„Im mniej testów zlecimy, tym mniej będzie zakażonych”. Ministerstwa Zdrowia chce limitów na prywatne testy na koronawirusa

Botakizm

Polska pod kątem badań na milion mieszkańców plasuje się dopiero na 34. miejscu. w Europie. Testy w ramach NFZ wykonuje się w 121 laboratoriach w kilkudziesięciu miastach w Polsce. Większość z nich to placówki publiczne, które obsługują szpitale. Oprócz nich działają też prywatne firmy, gdzie za opłatą test może zrobić sobie każdy.

 

Tymczasem w planach Ministerstwa Zdrowia jest rozporządzenie, które pozwoli dalej funkcjonować prywatnym placówkom, jeśli 70 procent swoich badań będą robiły na rzecz państwa. Ministerstwo zapewnia, że chodzi o dobro pacjentów – chce wprowadzić limity dotyczące prywatnego testowania, aby „laboratoria nie skupiały się tylko na działalności komercyjnej”. – „Nie możemy sobie pozwolić na to, że firmy czy podmioty przejdą całkowicie do komercji, będą robiły badania danym grupom zawodowym czy spółkom, a pacjenci nie będą mieli do tego dostępu” – mówi minister Łukasz Szumowski.

Przedstawiciele prywatnych laboratoriów są innego zdania. Odpowiadają, że w obecnej sytuacji każdy test jest potrzebny i cenny. Co więcej, od początku epidemii liczba wykonywanych dziennie testów regularnie wzrasta.

 

W środę padł rekord – 20 tysięcy testów. Pełnomocnik zarządu ds. medycyny laboratoryjnej w firmie „Diagnostyka”, dr Tomasz Anyszek zauważa, że wykonywanie badań komercyjnych jest niezbędne m.in. w celu szybszego odmrażania gospodarki. Budżetu na finansowanie takich badań bowiem nie stać, jak podkreśla. Dowód? „Państwo na początku epidemii płaciło laboratoriom za jeden test 450 złotych. Od kilku tygodni płaci już tylko 280 złotych”. Mało tego, laboratoria nie osiągnęły jeszcze maksimum swoich mocy przerobowych. Przykładowo w laboratorium Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu można wykonywać codziennie do tysiąca testów na obecność koronawirusa. – „W tej chwili wykonujemy od 200 do 500 testów” – mówi Piotr Pobrotyn, dyrektor wrocławskiego szpitala.

Planami resortu zaniepokojony jest również Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – „Im mniej testów zlecimy, tym mniej będzie zakażonych” – przybliża paradoks sytuacji. Podkreśla, że rozporządzenie będzie blokować rozwój firm i robienie testów. Minister zdrowia Łukasz Szumowski próbuje natomiast przekonywać, że liczba nowych zakażeń nie zawsze jednak idzie w parze z częstszym testowaniem. – „Na Mazowszu ta skala dodatnich wyników na poziomie 3,5-4,5 procent kiedyś była, teraz spada, to znaczy, że ta liczba niewyłapanych ludzi maleje” – mówi. Jednocześnie twierdzi, że „jesteśmy w stanie zrobić nawet o dziesięć tysięcy testów dziennie więcej, a patrząc na europejskie statystyki nie tylko możemy, a powinniśmy robić więcej testów”. Trudno nazwać ten wniosek odkrywczym, i tym bardziej trudno dostrzec realne wsparcie dla tego postulatu w polityce resortu zdrowia.

mpm

Źródło: tvn24.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
trzydziestka
trzydziestka
26 maja 2020 21:32

Tok myślenia typowo „polski”. Lepiej żyć w ciemnocie, nie badać a niech to świństwo nadal sie rozprzestrzenia w ukryciu. Tak naprawde gdyby nie testy wykonywane przez prywatne laboratorium typu Diagnostyka, wielu Polaków w ogóle nie miałoby szansy sprawdzić stan swojego zdrowia i wykluczyć zarażenie, a tym samym narażać bezpieczeństwo swoich bliskich. Testów powinno byc wiecej – tylko w ten sposób jest szansa zapanować nad Covid19