Gorzko-smutne „Czytanki o dobrej zmianie” Wojciecha Maziarskiego

Gorzko-smutne „Czytanki o dobrej zmianie” Wojciecha Maziarskiego

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że minister odpowiadający za armię w rzeczywistości nie jest człowiekiem, a maszyną. Nie chodzi tu jednak wcale o taki typ urządzenia, które inteligencją przewyższałoby człowieka, w tym przedstawicieli polskich władz. Przeciwnie, pan Antoni nie umie sobie poradzić z prostym zadaniem, które rozwiązałby każdy uczeń szkoły podstawowej. Zwłaszcza gdyby żył w Polsce, w której od blisko siedmiu lat hasło „katastrofa smoleńska” wraz ze słowem „zamach” odmieniane są przez wszystkie występujące w przyrodzie przypadki. Cóż to za zadanie?

„Właśnie próbował przy pomocy smartfona zdalnie uruchomić śmigło i latarkę w aluminiowym długopisie taktycznym, który zostawił na biurku w ministerialnym gabinecie. Nie było to proste – po odpaleniu aplikacji telefon zażądał: – „Udowodnij, że nie jesteś robotem, wskaż obrazki, na których jest nitrogliceryna i trotyl”. Pan Antoni klikał i klikał – bez skutku. Smartfon za każdym razem szyderczo się uśmiechał i komunikował z nieskrywanym trumfem: – „Chyba jednak jesteś robotem!”. Minister w odpowiedzi pokazał mu język”.

W wydanej właśnie książce „Czytanki o dobrej zmianie” Wojciech Maziarski niczym szpieg wdziera się za kulisy obecnego obozu rządowego i w sposób bezlitosny portretuje najważniejsze osoby w państwie. Nie oszczędza nikogo, nawet prezydenta Dudy, który w jego opowieściach, owszem, twittuje po nocach, ale – jak się okazuje – wcale nie z nieznajomymi kobietami. Z kim zatem? I co ma to wspólnego z polskim prawem (przyjmowanym, dodajmy, niezgodnie z obowiązującą Konstytucją)?

Dostaje się od Maziarskiego wicepremierowi, pardon – pierwszemu wicepremierowi Glińskiemu, który nie rozumie niczego, co ma związek z kulturą, za którą odpowiada (co chyba w obecnym rządzie nie jest czymś wyjątkowym). Dostaje się posłowi Brudzińskiemu, który umie w zasadzie jedynie zorganizować małe wewnątrzpartyjne biuro podróży i zadbać o wypoczynek swojego przełożonego. Dostaje się paniom Beatom i Krystynie, zajmującej się głównie spożywaniem wszelkiej maści pokarmów oraz opluwaniem politycznych przeciwników, choć marzy jej się i udział w konkursach piękności. Lista potraktowanych bezlitośnie jest długa. Najważniejszy jest jednak pan prezes, któremu także się od Maziarskiego dostaje, ale który – w odróżnieniu od otaczających go postaci – wyróżnia się inteligencją (choć nie emocjonalną) oraz determinacją (z marzeniem o zemście w roli głównej). A czasem pan prezes zdaje się być nawet i żartownisiem, gdy – na przykład – wpada na pomysł postraszenia premiera Orbana wstrętną, antypolską i antywęgierską Unią Europejską.

Każdej z opowiastek Maziarskiego towarzyszą ćwiczenia dla czytelników. Można na przykład stworzyć podgrupę rytuałów, którym oddają się polskie władze, można nauczyć się języków obcych (co obce panu prezesowi), a nawet ustalić, w jaką laleczkę lubi się wcielać wróg numer jeden Donald Tusk. I tak, można się chwilami podczas wykonywania tych zadań głośno zaśmiać.

Jest jednak z tą książką pewien zasadniczy problem. Nawet jeśli – na pierwszy rzut oka – śmieszy, to w zasadzie jednak – po wcale nie głębszym zastanowieniu – potwornie zasmuca. Bo przecież Maziarski tak wiele wymyślać nie musiał. Naprawdę żyjemy w czasach, gdy nieznani nikomu eksperci katastrofę lotniczą wyjaśniają przy pomocy eksperymentu z parówkami, a prawo można zmieniać wedle uznania osoby, która zasiada w pierwszym rzędzie w parlamencie, ale nie sprawuje (przynajmniej obecnie) żadnej oficjalnej funkcji państwowej. I wszyscy powinniśmy się bić w piersi, że doprowadziliśmy oto do sytuacji, w której o naszym losie decyduje widzimisię jednego człowieka – pełnego fobii, uprzedzeń i lęków. Wszyscy – bez wyjątku.

mig

PS. Pan Antoni ostatecznie wygrał ze smartfonem i nie okazał się robotem. Może i szkoda. Wiele rzeczy łatwiej przyszłoby nam zrozumieć.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
rara avis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
rara avis
rara avis

M9wi się, że wyrafinowana złośliwość jest cechą ludzi inteligentnych! To chyba nie dotyczy kurdupla z drabinki,bo trudno u niego dostrzec wyrafinowanie (no chyba, że wrachowanie!)!