Jak pan Prezes kazał pokazać pazurki

Jak pan Prezes kazał pokazać pazurki

Proszę pokazać pazurki – powiedział pan Prezes. Beata Szydło uroczo się zarumieniła, speszona spuściła oczy i schowała dłonie za siebie.

Może innym razem, panie Prezesie – odparła. – Akurat na wieczór jestem zapisana do manikiurzystki, więc jutro bardzo chętnie…

Wśród działaczy zgromadzonych na tradycyjnym jajeczku wielkanocnym wybuchł prawdziwy popłoch. Wielu z nich pod różnymi pretekstami w pośpiechu wymknęło się z sali w obawie, że i im pan Prezes każe pokazać paznokcie. Wyniki najnowszych (oczywiście zmanipulowanych przez Niemców) sondaży partyjnych rodziły dużą nerwowość i popychały ich do kompulsywnego obgryzania palców. Lepiej, żeby pan Prezes tego nie zauważył.

Pan Prezes znany był ze schludności i dbałości o estetykę. Zawsze miał wypielęgnowane dłonie i starannie zapinał wszystkie guziki w koszuli oraz wiązał sznurówki. Pilnował też, by nie poplamić ani nie zamoczyć garnituru, i w niesprzyjających okolicznościach przyrody, np. w porze jesiennych dżdżów, osłaniał go patriotyczną peleryną z orłem.

Takiej samej schludności wymagał od Partii, wpisując uwagi do dzienniczków tym działaczom, którzy mieli nieuczesane włosy, poobgryzane paznokcie czy nieodpowiednie ubrania. Początkowo najwięcej kłopotów sprawiał znany z nonkonformizmu i przywiązany do stylu hipisa Marek Kuchciński. Przychodził do Sejmu w sandałach i kwiecistych kamizelkach, a obrady otwierał nie stukaniem laski, lecz tamburynem. Dopiero po kilku uwagach w dzienniczku i wezwaniu rodziców na Nowogrodzką niechętnie zamienił kamizelkę na garnitur, a sandały na stosowne półbuty. Problemy zdarzały się też z Krystyną Pawłowicz, która często miała na bluzce plamy z sałatki i majonezu.

Trzeba przyznać, że wysiłki pana Prezesa przynosiły dobry rezultat. Dzięki nim drużyna dobrej zmiany prezentowała się znakomicie i nie występowały w niej plagi charakterystyczne dla Platformy Obywatelskiej, takie jak wszawica czy świerzb.

Zaniepokojony kontrolą pazurków Mariusz Błaszczak nachylił się do Joachima Brudzińskiego i szepnął nerwowo:

– Myśli pan, że higienę uszu też będą sprawdzać?

Ta perspektywa wydawała mu się szczególnie niepokojąca od czasu, gdy jako bezdomny minister obrony narodowej zamieszkał w faweli wybudowanej w kącie Sali Kolumnowej i miał ograniczony dostęp do infrastruktury sanitarnej. Jego ministerialny gabinet z łazienką wciąż pozostawał zajęty przez pana Antoniego, który zabarykadował się w gmachu resortu. Dobiegające ze środka odgłosy eksplozji nitrogliceryny i trotylu wskazywały, że przeprowadza tam eksperymenty śledcze.

Zapytany Brudziński wzruszył ramionami: – Nie wiem, ale niech się kolega nie martwi, wszystko jest w porządku – uspokoił Błaszczaka, zaglądając mu do ucha.

Po kontroli pazurków pan Prezes wezwał Mateusza Morawieckiego.

– Co tam się działo w Brukseli? – zapytał surowo. W sali zapadła cisza. Przestraszeni działacze wbili wzrok w pobladłego premiera, który nerwowo przełknął ślinę i niepewnie wydukał:

No… tego… byłem tam z całą naszą delegacją i spotkałem się z Junckerem… zaprezentowałem mu Białą Księgę i powiedziałem, że Polska jest wzorem praworządności…

A potem? – Oblicze pana Prezesa pozostawało chmurne.

No… potem zwiedzaliśmy miasto, a nazajutrz wróciliśmy do Warszawy…

Tak? – Głos pana Prezesa brzmiał łagodnie, ale na jego twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu. – A dlaczego belgijska prasa donosi, że tego dnia po zmroku w zaułkach Brukseli grasowała jakaś banda zaczepiająca przechodniów? Piszą, że ci osobnicy musieli pochodzić z Warszawy, bo rozmawiali po polsku. I jeszcze komentują, że Niemcy mieli wcześniej podobne problemy z przybyszami z krajów islamskich, którzy w noc noworoczną obłapiali i molestowali na ulicach kobiety.

Mateusz Morawiecki pobladł jak ściana. Podbródek zaczął mu nerwowo drgać.

– Panie Prezesie, to nie tak… To absolutne nieporozumienie. Nikogo nie molestowaliśmy ani nie obłapialiśmy. Po prostu uznaliśmy, że nasza ofensywa dyplomatyczna nie może się ograniczać do elit politycznych. Musimy też oddziaływać bezpośrednio na opinię publiczną, którą media nastawiają wrogo do nas. Skoro więc już byliśmy w Brukseli i mieliśmy parę wolnych godzin, to postanowiliśmy zaprezentować Białą Księgę mieszkańcom miasta. A ponieważ wielu się wyrywało i nie chciało jej czytać, to musieliśmy ich przytrzymać. Naprawdę nieźle się nagimnastykowaliśmy, żeby poprawić wizerunek Polski i Polaków. Od tego szarpania się z Belgami mam pokaleczone dłonie i połamane paznokcie – o, proszę zobaczyć!

Premier wyciągnął dłonie i pokazał panu Prezesowi pazurki.

Ćwiczenia

1. W jaki sposłób Beata Szydło dba o pazurki?
  a. przycina je obcążkami
  b. spiłowuje pilniczkiem
  c. obgryza
  d. chodzi do manikurzystki
  e. stępia je drapiąc meble

2. Które z poniższych plag trapiących Platformę Obywatelską są spowodowane brakiem higieny i nieunormowanym życiem seksualnym?
  a. wszawica
  b. świerzb
  c. AIDS
  d. płaskostopie
  e. próchnica
  f. grzybica
  g. łupież
  h. skolioza
  i. szkorbut

3. Napisz esej pt. „Biała Księga wkładem Polski w rozwój czytelnictwa w Europie”.

4. Którą z poniższych metod (może być kombinacja kilku) zastosujesz, by nakłonić mieszkańca Brukseli do obejrzenia Białej Księgi?
  a. perswazja
  b. rozmowa ostrzegawcza
  c. podwójny nelson
  d. prawy sierpowy
  e. wezwanie na komendę
  f. areszt tymczasowy

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Jak pan Prezes kazał pokazać pazurki"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
מְנֵא

Gratuluję artykułu. Jestem nim wprost zachwycony i pozwoliłem go sobie umieścić w swojej wirtualnej kolekcji wybitnych utworów literackich w specjalnym, honorowym pliku, w którym poczesne miejsce zajmują równie natchnione i głębokie teksty Wandy Wasilewskiej i Władysława Machejka. Życzę Wesołych Świąt i dalszego spełnienia na literackiej i publicystycznej niwie.

Zdziwiony

To bardzo dziwny komentarz. Zdradza historyczną ignorancję autora. Wasilewska i Machejek jako literaci służyli panującemu podówczas reżimowi. Nigdy nie pisali satyrycznych utworów, w których nabijaliby się z władzy, Nie bardzo więc rozumiem, jak powyższy tekst może się komuś kojarzyć z twórczością Machejka czy Wasilewskiej. Odpowiednikami tej dwójki są dziś Rafał Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein czy Marcin Wolski.

מְנֵא
Wanda Wasilewska, redaktorka (w latach 1928 – 1938) pisma dla dzieci i młodzieży „Płomyczek” i „Płomyk” wydawanych w II RP przez ZNP, autorka książek takich, jak „Oblicze dnia” (1932), czy „Ojczyzna” (1935), również wydanych w II RP, jako osoba „służąca panującemu podówczas reżimowi” (czyli jak rozumiem sanacji), to zaiste bardzo śmiała teza. W pewnym sensie jestem nawet zdziwiony, że Szanowny Pan nie zauważa pewnych charakterystycznych podobieństw łączących Wasilewską, Machejka i autora powyższego artykułu. Jednym z nich jest polityczne zaangażowanie tchnące z każdego prawie słowa pisanych przez nich utworów a drugim pewien unikalny styl literacki, mający nawet swoją nazwę ….