Kapłan plemiennej solidarności

Kapłan plemiennej solidarności

Abp Głódź wyraził wdzięczność, że TVP gloryfikuje „Łupaszkę”. Fakt, że „Łupaszka” był odpowiedzialny za zbrodnię wojenną, mu nie przeszkadza.

Zawsze zdumiewał mnie fenomen księży wchodzących w symbiozę ze zbrodniczymi dyktaturami i systemami depczącymi godność ludzką. Jak to możliwe, że osoba duchowna, kształtowana w kulcie miłości bliźniego, odwołująca się do pacyfistycznych nauk Jezusa Chrystusa, zaczyna służyć idei będącej zaprzeczeniem tego wszystkiego, co w Biblii odnajduje nawet taki zdeklarowany ateista jak ja?

Kapłani w służbie zbrodni

Znamy przykłady takich kapłanów jak ksiądz Jozef Tiso, który w czasie II wojny światowej stanął na czele słowackiego państwa faszystowskiego, gorliwie współpracował z Hitlerem, wysyłał Żydów do obozów zagłady. Gdy w 1944 r. III Rzesza zdławiła słowackie powstanie narodowe, Tiso odprawił w Bańskiej Bystrzycy mszę dziękczynną.

Znamy też przykłady z nowszych czasów i z innych części świata – choćby z Rwandy, gdzie w latach 90. rządzący Hutu wymordowali milion przedstawicieli grupy etnicznej Tutsi. Pojawiły się wówczas liczne świadectwa oskarżające duchownych katolickich o tolerowanie zbrodni, a nawet w niektórych przypadkach o inspirowanie ich i o współpracę z bojówkarzami. Dlatego w zeszłym roku papież Franciszek błagał „o Boże przebaczenie za grzechy i uchybienia Kościoła i jego członków, w tym księży, zakonników i zakonnic, którzy ulegli nienawiści i przemocy, zdradzając swoją ewangeliczną misję”.

O wszystkich tych przypadkach dowiedzieliśmy się, gdy już było po wszystkim – ofiary zostały zamordowane, a duchowni przestępcy stanęli przed sądem. Ks. Tiso został po wojnie powieszony jako zbrodniarz, o. Athanase Serombę z Rwandy oskarżono o zamordowanie 2,5 tysiąca wiernych i skazano na 15 lat więzienia.

Ale przecież zanim do tego doszło, musiały być jakieś sygnały zdradzające ewolucję tych ludzi. To, w jakim kierunku zmierzają, nie mogło być tajemnicą dla ich otoczenia. Musieli się publicznie wypowiadać, musieli składać deklaracje ujawniające coraz większy rozziew między ich poglądami a doktryną chrześcijańską. Dlaczego ich kościelni zwierzchnicy tego nie zauważyli? Dlaczego nie reagowali? Gdyby wykazali się większą czujnością i w porę zainterweniowali, zapewne nie doszłoby do najgorszego.

Ks. Jacek Międlar poniósł karę, ale to wyjątek

Oczywiście bardzo trudno jest zawczasu przewidzieć rozwój wypadków. Nikt z nas nie jest prorokiem i nie może mieć pewności, że działalność tego czy innego autorytarnego ugrupowania doprowadzi do wojny i masowych zbrodni. Nikt nie był w stanie przewidzieć Holocaustu, Gułagu, masakry w byłej Jugosławii ani rzezi w Rwandzie. Ale właśnie dlatego lepiej jest dmuchać na zimne i, nie znając przyszłości, zakładać, że zawsze może się wydarzyć najgorszy wariant.

To powinno skłaniać zwierzchników Kościoła do czujnego wsłuchiwania się w słowa duchownych, które mogą być sygnałem ostrzegawczym, i do reagowania na nie. To, że głosiciel faszyzującego nacjonalizmu Jacek Międlar nie jest już kapłanem, jest dobrym znakiem. Wprawdzie nie został ze stanu duchownego usunięty, a sam z niego odszedł po otrzymaniu wewnątrzkościelnych kar, ale dobre i to. Tę sprawę można zapisać Kościołowi w Polsce na plus.

Ale to raczej wyjątek. Polska hierarchia najczęściej nie reaguje na sprzeczne z chrześcijańskimi wartościami wypowiedzi księży. Co gorsza, wypowiedzi te czasem padają z ust najwyższych dostojników. W rocznicę podpisania porozumień sierpniowych abp Sławoj Leszek Głódź pochwalił w Gdańsku szefa PiS-owskiej telewizji Jacka Kurskiego, mówiąc: „Otworzył pan oczy wielu Polakom i przywrócił pamięć o Ince, Szendzielarzu, wyklętych. W ogóle ta telewizja zmieniła oblicze. Niech dalej się tak dzieje”.

Arcybiskup gloryfikuje odpowiedzialnego za zbrodnię

Jeśli ktoś nie pamięta, warto przypomnieć, że Zygmunt „Łupaszka” Szendzielarz był odpowiedzialny za zbrodnię na cywilnej ludności wsi Dubinki na Wileńszczyźnie. Jego oddział wymordował tam kilkadziesiąt osób (w tym – jak podaje historyk Paweł Rokicki –75 proc. kobiet i dzieci), mszcząc się za wcześniejszą zbrodnię Litwinów na Polakach we wsi Glinciszki. Nawiasem mówiąc, ludzie „Łupaszki” chcieli zabić Litwinów, ale brali, jak leci, i z rozpędu zamordowali też polską mamę z 4-letnim synkiem.

Nacjonalistyczni wyznawcy solidarności plemiennej, którzy w 2015 r. doszli w Polsce do władzy, relatywizują takie zbrodnie i próbują rozgrzeszać ich sprawców. Wynajdują wszelkie możliwe wytłumaczenia i usprawiedliwienia, by wykazać, że „Łupaszka”, mimo tej „drobnej skazy”, był wspaniałym patriotą i wzorem dla dzisiejszej polskiej młodzieży – i dlatego zasługuje na uroczysty pogrzeb z wojskową asystą i państwowymi honorami.

To, że PiS-owscy politycy rozgrzeszają sprawcę zbrodni, oburza, lecz nie dziwi. Jednak Kościół katolicki (czyli powszechny) powinien być wolny od takiego nacjonalistycznego zaczadzenia. Z punktu widzenia doktryny chrześcijańskiej zbrodnia to zbrodnia. „Łupaszka” zamordował kobiety i dzieci. Koniec, szlus, kropka. Nie ma tu miejsca na żadne „ale”. W takich sprawach mowa Kościoła musi być tak-tak, nie-nie.

Gdy dziś wczytuję się w słowa abp Głodzia, myślę sobie, że to są właśnie te sygnały ostrzegawcze, które w przeszłości przegapili kościelni zwierzchnicy. I właśnie dlatego po latach papież musiał błagać o Boże przebaczenie za grzechy i uchybienia Kościoła i jego członków, którzy ulegli nienawiści i przemocy, zdradzając swoją ewangeliczną misję.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
ChermessmętekAndrzej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Andrzej

Obecna PIS-landia ma swoich duchownych, swój kościół i nie swojego Papierza.

smętek
smętek

Miejmy nadzieję na większe zrozumienie, przez przeciętnego człowieka, zła wyrządzanego przez klechów w Polsce. Do łączności z Bogiem, jeśli ktoś jest wierzący, nie trzeba pośredników.

Chermes
Chermes

Jak mawiają:
– Człowiek bez religii jest jak ryba bez roweru.
Coś w tym jest…