Hej ho, hej ho…do szkoły by się szło…

Hej ho, hej ho...do szkoły by się szło...

Już po pierwszym tygodniu roku szkolnego jest chaos, odejście od neutralności szkół i zwolnienia nauczycieli.

Kończy się pierwszy tydzień roku szkolnego po „nowemu”, zgodnie z „dobrą zmianą”, więc już czas na pierwsze podsumowanie. Jest taki dowcip „Jasiu, co powiesz o jaskółkach? – To bardzo mądre ptaki. Odlatują, gdy tylko rozpoczyna się rok szkolny!”. Jak widać, wielu rodziców wraz z dziećmi, wielu nauczycieli, wielu ekspertów od nauczania, chętnie wzięłoby przykład z jaskółek i uleciało w inny świat, gdzie nikt tak nie grzebał w edukacji, jak u nas.

Zacznijmy od wydarzenia, które już od kilku lat mnie bardzo bulwersuje, jednak w tym roku stało się częścią szkoły, co to nadal jeszcze ma w swoim zapisie pojęcie „neutralna, wolna od wszelkich ideologii”. Wystarczy wrzucić w Google „msza na rozpoczęcie roku szkolnego” i już widzimy mnóstwo informacji na ten temat. Jeszcze dobrze, gdy pada propozycja mszy w niedzielę czy wieczorem, ale to należy do rzadkości. Normą jest msza przed uroczystym apelem szkolnym.

Jednak normą staje się też msza w ciągu tygodnia i to w ramach lekcji. Biorę pod lupę szkoły w Warszawie i okazuje się, że to wcale nie jest jakaś jednostkowa sytuacja. Szkoła Podstawowa nr 12, numer 75, podstawówka z ul. Kawęczyńskiej, Gimnazjum nr 36, Zespół Szkół im. Konopczyńskiego, Zespół Szkół nr 79… to tylko przykłady. Uczniowie idą całymi klasami pod opieką nauczycieli. Wraz z nimi czas tracą również ci, którzy nie należą do wspólnoty rzymsko-katolickiej. Jakoś chyba dyrekcja nie przejmuje się, co z nimi. Maluchy może mają zapewnioną opiekę na ten czas, ale co ze starszymi uczniami? Urywają się gdzieś, idą do domu? Wydaje się, że zgodnie z przepisami, dyrektorzy powinni uzgadniać tego typu wyjścia z radą rodziców i organizować je tak, by nie kolidowały z nauką, ale nic bardziej mylnego, jak widać. Nie wyobrażam sobie, jak można dopuścić do dyskryminowania części uczniów, do narzucania „jedynej słusznej ideologii” przez wciąż, teoretycznie, neutralną szkołę.

Od kilku miesięcy Związek Nauczycielstwa Polskiego ostrzegał, że sporo pracowników straci pracę. Już wiadomo, że zwolnionych zostało ok. 6 tysięcy nauczycieli (informacja z 12 województw). Oczywiście w kolejnych latach ta liczba wzrośnie, ale minister Zalewska mówi zupełnie coś innego. Wcale nie jest tak źle, a będzie jeszcze lepiej, bo z czasem etatów przybędzie i wzrośnie zapotrzebowanie na nauczycieli. Nie wiem, skąd taka pewność.

Kolejny problem to „nauczyciele objazdowi”. Zalewska nie zwraca uwagi na fakt, że duża grupa nauczycieli rozpoczęła swój bieg między szkołami, by wypracować sobie chociażby pół etatu. W końcu mają pracę? Mają, więc o co chodzi? A czy to ważne, że pod „nauczycieli objazdowych” trzeba układać plan zajęć, co często jest istną „drogą przez mękę”, że dyspozycyjność takiego nauczyciela, jego zaangażowanie, rozbite między więcej niż jedną placówkę oświatową będzie fikcją. Odbije się to na jakości nauczania, ojjj odbije. Jest i druga strona tego problemu. Są szkoły, w których brakuje fizyków czy chemików. Dyrektorzy mogą im zaproponować dwie godziny w klasie siódmej, pomyślmy więc, ile szkół musi „obskoczyć” nauczyciel, by wypracować sobie miesięczną pensję? W jednej ze szkół podstawowych w Krakowie uczniowie odsiadują te przedmioty na zastępstwie, a dyrektor szuka i szuka, tłumacząc rodzicom, że to tylko prowizorka, że na pewno kogoś znajdzie. Problem był zgłaszany do małopolskiego kuratorium, ale jakoś nie znalazł zrozumienia. Kurator Barbara Nowak, uznała, że nie wyobraża sobie, by dyrektorzy nie poradzili sobie z tym problemem, więc ci, którzy jednak nie dali rady, siedzą cicho, bo po co się wychylać.

Problemem jest też nauczanie na tzw. jedną zmianę. „Wiadomym jest doniosła rola, jaką dla prawidłowego rozwoju ucznia odgrywa organizacja nauki w systemie jednozmianowym (…) zapewnia lepsze efekty pracy, dogodniejszą dla ucznia organizację dnia, wolny czas popołudniami, możliwość korzystania z dostępnych form rozwoju intelektualnego i kulturalnego”. Tyle słowa, a jak praktyka? Jest coraz więcej sygnałów, że dzieci uczą się do godziny 17, a nawet i dłużej. I jak tu myśleć o dodatkowych zajęciach, o zapewnieniu dziecku prawa do wypoczynku, do dobrej organizacji dnia pracy? Rano trzeba więc podrzucić dziecko do świetlicy, tylko, że nie wszędzie jest taka możliwość. Część szkół musiała przerobić świetlice na sale lekcyjne dla uczniów klas 7, więc młodsze dzieci są upychane tam, gdzie akurat nie odbywają się lekcje. Wyobrażacie sobie malucha, który spędza cały dzień w szkole, nie mając zapewnionych warunków do odpoczynku, do zabawy, do normalnego funkcjonowania? Koszmar po prostu.

A co z dziećmi, objętymi nauczaniem indywidualnym? I one dostają nieźle popalić. Do tej pory dzieci te uczyły się w domu albo w szkole. Niektóre z nich uczestniczyły wspólnie ze swoimi rówieśnikami w zajęciach kreatywnych, dzięki czemu nawiązywały kontakt z innymi dziećmi, nie były odizolowane, mogły prawidłowo rozwijać się w grupie. Teraz, w imię lepszej edukacji dla dzieci o specjalnych potrzebach, MEN zamyka im drzwi przed nosem i wygania do domów. Istnieją ponoć gdzieś jakieś wytyczne o tzw. edukacji wspierającej, ale nikt nic chwilowo o tym nie wie.

Mówi się, że największymi ofiarami deformy Zalewskiej są nasi piętnastolatkowie. Rodzice informują: – „Szkoła podstawowa na Bielanach: na razie zastępstwa, brak sal i ogólnie bałagan, podręczniki będą wkrótce, ale jeśli nie dotrą, pójdą w ruch kopiarki. W podwarszawskiej Opaczy w szkole nr 6 dzieci mają czekać na podręczniki do końca tygodnia. W gminie Wołczyn w województwie opolskim brak książek dla uczniów klas siódmych i trzecich gimnazjum – co z tego, że miały być darmowe… Szkoła Podstawowa nr 2 w Ełku – książek do klasy 4 i 7 nie ma. Kiedy będą? Nauczyciele są ostrożni w prognozach”. Do tego przepełnione szkoły, rośli chłopcy potykają się o maluchy z klas pierwszych, wszystko tak na wariata. Myślę, że nie ma tu czego komentować.

Premier Szydło podczas inauguracji roku szkolnego w Dobrzechowie powiedziała: – „Dobra szkoła musi być otwarta na uczniów, rodziców i nauczycieli. Ma łączyć i budować wspólnoty. Te wspólnoty za cel stawiają sobie przede wszystkim dobro ojczyzny. Ta nowa szkoła będzie otwarta, nowoczesna, ale będzie czerpała z polskiej i europejskiej kultury. Będzie przewodnikiem, będzie uczyła i wychowywała. Te wartości, które legły u podstaw reformy, stały się fundamentem tych zmian. Mają przypominać, że naszym największym kapitałem jest młodzież i dzieci. Naszym obowiązkiem, ludzi dorosłych, odpowiedzialnych, jest inwestować w dzieci i młodzież. By ten kapitał, którego nie zastąpi żaden pieniądz i dobro materialne, rozwijał się i przynosił jak najlepsze owoce”. Piękne słowa, ale jak się mają do rzeczywistości? Już po pierwszym tygodniu roku szkolnego widać, że łatwo nie będzie. Jest chaos, odejście od neutralności szkół i mam nieodparte wrażenie, że wszystko, co mówi pani Szydło ma służyć jednemu. Przekonaniu nas, Polaków, że kształtowanie od szkoły podstawowej PiS-obywatela jest jedynym słusznym celem tej władzy, celem całej tej „reformy deformy”. Poczekajmy jeszcze trochę i zobaczymy, czy nie mam racji.

Tamara Olszewska

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Hej ho, hej ho…do szkoły by się szło…"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Joanna

Brak neutralnosci swiatopogladowej szkoly powoduje negatywne wyróżnianie uczniów z innych niz katolickie rodzin. Skoro już w tej chwili wielu nastolatków i młodych dorosłych „wychowanych” na religii w szkole prezentuje skrajnie antymuzulmanskie poglady to strach się bać co bedzie dalej z naszym spoleczenstwem.
Jak sądzę już wkrotce wladza zacznie przekonywac, ze ich reforma-deforma byla dobra tylko samorzady (szczegolnie te spoza PiS) zawalily we wprowadzaniu. Taka caloroczna kampania samorzadowa – jak to „cudowna reforma” zostala lokalnie zepsuta.

jacek

To nie problemów muzułmanów… Nie można zapominać, że na Wschodzie jest sporo prawosławnych (na lubelszczyżnie cała sprawa nakłada się ponadto na problem Wołynia), a na Zachodzie z kolei mamy protestantów (a ci z kolei to opcja niemiecka), a ponadto w całej Polsce są Jehowi.

Stanisław

„Szkoła Podstawowa nr 2 w Ełku – książek do klasy 4 i 7 nie ma.”- a co ze szkołami nr 1 i 3?

monika

Kraków, książek do klasy V brak. W związku ze zmianą nazwy szkoły wszyscy będą mieć nowe legitymacje

wpDiscuz