Dziennikarze, larum grają!

Ostatnimi bastionami demokracji pozostały tylko sądy, oblegane przez hufce najemników Zbigniewa Ziobry, oraz wolne media, opluwane przez wynajętych propagandystów udających dziennikarzy

Ostatnimi bastionami demokracji pozostały tylko sądy, oblegane przez hufce najemników Zbigniewa Ziobry, oraz wolne media, opluwane przez wynajętych propagandystów udających dziennikarzy

W programie przedwyborczym PiS nie ma projektu zmiany konstytucji, ale nikt rozsądny nie zaprzeczy, że Kaczyńskiemu marzy się Polska w pełni autokratyczna, gdzie wszelkie instytucje państwa karnie podporządkują się jednemu ośrodkowi władzy. Ośrodkowi skupionemu wokół osoby Prezesa RP. A niewiele mu już brakuje do osiągnięcia celu. Ostatnimi bastionami demokracji pozostały tylko sądy, oblegane przez hufce najemników Zbigniewa Ziobry, oraz wolne media, opluwane przez wynajętych propagandystów udających dziennikarzy.

 

Dzięki desperacji przedstawicieli władzy sądowniczej broniących swojej niezależności oraz wsparciu instytucji unijnych polskie sądy trzymają się nieźle. Nie da się tego powiedzieć o wolnych (jeszcze) mediach, które czują się niezagrożone i za dobrą monetę przyjmują zapewnienia, że władza nie ma w planach wrogiego przejęcia zwanego „repolonizacją”.  Jakby zapominali, że ich redakcja czy rozgłośnia to zwykłe przedsiębiorstwo podlegające normalnym prawom rynku, a dla PiS żadna kwota (z budżetu państwa) nie jest zbyt duża, by wykupić „z obcych rąk” udziały wrażej firmy. Rządzącym, którzy dysponują ogromną pulą reklam spółek skarbu państwa, koncesjami, dyspozycyjnymi organami kontrolnymi oraz zbójeckim prawem do natychmiastowej zmiany regulacji i przepisów, udało się już osłabić wolę walki i siłę rażenia niektórych stacji, rozgłośni i tytułów. Ale są i takie wciąż przyzwoite media, gdzie przyzwoici ludzie, prawdziwi dziennikarze, nawet ci nagradzani i zasłużeni w obronie demokracji i zdrowego rozsądku, nie wykorzystują swego potencjału intelektualnego, refleksu i zawodowego doświadczenia, albo wykorzystują go jedynie dla własnej promocji. Niektórzy zdają się mieć dosyć uciążliwej i nieefektywnej walki o normalność. Inni zaczynają płynąć z prądem „demokratycznych przemian”.

 

Wiceminister Edukacji Marzena Machałek na pytanie o przyczyny bałaganu oświatowego idzie w zaparte. Wszystko jest w porządku, bo ona otrzymuje wiele podziękowań od szkół z całej Polski. Zasłużona dziennikarka nie pyta, które konkretnie szkoły są zachwycone reformą i wdzięczne ministerstwu, więc pani Machałek kontynuuje, że samorządy przygotowały miejsca w liceach dla wszystkich uczniów i prosi by nie nakręcać niepokojów, bo „pani jest doświadczonym dziennikarzem i wie jakie to stresujące dla uczniów i rodziców”.  Doświadczona dziennikarka chyba to wie, bo zmienia temat.

 

W innym programie bulwersujący temat kontynuuje minister edukacji Dariusz Piontkowski. Obliczył, że w skali kraju miejsc w szkołach średnich jest tyle, że z naddatkiem wystarczy dla wszystkich chętnych. Dziennikarka nie pyta, czy wobec tego uczeń z czerwonym paskiem o zdolnościach humanistycznych, dla którego zabrakło miejsca w liceum, powinien pójść do odzieżówki lub technikum mechanicznego.  Nie pyta też, czy wolne miejsca w Stalowej Woli zapełnić mają kandydaci z Warszawy i Wrocławia. A gdy minister twierdzi, że również poprzednio wielu uczniów dysponujących świadectwami z czerwonym paskiem nie dostawało się do liceów, dziennikarka nie stara się dowiedzieć, kiedy „poprzednio”, gdzie to było i z czyjego kapelusza pochodzą te dane.

Kiedy minister oświaty zapewnił, że reforma oświaty nie ma nic wspólnego z polityką, bo gdyby miała, to przeprowadzona zostałaby po wyborach, to dziennikarka nie spytała, z czym w takim razie ta reforma ma coś wspólnego, po co ją wymyślono i czemu uchwalono ją w ekspresowym tempie bez prawdziwych konsultacji. A gdy minister zrobił odkrycie, że jeśli brakuje miejsc w klasach, to przecież można utworzyć kolejne, dziennikarka nie dopytała, gdzie jeszcze można je tworzyć, skoro w sale lekcyjne przekształca się już korytarze, pokoje nauczycielskie, sekretariaty i szatnie. Gdy minister plecie coś o samorządach, opanowanych przez PO, które wyłącznie odpowiadają za bałagan w oświacie, to dziennikarce nie przyjdzie do głowy, że wszelkie zmiany kosztują, więc nie pyta, dlaczego ministerstwo zwraca samorządom jedynie kilka procent ich rzeczywistych wydatków, skoro dziesiątki razy słyszeli od minister Zalewskiej, że reforma jest policzona, a wydatki będą w pełni refundowane? A tak w ogóle to w żadnym wywiadzie nie usłyszałem najważniejszego pytania: Jaką korzyść z tej „reformy” odniosą mieszkańcy, którym trzeba będzie obciąć budżetowe fundusze na rozwój infrastruktury, komunikację, kulturę, zdrowie czy wydatki socjalne dla pokrycia kosztów fanaberii jednej pani wykonującej polecenia starszego faceta, któremu zamarzyło się, żeby szkoły były takie jak dawniej.

 

Główny macher od propagandy PiS Adam Bielan uznał, że warto powrócić do retoryki „dziadka z Wehrmachtu”, zarzucając Platformie jakieś faszystowskie resentymenty.  W wywiadzie prowadzonym przez znanego i przyzwoitego skądinąd dziennikarza ogłosił, że PO nawiązuje do symboliki Wolnego Miasta Gdańska, które przecież było siedliskiem niemieckiego nazizmu. Redaktorowi zabrakło wiedzy, a może tylko refleksu, by wyjaśnić widzom, że po przegranej wojnie Gdańsk odebrano Rzeszy i przekształcono w Wolne Miasto pod zarządem Ligi Narodów, że nie rządzili tam Niemcy, tylko Brytyjczyk, niejaki Reginald Tower, a porządku strzegły francuskie i angielskie wojska Ententy. Dla ludzi myślących Wolne Miasto Gdańsk może być zatem symbolem wolności i pokoju, a nazistowskie skojarzenia z obecną władzą polskiego Gdańska i chamskie dolepianie „frau” do nazwiska prezydent Dulkiewicz trafiają się tym, którzy incydentalne zwarcia w synapsach nazywają myśleniem.

 

Marcin Horała, poproszony o ocenę ogłoszonego właśnie programu Platformy, ochoczo wyjaśnił, że w odróżnieniu od programu PiS jest on niepoliczalny, niewykonalny, księżycowy, niewiarygodny i niekonkretny.  Znany dziennikarz nie zwrócił mu uwagi, że ta ocena wypisz – wymaluj przystaje do wypowiedzi pana Horały pozbawionej argumentów i dowodów oraz nie zasugerował, by PiS lepiej nie stawał w szranki z PO w konkurencji „wiarygodność”. A gdy pan Horała oświadczył, że związki jednopłciowe są nie do przyjęcia jako niekonstytucyjne, bo ustawa mówi tylko o związkach kobiety i mężczyzny, to doświadczony redaktor nie zwrócił mu uwagi, że pytanie nie dotyczyło małżeństwa, tylko związku partnerskiego, którego Konstytucja nie zabrania, bo wcale o nim nie mówi.

 

Kiedy marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział dziennikarzom, że dla świętego spokoju Rzecznik Praw Obywatelskich „powinien wreszcie podać się do dymisji”, nikt jakoś nie zapytał dlaczego jeden z najwyższych rangą urzędników państwowych wywiera nacisk na inny organ konstytucyjny, na jakiej podstawie oferuje mu łaskawie spokój w zamian za wyczekiwaną dymisję i tym samym daje do zrozumienia, że festiwal nienawiści wobec Adama Bodnara i jego rodziny, który zainaugurowała TVP, może się skończyć wraz z położeniem na biurku dymisji RPO. Przy okazji: nikt nie zauważył, że Karczewski ujawnił ośrodek nagonki, bo w jego wypowiedzi: „mielibyśmy lepszego rzecznika” podmiotem nie są wszyscy Polacy, tylko partia, ludzie podzielający zdanie PiS o RPO.

***

 

Rośnie poparcie dla partii, która za nic ma demokrację, wolność, równość, prawo i sprawiedliwość. Czego domagać się od zwyczajnych Kowalskich, skoro bezczelna hucpa oszałamia nawet wytrawnych dziennikarzy, którzy nie radzą sobie z wyuczoną w PiS metodą zakrzykiwania niewygodnych pytań i ucieczki na manowce. Za dobra monetę przyjmują wyjaśnienie, że w istocie PiS zrobił to, ale poprzednicy zrobili owo, więc nie ma powodu się czepiać. Czy chociaż jeden prowadzący jakiś wywiad zareagował na masowe groźby kierowane do elektoratu: „jak nie wybierzecie naszych, to rząd nie da wam kasy”? Nie słyszałem, by ktoś przekazał widzom informację, że nakłanianie do zachowań wyborczych pod groźbą jest przestępstwem. Tylko raz usłyszałem ripostę dziennikarki na wypowiedź prominenta, który straszył apokalipsą napływu terrorystów w przypadku wygranej konkurentów w wyborach samorządowych: – Zgodę na pobyt wydaje rząd, a nie samorządy! Szkoda, że nie dodała, że rząd PO-PSL zobowiązał się do przyjęcia 7 tys. uciekinierów z bombardowanych miast Syrii, natomiast rząd PiS tylko w ubiegłym roku wydał zgodę na pobyt w Polsce ponad 25 tys. imigrantów z Azji i ponad 10 tys. obywateli krajów muzułmańskich. I pięknie, tylko po co było straszyć?

Może się czepiam. Może mam przesadne wymagania. Jednak uważam, że w sytuacji, gdy lansady opozycji wokół tworzenia wspólnego frontu zdolnego skutecznie przeciwstawić się nawale PiS, nie napawają optymizmem, wolne media pozostają niemal ostatnią fortecą broniącą Polaków przed wyborczym kłamstwem, manipulacją i oszczerstwami. Marzą mi się dziennikarze, którzy nie odpowiadają sami na swoje pytania i nie przerywają rozsądnym interlokutorom, natomiast potrafią zatrzymać słowotok rozmówców uciekających od rzeczowej wypowiedzi. Marzą mi się dziennikarze, którzy na bieżąco identyfikują kłamstwa i nie pozwalają na upowszechnianie wśród odbiorców swojej stacji fałszywej rzeczywistości. Chciałbym usłyszeć skierowany do widzów komunikat prowadzącego, że wątpliwe argumenty, którymi posługuje się jego rozmówca, pochodzą z produkowanego przez partyjnych propagandystów „przekazu dnia”, a agresywna forma narracji, przekrzykiwanie oponentów i galeria min towarzyszących wypowiedziom krytycznym to wyuczone reakcje, ćwiczone pod okiem fachowców od agitacji.

 

Z przyjemnością obejrzałbym wywiad z prominentem PiS, poprzedzony wypowiedzią prowadzącego: – Umówmy się, że Polska była w ruinie, cokolwiek złego dzieje się w kraju ma swoją praprzyczynę w rządach PO-PSL, a za wszystko odpowiedzialny jest Donald Tusk. Ustalmy, że błędów obecnej władzy nie będziemy usprawiedliwiać błędami poprzedników. Czyli w moim programie wykluczamy te argumenty z wypowiedzi. To by dopiero była ciekawa rozmowa!

 

Andrzej Karmiński

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
GrzegorzgregJabisJolantabulka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Waldemar
Waldemar

Pomarzyć warto… Sęk w tym, i to całkiem spory, że wspomniane wywiady z reguły przeprowadzają dziennikarze niewiele różniący się od statywu do mikrofonu. Dla PiSu front propagandowy to najważniejsza sprawa pod słońcem: warto przypomnieć, jak czujnie rozejrzał się Kaczyński, gdy rozmawiał z panią-emerytką podczas spotkania wyborczego bodaj w Krakowie. „Tu są rozmaite telewizje, Proszę nas wspierać, a nie przeszkadzać”! To już przeszło do historii. Nie ma co liczyć, że PiS pozwoli na normalne konferencje prasowe, gdzie stawia się niewygodne pytania – jak za czasów Tuska. Mamy czasy autocenzury i póki co, kilka niezaleznych mediów które nalezy chronić, bo tylko tam… Czytaj więcej »

bulka
bulka

sto procent dwiescie procent racji, tylko czy to dotrze …

Jolanta
Jolanta

Ten tam minister to bodajże Piontkowski, a nie Piątkowski. Fakt, nietypowo, ale to marny powód, by pisać nazwisko z błędem… 😉

JolkaM

Jabis
Jabis

>Kaczyński na Pikniku Rodzinnym PiS: Gdyby była dyktatura, nie byłoby żadnej opozycji<
No … i co się posrańcowi marzy! Ma ktoś jeszcze jakieś wątpliwości?
Kaczyzm. PIS = PZPR-bis+ … a plus zobowiązuje.

greg
greg

Tylko ślepy i głuchy nie zauważy, że media w znakomitej większości w tym również te tzw. ‚nasze’ zajmują się tylko i wyłącznie opozycją, a właściwie PO, a nie jak wydaje się że powinno być pisem. Tak było, gdy PO rządziło „przez 8 lat” i tak jest teraz, gdy jest w opozycji. W pisie jest przekaz dnia, a w mediach stały przekaz kadencyjny: PO nie ma programu, opozycja jest reaktywna, pis wygrywa bo jest beznadziejna opozycja, itd. itp. Publicystów wyłamujących się z tej tzw. „narracji”, nie nie pisu, lecz mediów bo to nie pis, ale media ją propagują, można policzyć na… Czytaj więcej »

Grzegorz
Grzegorz

Hasło wyborcze PiS-u! „GOEBELS WŚRÓD NAS”