Jak PiS przywraca normalność

Jak PiS przywraca normalność

Mateusz Morawiecki zderza się dziś z banalną prawdą, że jeśli polityk nie rozliczy się ze swoją przeszłością, to przeszłość rozliczy się z nim

Kampania wyborcza rozkręca się zgodnie z prawem fizyki, które stanowi, że wszystko, co pokręcone, musi się kiedyś rozkręcić. Najbardziej widowiskowo rozkręca się Mateusz Morawiecki, który z chwilą rozpoczęcia kampanii zrezygnował z kierowania państwem i zajął się partyjną propagandą. W żadnej z tych dziedzin nie objawił szczególnego talentu, ale nikt mu tego nie powiedział, więc premier prze desperacko na czołówkę, głową do przodu, rzucając w tłum rozmaite wersje zmurszałej opowieści o tym, jak źle było za poprzedników i jak fantastycznie będzie, gdy tylko Polacy wybiorą PiS po raz drugi. Na poparcie głoszonych opinii i obietnic przytacza argumenty żywcem skopiowane z komuszego „Notatnika Agitatora”. Sypie przy tym jakimiś przypadkowymi liczbami w nadziei, że nikomu nie zechce się tego sprawdzić, a jeśli nawet ktoś sprawdzi, to nikt temu ktosiowi nie uwierzy, bo komu by się chciało go sprawdzać. W desperackim wzmożeniu pan premier nie zauważa, że obok słuchaczy zwożonych na wiece PiS coraz częściej stają ludzie w koszulkach promujących konstytucję i że wśród owacyjnych oklasków coraz głośniej rozbrzmiewa okrzyk: – Pinokio!

Trzeba było doświadczenia sądowej porażki, by premier dostrzegł, że Polacy mają oczy, uszy, a niektórzy nawet pamięć. Jego wyborcza taktyka koncentruje się na konstatacji, że wszystko, co piękne, dobre i ludziom potrzebne, niechybnie wydarzy się w bliskiej przyszłości, jeśli tylko Polacy zaufają premierowi, prezydentowi i ministrowi Ziobrze, czyli Kaczyńskiemu w trzech osobach. Morawiecki wie, że poczynania jego ministrów i rządu w całości nie budzą już entuzjazmu, ale nadal uważa, że najbardziej nawet idiotyczną decyzję da się obronić, wskazując na potknięcia poprzedników – i bez znaczenia jest, czy ich błędy były rzeczywiste, czy zmyślone.

W ostatnich dniach aktywność pana premiera jest wprost proporcjonalna do liczby przykrych faktów ujawnianych na taśmach i w protokołach zeznań kelnerów, podsłuchujących prominentów poprzedniej ekipy na zlecenie mocodawców całkowicie nieznanych tylko tym, którzy na podsłuchach odnieśli największą korzyść. Wpływ nagrań obecnego premiera RP na wyniki wyborów jest bardziej niepewny niż przyszłość Mateusza Morawieckiego, typowanego na następcę tronu i spadkobiercę mrocznej spuścizny Wielkiego Wezyra. Mocno zdegustowany elektorat PiS uspokoił  prezes, opowiadając swoim wielbicielom bajkę o dzielnym rycerzu, który dokonywał bohaterskich czynów w gnieździe wroga, a po zwycięskiej walce powrócił w chwale na łono ojczystej partii.

Nie tak planowano w PiS kampanię wyborczą. Miało być bojowo, hucznie i z fajerwerkami serwowanymi na koszt wszystkich Polaków. Tę skomplikowaną operację na umysłach Polaków Kaczyński zamierzał przeprowadzić w znieczuleniu ogólnym, ordynując ludziom narkotyk bogoojczyźnianych zaklęć, endomorfinę uodporniającą na krytykę oraz specyfiki skojarzone z obietnicami, które wywołują stany euforyczne. Po wybudzeniu planowano podawać kroplówkę dozującą nienawiść do sędziów, bo zdaniem prezydenta Dudy, odpowiedzialnego za stabilność trójpodziału władzy i niezależność sądownictwa, sędziowie to aroganci, ciemiężyciele, skorumpowana kasta pozbawiona etyki, którą społeczeństwo powinno rozliczyć. Celem frontalnego ataku mieli być wszyscy ludzie niezadowoleni z obecnych rządów, co do których nie ma złudzeń, że zagłosują na PiS. Ale gdy chodzi o pozostałych wyborców, to w planach kampanii liczono nie tylko na głosy pozyskane, ale i każde nieutracone. Dlatego zdrowie Polaków krztuszących się wszechobecnym smogiem przestało być priorytetem i minister Tchórzewski podpisał rozporządzenie dopuszczające jeszcze przez 2 lata sprzedaż najpodlejszych gatunków węgla. Jakby chciał nam powiedzieć, że górników pod Sejmem zauważy każdy wyborca, a relacji między smogiem a zasiarczonym miałem węglowym nie dostrzegą ludzie nawykli do palenia w piecach śmieciami i plastikiem.

PiS gotowy jest na dowolny idiotyzm, by nie uronić żadnego wyborcy.  Na życzenie tej partii, wzmocnionej przez kukizową przystawkę, Sejm skierował do komisji projekt ustawy przewidującej likwidację obowiązku szczepień ochronnych. Liderzy obu ugrupowań argumentują, że całym sercem popierają utrzymanie szczepień, ale po pierwsze projekt jest obywatelski, a po drugie dyskusja w komisji ma rozwiać wątpliwości przeciwników.  Trzeba mieć naprawdę nieźle narąbane, by nie przewidzieć, że nobilitacja zabobonu wzmacnia jego wyznawców i że decyzja o procedowaniu samobójczej koncepcji nadmie żagle durniom narażających życie 34 tys. już teraz nieszczepionych polskich dzieci. Trzeba mieć amputowaną wyobraźnię, by nie domyślić się, że to głosowanie osłabi skuteczność wezwań autorytetów medycznych o dopuszczenie do głosu zdrowego rozsądku i samozachowawczego instynktu, a równocześnie wzmocni szarlatanów pracujących na rzecz powrotu epidemii odry i innych chorób wieku dziecięcego. Już mniejsza o to, że polski parlament kompromituje się, przyjmując obligatoryjną regułę uruchamiania machiny sejmowej, gdy tylko dowolna grupa oszołomów zbierze wystarczającą liczbę podpisów pod żądaniem usankcjonowania teorii, że Ziemia jest płaska. Ale nietrudno wyobrazić sobie, że na fali pozerskiego wsłuchiwania się w głos narodu, do Sejmu trafić może, w imię poszanowania wolności osobistej i swobody decyzji, obywatelski projekt zniesienia obowiązku jazdy w pasach, likwidacji świateł drogowych, albo wprowadzenia kar cielesnych w szkołach. Czy naprawdę niemożliwe jest uchwalenie podobnych ustaw przy obecnym składzie Sejmu, z populistycznym rządem i demagogiczną partią władzy?  A gdyby PiS, za poduszczeniem ministra Ziobry, postanowił przywrócić karę śmierci, byłby to ostatni dzień naszej obecności w Unii Europejskiej. Może o to chodzi naszym niezrównoważonym eurosceptykom, którzy szukają sposobu wyłuskania Polski z UE nie narażając się większości rodaków, optujących za pozostaniem w europejskiej rodzinie?

Mateusz Morawiecki zderza się dziś z banalną prawdą, że jeśli polityk nie rozliczy się ze swoją przeszłością, to przeszłość rozliczy się z nim – prędzej czy później. W tym akurat przypadku – prędzej, więc trzeba było zawiesić tak pięknie rozpoczętą kampanię. Cała wierchuszka PiS rzuciła się wyplątywać pana premiera z taśm i budować narrację, którą elektorat przełknie bez popitki. I szybko okazało się, że wczorajsze ośmiorniczki są dzisiaj odgrzewanymi kotletami. Wyszło na jaw, że nagrania przekazała Schetynie kanclerz Merkel, nakazując ich publikację swoim polskojęzycznym mediom. Równocześnie te same nagrania upublicznili kombinatorzy, którym premier zablokował nielegalne profity z VAT. Poza wszystkim – zdaniem rzeczniczki Mazurek – hałas wokół taśm jest tym większy, im bardziej tych nagrań nie ma.

Zasadne wydaje się więc pytanie, co wynika z tych nagrań lub z ich braku? Wyborcy PiS otrzymali kilka praktycznych wskazówek. Jeśli cię zakapują, że planujesz lewe zakupy działek na podstawione słupy , to wystarczy wyjaśnić, że nie pamiętasz. Ponadto masz prawo obiecywać lewe pieniądze politykowi, jeżeli skutecznie ukryjesz pokwitowanie. Dozwolone jest także kolesiostwo i nepotyzm, pod warunkiem, że lukratywną robotę załatwiasz synowi posła PiS. Oprócz tego możesz sobie bezkarnie przeklinać, chyba, że jesteś zwolennikiem KOD lub żoną prezydenta Poznania.   Wyjaśnili to z osobna prezydent Duda i prezes Kaczyński nawołując, by rzucił kamieniem ten, kto jest w tej sprawie bez grzechu. Żaden z nich jednak nie wspomniał, w kogo należało rzucać kamieniami, więc sprawa rozeszła się po kościach, tym bardziej, że jak wiadomo w dzisiejszych czasach nie da się mówić o sytuacji w Polsce bez używania przekleństw.

Spośród wielu solowych występów Mateusza Morawieckiego szczególnie interesujący wydał mi się wiec w Toruniu, gdzie premier komentował napotkany po drodze baner z hasłem „Przywrócić normalność!”. Najpierw pogubił się w wyjaśnieniach, że nie można na to pozwolić, ponieważ przywracając normalność Polska powtórnie znajdzie się w ruinie, gospodarka w chaosie, ludzie w rozpaczy, a PiS w opozycji. Ale szybko się ocknął: – To my przywracamy normalność! PiS to normalność dla Polski! – wołał donośnie, starając się zagłuszyć okrzyki: „Konstytucja!” oraz „Mateuszek – kłamczuszek!”.

Koncepcja przywracania normalności przez PiS przywołuje nieśmiertelną refleksję, że wszystko zależy od punktu widzenia.  Pensjonariusze zakładu psychiatrycznego uważają przecież, że świat za kratami jest nienormalny, a z punktu widzenia małp w ogrodzie zoologicznym, to my jesteśmy za kratami.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
MarekRyszard Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ryszard
Ryszard

Ten niewyuczalny typ znowu dziś w Rzeszowie walnął „półtorej roku”.

Marek
Marek

PiS jest jak Kali z książki H. Sienkiewicza. „…. Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy, to jest zły uczynek……. Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy…..” PiS działa identycznie jak taśmy od Sowy dotyczyły PO to był upadek dobrych obyczajów, polityki, dowód na to że politycy PO mają wyborców …”głęboko w d…….” Jak taśmy trafiły się Morawieckiemu to jest oczywiście wściekły atak na dobrą zmianę mafii VAT-owskiej, Angeli Merkel i totalnej opozycji. Tak jak by ta opozycja siła zaprowadziła Morawieckiego do Sowy aby ten bluźnił jak szewc i załatwiał posady synom polityków. Aferę taśmową jeden z polityków określił jako aferę PO… Czytaj więcej »