz „kanalie” i „zdradzieckie mordy”. Niektóre media bez protestu kupują banialuki funkcjonariuszy PiS, że w wielu krajach Unii sędziów też wybierają politycy – chociaż świetnie wiedzą, że kandydatów na sędziów wybierają tam sami sędziowie, a politycy formalnie tylko przyklepują ich wybór. Z równie kamienną twarzą rządzący opowiadają dyrdymały, że w wielu badaniach ogromna większość Polaków domaga się dokładnie tych zmian, które się dokonują, chociaż w rzeczywistości ludziom chodzi o bardziej sprawiedliwe orzekanie i krótsze procesy, a nie o zawłaszczanie sądów przez PiS i likwidację trójpodziału władzy.

Zagubieni Polacy szukają dziś w słownikach znaczenia słów, które jeszcze do niedawna były dla nich zrozumiałe. Nad buntem i protestem zaczyna dominować rezygnacja. Przybywa głosów, że walka jest beznadziejna. Przeciwnik demokracji i wróg państwa prawa okiwał opozycję, nie ugiął się przed masowymi protestami i wygląda na to, że nie podda się również presji unijnych przyjaciół Polski. Grupie trzymającej władzę nie ubywa poparcia, mimo codziennych kompromitacji, wpadek i potknięć. PiS rośnie w siłę, najmując wojska zaciężne za gotówkę z pustoszonej kasy państwowej, za intratne posady i za nieziszczalne obietnice. Czy rzeczywiście pozostało nam już tylko przywyknąć i jedynie czekać dopóki – tak jak u schyłku komuny – rozsypie się gospodarka, a bieda wypchnie ludzi na ulice? Polec z honorem, siąść i płakać – czy desperacko walczyć, choćby o zachowanie własnej godności i szacunku naszych dzieci?

Oczywiście, optuję za walką, którą wcale nie uważam za beznadziejną, bo pamiętam lata totalnego zniewolenia i wielkiej smuty, zakończone tryumfalnym zwycięstwem wolności. W dodatku trafił mi się dodatkowy argument, potwierdzający słuszność takiego wyboru. Okazało się, że możemy liczyć na nowego potężnego sojusznika. Przedstawił mi go spotkany przypadkiem dawny znajomy, z którym próbowaliśmy kiedyś dokumentować zadymy stanu wojennego przy pomocy jego „malucha” i mojego rozklekotanego aparatu yashica. Był wtedy dzieckiem szczęścia, pozbawionym instynktu samozachowawczego: mnie przebiegały przez plecy stada spanikowanych mrówek, gdy on kluczył miedzy pancernymi wozami i niemal wjeżdżał w grupy zomowców, by zdjęcia były możliwie najmniej rozmazane.
Miał wtedy spory dystans do rzeczywistości i tak mu chyba zostało: jest dzisiaj działaczem PiS, mniej znanym politykiem, takim z drugich albo nawet z trzecich stron gazet, ale chyba liczącym się, z racji mnogich kontaktów wśród PiS-owskich „dołów” i świetnego rozeznania w strukturach terenowych. Kiedy spotkaliśmy się przypadkiem, nie wiedział nic o moich losach, więc chętnie dzielił się swoją wiedzą, a kiedy przy ostatnim piwie powiedziałem mu, czym się zajmuję i co myślę – wzruszył ramionami, uśmiechnął się szeroko i klepnął mnie w kark, co przyjąłem jako zgodę na upowszechnienie jego opinii. A wynikający z niej obraz (nie gwarantując jego wiarygodności) jest następujący:

Jest w PiS Kaczyński jako oddzielny podmiot i jest grupa trzymająca władzę, której – zdaniem mojego rozmówcy – „nawet kilofem nie dobijesz”. Ale są też partyjne doły. W części to „zamroczeni wyznawcy”, ale w większości zwyczajni ludzie, tyle że przekarmieni – najpierw w dawkach homeopatycznych, potem coraz większych i w końcu do syta – precyzyjnie dobraną propagandową miksturą. Narracja jest znana: Polska może i nie była w ruinie, ale przez długie lata kurczyła się i karlała. Kradli, wyprzedawali, niszczyli wiarę i frymarczyli tradycją, za nic mając zwykłych ludzi. W końcu porobiło się tak źle, że przy zastosowaniu metod demokratycznych naprawa państwa trwałaby całe pokolenia. Konieczna była rewolucja. A rewolucja zawsze wymaga zdobycia pełni władzy. Dlatego trzeba było natychmiast opanować jej ośrodki i wytępić skompromitowane kasty. Rewolucja wymaga też ofiar – jej ofiarami musiały stać się Konstytucja i prawo. Ale tylko na chwilę. Bo kiedy tylko wszystkie bastiony państwa przejdą w ręce powstańców, kiedy u sterów staną dobrzy i uczciwi ludzie z PiS, to demokracja powróci i będzie jeszcze bardziej demokratyczna. Chodzi tylko o to, żeby z tym zdążyć zanim gęgacze z Unii zrobią Polsce jakieś brzydkie kuku. No i na razie udaje się. Poparcie się zwiększa, słupki rosną, Unia głupieje, opozycja się kłóci, Kościół popiera, obrona terytorialna zbroi się, a gospodarka rośnie w siłę.

Żyć nie umierać? Nie bardzo. PiS-owskim ludem targają wątpliwości. Wbrew obiegowym opiniom o bezwzględnej dyscyplinie w tej formacji, coraz głośniej ujawniają się rozmaite obawy. W terenie coraz częściej słychać, że ten czy ów prominent PiS, to pirat polityczny, który – identycznie jak drogowy – lekceważy wszelkie przepisy i reguły w przekonaniu, że nic mu się nie stanie, a w rzeczywistości jest zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale także dla otoczenia. Coraz więcej działaczy pyta o podejrzane ciągotki prorosyjskie Macierewicza, o prawdziwą przeszłość Piotrowicza, w którego nawrócenie prawie nikt nie wierzy, o dziwne powiązania szefostwa Trybunału Konstytucyjnego ze służbami specjalnymi. Nie ma się co dziwić: rozbudzana podejrzliwość i długo narzucany ludziom spiskowy ogląd świata przynosi teraz efekty. Jednym z nich jest podejrzenie, które lęgnie się i rozwija w PiS-owskich „dołach”, że prawdziwym powodem tak desperackiego ataku ich kierownictwa na sądy jest strach. Strach przed tymi sądami i przed karą za rzeczywiste, zauważalne gołym okiem przestępstwa przeciw państwu i prawu.

Strach jest dla kierownictwa PiS narzędziem utrzymania zwartości szeregów. Dlatego własnym ludziom sączy się groźby w rodzaju: „wróci PO – pójdziesz siedzieć”. I ludzie się boją. Ale strach jest bronią obosieczną. Ostatnio jakby mniej boją się PO, a bardziej tego, co wyprawia ich partia. Że pan prezes jedzie po bandzie, naruszając granicę tolerancji wyborców, którym 500+ nie zrekompensuje totalnej rozróby w spokojnym do niedawna kraju. PiS-owskie doły boją się, że opozycja zewrze szeregi, połączy siły z samorządowcami, związkowcami i organizacjami pozarządowymi. Boją się, że ich cały rewolucyjny czyn pójdzie wtedy na marne. I że jeśli teraz będą nadal kłamać i oszukiwać, to ludzie ich zapamiętają i po wyborach wylecą z obiegu, bo nikt nie zechce zatrudnić niewiarygodnego oszusta. A jeszcze bardziej boją się, że nowa władza uchwali ustawę weryfikacyjną, obejmującą wszystkich, którzy wzięli udział w łamaniu Konstytucji i naruszaniu prawa: polityków, urzędników, policjantów, prokuratorów i tych sędziów, którzy potraktują serio ostatnie bezprawne ustawy o sądownictwie, SN i KRS. I że w tym projekcie będzie punkt, który uniemożliwi powoływanie się na polecenia przełożonych.

Tyle w wielkim skrócie refleksji działacza PiS, słynącego z dobrego rozeznania struktur terenowych swojej partii i z wiedzy o nastrojach wśród swoich wyborców. Wynika z tego, że sojusznikiem przyzwoitych ludzi walczących z PiS o demokrację i wolność jest Prawo i Sprawiedliwość. Nie piszę tego ku pokrzepieniu serc, strapionych rosnącą nawałą Hunów, którzy najechali Polskę, napadając na miasta i wsie, grabiąc państwową kasę, niszcząc wspólne mienie, gwałcąc prawo i rabując nasze prawa w biały dzień. Piszę po to, by o ludziach po tamtej stronie barykady, o tych nieświadomych, zagubionych i oszukanych, spróbować przez chwilę pomyśleć jak o sojusznikach.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

8 komentarzy do "Działaczom PiS zaczynają otwierać się oczy?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Plus ujemny

Ponieważ pieniądze można drukować bez przeszkód to nie wierzę w zmianę postaw działaczy i elektoratu PiS.
Co najwyżej będą szukać metod jak papier szybko wymieniać na trwałe dobra. I tu wystarczy że zapytają pp. Piotrowicza, Jasińskiego lub p. Romaszewską a dostaną wypróbowane recepty. Cały schyłkowy PRL był na tym oparty.

Paragraf22

Masz rację. „Cały schyłkowy PRL był na tym oparty.” I ten schyłkowy już PRL długo nie pociągnął. To samo będzie z PiSsem. Może nawet szybciej to pójdzie bo teraz czas szybciej płynie.

Grazyna

Smuta… nic tylko ryczeć się chce, że bezprawie zaszło aż tak daleko, że nie umieliśmy powstrzymać PiS-u wcześniej 🙁

Jerzy

Oj, niedobrze! PiS idzie na 50% i większość konstytucyjną. Będą musieli sami się wsadzać.

Ika

„Będą musieli sami się wsadzać”…a tak konkretnie, to co miał Pan na myśli?

Waldemar
Otwierają się oczy? Po dwóch latach demolki? Jak się zdaje, wracamy do sytuacji z 1980-81 roku i wiary w „doły partyjne”. Być może autor widzi jakieś „struktury poziome” w PiSie, jak wtedy w nieboszczce PZPR, ale ja mimo starań, dotąd nie zauważyłem. Wręcz odwrotnie: pełna łapa-klapa plus karnie stojąca kolejka po nowe, dobrze opłacane stanowiska. Jest to sytuacja przypominająca pierwsze sceny z „Ojca Chrzestnego” i kolejkę petentów do starego Don Corleone. W tym kierunku nie pokładałbym nadziei, raczej w zjednoczeniu opozycji, która do tej pory nie wyciągnęła lekcji z 2015 roku. A czas najwyższy!
Jaro

Czytam te wypociny i muszę zapytać: co wy tam palicie żeby taki bełkot pisać xD ?

Kudu
[Autor] „Bo mało kto potrafi zrozumieć, jak to się mogło zdarzyć, że po 28 latach ludzie, którzy brali udział w odzyskiwaniu wolności, odbierają nam teraz tę wolność, korzystając z pomocy tych, którzy ich wtedy sekowali.” Są tacy, co rozumieją a nawet wiedzą. To tzw. Magdalenka. Towarzysze, którzy z racji zapiekłości w prześladowaniu opozycji a może i różnych przestępstw przeciw peerelowskiemu prawu bali się „nowego” dogadali się z towarzyszami młodymi i w miarę czystymi. Drudzy od pierwszych dostali zadanie „robicie, wiecie, nową lewicę”: i obietnicę willi przy Foksal, Ci pierwsi zaś zaczęli realizować plan „przeczekamy a potem wrócimy”. Mieli za co,… Czytaj więcej »