Jak pan Prezes zdobył Biały Dom

Jak pan Prezes zdobył Biały Dom

Prezydent Andrzej Duda wyprężył się w postawie zasadniczej z uśmiechem na twarzy. By błyskawicznie stawić się na wezwanie pana Prezesa, musiał przerywać w połowie emocjonującą rozgrywkę, ale wynik, jaki osiągnął do tej pory, już był jego życiowym rekordem. Jeszcze nigdy nie udało mu się unieszkodliwić za jednym zamachem tak dużej liczby zombie wyłażących z różnych zakamarków. Padały jeden po drugim rażone celnym ogniem, a rozgrzany smartfon niemal parzył palce prezydenta, sprawnie stukające w ekranik. Myśl, że zaraz po rozmowie z panem Prezesem wróci do rozgrywki i wyeliminuje kolejne potwory, napełniała Andrzeja Dudę radością.

Słyszeliśmy, że był pan w USA i odniósł pan wielki sukces… – powiedział pan Prezes z nieco cierpkim uśmiechem, jednak wrodzona prostolinijność nie pozwoliła prezydentowi wyczuć lekkiej nutki ironii.

Tak jest! – radośnie pokiwał głową. – Bo ja cały czas się uczę, bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie, kiedy jadę, i w samolocie, kiedy lecę. Cały czas się uczę, non stop. I właśnie w samolocie do Ameryki nauczyłem się tak sprawnie załatwiać te zombiaki…

– To wspaniale! – Pan Prezes spoglądał na niego z wyżyn drabinki z uśmiechem Giocondy w kącikach ust. Jako znakomity pedagog i wychowawca wielu pokoleń działaczy wiedział, że nie należy odbierać młodym ludziom radości z sukcesów. Wspierał więc swych podopiecznych i obserwował, jak dorastają. Asystował im w poszukiwaniach drogi życiowej i pomagał im wydobyć na powierzchnię cenne klejnoty ukryte w głębinach ich dusz. Pod jego troskliwym nadzorem chropawe i nieuformowane głazy stopniowo przeobrażały się w błyszczące brylanty. Oto trzpiotowata Krystyna Pawłowicz z gracją jedząca sałatkę, oto wierny Stanisław Piotrowicz czekający u podnóża drabinki na najmniejszy gest wychowawcy, oto mężny Mariusz Błaszczak… Moje kochane szkraby! – rozczulił się pan Prezes.

– Ale z Donaldem Trumpem nie rozmawiał pan w czasie pobytu w USA? – zapytał prezydenta.

– No niestety nie – przyznał Andrzej Duda, cały czas stojąc na baczność. Wyglądał na szczerze zmartwionego. – Amerykanie powiedzieli, że ani ja, ani nikt od nas nie ma wstępu do Białego Domu, dopóki nie zmienimy ustawy o IPN.

– To oburzające i niedopuszczalne! – oburzył się Maciej Świrski odpowiadający za wizerunek dobrej zmiany w świecie. – Jesteśmy przedmurzem chrześcijaństwa, uchwaliliśmy Konstytucję 3 Maja i wydaliśmy na świat Lecha Kaczyńskiego oraz papieża Polaka. Powinniśmy mieć dożywotnio zagwarantowany wolny wstęp do Białego Domu o każdej porze dnia i nocy.

Zabrani działacze nagrodzili to wystąpienie oklaskami, a następnie odśpiewali „Nie będzie Donald pluł nam w twarz” i spalili amerykańską flagę.

– To wszystko pewnie sprawka Sorosa i lobby żydowskiego w Waszyngtonie – podsumowała Krystyna Pawłowicz. Jej przenikliwość i zdolność do stawiania celnych diagnoz były powszechnie znane.

– Czy ktoś ma jakieś konstruktywne propozycje? – zapytał pan Prezes. Właśnie w ten sposób stymulował kreatywność i pobudzał wysiłek intelektualny u swych wychowanków.

– Zdobądźmy Biały Dom – powiedział Dominik Tarczyński. – To nie powinno być trudne. W przeszłości zdobyliśmy znacznie wyższą PAST-ę i wzięliśmy do niewoli hitlerowców. Biały Dom ma mniej pięter, więc będzie łatwiej. Wyobrażacie sobie, jak byłby efekt propagandowy takiego zwycięstwa?

Na rozmarzonych twarzach pojawiły się uśmiechy. Zgromadzeni oczami wyobraźni ujrzeli biało-czerwony sztandar łopoczący nad zdobytym Białym Domem i nagłówki w światowej prasie: „Wielki triumf Chrystusa Króla! Warszawa zrechrystianizowała Waszyngton. Kaczyński pojmał Chucka Norrisa”.

– A może lepiej zamiast frontalnego ataku zastosować podstęp? – rzucił Jarosław Gowin. Jako naczelny intelektualista dobrej zmiany miał skłonność o dzielenia włosa na czworo. Tam, gdzie inni załatwiali sprawy w kilku prostych ruchach, on czerpał inspirację z kultury klasycznej i proponował wyrafinowane rozwiązania zdradzające wielką erudycję i rozległą wiedzę.

– Jaki znowu podstęp? – nieufnie zapytał Dominik Tarczyński.

– No, np. taki, jak zastosowali Achajowie pod Troją. Zbudowali konia z drewna, ukryli się w jego wnętrzu, a gdy obrońcy wciągnęli tę konstrukcję do miasta jako zdobycz, nocą wyszli z brzucha konia i otworzyli bramy przed wojskami napastników. W ten sposób Troja została zdobyta.

– To bardzo fajny pomysł! – powiedziała z uznaniem Krystyna Pawłowicz, wylizując pudełko po sałatce. – Nasi komandosi mogliby się ukryć w brzuchu drewnianego kaczora i opanować Biały Dom. Po bitwie grunwaldzkiej byłoby to drugie największe zwycięstwo w naszej historii.

– Trzecie – poprawił ją Andrzej Duda. – Proszę nie zapominać o wyniku, jaki dzisiaj rano osiągnąłem w Zombiewood.

 

Ćwiczenia

A. Które z poniższych zwierząt powinno zostać zbudowane z drewna i posłużyć jako narzędzie do zdobycia Białego Domu?

  1. Kasztanka marszałka Piłsudskiego
  2. Orzeł Biały
  3. Kaczka Dziwaczka
  4. Gąska Balbinka
  5. Pies Szarik
  6. Kot w butach
  7. Pchła Szachrajka

 B. Uszereguj poniższe zwycięstwa oręża polskiego w kolejności chronologicznej

  1. Zdobycie Monte Cassino
  2. Wyniesienie Władysława Frasyniuka blokującego marsz patriotów
  3. Bitwa pod Grunwaldem
  4. Uszkodzenie ręki Annie Prus pod Krajową Radą Sądownictwa
  5. Cud nad Wisłą
  6. Zastrzelenie białoruskich chłopów przez bohatera wyklętego Romualda Rajsa „Burego”
  7. Wyrzucenie ekipy TVN ze spotkania Anny Zalewskiej z wyborcami

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o