I znowu wina Tuska

Uczniowie „jak kurczaki w klatce"

czyli – wysłać dzieci do szkoły 1 września, czy może nie ryzykować?

MEN informuje, że w nowym roku szkolnym nauka odbywać się będzie na ogół w trybie stacjonarnym, bez większych restrykcji i ograniczeń. Tak więc za tydzień do przepełnionych placówek dwuzmianowych, do ośmioklasowych podstawówek, do liceów z podwójnym rocznikiem, do często 30-osobowych klas pójść mają uczniowie, którym nikt nie każe nosić maseczek, ani zachowywać dystans w klasie, czyli siedzieć w ławkach pojedynczo. Co tam opinie naukowców i ekspertów z rządowego zespołu ds. COVID, którzy wołają, że obowiązkowe powinny być maseczki, a także testy, nawet przy stabilnej sytuacji epidemicznej, a co dopiero w sytuacji rozwijającej się pandemii. – Jeśli ich nie będzie, to bardzo prawdopodobnym scenariuszem są tysiące zakażeń dziennie – mówi prof. Krzysztof Pyrć z UJ. Naukowcy z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania UW potwierdzają, że jeżeli otworzymy wszystkie placówki jednocześnie, to liczba dziennych zachorowań może wzrosnąć do kilku tysięcy przypadków na dobę, i proponują, by opóźnić początek zajęć, a pierwsze dwa tygodnie września potraktować jako kwarantannę.

 

W epicentrum niebywałego rozgardiaszu oświatowego, minister Edukacji Narodowej poszedł na urlop, pozostawiając po sobie kilka wskazówek i opinii, słabo kompatybilnych z poglądami specjalistów.  Spore wrażenie wśród profesorów epidemiologii wywarła diagnoza magistra historii Piontkowskiego, że „szkoła nie jest takim miejscem, że wszystkie dzieci się od razu zakażą”. Niedługo potem minister uszczegółowił tę złotą myśl wyjaśniając, że „jeżeli możemy spokojnie wyjść do sklepu, na ulicę, brać udział w wydarzeniach kulturalnych, czy wypoczywać na plaży, to równie dobrze możemy iść do szkoły”. Nie zauważył przy tym, że w szkole, inaczej niż na spacerze, dzieci przebywają w pomieszczeniach zamkniętych i że mają ze sobą kontakt przez czas dłuższy, nie mówiąc o tym, że obecność na plaży czy imprezie kulturalnej nie jest obowiązkowa. Na pytanie, czy MEN wesprze finansowo samorządy, które na swój koszt muszą zapewnić w szkołach rozmaite epidemiczne warunki sanitarne, pan Piątkowski odpowiedział rezolutnie: „To nie rząd wywołał epidemię!”.  A pytany o „zagubione dzieci”, które z rozmaitych powodów nie uczestniczyły w zdalnym nauczaniu (2 tys. miejscowości jest poza zasięgiem internetu, a co trzeci uczeń nie ma stałego dostępu do komputera), obruszył się najpierw, bo  „przecież nie będę chodził po domach, żeby wyjaśniać, czemu dzieci nie uczestniczą w zajęciach online”,  a potem zagroził rodzicom odpowiedzialnością za brak realizacji obowiązku szkolnego. Ostatecznie jednak, wobec licznych protestów oburzonych rodziców, postanowił, że dzieci nieuczestniczące w zdalnych lekcjach ścigać ma dyrektor. Jest to czternaste nowe zadanie dyrektorów szkół, sprecyzowane w pięciu projektach rozporządzeń, które mają porządkować powrót dzieci do szkół.

Projekty te przeszły pomyślnie konsultacje społeczne, metodą znaną z prac sejmowych: do dyrektorów szkół i odpowiednich urzędów obszerne dokumenty wysłane zostały w nocy, a uwagi można było przesyłać tylko do południa następnego dnia, dzięki czemu utwory ministerialnych urzędników pozostały niemal w oryginalnej formie.  Wspólną ich cechą jest brak jasnych procedur i brak odpowiedzialności MEN za cokolwiek. Całą odpowiedzialnością za losy dzieci, zaganianych do szkół podczas wzmagającej się epidemii, obarczono dyrektorów szkół i samorządy. Na nich ma spaść gniew rodziców i mieszkańców, natomiast rząd zarezerwował dla siebie rolę arbitra, który publicznie oceniać będzie rozmiar społecznych strat i ludzkich krzywd, w zależności od tego czy gminą rządzi prawica czy opozycja.

Zostań patronem KODUJ24.PL

W decyzjach i rozporządzeniach ministra znaleźć można zdumiewające zalecenia. Przykład pierwszy z brzegu: jeśli sytuacja epidemiczna się pogorszy, dyrektor może zawiesić zajęcia i przejść na nauczanie zdalne, a „w przypadku, gdy nauka zdalna nie jest możliwa”,  dyrektor decyduje o „innym sposobie prowadzenia zajęć”. Innym, czyli jakim? Tajne komplety? Chorągiewki sygnalizacyjne na maszcie? Tam-tamy? Znaki dymne? Przykład drugi z brzegu: MEN nałożył na samorządy obowiązek dostosowania szkół do wymogów sanitarnych czasu epidemii, ale nie dał na to złamanego grosza. A na dokładkę ogłosił 6-procentową podwyżkę płac nauczycieli już od 1 września, również płatną z budżetów gminnych. Tymczasem samorządy ledwo zipią. Wydatki gmin na oświatę dawno przekroczyły połowę ich budżetów, a w wielu gminach wiejskich dochodzą do 80%. Od roku masowo rezygnuje się z lokalnych inwestycji, a mimo to przybywa gmin, które muszą się zapożyczać, by wypłacić nauczycielom choćby tylko podstawową pensję.

Partia i rząd PiS osiągnęły mistrzostwo w praktycznej realizacji porzekadła „Co złego – to nie my!”. Za 70 milionów wyrzuconych na niewybory odpowiada opozycyjny Senat. Za pacyfikację protestów w obronie praw LGBT odpowiadają geje i lesbijki, którzy agresywnie narzucają społeczeństwu swój zdegenerowany styl życia i na siłę upowszechniają ideologię demoralizującą dzieci. Z winy farmaceutów drożeją leki. Za nagły wzrost zakażeń nie odpowiada premier, który wezwał ludzi z grupy ryzyka do tłumnego udziału w wyborach, ani minister, który niemal już odtrąbił zwycięstwo nad wirusem. Nie odpowiada rząd, który poluzował ograniczenia zezwalając na organizowanie masowych imprez, winni są tylko ich uczestnicy, którzy na weselu nie całują się w maseczkach, a podczas komunii nie utrzymują dwumetrowego dystansu od proboszcza rozdającego komunikanty.

 

Jak usłyszeliśmy z ust funkcjonariuszy obecnego reżimu „regulacja wynagrodzeń” władz państwowych, parlamentarzystów i samorządowców okazała się niemożliwa z winy… Tuska! Rzecz jasna ewentualne zakażenia dzieci i nauczycieli w szkołach, a za ich pośrednictwem rozprowadzenie wirusa wśród ich rodzin, znajomych i sąsiadów,  nie będą miały nic wspólnego z niekompetentnym przygotowaniem systemu oświaty do nauki w nowych warunkach. To nie będzie efekt żałosnej organizacji nauki w czasach pandemii, ani nieporadności administracji państwowej, ani głupich decyzji niedouczonych ignorantów, których partia władzy postawiła na newralgicznym odcinku kształcenia dzieci i młodzieży w duchu patriotyczno-narodowym. Zawsze się znajdzie jakiś Tusk do bicia.

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
DronmalgoskaPredatorKundziajan Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
HerodAntypis
HerodAntypis

Cały czas wina Tuska. Taka durna wymówka. Przyczepili się do gościa jak do Jonasza na statku, a tak na prawdę to wszystko przez pewne piwo z lodówki, który dał się załatwić i to na nim wypłynęło całe to badziewie.

Maciek123454321
Maciek123454321

A thebile popierają PiS………… Poprawka – thebile oraz ludzie wyzuci z poczucia elementarnej przyzwoitości.

jan
jan

szczujnia działa dalej……………………………………….

Kundzia
Kundzia

Tak to już jest że najszybciej na siebie zwraca uwagę idiota. Z piątkowskiego taki minister jak z koziej traby worek na mąkę.

Predator
Predator

piatkowski jest po przeszczepie mózgu, taki polski Frankenstein, popatrzcie na jego inteligętną gębę. Tylko, zastanawiam się od kogo pobrali mózg.

malgoska
malgoska

Info z Podkarpacia: każdy nauczyciel dostanie jedną maseczkę bawełnianą na cały rok.

Dron
Dron

Cały czas dręczy mnie myśl, skąd się bierze ponad 40% ludzi, którzy chcą głosować na tych psujów i szalbierzy???