Jak cudze dzieci uczyć

Dzieci będą uczyły się w szkołach do pierwszych zgonów? O przygotowaniach MEN do rozpoczęcia roku szkolnego mówi nauczycielka Zyta Czechowska

Po każdych kolejnych wyborach mam nadzieję, że nowi ludzie spróbują zmienić niektóre fragmenty życia publicznego tak, aby obraz całości nie miał karykaturalnego wymiaru. Sądzę, że mam tyle doświadczenia, wiedzy i umiejętności, iż mógłbym zabrać głos w dyskusji o jednym tylko dziale państwowej działalności, to znaczy o oświacie. 44 lata pracuję w zawodzie, w tym około 20 jako dyrektor szkoły. Jestem polonistą, pracowałem i na wsi, i w mieście, we wszystkich typach szkół.

Od zawsze obserwuję próby zmian w oświacie, które zawsze szumnie nazywa się reformami, ale to nie są reformy, a jedynie poprawki, działanie wyrywkowe, fragmentaryczne, zgodne z pomysłem obecnego rządu tej czy innej opcji politycznej, partii, bądź ze specjalnością (niekoniecznie związaną bezpośrednio z oświatą) aktualnego ministra edukacji. Jedyna reforma strukturalna została przeprowadzona wiele lat temu (gimnazja), ale została zatrzymana, zdeformowana i porzucona „w biegu”. Miałem okazję, uczestnicząc w projektach unijnych Comenius, Euro Ecole i realizując doskonalenie swoje w studium podyplomowym, zetknąć się z systemami oświatowymi w Europie Zachodniej, byłem w szkołach brytyjskich, francuskich i niemieckich. To pozwoliło mi na próbę stworzenia własnej wizji polskiej oświaty.

Powinien funkcjonować tylko jeden zasadniczy dokument rozstrzygający pryncypia systemu oświatowego i zawodu nauczycielskiego – ustawa o systemie oświaty, w której znalazłyby się także niektóre zapisy obecnej Karty Nauczyciela. O samym kształcie dokumentu powinni zadecydować kolegialnie teoretycy i praktycy oświaty z różnych środowisk (byle nie działacze związkowi czy partyjni, nawet z różnorodnych opcji).

Powinien zostać zweryfikowany system kształcenia nauczycieli. Osobiście upatruję przyczynę upadku autorytetu nauczyciela i prestiżu tego zawodu w systemie kształcenia. Wielu spośród pracujących w zawodzie to absolwenci studiów zaocznych. Nic tym studiom nie ujmując, nie dają one jednak możliwości takiego rozwoju intelektualnego i kulturowego, jak studia stacjonarne-dzienne. Nie dają także możliwości rzetelnego odbycia praktyk zawodowych. Ten człowiek nie wychodzi ze swojego środowiska, tylko wyjeżdża na konsultacje i wraca do swego domu. Jego praktyczna wiedza o świecie nie zmienia się, pozostaje we własnym, ciasnym światku. Ponieważ oświata jest w całości prowadzona przez państwo, to tylko państwowe, renomowane uczelnie powinny przygotowywać kadry oświatowe i to na specjalnych wydziałach nauczycielskich, a nie w wydziałach ogólnych wyznaczać tylko specjalizacje nauczycielskie. Studia powinny przygotować nie tylko do bycia nauczycielem dwu przedmiotów, ale także do innych zadań: bycia wychowawcą, kierowania zespołem ludzi, prowadzenia zajęć wykraczających poziomem ponad program nauczania, organizowania zajęć pozalekcyjnych, współpracy z lokalnym środowiskiem… Do pracy w szkole podstawowej, na początek, wystarczyłoby gruntowne nauczycielskie przygotowanie licencjackie, ale już stopień awansu nauczyciela mianowanego wiązałby się z tytułem magistra, a więc z uzupełnieniem studiów w dowolnym trybie. Rekrutacja na studia nauczycielskie powinna rozpocząć się od testów sprawdzających, czy kandydat ma predyspozycje do tego zawodu, czy jest otwarty na drugiego człowieka, empatyczny. Nauczyciel każdego przedmiotu powinien być erudytą, posiadać rozeznanie w wielu dziedzinach wiedzy, w wielu kulturowych nurtach.

Nauczyciel powinien pracować zgodnie z Kodeksem Pracy 40 godzin tygodniowo (z ewentualnym obniżeniem do 37-38, a pozostałe godziny byłyby realizowane zbiorczo w np. wycieczkach szkolnych). Obowiązkowe godziny dydaktyczne powinny w bilansie zająć 22 (?) godziny lekcyjne (każda z nich ma tylko 45 minut), dyrektor – w zależności od potrzeb placówki – miałby prawo przydzielić dodatkowe 4-5 godzin lekcyjnych, odciążając tego nauczyciela od realizacji innych zadań szkoły. Pozostałe godziny mogą być wykorzystane do prowadzenia biblioteki szkolnej (tak robią Francuzi), świetlicy szkolnej, kół zainteresowań, zajęć wyrównawczych. W tym czasie nauczyciel miałby możliwość przygotowania się do lekcji, skonstruowania i powielenia testów i sprawdzianów, poprawienie tychże, lektorzy języków obcych mogliby mieć np. konwersatoria dla innych nauczycieli, ćwiczące znajomość języka. Pensja nauczyciela powinna także wzrosnąć o 100%, co tylko w niewielkim stopniu podniosłoby ogólne koszty oświaty, bo zniknęłyby godziny ponadwymiarowe, płatne zastępstwa, etaty biblioteczne i świetlic. Pracę straciłaby pewna liczba nauczycieli, ale związane to byłoby z naturalnym odchodzeniem od zawodu. Poza tym odeszłyby z zawodu te osoby, które trzymają się go ze względu na długie wakacje i mały dzienny wymiar godzin. Uważam ponadto, że należałoby wprowadzić do szkół większą ilość mężczyzn, co ułatwione byłoby przez podniesienie rangi zawodu i wynagrodzenia za tę pracę, a już na pewno w gimnazjum powinni pracować mężczyźni (przynajmniej połowa grona). Wiąże się to z psychologicznie uzasadnionymi potrzebami młodych ludzi w wieku 13-16 lat. Wtedy znacznie osłabia się (w sposób naturalny) autorytet matki – kobiety, a „rogaty” nastolatek potrzebuje ojcowskiej – męskiej stanowczości. Dotyczy to zarówno chłopców, jak i dziewcząt.

Powinien także ulec system zarządzania placówką. Jeden główny dyrektor (kierujący jedną placówką nie dłużej niż przez dwie kadencje) zupełnie wystarczy do zapanowania nad jej funkcjonowaniem, o ile wybierze sobie do pomocy doświadczonych nauczycieli, swoich zastępców, którym powierzy zadanie cząstkowe. Każda szkoła ma swoją specyfikę i swoje zadania.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem łączenia w zespoły szkół podstawowych z gimnazjami. Specyfika działania obu typów szkół jest tak różna (co wynika z naturalnych potrzeb fizycznych i intelektualnych związanych z wiekiem), że łączenie sześciolatka z piętnastolatkiem na jednej przestrzeni może doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków (tak też często bywa). Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem (skoro nie można zachować całkowitej odrębności placówek) byłoby łączenie w zespoły gimnazjów z liceami ogólnokształcącymi, bo tam najbardziej rozchwiani hormonalno-emocjonalnie gimnazjaliści napotkaliby rodzący się rozsądek i racjonalizm licealistów.

Powinien zostać zmodyfikowany system awansu zawodowego. Teraz nauczyciel może osiągnąć najwyższy stopień – nauczyciela dyplomowanego – już po dziesięciu latach pracy w szkole, a przed nim jeszcze 30 lat pracy bez możliwości awansu. Proponowałbym rozciągnięcie tego procesu w czasie: staż byłby roczny, ale z możliwością przedłużenia do 2 lat, jeżeli opiekun stażu i dyrektor nie są pewni, że stażysta nadaje się do zawodu. Egzamin po stażu dałby możliwość zatrudnienia nauczyciela kontraktowo przez dwa cykle nauczania, czyli 6 lat. Dopiero wtedy nauczyciel kontraktowy może starać się o uzyskanie mianowania (uzyskuje je po około 10 latach pracy w zawodzie). I ten stopień awansu trwałby przez kolejne 10 lat i dopiero wtedy można by otworzyć proces dyplomowania. Myślałem także o nowym stopniu awansu (poza honorowym profesorem oświaty), a mianowicie nauczycielu – seniorze. Jeżeli nauczyciel osiągnie dotychczasowy wiek emerytalny (55 lat kobiety, 60 lat mężczyźni) i przepracował 30 lat (w tym 20 jako czynny nauczyciel), mógłby przejść na emeryturę, ale pomostową, ale mógłby też przyjąć tytuł nauczyciela – seniora i pracując nadal, tylko na innych nieco prawach. To spośród nich rekrutowaliby się owi zastępcy dyrektora do zadań cząstkowych, opiekunowie, bibliotekarze, realizatorzy zastępstw doraźnych za nieobecnych nauczycieli, by ich nieco odciążyć od zadań dydaktycznych, ale wykorzystać doświadczenie, umiejętności i wiedzę.

W liceum trzeba by zmodyfikować programy nauczania – dać uczniowi większą swobodę w wyborze przedmiotów, zakresów nauczania. Młody człowiek pochłonięty techniką, planujący swą politechniczną przyszłość, mógłby skoncentrować się na tych przedmiotach, które będą mu przydatne w tej przyszłości, mniej czasu poświęcając na nauki humanistyczne. Humanista natomiast powinien mieć wybór różnych propozycji zajęć fakultatywnych (ja bym, na przykład, mógł zaproponować filozofię, historię dramatu i teatru, historię filmu i kina, działanie i znaczenie mediów – radia, telewizji, prasy…)

Nie wypowiadam się na temat innych programów nauczania, metod, wyposażenia placówek, ale chciałbym, aby szkoły były chronione od działań akcyjnych, a przede wszystkim od oddziaływania polityków. Oświata wymaga obiektywizmu, systematyczności, konsekwencji, planowania i przewidywalności, a nie akcji doraźnych lub nie do końca przemyślanych półśrodków.

Ryszard Łuczkiewicz

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Maciek123454321krzysztofewaRaud Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Raud
Raud

Ważne żeby zacząć uczyć a nie jak do tej pory katechizować.

ewa
ewa

Panie Ryszardzie, takich ludzi jak Pan – z doświadczeniem, refleksją i wizją całości systemu oświaty potrzeba przy jej doskonaleniu!!!! Tak na poważnie – proszę się zastanowić i może zacząć pracę z ludźmi, którzy myślą na temat nowoczesnego szkolnictwa podobnie jak Pan, nad projektem obywatelskim…?
Dużo jest do zrobienia.
Brawo, bardzo trafna uwaga: ” Studia powinny przygotować nie tylko do bycia nauczycielem dwu przedmiotów, ale także do innych zadań: bycia wychowawcą, kierowania zespołem ludzi, prowadzenia zajęć wykraczających poziomem ponad program nauczania, organizowania zajęć pozalekcyjnych, współpracy z lokalnym środowiskiem…”

Gratuluję świetnego artykułu.

krzysztof
krzysztof

Z przyjemnością przeczytałem artykuł i zawarte w nim przemyślenia. Mam również długoletnie doświadczenie w pracy w szkole i swoje przemyślenia na temat jej funkcjonowania. Niestety w ciągu mojej długoletniej pracy nie zdarzyło się żeby władze oświatowe, a tym bardziej polityczne, uznały nauczycieli za godnych partnerów do kreowania „dobrej szkoły”. Zawsze nauczyciele byli grupą, która ma realizować pomysły „władzy” na szkołę, często wbrew rozsądkowi. I teraz też tak jest.

Maciek123454321
Maciek123454321

Może tylko taka cegiełka do ogólnej dyskusji o etyce i powołaniu do zawodu nauczyciela. Właśnie – POWOŁANIU. Przez dziesiątki lat odbywała się negatywna selekcja do zawodu – wskutek niewystarczających zarobków oczywiście. Rezultat jest taki, że mamy ogromną ilość nauczycieli, mówiąc kolokwialnie „odwalających manianę”. Ja sam, jako nauczyciel, często zadaję sobie pytanie – po co inwestuję czas wolny, poza zajęciami dydaktycznymi, wykonując wiele prac na rzecz szkoły. Przecież nikt mi za to nie płaci. Ale ale… wdzięczność kolegów nauczycieli, drobny dodatek motywacyjny ze strony dyrektora, rosnący autorytet i sympatia ze strony uczniów – BEZCENNE. Trzeba być nieco walniętym na głowę, żeby… Czytaj więcej »