Jak zbawić Europę?

Jarosław Kaczyński śni swój dziecinny sen o nadludzkiej mocy, delegującej go do sprawowania władzy nad światem

Jarosław Kaczyński śni swój dziecinny sen o nadludzkiej mocy, delegującej go do sprawowania władzy nad światem.

Gdy abp Hoser ogłasza, że „Kościół nie jest stroną w sporze” pomiędzy wycieńczonymi niepełnosprawnymi a wszechwładnym rządem, gdy jakiś prosty zakonnik frymarczy głosami wyborczymi swoich licznych fanów, wymieniając je z władzą na kolejną wielomilionową daninę, gdy rezygnacja z uporczywej i beznadziejnej terapii Alfiego Evansa nazywana jest oficjalnie zwycięstwem cywilizacji śmierci, gdy każdy dzień ujawnia nowe poszlaki, że hierarchowie Kościoła zapisali się do PiS i kiedy w państwowych mediach eksperci w sutannach wyjaśniają mi, jak powinienem żyć – wtedy wredna pamięć powraca do grudniowej deklaracji premiera polskiego rządu o naszym wielkim zadaniu rechrystianizacji Europy.

Zanim ta idea rozmyła się w odmętach kolejnych, jeszcze zabawniejszych oświadczeń rządzących, zdążyła wzbudzić spore zażenowanie myślących katolików. Bo też, z jakim przesłaniem moglibyśmy wystąpić do zsekularyzowanych krajów Zachodu? Z czym do Francji i Anglii, gdzie odsetki ludzi regularnie biorących udział w niedzielnych nabożeństwach nie przekraczają w ostatnich dwóch dekadach 10%? No, z czym? Z tą samą ofertą, która spowodowała ich gwałtowne odejście od wiary? A w ogóle po jakiego czorta polskie władze pchają się z propozycją zbawiania tam, gdzie znacznie więcej ludzi niż w Polsce – wierzących i niewierzących – żyje w zgodzie z głównym ewangelicznym nakazem miłości bliźniego? To oni mogliby nas rechrystianizować, bo pomagają uciekinierom ratującym się przed wojną i głodem, wojują z wykluczeniami społecznymi, większą opieką otaczają słabszych i skrzywdzonych przez los – i robią to wszystko z potrzeby serca, na serio, a nie zerkając na słupki poparcia.

Tromtadracki wygłup premiera Morawieckiego wpisuje się niewątpliwie w strategię prezesa Kaczyńskiego, polegającą m.in. na hipnotyzowaniu wyborców mitem o potędze ojczyzny – przedmurza jedynej słusznej wiary, która niechybnie w proch się rozsypie, jeśli kiedyś zabraknie jej strażników z PiS. Ale mam wrażenie, że przy delirycznej melodii, sławiącej nowy, nieznany Biblii naród wybrany, sam Jarosław Kaczyński śni swój dziecinny sen o nadludzkiej mocy, delegującej go do sprawowania władzy nad światem.

We wspólnej opinii funkcjonariuszy PiS i większości hierarchów polskiego Kościoła europejski katolicyzm – „sprywatyzowany”, niemiłosiernie miłosierny i w dodatku głoszący radość istnienia – nie jest w stanie wziąć w karby zachodnich rozpasanych wiernych, którzy przywykli, że ksiądz wita ich w progu kościoła i każdemu podaje rękę na pożegnanie. Szansą dla nich ma być katolicyzm polski – twardy, bezkompromisowy, mroczny, ugruntowany ludową tradycją, onieśmielający jarmarcznym przepychem i teatralnymi rytuałami.

Łatwo zgadnąć, dlaczego obecna władza lansuje odmianę religii preferującą ślepą wiarę, która wyklucza wszelkie pytania i wątpliwości. Wiele naukowych badań potwierdza hipotezę, że ludzie bardzo religijni mają skłonności do autorytaryzmu i hierarchicznego pojmowania świata, podobnie jak społeczności wyznający ideologie totalitarne. Zespół dr Gordona Allporta z Uniwersytetu Harvarda dowiódł, że autorytarne zapędy cechują szczególnie tych, którzy wyznają religię „zewnętrzną”, na pokaz lub pod presją środowiska, czyli niezwykle w Polsce rozpowszechnioną. Ten właśnie wzorzec lansować chciałby nasz premier w krajach, których przywódcy ani rusz nie chcą zrozumieć, że zawłaszczanie wolności, wywracanie norm prawnych i stanowienie nowych przepisów wedle potrzeb rządzących, jest lepszą, bo skuteczniejszą odmianą demokracji.

Czy ten polski wzorzec wiary mógłby porwać zeświecczonych Europejczyków lub choćby obudzić ich życzliwe zainteresowanie? Jaki cywilizowany kraj da się namówić na tak kompromitujący związek tronu z ołtarzem, dzięki któremu najbezczelniejsze łamanie prawa zyskuje z tysięcy ambon wsparcie i aureolę świętej walki o święte wartości? Kto potrafi przekonać Zachód, że Kościół powinien być – tak jak w Polsce – właścicielem sumień wierzących i również niewierzących? Czy jeszcze w jakimś kraju w uzasadnieniu projektu ustawy o Sądzie Najwyższym wpisano nakaz, by w orzeczeniach uwzględniać „system norm i wartości nie stypizowanych w ustawach, ale równie ugruntowany, wywodzący się z moralności czy wartości chrześcijańskich”? Czy można sobie wyobrazić, że w czasie Świąt Wielkanocnych w kościołach francuskich, niemieckich, włoskich czy hiszpańskich budowane będą instalacje grobów Jezusa z politycznymi hasłami kojarzącymi opozycję z grzechem i totalitaryzmem?

Chciałbym zobaczyć reakcję społeczeństw Europy, gdy Polacy zaczną wybijać im z głowy wszelką aborcję, in vitro, antykoncepcję, równouprawnienie i gender study. Chciałbym usłyszeć odpowiedź Europejczyków na nienawistne słowa księży wobec kobiet, którym ich własna, kobieca klauzula sumienia sprzeciwia się rodzeniu płodu z bezmózgowiem tylko po to, by go ochrzcić i pochować, zgodnie z wolą jakiegoś szeregowego posła z cudacznego kraju na wschodnim krańcu Unii. Nieźle byłoby też ujrzeć miny mieszkańców Lourdes, gdy do Sanktuarium Matki Bożej przybędzie, w celu rechrystianizacji Europy, wyposażona w race polska pielgrzymka kiboli, a zaprzyjaźniona peregrynacja polskich narodowców obsiądzie cudowne źródełko, nie dopuszczając do niego pielgrzymów o podejrzanym kolorze skóry. Wśród nich z pewnością nie zabraknie tych napakowanych facetów, którzy w Internecie upowszechniają selfie swoich torsów w koszulkach z wielkim krzyżem na piersi i napisem „Zabij lewaka dla Chrystusa!”.

Wielu naszych katechetów twierdzi, że zwykły zeszyt nie nadaje się do zapisywania religijnych prawd wiary i żąda zakupienia specjalnego zeszytu, droższego, z Chrystusem na okładce. A co w tych wypasionych zeszytach? To samo, co wiek temu. Piekło i niebo. Grzech i kara za grzechy. I podyktowane zgrzebne formułki do wyklepania na stopień. Taki model kształcenia jesteśmy w stanie zafundować rechrystianizowanej Europie. A przysposabiając europejskie dzieci do pierwszej komunii, przetłumaczymy i rozdamy im broszurkę wydawnictwa JUK z pytaniami, które mają przygotować do spowiedzi 9-letnie dzieci: – „Czy nie wyobrażałem sobie siebie lub innych osób w scenach pornograficznych? – Czy nie bawiłem się z kimś w nieprzyzwoite zabawy? – Czy nie podglądałem kogoś? – Czy nie bawię się swoim ciałem, dotykając miejsc intymnych? – Czy nie oglądałem filmów lub czasopism zawierających treści pornograficzne? – Czy nie oglądam w internecie stron przeznaczonych dla dorosłych?” itd., itp. Na okładce tej książeczki przeczytać można zapewnienie, że treść zatwierdzona została przez władze kościelne.

Kiedy nasi przyjaciele z krajów UE zapoznają się z polskim programem kształtowania wzorcowego katolika, kiedy przejrzą literaturę posiadającą imprimatur polskich biskupów i kiedy poznają cechy szczególne polskiej odmiany katolicyzmu, to w Europie owacjom nie będzie końca. Ani początku. I może się okazać, że z góry podziękują nam za misję nawracania. Podziękują po chrześcijańsku, tradycyjnym: – Bóg zapłacz! A wtedy znany z uporu polski premier nie będzie miał wyjścia. Prawdziwą wiarę przyjdzie nam upowszechniać na Zachodzie zgodnie ze starym polskim obyczajem – ogniem i mieczem.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

10
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
wladekElfsmętekMarekAnon Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mimoza67
mimoza67

Ależ te klechy perwersyjne pytania przed spowiedzią dla dzieci wymyśliłý. …. ale wiadomo co w tych zfemoralizowanych kleszych łbach siedzi.

Andrzej
Andrzej

Bóg zapłacz. Smutne to i prawdziwe.

Zbyszek
Zbyszek

Aż by się chciało krzyknąć, komuniści i złodzieje już cały świat się z was śmieje.

Zgredzinka
Zgredzinka

Ale świetny tekst.
Szkoda, że nie zapoznają się z nim te pisowskie kabany.
Zresztą, czy ten chłam byłby w stanie zrozumieć i docenić finezję skrzącego się w nim sarkazmu.

Anon
Anon

Przepiękny tekst… jak na gadzinówkę

smętek
smętek

Troll się pomylił. Gadzinówka to „Gazeta Polska”.

Marek
Marek

„Polska odmiana katolicyzmu….” Jak bardzo to prawdziwe a zarazem tak bardzo smutne. Ale ktoś tych twardogłowych i średniowiecznie myślących hierarchów powołuje, ktoś te brednie kładzie im do głowy na studiach, ktoś toleruje wybryki, komuś „polska odmiana katolicyzmu” nie przeszkadza. A może już nie ma w Polsce kościoła rzymskokatolickiego tylko…… no właśnie jaka jest ta odmiana katolicyzmu? Jedno jest pocieszające, seminaria świecą pustkami, zakony też, Ale przez to na zmianę pokoleniową szansa coraz mniejsza, ale może „jakość, księży i biskupów”, przez to będzie lepsza

smętek
smętek

Tak naprawdę to nie wiadomo jaki w Polsce jest kościół. Oni przecież nawet nauk papieża Franciszka nie przyjmują do stosowania. Dla nich kościół w Polsce skończył się ze śmiercią Naszego Papieża, Ojca Świętego JPII. Teraz w Watykanie jest papież Franciszek, który głosi jakieś obrazoburcze nauki.

Elf
Elf

Kaczyński jest dla mnie wyjątkowo obrzydliwą kreaturą z poważnymi zaburzeniami psychicznymi a dodatku panicznie boi się elektoratu schowany za ochroną, zero charyzmy jedynie żałosne skrzeczenie z drabinki ;zaczytuje się w Mein Kampf realizując wizje Zenona Kliszki

wladek
wladek

zbaw siebie