„Jak nie rekord w imporcie węgla w 2018, to w imporcie energii w 2019”

Jak nie rekord w imporcie węgla w 2018, to w imporcie energii w 2019

Według informacji portalu wysokienapiecie.pl Polska w 2019 r. sprowadziła z zagranicy 10,6 TWh prądu, wydając na ten cel ponad 2 mld złotych.

 

To największy w historii import energii elektrycznej do naszego kraju. Według portalu na rekordowym imporcie straciły najstarsze, najmniej sprawne, oparte przede wszystkim na węglu polskie elektrownie.

Z kolei odbiorcy i sprzedawcy skorzystali na sprowadzaniu prądu z zagranicy.

„Importowana energia była tańsza nawet o ok. 20 zł/MWh niż produkcja takiej energii przez stare krajowe elektrownie węglowe. Gdybyśmy zdecydowali się pobierać energię z kraju, musielibyśmy zamiast 2 mld, zapłacić ok. 30 mld złotych” – tłumaczy portal wysokienapiecie.pl.

 

Wszystkie te informacje i wyliczenia jasno pokazują, że epoka energii opartej na węglu jest nie tylko zagrożeniem dla środowiska, ale również mało ekonomiczna.

Rząd chwali się tym, że Polska jako jedyna nie wyraziła zgody na wdrożenie zasad neutralności klimatycznej do 2050 r., tymczasem jak się okazuje będziemy coraz bardziej uzależnieni od importu energii elektrycznej, bo „jak wynika z zeszłorocznych danych Eurostatu, w 2017 roku udział energii odnawialnej w konsumpcji energii elektrycznej, cieplnej i w transporcie wynosił w Polsce ledwie 10,9 proc.”

wb

Źródło: wysokienapiecie.pl ; innpoland.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Goool
Goool
5 stycznia 2020 19:56

Zdecydujcie się. W końcu lepiej importować energię niż w sposób nieekologiczny wytwarzać ją na miejscu. Jeśli jest możliwość kupienia nadwyżek, to po co spalać węgiel?

Anda
Anda
6 stycznia 2020 09:51
Reply to  Goool

Nic ośle nie r0zumiesz – najlepiej i z punktu widzenia państwa najbezpieczniej jest wytwarzać energię samemu, w sposób nie niszczący środowiska., Naprawdę za trudne?

מְנֵא
מְנֵא
6 stycznia 2020 12:13
Reply to  Anda

Właśnie. Przeciętna moc wiatraka to ok 2 – 3 MW, co zabezpiecza potrzeby energetyczne ok 1600 – 2000 domków jednorodzinych lub mieszkań. Oznacza to, że jeden wiatrak wystarcza na kilka wsi lub niewielkie miasteczko. Szacuje się, że do zabezpieczenia potrzeb energetycznych mieszkańców 200-tysięcznego miasta wystarczy tylko 20 – 25 wiatraków. Stąd wniosek, że dla zapewnienia potrzeb energetycznych mieszkańców całej Polski (czyli ok. 38 mln mieszkańców) wystarczyłoby kilkadziesiąt farm wiatrowych liczących łacznie ok. 4 500 do 5 000 wiatraków o łącznej mocy ponad 11 GW . Czy to jakaś duża liczba ? Gdyby obecne władze chciały przestawić polską energetyke na tę ze źródeł odnawialnych, cała operacja mogłaby potrwać zaledwie 2 – 3 lata (łączna moc zainstalowanych obecnie w Polsce wiatraków to ok. 5,5 GW, czyli ok. 40% łacznego zapotrzebowania, niestety dzięki „dobrej zmianie” wykorzystanie tych mozliwości nie sięga nawet 40%), co można by było zrealizować dostawiając tylko ok. 2 500 – 3 000 wiatraków. Ale „dobra zmiana” kocha węgiel (szczególnie ten zasiarczony z Rosji) i wszelkimi sposobami ogranicza produkcję, czystej energii ze źródeł odnawialnych. Niedostatek energii w sytuacji tzw. szczytu, można by spokojnie uzupełnic o tę produkowaną przez względnie ekologiczne elektrownie wodne oraz import (który i tak obecnie jest dosyć znaczny). Dodatkowo zapotrzebowanie energetyczne można również uzupełnić o panele fotowoltaniczne, Wystarczy tylko chcieć.

smętek
smętek
6 stycznia 2020 14:38
Reply to  מְנֵא

Mając na względzie zapewnienie dobrej sytuacji górnictwu polskiemu „dobra zmiana” na samym początku rządzenia poprzerabiała przepisy o OZE tak żeby nikt nie chciał stawiać farm wiatrowych.

Krzysztof
Krzysztof
6 stycznia 2020 22:59
Reply to  מְנֵא

A wiat cały czas wieje. I wieje i wieje widzę tu ogromne IQ

jurek
jurek
6 stycznia 2020 14:52

Cięzko się przebija koncepcja SmartGrid i mikroźródeł lokalnych. Ciągle odżywają kuncepcje Narodowej Centralnej Wielkiej Elektrowni, najlepiej imienia tego którego lepiej nie pamiętać.
Straty niemodernizowanych linii przesyłowych i brak niektórych obejść potrzebnych na wypadek awarii, to zapewne wroga propaganda z podszeptu wiadomych kól, co to wodę na młym rezwizjonistów tokczą.