Jajka „Wyborczej”, czyli drożyzna bije w Dudę

Jajka „Wyborczej”, czyli drożyzna bije w Dudę

Macherzy od kampanii prezydenckiej PiS dwoją się i troją, by przekonać wyborców, że drożyzny nie ma. Wymyślili ją wredni dziennikarze.

Gdy „Gazeta Wyborcza” opublikowała w piątek materiał demaskujący skalę wzrostu cen artykułów spożywczych pod rządami PiS, propaganda obozu władzy przystąpiła do zmasowanego ataku. Na Twitterze, na Faceboooku, na stronach internetowych głównych mediów pisowskich zaroiło się od publikacji robiących odbiorcom wodę z mózgu i próbujących im wmówić, że żadnego wzrostu cen nie ma. Że w istocie „Wyborcza” problem wymyśliła i złośliwie kupiła za drogie jajka. Takie właśnie komentarze pojawiły się m.in. na stronach „Tygodnika Solidarność”, Stefczyk.info, wPolityce.pl, w blogach i postach licznych funkcjonariuszy i kiboli „dobrej zmiany”.

Ta zmasowana (i sprawiająca wrażenie skoordynowanej) reakcja pokazuje, czego boi się władza. Członkom okupującej Polskę sitwy sen z oczu spędza perspektywa społecznego niezadowolenia z powodu drożyzny. By oddalić to niebezpieczeństwo, medialni funkcjonariusze gotowi są wymyślać najabsurdalniejsze teorie i zaklinać rzeczywistość z nadzieją, że „ciemny lud to kupi”.

 

W sklepach jest coraz drożej? To przez jajka, które kupiła „Wyborcza”.

Inflacja podskoczyła w grudniu 2019 do 3,4 proc, a w styczniu może nawet przekroczy 4 proc.? Winne jajka.

W życie wchodzą podwyżki prądu, czynszów, opłat za wywóz śmieci, drożeją usługi, frank szwajcarski ociera się o 4 złote? Jajka „Wyborczej”.

Ostatnio szok przeżyłem w niepublicznej przychodni specjalistycznej, do której chodzi moja córka (bo dostęp do lekarzy specjalistów w publicznej służbie zdrowia jest fikcją). Przez długi czas koszt wizyty wynosił 160 zł. W ostatnich dwóch latach podskoczył najpierw do 190, a potem do 220 złotych. Jednak w czasie ostatniej wizyty zapłaciłem już 300 złotych. Drożyzna? Nie – jajka „Wyborczej”.

Propagandyści władzy, miotając się w panice, stosują dwie wzajemnie sprzeczne narracje. Z jednej strony starają się wmówić opinii publicznej, że ceny nie rosną, a jednocześnie przekonują, że wzrost cen jest rzeczą nieuniknioną i naturalną, bo przecież rosną też pensje.

Dyskretnie przemilczają przy tym fakt, że udział wydatków na żywność w budżetach domowych Polaków rośnie. To ważny wskaźnik zamożności – w bogacącym się społeczeństwie ten udział powinien wyraźnie spadać, tymczasem w Polsce nie tylko stoi w miejscu, ale nawet lekko się zwiększa : w 2015 r. na jedzenie przeznaczaliśmy 24,36 proc. naszych domowych budżetów, a obecnie 24,89 proc.

Wysiłki oficjalnej propagandy przypominają metody znane z czasów PRL, kiedy władza też starała się uśmierzyć niezadowolenie społeczne, przekonując obywateli, że żadnej drożyzny nie ma – tylko wrogowie Polski Ludowej, wspierani przez wiadome kręgi na Zachodzie, rozpowszechniają takie nieprawdziwe plotki. Przecież nawet jeśli zdrożała żywność, to staniały lokomotywy oraz stal walcowana, więc bilans wychodzi na zero.

 

Pisowscy stratedzy doskonale zdają sobie sprawę, że coraz powszechniejsze niezadowolenie obywateli z gwałtownie rosnących kosztów życia jest szczególnie dużym zagrożeniem teraz – w momencie startu kampanii prezydenckiej, w czasie której obóz władzy składa wyborcom obietnice kolejnych hojnych prezentów. Projekt tzw. emerytur stażowych oznacza, że na emeryturę będzie można przechodzić znacznie wcześniej niż dziś (władza oczywiście pomija milczeniem kwestię wysokości tych emerytur) – np. kobieta, która rozpoczęła pracę w wieku 20 lat, będzie mogła przejść na emeryturę w chwili ukończenia 55 lat.

Pisowscy manipulanci wymyślili te „emerytury stażowe”, by skusić wyborców do głosowania na Dudę. Sęk w tym, że jak wyliczają specjaliści, koszt realizacji tej zapowiedzi wyniesie 13 mld zł rocznie. Jest więc ryzyko, że narzekający na drożyznę wyborcy, zamiast ucieszyć się z zapowiedzi kolejnego daru dobrej władzy dla ludu, mogą dostrzec w niej raczej obietnicę jeszcze szybszego wzrostu cen. A tego chcielibyśmy uniknąć, nieprawdaż?

Wyborcy, strzeżcie się jajek „Wyborczej”!

Wojciech Maziarski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
probusMarek71smętekDami.PZJacek Doliński Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Chermes
Chermes

Jaka drożyzna? Wszystko tanieje. Weźmy na ten przykład konie z państwowych stadnin. W ciągu kilku lat znacznie potaniały. 🙂

probus
probus

Konie jak konie, ale honor u pisiaczków całkiem staniał. Wart zero.

Jacek Doliński
Jacek Doliński

To, że koszt tych „emerytur stażowych” wyniesie 13 mld zł, nie stanowi dla Dudy i PiS-u żadnego problemu – bo i tak nie mają zamiaru tej obietnicy wyborczej realizować. Istotny dla nich problem brzmi: jaka część „ciemnego ludu” (©2005, Jacek Kurski) to kupi? Jeżeli kupi tę obietnicę tyle ludzi, żeby dać Dudzie wygraną w wyborach, to szybko po niezawisłym sądownictwie znikną niezależne media, a na tę i inne obietnice przedwyborcze Dudy powstanie zapis w nowej księdze cenzury.

Dami.PZ
Dami.PZ

niebawem będziemy też obchodzić 13 rocznicę zamrożenia progów podatkowych oznacza to że kwora rocznych dowodów brutto 85 528 dla II progu jest wpisana praktycznie na stałe i bogacące się społeczeństwo płaci coraz wyższe podatki na rzecz niepracujących

smętek
smętek

Proszę nie zapominać, że w trakcie kampanii wyborczej w 2015 Andrzej Duda zapowiedział nam podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 8000 zł. Teraz wymyślili mu „emeryturę stażową”.

Marek71
Marek71

Opozycja powinna wyjaśnić ludziom (i cały czas głośno o tym trąbić) skąd się bierze drożyzna. Bo przeciętny człowiek może podejrzewa, że to ma coś wspólnego z rządem, ale niekoniecznie wie na jakiej zasadzie, zresztą są też warunki zewnętrzne, katastrofy żywiołowe wpływające na ceny żywności itp.

A tu chodzi o prosty mechanizm:
– prowadzenie kampanii wyborczych przez rozdawanie pieniędzy wybranym grupom
– wymiana szefów państwowych spółek co pół roku i wypłacanie im milionów
– wzrost zatrudnienia w ministerstwach, urzędach i spółkach, bez efektu dla produktywności

=> ilość pieniędzy w obrocie rośnie dużo szybciej niż gospodarka, więcej pieniędzy a tyle samo towaru. I wszystko drożeje.