Głupota goni bzdurę

PiS-owcy pójdą jednak do polityki dla pieniędzy

Kaczyński buduje Polskę, jaką pamięta i której się nie boi, Polskę przaśną, siermiężną, prowincjonalnie zaściankową, zaludnioną prostaczkami, którymi łatwo kierować i z pomocą wynajętego Kościoła sprawować rządy ich dusz

New York Times napisał o Jarosławie Kaczyńskim, że „pociąga za sobą cały kraj w otchłań bólu, zemsty i paranoi”.  Media w krajach cywilizowanych tytułowały go już satrapą, samowładcą, despotą, a nawet dyktatorem. To niezbyt trafna ocena. Prezesowi daleko do historycznych postaci wielkich tyranów i epokowych oberbandytów. Bezprawie nie jest jego celem, a jedynie środkiem do celu. Projekt Kaczyńskiego nie zakłada wielkich podbojów, ani nie zmierza do zawłaszczenia wszelkich bogactw podbitego kraju.  Dla Kaczyńskiego Polska to taka spółka „Srebrna”, tylko trochę większa. Też zagarnięta prawem kaduka i też rządzona apodyktycznie, zgodnie z prawami, które zaborca sam sobie nadał. Jego projekt to powrót do czasów dzieciństwa. Buduje Polskę, jaką pamięta i której się nie boi, Polskę przaśną, siermiężną, prowincjonalnie zaściankową, zaludnioną prostaczkami, którymi łatwo kierować i z pomocą wynajętego Kościoła sprawować rządy ich dusz.

Realizacja zamysłów „prezesa tysiąclecia” napotyka jednak na rosnące przeciwności. Ogłaszane przez PiS koncepcje coraz częściej bywają groteskowe, decyzje funkcjonariuszy Kaczyńskiego są coraz bardziej niedorzeczne, a ich wypowiedzi zwyczajnie głupie. Partia Kaczyńskiego najwyraźniej goni w piętkę, a jego projekt pruje się i rozłazi w szwach. TVPis nawet nie udaje, że chce kogokolwiek do czegokolwiek przekonać, i już tylko sączy czysty stuprocentowy jad, a na „podpaskach” w TVPInfo roi się od karykaturalnych idiotyzmów.  Pogubieni akolici prezesa wygadują takie głupstwa, jakby ich inteligencja porównywalna była z ławeczką patriotyczną ministra Błaszczaka.

Bezapelacyjnym mistrzem niedorzeczności jest niewątpliwie premier Morawiecki. Ale nie warto się znęcać nad jego filipikami, bo mało kto traktuje je poważnie. Poprzestając więc na refleksji, że w historii Polski nie było dotąd faceta, który tak pięknie potrafiłby mówić o niczym – warto zająć się jego podwładnymi.  Bo w wielu resortach głupota goni głupotę i naprawdę jest w czym wybierać.

Minister Rafalska przekonuje Polaków, że wypłata „emerytury plus” nie dlatego odbędzie się tuż przed wyborami, że zaraz po wypłacie są wybory, ale dlatego, że akurat w maju jest dużo popularnych imienin oraz komunii. Ponadto trzynastkę wypłacić trzeba szybko, bo jak opozycja dojdzie do władzy, to zabierze emerytom ten dodatek, tak jak wszystkie inne świadczenia hojnego Pana prezesa. Czyli data wypłaty nie ma związku z wyborami, ale z drugiej strony ma jak najbardziej.

Minister Ziobro ośmieszył się reakcją na zastrzeżenia władz Unii co do legalności nowej komórki dyscyplinarnej dla sędziów, podporządkowanej władzy wykonawczej. Wyjaśnił mianowicie, że tylko jego prokuratorzy, radcy czy notariusze, nominowani przez niego do godności sędziowskiej i orzekający w podporządkowanej mu Izbie zgodnie z jego wolą potrafią wziąć w karby złodziei wiertarek ukrywających się dotąd wśród sędziów SN – nie naruszając przy tym świętej zasady trójpodziału władzy. Dał więc do zrozumienia, że główny prokurator – sam oskarżany o liczne delikty konstytucyjne i notoryczne naruszenia konstytucji – ma pełne prawo nadzorować i dyscyplinować wszystkich sędziów, ponieważ kiedyś któryś z nich z oznakami zaburzenia świadomości włożył sobie do kieszeni niepotrzebną mu do niczego część jakiejś wiertarki.

Pani Jadwiga Emilewicz, minister od przedsiębiorczości i technologii, ogłosiła raport, z którego wynika, że wszystkie handlowe niedziele powinny zniknąć, ponieważ decyzja o ograniczeniu sprzedaży spełnia założenia ustawodawcy. Jednym z głównych założeń było zwiększenie zysków małych sklepów osiedlowych, kosztem wielkich supermarketów. Z raportu wynika, że jak dotąd jest przeciwnie – na ograniczeniu sprzedaży korzystają duże sieci handlowe, a drobni handlowcy plajtują.  Okazało się jednak, że padają z własnej winy, bo zdaniem pani minister mogliby przecież sami łączyć się w duże sieci handlowe…

Rzeczniczka rządu Beata Mazurek, komentując najnowszy program PO, przeczytała z kartki, że to wszystko, co Platforma teraz postuluje, mogła zrobić wtedy, gdy sama rządziła. Czyli zdaniem pani rzecznik już dawno PO powinna przywrócić w Polsce praworządność zdemolowaną obecnie przez PiS. Mogła też wcześniej zakończyć izolację Polski na arenie międzynarodowej, którą później spowodowała partia Kaczyńskiego. A w czasie wielkiego kryzysu Platforma, zamiast walczyć z recesją i deficytem budżetowym, powinna zrównać zarobki Polaków do średniej europejskiej. Pani Mazurek (albo ten, kto jej napisał głupawe wystąpienie) nie po raz pierwszy zakłada, że Polacy nie czytają, nie myślą i łykną dowolnie idiotyczną wiadomość podaną im do wierzenia przez „jedyną partię godną zaufania”.

Miło popatrzeć jak goni w piętkę sam Adam Bielan – guru partyjnej agitacji i autor wielu łgarstw propagandowych w przekazach dnia. Jego najnowsza teza wygłoszona w TVN24, że strajk w oświacie jest efektem spisku szefa ZNP z szefem PO, była tak głupia, że nie podchwycili jej nawet najbardziej prostoduszni funkcjonariusze PiS. Z równą kpiną potraktowano tezę, że nauczyciele są nieodpowiedzialni, bo dotąd nie strajkowali, a teraz, kiedy nowa władza zaczęła o nich dbać, to zostawiają dzieci samopas. Bo na zwykłą logikę – jeśli nauczyciele dotąd nie strajkowali, to właśnie dlatego, że są odpowiedzialni i dopiero dzięki zmasowanym wysiłkom PiS udało się ich doprowadzić do desperacji. Zaorano oświatę, rozbudowano minima programowe, które zmuszają do uczenia na patatajkę, napakowano w programy ideologii, zwiększono liczebność klas. Przybyło problemów wychowawczych i zagrożeń, bo wbrew celom „reformy” maluchy obijają się dziś o wyrostków napompowanych hormonami . Równocześnie nauczyciele otrzymali wiadomość, że kraj opływa w dostatki, kasa jest pełna, są miliardy i na Wydział Propagandy PiS w TVP, i na zakup strategicznej podobno kolejki linowej, i na nowe elektrownie węglowe, które zaraz trzeba będzie zamykać, bo udusimy się smogiem. W trosce o przychylność elektoratu wiejskiego są pieniądze na dopłaty do krów i świń. Są środki na sowite premie, które należą się funkcjonariuszom PiS za to, że są w PiS, a także za przeoranie całego systemu oświaty, za firmowanie koszmarnej rewolucji szkolnej i za notoryczne kłamstwa uśmiechniętej do siebie pani minister. Nie ma tylko pieniędzy dla nauczyciela, który jeśli chce przyzwoicie zarabiać, to musi zrezygnować z celibatu.

Wicepremier Szydło, p.o. nieodwołanej jeszcze ministry edukacji Anny Zalewskiej, przedstawiła zaskakującą koncepcję usatysfakcjonowania nauczycieli. Wychodząc naprzeciw postulatowi podniesienia płac, zaproponowała protestującym wydłużenie czasu ich pracy, co pozwoli zwolnić część nauczycieli, a ich pieniędzmi obdzielić tych, którzy w pracy pozostaną.  Od razu wyszło na jaw, że po przeliczeniu tej oferty nauczyciele zarabiać będą mniej, bo przy zwiększonym pensum zmalałaby stawka godzinowa. Oferowanie związkom zawodowym obniżki wynagrodzeń, redukcji miejsc pracy i zwolnień zapisze się niewątpliwie w historii sztuki negocjacji. Tak, jak i wypowiedź wicepremiera Gowina, który ogłosił, że te rozmowy i tak nie maja sensu, bo władza nie może się ugiąć przed żądaniem podwyżki, po którą za chwilę przyjdą kolejne grupy zawodowe.  Ciekawe, że człowiek, który od czasu do czasu głosi zdanie odrobinę odrębne od głównego nurtu PiS-owskiej narracji, narobił zamieszania w temacie, gdzie potrzeba spokojnej rozmowy i koncyliacji, a nie zająknął się w sprawie niszczenia rzekomo szatańskich miazmatów i nie posypał sobie głowy popiołem ze spalonych książek. Cóż, są granice brawury…

W czasie, gdy wicepremier kompromitowała się w negocjacjach z ZNP, minister Anna Zalewska skończyła się już pakować na wyjazd do Brukseli po immunitet chroniący ją przed karą za zrujnowanie oświaty. I niezwłocznie wydała komunikat, że żaden strajk nie może być powodem odwoływania zajęć szkolnych. Wynikałoby stąd, że lekcje mają się odbywać bez nauczycieli. Jeśli nawet przyjąć, że pani minister nie chodziło o zajęcia lekcyjne, a o „zaopiekowanie dzieci”, to w rozporządzeniu zabrakło wskazówki, w jaki sposób dyrektor jako jedyna osoba wyłączona z akcji strajkowej ma się zająć setkami małolatów, skoro z innych przepisów wynika, że jeden nauczyciel może mieć pod opieką co najwyżej 25 dzieci. Również kolejne rozporządzenie, dopuszczające dowolne osoby z przygotowaniem pedagogicznym do kierowania egzaminami maturalnymi, w tym także rodziców maturzystów, świadczy dowodnie, ze pani Zalewska nie rozumie tego, co czyni. Nie rozumie też nauczycieli i sprawia wrażenie serdecznie zdumionej, dlaczego ci, którym ten zawód się nie podoba, nie odejdą po prostu, tylko czepiają się pracy w oświacie. Czas wyjaśnić pani minister, że nauczyciele właśnie to robią.  Rezygnują z takiej pracy, jaką im Anna Zalewska zafundowała. To się nazywa strajk, proszę pani.

Andrzej Karmiński
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
MariaJantarMariolaandrzejZwinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Viktor
Viktor

To jest rzad czy zespól piesni i tanca?

Zwinka
Zwinka

Znakomite résumé.

andrzej
andrzej

Komu teraz należy podłożyć świnię z + ?

Mariola
Mariola

Kolejny sukces zaściankowej Szydło. Podpisała porozumienie z Proksą a nauczyciele z Solidarności opowiadają się za strajkiem. Odpowiedzialność za sytuację w edukacji zrzuca na nauczycieli. Okropna baba że szczękościskiem. Tego po prostu nie da się słuchać… Nauczyciele trzymajcie się. Nie dajcie się rozbić. Cała nadzieja w waszej, solidarności i solidarności społeczeństwa.

Jantar
Jantar

P. Andrzeju, jedna uwaga odnośnie Szydło i nauczycieli. Z pana tekstu nie wynika jednoznacznie, że nauczyciele zarabialiby mniej. Zabrakło w nim informacji, że podwyżka płac w propozycji Szydło dotyczyła tylko nauczycieli mianowanych (czyli tych o najwyższym stopniu awansu zawodowego) i to dopiero w 2023 roku. Do tego czasu niewielu nauczycieli mianowanych zostałoby w szkolnictwie, bo obecni powoli odchodzą na emeryturę, a nowych by nie było, bo nauczyciele mają wydłużoną ścieżkę awansu po reformie. Natomiast zwolnienia części nauczycieli byłyby od razu. Suma sumarum propozycja Szydło ma ukryty zamiar dokończenia dzieła zniszczenia polskiej edukacji i przekazania jej pod jurysdykcję Episkopatu, bo w… Czytaj więcej »

Maria
Maria

„… Polskę przaśną, siermiężną, prowincjonalnie zaściankową, zaludnioną prostaczkami, którymi łatwo kierować i z pomocą wynajętego Kościoła sprawować rządy ich dusz”

Właśnie po to była ta reforma edukacji.

Podczas okupacji też kształcono Polaków na durniów