I już po wyborczej obietnicy. Nie będzie podwyżki pensji minimalnej do 3 tys. zł brutto

Kaczyński przeciwny wprowadzeniu stanu wyjątkowego i zamknięciu gospodarki

Podwyżkę od przyszłego roku zapowiedział w trakcie ubiegłorocznej kampanii parlamentarnej Jarosław Kaczyński, ale rzeczywistości nie udało się nagiąć do jego wizji. Przypomnijmy: wzrost minimalnego wynagrodzenia miał być skokowy. Według planów: od 2021 r. miało to być już 3 tys. zł brutto, a od 2024 r. – 4 tys. zł brutto. Póki co decyzją prezesa PiS od stycznia 2020 r. płaca minimalna wzrosła z 2250 zł do 2600 zł brutto (o 15,5 proc.). W przyszłym roku ma wzrosnąć o 116 zł brutto.

 

PiS długo trwał przy wspomnianej obietnicy. Tymczasem po wybuchu pandemii Polska, pierwszy raz od 1991 r., stanęła w obliczu groźby wybuchu recesji. Stworzyło to nowe warunku, choć już wcześniej ów obiecywany skokowy wzrost płacy minimalnej budził poważne wątpliwości wielu ekonomistów. Dodajmy, że pracowników mających pensję minimalną jest obecnie ponad 1,5 mln i stanowią oni 17 proc. ogółu zatrudnionych, ale w obecnych warunkach w granicach najniższej krajowej znajduje się już ponad 25 proc. wszystkich zatrudnionych. Wprawdzie tocząca się niedawno kampania prezydencka skutecznie wyciszyła kluczowe, gospodarcze dylematy, ale widać już wyraźnie, że z kluczowymi decyzjami (np. rezygnacja z zapowiadanego wzrostu najniższej pensji krajowej, podniesienie podatków, cięcia zatrudnienia w administracji publicznej) dłużej zwlekać się nie da. PiS czekał jedynie, aż będzie po wyborach. Po wygranej Andrzeja Dudy zniknęły powody do podtrzymywania obietnic.

Przypomnijmy: wysokość minimalnego wynagrodzenia jest co roku negocjowana ze związkowcami i pracodawcami w Radzie Dialogu Społecznego, a Rada Ministrów – do 15 czerwca każdego roku – musi przedstawić partnerom wszelkie wskaźniki makroekonomiczne i proponowaną wysokość płacy minimalnej. W tym roku, zgodnie z ustawą COVID-19, rząd zmienił jednak ustawowe terminy i propozycje rządu związkowcy i pracodawcy mają otrzymać do końca lipca – czytamy w „Gazecie Wyborczej”. Według informacji uzyskanych przez dziennikarzy, propozycja rządu ma wynosić 2716 zł brutto, a więc nastąpi wzrost o 116 zł.

 

Jak zwykle, decyzje dotyczące wzrostu płac są kontrowersyjne, teraz dodatkowo nastroje społeczne podkręca rządowa polityka obietnic i trwająca epidemia. W reakcji na pierwsze nieoficjalne doniesienia o faktycznym wymiarze podwyżki minimalnego wynagrodzenia, związkowcy już zapowiadają protest, zaś pracodawcy chcą, aby pensja minimalna w ogóle nie rosła, ze względu na sytuację. – Dostaliśmy nieoficjalnie informacje, że nowa płaca minimalna wynieść ma 2716 zł brutto. Jeśli taka ostatecznie propozycja padnie, nie będzie naszej zgody – uprzedza Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ. – Dlaczego? Po pierwsze, ten rząd zawsze zapewnia, że dotrzymuje obietnic, a po drugie, zapewnia, że polska gospodarka mimo pandemii ma się świetnie. Nie widzimy więc powodu, aby podwyżka płacy minimalnej była niewielka. Nasza propozycja to 3100 i taką kwotę przedstawimy na rozmowach z rządem.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Z kolei Konfederacja Lewiatan uważa że płaca minimalna powinna w przyszłym roku wynosić nadal tyle ile dziś, czyli 2600 zł brutto. Pracodawcom, czytamy w „GW”, trudno będzie zaakceptować jakikolwiek wzrost płacy minimalnej, mimo że inflacja na pewno, mimo prognozowanego spadku w II połowie roku, będzie wysoka. W perspektywie 2021 roku kluczowa będzie ochrona miejsc pracy i ograniczanie redukcji zatrudnienia, co niestety w opinii pracodawców będzie nie do uniknięcia – wyjaśnia prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. Jak można przypuszczać, wysoka pensja minimalna plus spowolnienie gospodarcze oznaczać może szybki wzrost szarej strefy. Jeśli bowiem rozłożyć płace minimalną na czynniki pierwsze, to w nowej propozycji rządu wspomniane 2716 zł brutto to zaledwie 2002 zł na rękę. Ale koszty pracodawcy z ubezpieczeniami (emerytalne, rentowe, wypadkowe) plus fundusze to jednak już 3 276 zł, czytamy w portalu. – Administracyjne narzucanie płacy wyższej od produktywności wymusza na firmach ograniczenie godzin pracy albo zwolnienie najmniej wydajnych pracowników, którzy nie są w stanie na siebie zarobić. Drugi skutek to podwyżki cen – oceniło Towarzystwo Ekonomistów Polskich.

Inna sprawa, że pomysły Jarosława Kaczyńskiego skrytykowało też Ministerstwo Finansów. Resort w wewnętrznym dokumencie napisał, że podniesienie pensji minimalnej do 4 tys. zł byłoby eksperymentem. „Byłaby to wielkość niespotykana w krajach rozwiniętych, zarówno współcześnie, jak i w historii. Dlatego też planowana zmiana polityki stanowi eksperyment, którego skutki trudno dokładnie oszacować” – stwierdził resort.

mpm

Źródło: wyborcza.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Polka gorszego sortu
Polka gorszego sortu
28 lipca 2020 09:21

Oj, będzie się działo. Przed URM zabraknie miejsca na namiotowe miasteczka. Państwa związkowców zachęcam do rezerwacji okolicznych trawników z wyprzedzeniem.

Marek
Marek
28 lipca 2020 11:02

Głównym wrogim pracownika jest inflacja. Prezes o inflacji milczy ale to nie znaczy że jej nie ma. Jest i ma się całkiem dobrze. Biorcy socjalnych transferów też odczuwają inflację coraz mocniej, niestety większość z tych nie zarobionych samodzielnie benefitów socjalnych inflacja już skonsumowała, Te 500 to niby ciągle 500, ale siła nabywcza juz pewnie tylko 300-350 a przy podobnym tempie wzrostu inflacji pod koniec roku pewnie już tylko 250. Klientów opieki społecznej tak naprawdę nie interesuje poziom płacy minimalnej, ich interesuje utrzymanie socjalu, dlatego tłumaczenie PiS-owskiemu wyborcy o nie dotrzymaniu obietnic wyborczych, w sprawie płacy minimalnej, jest jak rozmowa „głuchego ze ślepym”

Jantar
Jantar
28 lipca 2020 11:11

Ale o obietnicy przejęcia władzy w samorządach nie zapomnieli. Aktualna jest nie tylko sprawa Warszawy, ale wzięli się już za odzyskanie Ostrołęki z rąk opozycji, w której władzę PiS stracił w ostatnich wyborach samorządowych po blisko 20 latach i były prezydent z PiS, katecheta z wykształcenia, jest obecnie w zarządzie nowej budowanej elektrowni węglowej w tym mieście. Natomiast ziobrowska prokuratura postawiła zarzuty prokuratorskie „przekroczenia uprawnień, łapówek” i czegoś tam jeszcze (7 zarzutów) nowemu prezydentowi z opozycji i zwróciła się do Sejmu o odebranie immunitetu. Co oznacza nowe wybory w Ostrołęce. Tym samym tropem PiS pójdzie w innych miastach, gdzie przegrali wybory, a na celowniku znajdzie się zapewne Łódź.

Kundzia
Kundzia
28 lipca 2020 11:16

Cz ktoś z inteligencji jeszcze wierzył w obietnice pis-u?Chyba tylko 50% wiejskiego elektoratu którym kaczyński też gardzi.Mamy co mamy a to dopiero początek rozbioru Polski.

smętek
smętek
28 lipca 2020 14:32
Reply to  Kundzia

Ciemnogród to nie tylko wieś. Proszę sprawdzić jak głosowano na Pradze Północ, dzielnicy Warszawy. To oni wszyscy, dali kolejny raz, przyzwolenie żeby Kaczafi traktował Polskę jak kraj podbity. Jego interesuje władza absolutna i wszystko i wszystkich stających na drodze zniszczy.

Polka gorszego sortu
Polka gorszego sortu
28 lipca 2020 22:35
Reply to  Kundzia

Niestety, choć tego nie pojmuję, takich oczadziałych jest więcej i to wśród ludzi wykształconych, myślałby kto, że rozumnych. Mam takich w rodzinie. Nic do nich nie trafia.