Głupia sprawa – PiS ma rację!

Głupia sprawa – PiS ma rację!

Mole nadgryzły kreację szczerego patrioty, który nie je, nie śpi, a tylko furt myśli, jak tu ojczyźnie dobrze zrobić.

Przed każdymi wyborami funkcjonariusze PiS nakładają maski. W tym sezonie modne są chirurgiczne, ale ludzie władzy nie podążają ślepo za modą, co często widać podczas transmisji z obrad parlamentu i na konferencjach prasowych, gdzie funkcjonariusze partii kierowniczej występują z nieosłoniętą twarzą. Jest w tym głęboki sens, bo demonstracyjna rezygnacja ze środków ochrony osobistej utrwala w narodzie przekonanie, że ludzie władzy są ulepieni z takiej gliny, której nie ima się żaden wirus. Poza tym przedwyborcza maska nie powinna niepokoić ani przywodzić przykrych skojarzeń – przeciwnie, ma być ludzka, życzliwa, sympatyczna i jak najdokładniej skrywać bezmyślne zaślepienie władzą, pogardę dla myślących inaczej oraz wrodzoną butę i nabyte zadufanie.

 

W przymierzalni na Nowogrodzkiej okazało się, że tym razem nie będzie łatwo. Przechowywane tam maski nie są bowiem w najlepszym stanie. Całkiem zwietrzało pisowskie oblicze życzliwego, przyjaciela ludzi prostych i obrońcy skrzywdzonych. Sprała się i wypłowiała maska prawego i sprawiedliwego, którego bezprawnie i niesprawiedliwie atakuje cały świat. Mole nadgryzły kreację szczerego patrioty, który nie je, nie śpi, a tylko furt myśli, jak tu ojczyźnie dobrze zrobić. Ostatecznie na samym dnie kufra znalazła się jedna twarz w dobrym stanie i prezes zdecydował, że w tym sezonie noszony będzie ten właśnie kamuflaż – wiarygodnego, rzeczowego i praktycznego realisty, który wie, czego Polsce potrzeba, stawia prawidłowe diagnozy i ma pełną szafę rozmaitych antidotów na wszelkie bolączki, a jeśli nawet czegoś zabraknie, to zawsze potrafi wskazać odpowiedzialnego i dowieść jego winy.

Wybór maski okazał się trafiony, bo narracja PiS od razu stała się jeszcze bardziej wiarygodna i przekonująca niż dotychczas. Weźmy taki przykład: kiedy na Śląsku rozgorzały ogromne ogniska epidemii, minister zdrowia zebrał resztkę sił i ogłosił, że zagrożenie jest ledwie regionalne. Wsparła go od razu minister Emilewicz – niby nie z PiS, ale jednak wicepremier – uspokajając niedowiarków, że wzrost zachorowań ogranicza się tylko do konkretnych miejsc i zakładów. I co, może nieprawda? Przecież to oczywiste, że sprawa jest lokalna, bo wzrost zachorowań nastąpił tylko tam, gdzie przeprowadzono masowe testowanie obywateli. Tam, gdzie nie przeprowadzono akcji testowania (wymuszonej przez górników których PiS wyraźnie się boi), wzrostu zachorowań nie odnotowano. Wystarczy więc zaprzestać kontroli zachorowań, by sytuacja wróciła do normy. Czyli do stanu, kiedy w obawie przed zamieszkami zubożałych gwałtownie przedsiębiorców można jeszcze szybciej niż dotąd rezygnować z kolejnych obostrzeń sanitarnych.

Przemęczony już od pierwszego dnia pandemii minister Szumowski bohatersko broni nas przed wiedzą o rzeczywistych rozmiarach zagrożenia. Jego maska pełna jest siniaków i szram. To ślady walki między powinnością lekarza a obowiązkiem polityka z nadania PiS. Walki nierozstrzygniętej, bo konfliktu między świadomością skutków kontaktów międzyludzkich podczas epidemii a potrzebą powtórnego osadzenia Andrzeja Dudy w fotelu prezydenta, nie da się zażegnać jakimś kompromisem. Dlatego, kiedy linia wykresu obrazująca liczbę zachorowań zatrważająco pnie się w górę, minister Szumowski uspokaja, że mamy do czynienia ze „stabilną krzywą”, a gdy już nikt nie ma wątpliwości, że szczyt pandemii dopiero przed nami, diagnozuje, że „jesteśmy na etapie między wygaszaniem epidemii a wchodzeniem w trend wzrostowy”.  Opinie tego wybitnego profesjonalisty dopasować więc można do każdej decyzji władzy – luzującej lub zacieśniającej rygory, organizującej wybory tradycyjne, lub zarządzającej głosowanie pocztowe. Obywatele słyszą: – Rodacy, jest dobrze, ale nie beznadziejnie! – i obawiają się, że jak tak dalej pójdzie, to o tym, kto jest zdrowy, a kto zachorował, decydować będzie losowanie. Ludzie już wiedzą, że władza manipuluje statystyką zachorowań i zgonów, ale nie wiedzą, że niedługo będzie to robić jeszcze bardziej skutecznie, bo ministerstwo przygotowuje właśnie drastyczne ograniczenia dla najbardziej wiarygodnych testów genetycznych, a równocześnie uparcie prze do podpisania kontraktu na zakup testów antygenowych, które wykrywają wirusa tylko u jednego spośród pięciu zarażonych.

Przykładem nowej, koncyliacyjnej postawy funkcjonariuszy PiS jest procedowanie ustawy, której nieukrywanym już celem jest zwiększenie szansy reelekcji Andrzeja Dudy. Kaczyński zadeklarował przestrzeganie wymogów demokratycznych i wielkie przywiązanie do konstytucji. W ślad za prezesem premier ogłosił silną wolę współpracy. Wyborcza ściema? Ależ skąd. Po prostu źle zrozumieliśmy ofertę PiS. Bo szybko okazało się, że obu dygnitarzom chodziło o „współpracę na szczytach władzy, która stanowi o zdolności rządzenia” , czyli o jednomyślność kierownictwa Zjednoczonej (?) Prawicy oraz poprawę zgrzytających relacji między prezydentem, premierem i większością parlamentarną. Prominenci władzy uczciwie informowali, że PiS jest otwarty JAK ZAWSZE na wszelkie rozsądne opinie – i mówili prawdę. Było jak zawsze. Bez żadnej konsultacji i wbrew opiniom prawnym poszatkowano prawo wyborcze i w jedną dobę przepchnięto zmianę ustawy zmieniającej ustawę wcześniej już zmienioną. Jak zawsze posłowie mieli ledwie godziny, a czasem tylko minuty, na zapoznanie się z licznymi autopoprawkami PiS i tradycyjnie żadna poprawka opozycji nie została uwzględniona.  A przez cały ten czas w przekazie rządowej telewizji nad głowami parlamentarzystów opozycji wisiała wyciągnięta do zgody ręka prezesa. Według TVP opozycja nie reagowała na apele i wezwania do współpracy, sabotowała i przeciągała procedowanie, by nie dopuścić do normalizacji państwa. Co prawda Tomasz Grodzki zaprosił Jarosława Kaczyńskiego na spotkanie, by jak to ujął: „wypracować z partią rządzącą kompromis, który ułatwi Senatowi pracę nad ustawą o wyborach”, ale okazało się, że Kaczyński, którego tego dnia widziano w trzech różnych miejscach, był akurat niedysponowany i zalecił marszałkowi, by spotkał się z zastępującym go Antonim Macierewiczem, człowiekiem znanym z kurczowego trzymania się faktów, którego słowność i wiarygodność jest wręcz przysłowiowa. I co? Marszałek brutalnie odrzucił tę ofertę. Czyli PiS znów miał rację.

Wiarygodność partii władzy wręcz rośnie w oczach. Kaczyński oświadczył w Polskim Radiu, że jeśli koalicja wygra, to w państwie  „dojdzie do zakłóceń”. I co, może nieprawda? Czy z jakimś nowym przyzwoitym i samodzielnym prezydentem możliwa będzie dalsza niezakłócona demolka państwa prawa? Kaczyński ma rację również w przypadku najnowszej swojej opinii, że „opozycja walczy o poparcie tej części społeczeństwa, która we wszystko uwierzy, która ma bardzo krótką pamięć”. W rzeczy samej KO nie walczy o swoich wiernych wyborców, bo nie musi, natomiast robi, co może, by zdobyć poparcie tych łatwowiernych i niepomnych licznych przekrętów władzy, którzy dotąd wciąż popierają PiS… Analogicznie świętą rację ma były minister Waszczykowski, który odkrył, że „opozycja chce nie dopuścić do reelekcji prezydenta Andrzeja Dudy”. Zaiste, KO to wyjątkowo podłe ugrupowanie, które robi co może, żeby wybory wygrał ich kandydat, a nie reprezentant partii konkurencyjnej…

Słuszność ma prezes i jego liczni naśladowcy, którzy twierdzą stanowczo, że w obecnej kampanii najbardziej poszkodowany jest obecny prezydent. Przyznam, że takie wrażenie zrobił na mnie Andrzej Duda już dawno, jeszcze przed dotarciem do fotela głowy państwa. Ostatnio, pokaleczony ostrym cieniem mgły, wzbudza we mnie nawet coś na kształt współczucia. Bo myślę sobie, że w pamięci potomnych dostojna głowa państwa zapisze się jedynie bogatą korespondencją archiwalną z obywatelkami o urokliwych nickach „sebasradochleba”, „dzikafoczka” czy „ruchadłoleśne” oraz licznymi obrazami, gdy pajacuje podczas spotkań międzynarodowych, gdy rechocze z własnych opowieści mylnie zakwalifikowanych jako żart, albo gdy walczy z językiem angielskim bez szans na zwycięstwo.   W mojej pamięci natomiast pozostanie obraz Andrzeja Dudy, który w czasach szalejącej zarazy, stoi samotnie na trasie jednotorowej obwodnicy kolejowej, przeznaczonej wyłącznie do ruchu towarowego, i promując swoją koncepcję walki z wykluczeniem komunikacyjnym zapowiada, że właśnie tutaj zbudowane zostaną liczne stacje z peronami.

 

Zapamiętana zostanie prezydencka wiarygodność, którą Duda tak kiedyś zrecenzował: „jestem człowiekiem, który ma swoje słowo za świętość”. Dzięki nowej kreacji PiS wiarygodność Dudy zyskała nową jakość. Bo czy nie ma racji, gdy mówi, że jeśli zostanie ponownie wybrany, to TAK JAK DOTYCHCZAS, będzie walczył z bezrobociem i dbał o pracujących Polaków, o ich „godne uposażenie i odpowiednie warunki pracy”? Nasz drogi prezydent mówi szczerą prawdę. Będzie niestety dbał o ludzi nie bardziej niż dotąd, ale na pewno nie mniej, bo to niemożliwe, skoro do tej pory nic konkretnego w tych sprawach nie zdziałał. Może tylko kiedyś coś o tym wspomniał, ale Andrzej Duda mówi przecież nieustannie i o wszystkim.

Użyta wyżej formułka „drogi prezydent”  nie jest grzecznościowa. To komentarz do rosnących wydatków na funkcjonowanie głowy państwa. Jego kancelaria dysponuje dwustumilionowym budżetem, niemal dwa razy większym niż za czasów prezydenta Komorowskiego. Ma też rekordową obsadę aż 440 pracowników ze średnią pensją miesięczną 10 tys. zł., którzy szykują się na kolejną pracowitą i niepotrzebną Polsce kadencję. Podobnie jak tysiące innych żołnierzy PiS, wyposażonych w nowe wiarygodne maski obrońców prawa, wiary i narodowej godności Polaka.

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maciek123454321
Maciek123454321
18 maja 2020 00:52

Biedak wystrzelał się z pieniężnej amunicji i teraz zostają obiecanki cacanki budowania nikomu niepotrzebnych stacji, jakiś kretyński lans w Bieszczadach (po kiego tam pojechał?…) I coś w sondażach dudusiowi spada.

Lechu
Lechu
19 maja 2020 09:24

Artykuł z serii Wet Fantasty. Miliony domysłów i praktyczny brak faktów zaplecione razem, jak Tokarczuk..