„Babcia po otrzymaniu „jarkowego” ma być happy”czyli jak Kamińska z Kowalczewskim Trójką rządzili…

„SMS, który państwo zobaczyli w ostatnim czasie, to nie jest jedyny SMS, jaki dostali od dyrektora Trójki wydawcy i autorzy audycji”

Dziennikarz Polskiego Radia, Ernest Zozuń, opowiedział o kulisach pracy w Trójce. Według jego relacji w stacji dochodziło do naprawdę absurdalnych sytuacji.

 

Zozuń, w rozmowie z dziennikarzami serwisu naTemat.pl, przybliżył czytelnikom to, jak wygląda praca w prowadzonej przez Tomasza Kowalczewskiego radiostacji: „(…) Nikt się nie spodziewał, że będzie dochodzić do tak absurdalnych sytuacji. W czwartek nie było audycji ‘Zapraszamy do Trójki’ – był to rodzaj strajku, który przeprowadziła dyrekcja. Doprowadzono do sytuacji, że w bloku programowym, który ukazuje na antenie dzień w dzień od 1974 roku, nagle nie było prowadzącego. Nadawane były tylko piosenki, których nie miał kto zapowiadać. Nigdy wcześniej, a stacja istnieje od 1962 roku, taka sytuacja nie miała miejsca” – przyznał redaktor.

Winę za sytuację, zdaniem Zozunia, ponosi sam dyrektor Kowalczewski, który został naprawdę ostro skrytykowany przez swojego podwładnego: „Jeśli [Kowalczewski] widzi, do jak opłakanych skutków doprowadził, to powinien podać się do dymisji. I myślę, że powinien przynajmniej na kilometr obchodzić wszystkie radiowe budynki. Pan Kowalczewski zapisze się jako osoba, która w blisko stuletniej historii Polskiego Radia, doprowadził do takiego upadku Trójki, że nie można było nawet prowadzić programu” – ocenił rozmówca naTemat.pl.

 

Dyrektor i kierownicy mieli podpaść pracownikom poprzez m.in. wydawanie instrukcji, w których mówili o tym, jak wyglądać mają audycje i czego ma się w nich nie mówić. Treść jednej z nich Zozuń przedstawił w czwartek podczas komisji w Senacie: „Niecałą godzinę przed audycją [dziennikarze] dowiedzieli się, że gościem [z okazji Dnia Babci] nie może być ktoś, kto jest przedstawicielem rejestru długów. Dostali SMS-y: ‘O babciach ma być bez długów, ma być miło i nie mówcie o zadłużeniu. Na pewno nie może być z gościem z rejestru długów’” – opowiedział dziennikarz.

W rozmowie z naTemat.pl podkreślił przy tym, że kierownictwo wprost zapowiedziało pracownikom, że w programie „nie może być mowy o zadłużeniu seniorów” (!). Dziennikarze mieli kreować obraz babci, która jest szczęśliwa dzięki „jarkowemu”.

Dyrektor miał ponadto rozsyłać do swoich podwładnych SMS-y, w których, np. żądał, aby zmienić temat audycji lub poruszać tylko pozytywne aspekty danej sprawy. Takim to sposobem na antenie Trójki nie mówiono o tzw. aferze Piebiaka.

W ostatnich dniach o Erneście Zozuniu zrobiło się głośno ze względu na jego demaskatorski udział w posiedzeniach komisji dotyczącej Radiowej Trójki w Senacie. Przedstawiciel KO Bogdan Borusewicz w trakcie jej prac zawnioskował o odwołanie prezes PR Agnieszki Kamińskiej i dyrektora Kowalczewskiego.

52-letni Zozuń od lat pracuje w redakcji Trójki – wcześniej zajmował się też dziennikarstwem w Programie IV Polskiego Radia, TVP oraz w prywatnym TVN.

/nt/

Źródło: natemat.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o