JERZY SOSNOWSKI: Kiedy przestajemy być wolni…

JERZY SOSNOWSKI: Kiedy przestajemy być wolni...

Różnica między roztropnością a tchórzostwem jest dość subtelna. Umiejętność wyznaczenia linii, za którą należy powiedzieć: „dość”, pod groźbą utracenia szacunku dla samego siebie, wydaje mi się jedną z najtrudniejszych i najważniejszych umiejętności życiowych.

 

27 lat temu odzyskaliśmy wolność. Dziś część z nas obawia się, że ją tracimy. Ale co właściwie znaczy dla nas słowo „wolność”?

Rzecz jest w gruncie rzeczy nieoczywista i gdyby chcieć ją przedstawić wyczerpująco, należałoby spędzić nad tym resztę życia… Dlatego zajmę się czymś skromniejszym. Powiem o trzech sytuacjach, w których człowiek wolnym być przestaje.

Z pewnością najpierw przychodzi do głowy myśl, że nie jesteśmy wolni, gdy fizycznie nie możemy zachować się tak, jak byśmy chcieli. Najbardziej oczywistą figurą człowieka zniewolonego jest ktoś związany lub zamknięty. Więzienie, mury, kajdany – to znane elementy najsłynniejszych pieśni o odzyskiwaniu wolności: „A mury runą, runą, runą”, „Powstań, Polsko, skrusz kajdany”… Także zakneblowanie nas lub zagłuszenie tego, co mówimy, pozbawia wolności na tym najbardziej oczywistym poziomie. W „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy Mateusz Birkut próbuje powiedzieć na zebraniu, że jego przyjaciel został aresztowany. Ale wyłączają mu mikrofon, a jego krzyk ginie w zaintonowanej chóralnej pieśni. To wtedy bohater filmu odkrywa, że żyje w państwie totalitarnym.

Przemoc fizyczna skierowana przeciwko nam odbiera wolność w sposób oczywisty. Nieco mniej oczywista wydaje mi się sytuacja, w której więzienie, czy inna opresja stanowią jedynie (?) oczywistą KONSEKWENCJĘ niektórych czynów. Człowiek jest istotą racjonalną i ma święte prawo powstrzymywać się od działań, które przyniosą mu szkodę. Na tym zresztą opiera się funkcjonowanie każdego państwa, nie tylko totalitarnego. Także to utrudnia rozpoznanie, w którym momencie władza wkracza na niebezpieczną drogę ograniczania wolności: czy dzieje się to w chwili, w której karalne jest przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle, czy dopiero wtedy, gdy karalne stanie się wychodzenie z domu po 22:00? Czy wolność obywatela zostaje pogwałcona, gdy nie wolno mu bez dowodów oskarżać bliźniego o łajdactwa, czy dopiero wtedy, gdy nie wolno mu publicznie krytykować prezydenta? Przełom następuje, gdy władza wciąga na listę przestępstw zachowania, które w naszych oczach są moralnie neutralne lub wręcz godziwe.

Ale należy zapytać, czy w takiej sytuacji moja wolność zostaje naprawdę ograniczona. Powiedziałem wyżej, że człowiek ma prawo powstrzymywać się od działań, które przyniosą mu szkodę. Teraz to zdanie zmodyfikuję: człowiek ma prawo powstrzymać się od działań, które uznaje za nieopłacalne. Różnica jest z pozoru drobna, ale tak naprawdę – zasadnicza. Zdarzają się bowiem sytuacje, w których wiedząc o KONSEKWENCJACH nie tylko możemy, ale (z punktu widzenia moralności, nie zaś prawa) wręcz powinniśmy działać. Najpiękniejsze zachowania w dziejach ludzkości to przecież te, w których człowiek uznaje, że nie ma ceny, której w danej sprawie nie warto zapłacić. Natalia Gorbaniewska, udając się 25 sierpnia 1968 roku na kilkuosobową (!!!) demonstrację na placu Czerwonym przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, zdawała sobie sprawę, co ją czeka. Więcej: musiała domyślać się, że w zsowietyzowanym społeczeństwie niewielu ludzi zrozumie jej racje. A jednak to zrobiła.

Tymczasem lęk przed karą, wcale niekoniecznie bardzo dotkliwą, wydaje się pozbawiać nas wolności najczęściej. Obawiamy się kłopotów w pracy – i już powstrzymujemy się od działania. Nie jesteśmy pewni, czy nie zmniejszy się względny komfort naszego życia, i na wszelki wypadek jesteśmy posłuszni. Może mnie wyrzucą? Może pominą przy awansie? Może nie dadzą dotacji na jakieś przedsięwzięcie, w które się zaangażowałem? Różnica między roztropnością a tchórzostwem jest dość subtelna. Prawie każdy (każda) ma dziś w Polsce kredyt, wielu i wiele z nas ma dzieci, nikt nie ma ochoty dołączyć do bezrobotnych. Umiejętność wyznaczenia linii, za którą należy powiedzieć: „dość”, pod groźbą utracenia szacunku dla samego siebie, wydaje mi się jedną z najtrudniejszych i najważniejszych umiejętności życiowych. Nie chcę przez to powiedzieć, że moim ideałem jest raptus, który w ogóle nie szacuje zysków i strat. Chcę tylko przypomnieć patetyczne słowa Wyspiańskiego: „wyzwolin ten doczeka się dnia, kto własną wolną wyzwolony”. Dla największych kunktatorów pozostaje niebagatelny argument: na demonstracjach w obronie demokracji jest nas coraz więcej – PRZECIEŻ WSZYSTKICH NAS NIE WYRZUCĄ Z PRACY, ani WSZYSTKICH NAS NIE ZAMKNĄ. To ode mnie i od ciebie zależy odpowiedź na pytanie: Ile jesteś gotów zapłacić za swoją wolność? Czy nie za mało?

Opisałem dwa rodzaje utraty wolności: przez fizyczną przemoc i przez własną lękliwość. Jest jeszcze trzeci rodzaj utraty wolności, który na razie grozi nam jedynie teoretycznie, ale może warto zawczasu o nim pomyśleć. To sytuacja, w której wolność odbierają nam własne złe emocje. Oto wyjdziemy kiedyś z opresji. Przestaniemy się bać. Przeciwnik zostanie pokonany. Za opowiedzenie się po stronie wolności zdążyliśmy mniej lub więcej zapłacić. Czy zdołamy powstrzymać chęć rewanżu? Czy najbardziej do zemsty nie będą chętni ci, którzy zapłacili najmniej, bo obawiali się najbardziej? Jeśli ulegniemy, wbrew pozorom nie odzyskamy wolności. Nie my będziemy bowiem jej podmiotem, ale to złe w nas, które będzie chciało się odegrać. Oby nie.

Podczas niedawnej manifestacji KODu na jednej z mijanych kamienic widoczny był transparent „WOLNY BALKON”. Rozczulił mnie i rozśmieszył jednocześnie. Tak, „twierdzą nam będzie każdy próg”, jak mówi ważna dla nas, Polaków, pieśń, i ostatnią redutą wolności pozostanie prywatna przestrzeń (balkon, a choćby toaleta). Rozbawienie wzięło się stąd, że jednak, jak dotąd, sytuacja nie jest przecież taka zła. Wolności broni się bowiem w pojedynkę, ale buduje ją razem. Nie trzeba mieć do tego takich samych poglądów na wszystko. Wystarczy, bagatela, zgoda na to, że ludzie są różni. W tym sensie upieram się, że walka o demokrację w naszym kraju nie jest walką polityczną, ale – mówiąc uczenie – metapolityczną. Potem się będziemy dzielić (oby ładniej, niż w minionym ćwierćwieczu). Na razie jestem gotów działać także z ludźmi, z którymi nie zgadzam się w wielu kwestiach. Ale wolność jest powietrzem, bez którego się podusimy. Nawet na prywatnych, wolnych balkonach.


Jerzy SosnowskiJerzy Sosnowski

Pisarz, publicysta, felietonista, dziennikarz telewizyjny i radiowy. W latach 90. pracował w TVP, gdzie był szefem redakcji publicystyki kulturalnej TVP 1. Był jednym z dziennikarzy tworzących magazyn kulturalny Pegaz. Przez wiele lat związany z Programem 3 Polskiego Radia, gdzie prowadził Klub Trójki, Literackie Biuro Śledcze, a także Trójkowy Znak Jakości. Był także szefem publicystyki Programu Trzeciego. W marcu 2016 zwolniony przez nowy zarząd Polskiego Radia. Laureat wielu nagród, m.in. Fundacji im. Kościelskich, Nagrody im. księdza Józefa Tischnera.

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Wolnosciowiec demokrata
Wolnosciowiec demokrata
4 czerwca 2016 16:36

Z okazji tego święta proponuje obecnej opozycji przyznać prawo ubiegania się o 35% mandatów poselskich! A rząd niech się zadowoli posiadaniem pozostałych 65%!

Jak wolność to wolność!
🙂

Wojtek Dorosz
Wojtek Dorosz
4 czerwca 2016 17:13

Dokładnie 27 lat temu świętowaliśmy wyborczy sukces – bo już było wiadomo, że wygraliśmy. Cieszyliśmy się ze wspólnego wysiłku – bo kampania w 1989 r. wcale łatwa nie była – trzeba było przełamać lęki i bezwład wielu ludzi.
Trochę też baliśmy się momentu, gdy władza uświadomi sobie, że nasz sukces to jednocześnie ich koniec. Co zrobią, gdy poczują strach? Czy zaczną gryźć? Strzelać?
Opanowaniu konsekwencji tego strachu służyła Magdalenka – nie do końca wszyscy to rozumieją – jeśli przejęcie władzy miało być pokojowe, obie strony musiały sobie zaufać.
Teraz znowu jesteśmy podzieleni – i znów potrzebne będzie zaufanie, że kolejna zmiana władzy nie doprowadzi do przemocy.
A momentem, o którym piszesz, momentem w którym trzeba podjąć decyzję i zacząć działać jest chwila, gdy uświadamiasz sobie, że dalsze siedzenie cicho oznacza przyzwolenie na łamanie praw innych ludzi. Bo gdy zaczną być łamane Twoje, nie będzie już komu o nie walczyć.

Piotr
Piotr
5 czerwca 2016 12:37

„Jest jeszcze trzeci rodzaj utraty wolności, który na razie grozi nam jedynie teoretycznie, ale może warto zawczasu o nim pomyśleć. To sytuacja, w której wolność odbierają nam własne złe emocje. Oto wyjdziemy kiedyś z opresji. Przestaniemy się bać. (…) Czy najbardziej do zemsty nie będą chętni ci, którzy zapłacili najmniej, bo obawiali się najbardziej? ”

Panie Jerzy, a czy nie sądzi Pan, że dzisiaj u władzy są ci, którzy wspomnianego tego trzeciego rodzaju utraty wolności właśnie doświadczają?

Margot
Margot
5 czerwca 2016 20:15
Reply to  Piotr

..bo czym innym,jak nie chęcią zemsty,wytłumaczyć zło,które wypełza z tych,którzy są u władzy?..i zemsta,to może zbyt dramatyczne słowo..
..to raczej małostkowa,karzełkowa,trywialna chęć odegrania się wreszcie na świecie,za swą nieudaczność..
..jakże wielu z nich,mogło świat zmieniać i rewolucje robić,ale 'siedzieli na kanapie i mieli za złe’..

Katarzyna
Katarzyna
5 czerwca 2016 14:50

Wolność, to jedno, a dojrzałość w korzystaniu z jej dobrodziejstw, to drugie. W tej chwili, moim zdaniem, ważną sprawą jest odpowiedzialność za wolność, z której korzystaliśmy, często nie zdając sobie z tego sprawy. Staliśmy się bardzo wygodni i myśleliśmy, że wszystko zrobią za nas jacyś „inni”. Ale przyszedł taki czas, kiedy każdy o tej zagrożonej wolności powinien myśleć, to motywuje do działania i wypowiadania się w swoim własnym imieniu.

Tomek
Tomek
5 czerwca 2016 20:24

Panie Redaktorze. Bardzo dziękuję za felieton. Żałuję, że nie mogę słyszeć Pana na antenie Trójki.

PS. Proszę jeszcze raz pochylić się nad cytatem z Wyspiańskiego: „wyzwolin ten doczeka się dnia, kto własną wolną wyzwolony” – najpewniej wkradła się tam literówka.

Kronopio
Kronopio
6 czerwca 2016 10:11

A teraz poważnie. Kiedy przestał być pan wolny? Czym to się objawia? Proszę o konkretną odpowiedź.

Mieczysław
Mieczysław
6 lipca 2016 11:52
Reply to  Kronopio

Pewnie jak stracił pracę.Sądził jak wielu w publicznych mediach że ma dożywotnia z prawem dziedziczenia.

Fox
Fox
7 czerwca 2016 10:32

Taka sytuacja z wczoraj. Byłam na marszu w Warszawie 4.06. W samochodzie zostały flagi PL i EU, o czym zapomniałam. Pojechałam do firmy, z którą współpracuję. Nie wiem komu sekundują. Pomogli mi zanieść rzeczy do samochodu. Otwieram bagażnik, a tam flagi.
Dostrzegłam szczególne spojrzenie. Jakiś mikro sygnał. Może za. Może przeciw. Nie wiem. Dlaczego o tym piszę? Poczułam się niekomfortowo, pojawił się jakiś lęk. Nic złego nie zrobiłam, ale pojawił się lęk. To pokazuje mi jak bardzo zmieniała się sytuacja. Została przekroczona pewna granica. Zrobili to rządzący za pomocą swoich zwolenników.

W ciągu kilku miesięcy zdołano mnie zastraszyć. Tak, bo to pierwszy sygnał. Wcześniej, w wielu sytuacjach cenzurowałam własne reakcje i słowa. A teraz poczułam, że nie zawsze wszystko mam pod kontrolą.

„To ode mnie i od ciebie zależy odpowiedź na pytanie: Ile jesteś gotów zapłacić za swoją wolność? Czy nie za mało?”

To nie jest takie proste. Nie wiem jak postępować? Jeszcze nikt mnie nie więzi, ale już więzimy się sami. Problem polega na tym, że choć robię to, co robiłam, i wszystkich traktuję życzliwie i tak jak zawsze, oni zaczną traktować mnie inaczej.

Ci, którzy myślą tak jak ja, widzą we mnie nie tylko sprzymierzeńca, ale też „żołnierza”, bo mam flagi, byłam, biorę udział (a oni nie), więc stanę się dla nich „łącznikiem”, „asekuracją”, pośrednikiem, ale już nie tylko klientką, kontrahentką. Będą mnie pytać, prosić o informacje, oczekiwać ode mnie… Już to robią. jestem o krok przed nimi, a oni wolą mnie zapytać, niż dołączyć do grupy KOD na FB i śledzić samemu. Takie asekuranctwo i wygodnictwo w jednym.

Jeśli reprezentują drugą stronę, mogą zapamiętać i traktować mnie inaczej (gorzej), lub przeciwnie, mogą zweryfikować własny pogląd o nas. Jeśli mój przeciwnik jest przyzwoitym człowiekiem, to często odbiera mi argumenty. Dorze jest być osobą cenioną, mieć własne poglądy i ich nie ukrywać. To służy sprawie. Przeprowadziłam wiele ciekawych rozmów z osobami o innych poglądach. To bardzo pomaga zrozumieć ludzi. Nie trzeba ich przeciągać na swoją stronę.

Ci, którym wszystko jedno będą widzieli we mnie dziwoląga. Pomyślą „szkoda by mi było czasu..”, albo „nawiedzona”. Odwrócą się ode mnie nie dlatego, że mam inne niż oni przekonania, ale dlatego, że ze mną mogą stracić. Dla nich moje zawodowe wyniki będą skażone moim zaangażowaniem.
Ich boję się najbardziej, bo im na niczym nie zależy. Są zajęci sobą. Wykorzystają każdą okazję, żeby skorzystać.
To Ci, którzy dołączają do zwycięzców.

„Nie trzeba mieć do tego takich samych poglądów na wszystko. Wystarczy, bagatela, zgoda na to, że ludzie są różni.”
Tak, ale zgadzać się muszą obie strony. Tak jak w tańcu, trzeba dwojga. Kiedy każdy tańczy swój taniec, mamy szarpaninę.
I w Polsce właśnie dlatego mamy ten chaos. Nie dlatego, że my kogoś odrzucamy, ale dlatego, że rządzący nie akceptują żadnej odmienności. W tych warunkach nasza akceptacja staje się przeciwskuteczna, a obrona wolności bardzo trudna.

liv end
liv end
7 czerwca 2016 16:35
Reply to  Fox

@Fox
identycznie się czułem przez ostatnie 8 lat. Jakbym musiał się wstydzić że mam odmienne zdanie o poglądy. Reszta zachowywała się tak jakby odmienność była karalna.
Teraz oczywiście ci sami wspierają KOD.

Aj zakłamani jesteście…

Fox
Fox
7 czerwca 2016 23:38
Reply to  liv end

Zarzut o zakłamaniu to nie do mnie, ale rozumiem Pana lepiej, niż się Panu wydaje. Mam wadę, bardzo poważną wadę. Zawsze staram się docierać do Prawdy. Mogę zrezygnować z racji, można mnie przekonać, ale trzeba użyć argumentów, nie presji.

Więc ponieważ mam wspomnianą wadę, dzielę włos na czworo. I mam wątpliwości. Jeśli wygląda na to, że ktoś ma całą rację, to szukam słabego punktu. Wychodzę z założenia, że nie jest możliwe, by ktoś miał rację absolutną.

Wierzę, że mógł się Pan czuć źle, bo strona obecnej „potyczki” po której stoję, ma wiele grzechów na sumieniu. Mnie także dotknęły.
Podam przykład.
Realizowałam projekt artystyczny, w którym zwracałam uwagę na to, że są granice, których nikomu nie wolno przekraczać. Zakwestionowane przeze mnie dzieła należą do najważniejszych polskich artystów tego nurtu. Ponieważ artyści robią co robią, obrywają. Krzyczą wtedy, że społeczeństwo ogranicza ich wolność. Po gruntownych przygotowaniach (rok pracy) postanowiłam się do tego odnieść w swoim projekcie.
Jestem ateistką. Nie posyłałam dziecka na lekcje religii. Uznałam, że nikt nie będzie mi mógł zarzucić, że przemawiam głosem kleru, KK, prawicy w ogóle.
Zostałam odbierana jak „moher”. Nikt w ogóle nie dociekał, jakie naprawdę mam poglądy. Moher i już, moher, który śmie podnosić rękę na prawdziwą sztukę. Moher i sfrustrowana artystka.

Trudno, to jest bez znaczenia. M określone zdanie na ten temat. Jest efektem miesięcy dociekań, rozmów, lektur. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby moje zdanie było obiektywne, uczciwe i sprawiedliwe, tak po ludzku, a nie z dla prawej lub lewej strony.

Dostało mi się. Nadal uważam, że artyści krytyczni (i ich obrońcy) przegięli, że nie mają racji. Ponieważ KK zawłaszczył takie wartości jak Dobro i Prawda, ktokolwiek się do nich odwołuje, jest odbierany jak prawica, dlatego lewica, kiedy ktoś mówi o Prawdzie, Dobru, reaguje, tak jak reaguje. Są równie głęboko przekonani o słuszności własnych przekonań jak prawica, czyli tak naprawdę są prawicą, bo prawica „wierzy”. Lewica powinna mówić „sprawdzam” innym i sobie samej. Nie robi tego, więc ma swoje dogmaty, nie weryfikuje ich.

Mam poglądy lewicowe i uważam, że należy przywrócić wymienione wartości wszystkim ludziom. To nie jest zakłamanie i nie jest sprzeniewierzenie własnym przekonaniom. Jako sympatyczka lewicy mam prawo definiować Dobro i Prawdę. Tego prawa pozbawia mnie z jednej strony KK. Kler narzuca mi jedyną słuszną Prawdę, ale to nie jest moja Prawda. Z drugiej strony lewica, która odmawia mi prawa sięgania po te wartości. Odmawia mi prawa mówienia głosem prawicy. A co jeśli w danej sprawie to prawica ma rację? Jeśli Prawda jest po stronie prawicy.

Zgodzi się Pan, że to poważna wada. Nie mam przyjaciół na lewicy, bo poddaje w wątpliwość jej dogmaty, nie mam ich na prawicy, bo odrzucam dogmaty prawicy. Odrzucam dogmat, jakikolwiek, więc obrywam z dwóch stron. Trudno. Przyzwyczaiłam się.

Sytuacja, którą opisałam wcześniej jest inna. Nie chodzi mi o to, że ktoś mnie wyśmieje za moje poglądy. Mogą się śmiać. Zwisa mi to. Robię swoje, po swojemu i już. Tam chodziło o to, że poczułam strach, taki prawdziwy strach, że ktoś zrujnuje moje, lub moich bliskich życie, że może ktoś na mnie doniesie i będę szykanowana. Nie powie mi Pan, że ujawnianie Pana (prawicowych, jak rozumiem) poglądów skutkowało zagrożeniem. Tak, ludzie prawicy, ludzie PiS byli traktowani w szczególny sposób, ale nic za te poglądy nie groziło. Dziś za członkostwo w KOD można stracić pracę (służę przykładami), a jutro, kto wie co.

Jeśli jest Pan sympatykiem PiS, nie widzi Pan zagrożenia, o którym piszę, tak jak żaden katolik nie widział niczego złego w postępowaniu kleru. Ja widziałam. Widziałam, bo kiedy wprowadzono religię do szkół, odeszłam z kościoła, aby mieć dystans. Odeszłam, aby stanąć po stronie mniejszości, tych, którzy będą dyskryminowani i napiętnowani.
Jako osoba praktykująca nie mógł Pan dostrzec, że kler zawłaszczył przestrzeń publiczną, tę która należała także do ludzi innych wyznań, do ateistów. Krzyż w Sejmie, krzyże wszędzie, modlitwy, msze, święcenie wszystkiego. Konstytucja gwarantuje mi prawo do nieujawniania własnych przekonań, ale ocena z religii na świadectwie łamie to moje prawo, podobnie jak rekolekcje w szkole, jak modlitwa przed lekcjami, msza na rozpoczęcie roku szkolnego i każdej świeckiej uroczystości. (Wczoraj na spotkaniu z UNESCO http://polska.newsweek.pl/komisja-unesco-w-polsce-modlitwa-na-spotkaniu,artykuly,386923,1.html) Świecka instytucja jest zdominowana przez KK. Jestem tam dyskryminowana. Pozbawiono mnie moich praw. A teraz KK wyciąga ręce po resztę. Po Konstytucję, która gwarantuje świeckość Polski.

Nie tylko PiS piętnuje odmienność. Robi to większość ludzi. Nie zmienię tego. Mam wpływ jedynie na siebie. Nie mam prawa krytykować kogokolwiek, jeśli sama nie jestem w porządku. (Kto jest bez winy…) Nawet jeśli jestem w porządku, nie powinnam krytykować, bo to nic nie daje. Stwierdzam fakty. Jest jak jest. Staram się zrozumieć innych i szanuję odmienność. Powiem więcej, uwielbiam ją, bo pozwala prowadzić niezwykle ciekawe rozmowy, pozwala odkrywać rzeczy, o których się nam nie śniło.
W KOD są bardzo różne osoby, od lewej do prawej. Przynajmniej w deklaracjach jesteśmy otwarci na odmienność. Niestety ta otwartość, jak wszystko, ma swoje granice. Taki jest świat. Z faktami się nie dyskutuje.
Ważne, żeby prowadziła nas Złota Reguła (Nie czyń drugiemu, co tobie niemiło). Żyj i daj żyć.

Krasnal10
Krasnal10
8 czerwca 2016 12:13
Reply to  Fox

Dobrze piszesz Fox. Świetnie się Ciebie czyta.

Criss
Criss
8 czerwca 2016 22:23
Reply to  Fox

Nie da się sformułować żadnego światopoglądu bez zdań podstawowych czyli dogmatów. Być może się Pani zdziwi, ale Pani światopogląd, jakikolwiek jest, również opiera się na dogmatach. To po pierwsze.
A po drugie, utopią jest próba zbudowania państwa neutralnego światopoglądowo. Francuzi próbują i po 200 latach wyszło im państwo nie neutralne lecz laickie, w którym dyskryminowane są osoby wierzące.
Pozdrawiam.

Fox
Fox
9 czerwca 2016 11:02
Reply to  Criss

@Criss
Ma Pan rację. Każdy z nas kieruje się jakimiś dogmatami. Jednak prócz dogmatów musimy jeszcze być spójni, czyli skoro uznaję jakąś zasadę jako podstawową np. „nie kradnij”, nie kradnę.

Dogmat, o którym mówię to „wersja mitu, uznana przez hierarchię … za obowiązującą”. Hierarchą może być papież, ale i krytyk sztuki, osoba która zajmuje na jakimś polu, stanowisko nie podlegającego dyskusji (i ma władzę). Religia katolicka mówi o tym otwarcie, a swoje dogmaty nazywa „prawdami wiary” (piękny eufemizm – przekonanie nazywają prawdą).

Sztuka radykalna (zaangażowana) podobnie jak religie reaguje alergicznie na wszelkie przejawy braku jej zrozumienia czy braku akceptacji dzieł/twórców (artystycznych dogmatów).
Artyści powołując się na prawo do wolności, ingerują w cudzą wolność pod pretekstem naprawy świata. Ich polityczna/ideologiczna motywacja ubiera się w maskę wrażliwości lewicowej. Nie pozwalają na wątpliwości, ani zakwestionowanie ich artystycznej postawy, wyrazu przyjętej przez nich zasady.

Podobnie postępują wszyscy. Liczy się „moja prawda” i nic innego.
Dlatego zwykli ludzie, którzy sekundują PiSowi, i w ogóle prawicy mogli się czuć źle. Lewica nie negocjowała, ale NARZUCAŁA społeczeństwu (konserwatywnemu) jedyny słuszny sposób myślenia.
Głównym polem walki była sztuka. Kluczowe dzieła, które dzieliły ludzi to „Piramida zwierząt”, „Pasja”, „Tęcza” na placu Zbawiciela.
Czy podoba nam się to, że w Sejmie wisi krzyż? Mnie się nie podoba. I rozumiem, że komuś może się nie podobać Tęcza. Krzyż powieszono w nocy, na Tęczę była zgoda, ale ta zgoda pokazuje, że nikt niczego nie negocjuje. Za czasów PO (PO to prawica) lewica była nietykalna, więc teraz wahadło jest na drugiej stronie.
Sami jesteśmy sobie winni. Nie interesują nas argumenty oponenta. Musimy postawić na swoim, my i oni, wszyscy tak samo.

Każdy ma własne mity (i przypisane do nich dogmaty). Możemy pogłębiać własną świadomość i zastępować mity naszych przodków własnymi. Wychowano mnie w micie religii katolickiej. Uczono, że „nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”. Ale uczono też złotej reguły „nie czyń bliźniemu, co tobie niemiło” (Chrystus). Chrystus nie wymaga lojalności, ale przyzwoitości. Mówi „żyj i daj żyć”.
I to jest mój dogmat, moja zasada podstawowa.

Dogmatem Narodowców jest „Polska dla Polaków”, i dogmat ten kłóci się ze Złotą Regułą. Narodowcy są niespójni, bo deklarując przywiązanie do religii katolickiej, ale do jej zasad podchodzą wybiórczo.

Złota Reguła
https://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82ota_regu%C5%82a_etyczna
„Zasadę wyraża nauczanie Jezusa, który w Kazaniu na górze rzekł:
Co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy (Mt 7, 12).
[…]
Poza Jezusem Złotą Zasadę sformułował m.in Konfucjusz:
Zigong zapytał: „Czy jest jakieś słowo, którym można się kierować całe życie?” Konfucjusz rzekł: To ‘wybaczenie’. Czego nie narzucasz sobie, nie narzucaj i innym” // Dialogi konfucjańskie XV:23

Złotą Regułę również głosił Budda Siakjamuni[3] oraz niektórzy z siedmiu mędrców. Tales z Miletu na pytanie, jak należy kierować własnym postępowaniem, odpowiadał: „Nie czyńmy tego, co ganimy u innych”[4]. Pittakos z Mityleny radził: „Nie czyńmy tego, co nas gniewa u innych”[4].”

Państwo neutralne światopoglądowo to utopia, ponieważ nie definiujemy i nie kodyfikujemy zasad podstawowych takiego państwa. Francja przegrywa, bo błędnie interpretuje pojęcie „wolność”, „prawo”. Nie zaktualizowano interpretacji, nie dostosowano do wyzwań współczesności. Interpretacje i definicja wymagają aktualizacji podobnie jak oprogramowanie komputera. Po czasie nawet w najlepszym programie są dziury, które programiści łatają. A wartości nie definiujemy i nie łatamy. Dlatego mamy problemy.

Pojęcie „wolność” miało w PRLu inne znaczenie, niż teraz. Nie poświęciliśmy redefinicji, aktualizacji ani minuty. Mamy wolność (tę wywalczoną w PRLu), ale utraciliśmy ją na innych polach. Młodzi to czują, czują się zniewoleni przez korporacje, reklamy, marketing, spam, marki. Przestali być ludźmi, są targetem. Wszystko jest na sprzedaż.
Kiedy kończyłam studia artyści dążyli do wartości artystycznej. Dziś wartość ma ten obraz, który uzyska najwyższą cenę. Nie liczy się, że ktoś jest dobrym człowiekiem, liczy się że jest celebrytą. Lokalnie jesteśmy bez znaczenia, każda zapadła dziura, chce (i angażuje) gwiazdy, a nie swoich lokalnych artystów.
I nie jest to nasza polska specyfika, taki jest dziś świat. I młodzi to widzą, jedni próbują dołączyć, inni poddają się bez walki.
Ani jedni, ani drudzy nie mają szans, bo wszyscy jesteśmy planktonem, zjadanym przez wielkie ryby. Wiemy to my i oni. I oni powiedzieli – koniec. Postanowili wywrócić stół. Jak zwykle są narzędziem w rękach cyników. Ockną się „Spaleni słońcem”, kiedy będzie za późno. Bo my starzy nie zdefiniowaliśmy na nowo pojęcia wolności. Nie powiedzieliśmy czym dziś jest wolność.

Nie jest ważne, czy coś jest utopią. Ważne, żeby nie było dogmatem. Może być zasadą podstawową, ale powinno być bezustannie aktualizowane. Tak jak programy. Bo inaczej skazujemy się na wirusy ideologiczne. Dobra Zmiana jest jak wirus komputerowy.

bodnik
bodnik
4 września 2016 16:59
Reply to  Fox

to dobry opis tego co się działo przez 8 lat rządów po-psl. teraz kodziarze mogą nawet wejść na msze i ja zakłócić i są bohaterami walki o wolność. państwo jest za bardzo demokratyczne, za słabe. takie praktyki powinny być tłamszone w zarodku. tak jak picie piwa czy zanieczyszczanie miasta.

Tatiana Sawicka
Tatiana Sawicka
8 czerwca 2016 20:43

Bardzo dziękuję za ten tekst,wolnosci ty jestes jak zdrowie kto cie utracil ten tylko się dowie…a wiec pracujmy,każdego dnia,na swoim podwórku ,pracujmy nad nią,WOLNOŚCIĄ.:)

Karusek
Karusek
22 czerwca 2016 22:27

Wróciłem z wycieczki po kraju.Są zmiany. W najmniejszych ośrodkach kultury czy edukacji „wykształciuchów” zastępują ludzie ideowi – plotą takie bzdury,że i dyskutować z nimi nie ma sensu. Grupy paramilitarne biegają z atrapami kbkak wzór 47 z zaciętymi minami, patrzący spode łba. Ci ludzie nie odpuszczą. Oni i ich rodziny dostali szanse. Z tej szansy korzystają. Ludzie spoza ich regionu – to zdrajcy. Myślacy inaczej nie bedzie miał odwagi stanać przeciw nowym elitom. Trzeba czekać, aż się zacznie walić gospodarka, a ceny radykalnie pójdą w górę.Akademickie dyskusje inteligencji na nic. Ci ludzie „wiedzą swoje”. Nie udawajmy, że tak nie jest !

Anna
Anna
19 lipca 2016 14:15

Myślę, że jeśli uczciwie / z sobą samym/ poruszamy się po drodze, gdzieś między niezłomnością, a lękiem o siebie i bliskich, jeśli towarzyszący nam dysonans poznawczy nie jest obarczony wygodnictwem wszelkiej maści i lenistwem intelektualnym, to dojdziemy do tego”trzeciego poziomu wolności”, o którym mowa w artykule. Najbardziej pożądany, najbardziej pociągający, przynajmniej dla tych, którym naprawdę nie jest wszystko jedno. Tylko…. najbardziej wymagający i tu jest problem. A świat akurat takich poziomów potrzebuje, żeby przetrwać. Tak myślę.