Jakoś to będzie!

Trzeba wziąć na klatę Rzeczywistość, by spróbować zobaczyć Przyszłość

W Polsce przy każdych wyborach mamy do czynienia z nieco inną mapą partii i organizacji. Nasza scena polityczna wydaje się być mniej stabilna od tych zachodnich, gdzie – pomijając populistów i demagogów – dominuje prosty podział na prawicę, lewicę i centrum. W krajach dojrzałej demokracji mamy po prawicy poszanowanie praw własności, wolnego rynku i ogólnie pojęte przywiązanie do tradycji, na przeciwległym końcu – nacisk na regulację wolnego rynku, większe wsparcie socjalne i tendencje do wyrównywania różnic społecznych. Czasem bywa też centrum, które próbuje wypośrodkować obie tendencje. Na ogół taki podział satysfakcjonuje większość wyborców.

W Polsce, PiS do tego stopnia narzucił swoją retorykę, że sam siebie – czyli partię populistyczną o socjalistycznym programie ekonomicznym – postawił z prawej strony sceny politycznej, spychając na lewo partie liberalno – konserwatywne jak PO i Nowoczesną.

Zamiast tradycyjnego podziału jak na Zachodzie, w Polsce istnieją za to partie o mniej lub bardziej określonych programach, skupione wokół postaci lidera. Tak powstała Nowoczesna, Wiosna, Razem, ruch Szymona Hołowni, Palikota, Pawła Tanajno i wiele innych efemeryd. Ich słabością jest uwielbienie dla wodza zastępujące dyskusje programowe, strategią – cytat z „Pana Tadeusza”: Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie! Rozbujałe ego liderów ogranicza ich elastyczność i zdolność koalicyjną – co widać było w II turze wyborów prezydenckich, gdzie zabrakło jasnych deklaracji ze strony Biedronia i Hołowni. To z powodu słabości tych partii wpadliśmy w – sprowokowany zresztą przez PiS – niesławny klincz czy duopol PiS-PO.

Na polskiej scenie politycznej jest jeszcze miejsce na typową chadecję, czyli partię o konserwatywnym programie obyczajowym lub obyczajowo-gospodarczym, przy przestrzeganiu zasad demokracji. Mogłaby zagospodarować tę część polskiej prawicy, którą mierzi socjalistyczne rozdawnictwo Kaczyńskiego. Taką partię zamierza chyba stworzyć Hołownia, który jasno opowiedział się za przestrzeganiem Konstytucji w zakresie rozdziału kościoła od państwa. Niestety, jego program stanowią, póki co, same hasła, nie poparte żadnymi działaniami. Hołownia nie wyrósł z ruchu reformy katolickiej, bo takiego nie ma. Nie protestował przeciwko biskupowi Jędraszewskiemu jasno mówiącemu, na kogo należy głosować. Nie jest też znany z działań prodemokratycznych, nie widać go było na marszach i wiecach w obronie prawa i Konstytucji.

Hołownia nigdy nie zastąpiłby Platformy Obywatelskiej, nie było zatem takiej możliwości, by wyborcy KO głosowali na niego. Platforma, spychana coraz bardziej na lewo, bronić musi wartości demokratycznych, liberalnych – ale i typowo lewicowych jak tolerancja i prawa mniejszości. Gdybyśmy mieli silną lewicę o jasno określonym programie, nie byłoby mowy o duopolu. Taka nowoczesna socjaldemokracja miałaby rację bytu, gdyby rzeczywiście powstała w oparciu o program, nie o wodza. Póki co, jedyną siłą zdolną przeciwstawić się PiSowi pozostaje Koalicja. O ile…

O ile wyciągnie wnioski z ostatnich porażek. O ile da szansę lewicowemu skrzydłu, zreformuje struktury oddolne i ruszy w teren, słuchając ludzi. O ile będzie miała jakąś ofertę dla młodych. I to my, wyborcy musimy te warunki wyegzekwować.

Czeka nas zatem wiele pracy. I może – jeśli Koalicja zdoła powiększyć swój elektorat – za 3 lata jakoś to będzie.

/ep/
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maciek123454321
Maciek123454321
13 lipca 2020 21:50

Moim zdaniem, do przewartościowania sceny politycznej dojdzie o wiele wcześniej. „Mamy dość” – to hasło przebiło się do obywateli zmęczonych i zniechęconych omnipotencją PiS-u i jego niebywałym szczuciem, straszeniem i kłamstwami. Prawda jest taka, że jest nas w kraju 1/3 totalnych olewaczy, których nie obchodzi nic poza własną dupą, obrzydliwych egoistów, 1/3 otumanionych pisowską propagandą, oszukiwanych ludzi, skądinąd najczęściej bardzo porządnych i przyzwoitych, dla których jednak cała znajomość świata sprowadza się do miejsca oznaczonego tabliczką „obszar zabudowany” i tylko 1/3 ludzi patrzących nieco dalej niż czubek własnego nosa. Ale właśnie ta 1/3, ludzie, którzy z poświęceniem robili kampanię wyborczą, chociażby nawet tacy, którzy powiesili baner Trzaskowskiego, obserwatorzy społeczni i mężowie zaufania, członkowie obwodowych komisji wyborczych, oni zmienią Polskę, a właściwie już zmieniają. Jest nas 10 milionów!!! A ponieważ na ogół mieszkamy w miastach, stanowimy zwartą siłę. To my – mimo wygranej Dudy w większości gmin, przeważyliśmy szalę zwycięstwa Trzaskowskiego w 10 najlepiej prosperujących województwach. Wielkie i średnie miasta są nasze. PiS nie potrafi nas zawojować. No i, co najważniejsze, mamy wreszcie lidera! Kogoś, komu SIĘ CHCE! Armii płatnych trolli młodzież pokazała faka w internecie. Wielce wymowne jest, że nasz lider jest jednocześnie prezydentem Warszawy. Może sobie biedny mieszkaniec podkarpackiej czy podlaskiej wsi sądzić, że Trzaskowski jest „królem ścieków” albo jakimś nieudacznikiem. Narkomana już próbowano z niego zrobić, antychrysta też. Ale jakie to ma znaczenie? Siedzi w ratuszu ktoś, kto ma realną władzę i ogromne poparcie mieszkańców. Przypomnę – w Warszawie na Trzaskowskiego zagłosowało 67,65% wyborców. Na Ursynowie – gdzie mieszka – 73,41%, na Żoliborzu, gdzie mieszka Karzeł – 71,68%. Warszawa pójdzie po Sejm, jak będzie trzeba. Powinni o tym pamiętać ci, którzy na co dzień ogłupiają biednych ludzi tępą stalinowską propagandą, którzy szerzą podziały, stygmatyzują ludzi. Te 400.000 głosów różnicy w mgnieniu oka może stopnieć do zera. Społeczna fala, która rozpoczęła się od niemal spontanicznej akcji zbierania podpisów poparcia, może już nie dać się powstrzymać. Duda zdaje się wreszcie to zauważył. Pytanie tylko, na ile szczere są jego dzisiejsze słowa o pojednaniu i sklejeniu społeczeństwa. Jestem niestety prawie pewien, że to tylko słowa na pokaz. Kwaśniewski w swojej drugiej kadencji mocno zaznaczał swoją obecność na scenie politycznej, niekoniecznie w zgodzie z ówcześnie rządzącą lewicą. Ten jednak chyba nie jest do tego zdolny. Banaś chyba nie znajdzie naśladowcy, chociaż… na pewno doniesiono mu o wyrazach sympatii, kiedy zawetował dwie ustawy sądowe 3 lata temu. Inna sprawa, co było potem. Nie spodziewam się za wiele po osobniku, który za nic ma konstytucję, choć na nią przysięgał, znowu będzie na nią przysięgał, co będzie niezłym pośmiewiskiem dla myślącej części Polaków. Jest jednak w tym kraju osoba, której niewątpliwie należy się kara najsurowsza – to ojciec pisowskiej propagandy, bydlę skończone Jacek Kurski. Nie byłoby w Polsce tyle nienawiści, tyle zbydlęcenia, gdyby nie to szambo, w którym unurzał ogromną liczbę Polaków.
Na koniec kilka gorzkich słów o politykach opozycji. ŻADEN Z NICH nie zdobył się na to, aby jednoznacznie i bezwarunkowo poprzeć Rafała Trzaskowskiego. Jest taki czas, kiedy zakończyć należy niezdrową rywalizację o miano twarzy opozycji, zwłaszcza, że ogromna większość wyborców „gorszego sortu” jednoznacznie deklarowała przerzucenie głosów poparcia na kandydata, który zdobędzie najwięcej głosów w I turze. Obywatele w swej ogromniej większości dotrzymali deklaracji, a politycy? Hołownia kluczy, szuka jakiejś swojej niby-drogi politycznej, Kosiniaka ostatnio w ogóle nie było w życiu publicznym, a Biedroń swoje pięć minut miał półtora roku temu, kiedy zakładał „Wiosnę” i cały kapitał zaufania, jaki wtedy dostał – przeputał. Z całej trójki „muszkieterów” (Biedroń, Czarzasty, Zandberg) o dziwo jeden Czarzasty zachował swoją wyrazistość. O Biedroniu napisałem wyzej, a Zandberg w ogóle gdzieś się ulotnił. Zaś Platforma…… no cóż, wsparła Trzaskowskiego, jak mogła, ale to Rafał zdominował swoją kampanię, celowo odsuwając na plan dalszy swoich współpracowników. I bardzo dobrze zrobił, odklejając się od PO. Ciekawe, czy jego wezwanie do zgody narodowej znajdzie oddźwięk u Dudziarza. Jeśli tak, i – jak zapowiada – jego druga kadencja będzie inna, to MUSI zostać zastopowana degrengolada sądownictwa, a wszelkie pomysły ziobrystów dotyczące niezależnych mediów MUSZĄ zostać zawetowane. No i wielką niewiadomą jest gasnąca gwiazda tzw. zjednoczonej prawicy, czyli pan Gówin, który nadal nosi tą małą kreseczkę nad „o”. Syn Ziemowit zadał mu niezłego ćwieka swoim rapem. Moja opinia, że na jesieni będziemy mieć rozruchy w kraju, jest niezmienna. Bomba nadal tyka, nawet teraz głośniej jakby…………. Bo już wiemy, kto może wezwać społeczeństwo do oporu. I społeczeństwo go posłucha.

Elzbieta
Elzbieta
14 lipca 2020 00:46

O Kosiniaku celowo nie pisałam, na pewno jeszcze o nim usłyszymy. Ns scenie politycznej jest miejsce na nowe partie. Ważne, by miały one program, a nie adorację wodza. Za 2 lata wybory samorządowe, za 3 do Sejmu. Prawo głosu uzyskają licealiści. Ktoś musi mieć im też coś do zaproponowania.

smętek
smętek
14 lipca 2020 16:25
Reply to  Elzbieta

Licealistów najpierw trzeba edukować, tak jak mnie w LO edukowano, co określa ustrój państwa; co znaczy Konstytucja i jak przekładają się jej zapisy na życie codzienne człowieka; co znaczy trójpodział władzy i wszystko inne. Nie można wychodzić z jakimiś propozycjami do osób, które nie mają podstawowej wiedzy. Mam 43 lata ale pamiętam doskonale dyskusje o państwie i jego ustroju jakie prowadziliśmy w szkole średniej. Młodych ludzi trzeba uczyć, co znaczy społeczeństwo obywatelskie, niech wiedzą co od nich zależy, na co mogą wpływać.

Nutka
Nutka
14 lipca 2020 11:11

Święte słowa, 100/100, Maćku.
Ja jednak nie wierzę w jakąkolwiek zmianę Budynia….

Jantar
Jantar
14 lipca 2020 12:01

Drogi Maćku, pisałam, że tak będzie i miałam rację. I mimo tego wczoraj miałam totalnego psychicznego doła. Teraz nie widzę szans na wygrzebanie się z tego gówna przez lata… Ale po kolei…

Hołownia od samego początku wyglądał mi na podstawionego przez Kościół. Gdyby wygrał wybory, nie zrobiłby absolutnie nic z tego, co zapowiadał. Jako jedyny mówił o rozdziale kościoła od państwa, o wycofaniu religii ze szkół. Jako, że Hołownia całe swoje życie jest ściśle związany z kościołem, publikuje swoje felietony w pismach wydawanych przez Kościół (!!) to moim zdaniem musiał mieć na takie hasła kościelne przyzwolenie. Znaczy przyzwolenie biskupów, a przynajmniej niektórych z nich, którzy może mieli nadzieję na jakąś zmianę w Episkopacie. Próbuje się kreować na nowego lidera i jest wściekły, że tym liderem nie został i nie ma szans na zostanie. Wczoraj już po cząstkowych wynikach mówił, że „zrobił dla Trzaskowskiego wszystko, co mógł, a nawet więcej, niż powinien”. Tylko tyle i aż tyle było w nagłówku artykułu – reszty nawet nie miałam siły ani ochoty czytać. Te słowa całkowicie wystarczają do oceny jego postawy.

Lewica, czyli Czarzasty, Biedroń i Zandberg. Cóż, znowu przepadli. I w dużej mierze winą za to obarczam Kosiniaka. Dlaczego? Dlatego, że wszyscy z Lewicy budowali koalicję z PO i PSL, a Kosiniak postawił twarde warunki: albo Lewica, albo on. Przy czym równocześnie rozmawiał z Kukizem. I kiedy Lewica dla dobra kraju wycofała się z koalicji demokratycznej, Kosiniak dosłownie kilka godzin później ogłosił zawiązanie sojuszu z Kukizem. To mi zapachniało wtedy celowym działaniem Kukiza w celu rozbicia opozycji. Lewica po tym właściwie już się nie podniosła. I z takimi ludźmi, jak Biedroń i Zandberg, patrzącymi na czubek własnego nosa, nie ma szans na podniesienie się.

Kosiniak. Jak dla mnie jest skończony. „Tygrys” polskiej sceny politycznej, który nie potrafi zrezygnować dla dobra kraju ze swojego ego. Ktoś opisał go w jakimś felietonie takim zdaniem: „nie chciał być małym w dużym, bo chciał być wielkim przy malutkim”. A co do samego PSL-u to nawet w partii Kosiniak jest skończony. Poparcia Rafałowi nie udzielił – po pierwszej turze zaszył się gdzieś w jakiejś dziurze. Poparcie musieli przekazać członkowie zarządu PSL. Ale PSL jest w koalicji z Kukizem, a ten w niewybrednych słowach wypowiedział się o Kosiniaku i PSL-u na swoim profilu na facebooku. Oczywiście poszło także o to przekazane poparcie Rafałowi.

I tu dochodzimy do Kukiza troszkę szerzej. Jeszcze na kilka dni przed samym głosowaniem Duda zaproponował PSL, a właściwie Koalicji Polskiej, czyli także Kukizowi oraz Konfederacji wejście do rządu. Zaprosił tą trójkę muszkieterów na rozmowy zaraz w pierwszym tygodniu po ogłoszeniu wyniku. Skoro był taki pewny wygranej to po co to zaproszenie do rządu? Odpowiedź jest prosta. Z głosami tych partii w Sejmie PiS ma większość konstytucyjną i odbity Senat. Co to oznacza? Ano to, że Kaczyński bez mandatu rzeczywistego w wyborach będzie mógł zmienić konstytucję. Po co zmiana konstytucji, skoro jest pisowski prezydent w pałacu na kolejne 5 lat? Bo to jest ostatnia kadencja Dudy – do kolejnej już nie może startować, a nowy kandydat będzie miał zadanie trudne. Już nie będzie mógł na wiecach krzyczeć „To ja wam dałem, to ja zadbałem, to ja…, to ja…, to ja…!!!!”. A to może się przełożyć na przegraną pisowskiego kandydata. I nawet, gdyby jednak cudem wygrał kolejne wybory prezydenckie nowy pisowski kandydat, może się okazać, że nie będzie taki posłuszny Kaczyńskiemu jak Duda. Tu mamy przykład niektórych pisowskich sędziów TK – mimo nadania partyjnego, nie wahają się krytykować i składać zdań odrębnych przy wyrokach. Nowy kandydat będzie więc dla Kaczyńskiego ryzykiem, dlatego będą chcieli zmienić konstytucję i zapewnić Dudzie pałac do emerytury, albo śmierci, czyli przynajmniej na kolejne 25-30 lat. Co zrobi Kosiniak? Myślę, że pójdzie na układ z PiS i zadba o to właśnie Kukiz. To właśnie Kukiz jako drugi najważniejszy człowiek w PSL-u ma najwięcej do powiedzenia, a zgodzi się na wszystko, jeśli tylko Kaczyński obieca mu spełnienie jego postulatów. Moim zdaniem, analizując całe 5 lat, Kukiz od początku był pisowskim koniem trojańskim. Niby opozycja, ale cały czas we wszystkim wspierał PiS. W Sejmie głosował „za” przy wszystkich ustawach, jakie Kaczyński przepychał, a w mediach kreował się na członka opozycji demokratycznej. I później ta sprawa z koalicją z Kosiniakiem. Moim zdaniem to Kaczyński kazał mu w ten sposób rozbić tworzącą się szeroką koalicję, bo duża koalicja miałaby wielkie szanse odsunięcia PiS od władzy, a rozbita kłóci się między sobą i Kaczyński na tym korzysta. I póki co Kukiz pilnuje, żeby PSL nie pogodził się z pozostałymi, a gdy przyjdzie pora, będzie namawiał Kosiniaka na koalicję z PiS i wejście do rządu. Działacze PSL już nieraz udowodnili, że są w stanie wejść w koalicję z każdym, jeśli dostaną jakieś profity. A Kaczyński dzięki temu przejmie także część samorządów i zmniejszy tu wpływy opozycji.

Konfederacja i Bosak. No cóż, tu niespodzianki z poparciem nie było. Wszyscy się tego spodziewali. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że PiS wchłonie ten twór, przetrawi i wydali resztki, co będzie z korzyścią na przyszłe lata, jeśli zginą ze sceny, albo będą tak mali, że praktycznie bez szans na cokolwiek.

Podsumowując, moim zdaniem nie będzie „jakoś”. Będzie bardzo źle. Kaczyński idzie teraz po przejęcie części samorządów, po odbicie Senatu i po większość konstytucyjną. Jedynym dla niego teraz krokiem jest zmiana konstytucji. Po pierwsze chodzi o dożywotnie umieszczenie pacynki w pałacu, po drugie trzeba przecież spłacić dług kościołowi za poparcie. A kościół żąda państwa wyznaniowego. Po trzecie konieczne jest wyjście z Unii, żeby Kaczyńskiemu nie przeszkadzała. I to wyjście będzie musiał zrealizować bez referendum, bo referendum może przegrać. Teraz pozostaje tylko poczekać na ruch Dudy. Jeśli zaproszenie do rozmów o koalicji ponowi mając już 2-ą kadencję to będzie już oczywiste, że chodzi o większość konstytucyjną i oficjalną zmianę ustroju. I jeśli Kaczyńskiemu się to uda to nie wygrzebiemy się z tego przez dziesiątki lat. A sam Kaczyński mówił w Trwam, że „zmiana konstytucji jest absolutnie konieczna, żeby nikt nigdy nie mógł już zmienić tego, co on wprowadza”. I naprawdę boję się tego, co jeszcze wymyśli ten psychopata, żeby na lata zapewnić władzę sobie i swojej partii.

Maciek123454321
Maciek123454321
16 lipca 2020 08:55
Reply to  Jantar

Zatem, pozostaje nam – cytując Kisiela – urządzić się w dupie, ewentualnie jeździć do Godziszowa i przekonywać zapijaczonych meneli, że Duda to szkodnik, kretyn i figurant. Nic z tego nie wyjdzie. Musimy cierpliwie poczekać, aż to wszystko się zawali, a te same zapijaczone menele, które chcą reaktywować Majdanek i krematoria i wsadzać tam osoby (nie, przepraszam – ideologię) LGBT, otóż te osoby najbardziej znienawidzą PiS. Mała pociecha, że Kaczyński się powiesi. Bo to, że popełni samobójstwo, to pewne. Kolejne 20 lat zmarnujemy na wychodzenie z gówna. Muszę przyznać Ci rację, chociaż naprawdę wygrana Pajaca to arytmetyczny przypadek. A najgorsi są ci, którzy programowo mają wszystko w dupie i olali wybory. Gdzie są? Wystarczy popatrzeć, gdzie była najniższa frekwencja. Wszystko jest na stronie PKW. Pozdrawiam z mojej własnej dupy, gdzie przygotowuję się do urlopu,który spędzę tam, gdzie jest bardziej normalnie, czyli nad morzem.

smętek
smętek
14 lipca 2020 16:16

Zapomniany wiersz Władysława Broniewskiego „Bagnet na broń”. powinien nas mobilizować. Pisuary to wróg naszej Ojczyzny, którą chcą przekształcić w folwark starego psychopaty.

Zwinka
Zwinka
14 lipca 2020 20:43
Reply to  smętek

Folwark już zrobili. Zadaniem dla Obywateli jest przywrócenie konstytucyjnego ładu w naszym państwie. W NASZYM, nie pisowskim, PAŃSTWIE,