Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej

Skompromitowany oficer WSI asem w Polskiej Grupie Zbrojeniowej

Wydawało się, że odejście słynnego Bartłomieja Misiewicza, asystenta ministra Macierewicza – w atmosferze skandalu – z Polskiej Grupy Zbrojeniowej coś zmieni w postępowaniu PiS. Nic bardziej mylnego. W PGZ – jak pisze „Newsweek” – za wielomilionowy kontrakt na remonty czołgów dla wojska odpowiada człowiek, który do niedawna pracował w salonie samochodowym, a do rady nadzorczej trafił… były kierowca Lecha Kaczyńskiego.

Państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa zajmuje się produkcją i handlem bronią. To ponad 60 spółek i w każdej z nich ostatnio wymieniono zarządy i rady nadzorcze. Według rozmówców „Newsweeka”, odejście Misiewicza nic nie zmieniło w radach i zarządach spółek PGZ. Nadal rządzą w nich ludzie powyciągani z aptek, domów kultury i rad powiatów. Do tego dochodzi do kuriozalnych przypadków łączenia stanowisk.

Przykład? Błażej Wojnicz, beneficjent „dobrej zmiany”, dotychczasowy prezes Polskiego Holdingu Obronnego (PHO) zasiadał przez pewien czas na fotelu prezesa PGZ. To były pracownik Kancelarii Prezydenta RP, bez dużego doświadczenia w biznesie. — „Łączenie tych dwóch funkcji to czysty konflikt interesów” – mówią dziennikarzom „Newsweeka” pracownicy PGZ. — „PGZ i spółki wchodzące w skład holdingu PHO od dawna posiadają wzajemne roszczenia finansowe i rozliczenia za stare kontrakty. Nie może nimi zawiadywać ten sam człowiek”.

Smaku całej sprawie dodaje fakt, że Wojnicz w lutym 2017 r. zastąpił Arkadiusza Siwkę, dzięki swoim powiązaniom z Misiewiczem. Dokładniej powodem dymisji poprzedniego prezesa PGZ Siwki stał się konflikt z ludźmi Misiewicza w PGZ. — „Problemy Siwki zaczęły się, gdy wszedł w konflikt z duetem Misiewicz – Radosław Obolewski. Obolewski to człowiek, który zatrudniał Misiewicza w aptece w Łomiankach. Potem trafił do zarządu Grupy, do Rady Nadzorczej PGZ trafił też sam Misiewicz. Choć obaj w końcu musieli odejść ze spółki, Misiewicz mający olbrzymi wpływ na Macierewicza od tego momentu nieustannie naciskał i namawiał na odwołanie nowego prezesa PGZ” – opowiada jeden z pracowników PGZ. Tak też się stało, udało się Misiewiczowi uzyskać, co chciał: Siwko poleciał ze stanowiska.

To nie koniec pisowskich roszad. Gdy 9 maja zrezygnował przewodniczący rady nadzorczej PGZ, prof. Tomasz Siemiątkowski, jeszcze w tym samym dniu (!) do zarządu PGZ wszedł kolejny „misiewicz” — Robert Gut, oficjalnie ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa państwa, administracji oraz finansów publicznych. Tyle, że według rozmówców „Newsweeka”, Gut to były kierowca Lecha Kaczyńskiego. Długi czas pracował też w bibliotece lekarskiej, a po wygranych przez PiS wyborach w służbie kontrwywiadu wojskowego. Mieszanka kompetencji prawdziwie wybuchowa. A może być „lepiej”. Otóż dyrektorem biura odpowiedzialnego między innymi za umowę na modernizację czołgu Leopard (wycenianą na parę miliardów złotych) został sprzedawca z salonu samochodowego, który z kolei swoim dyrektorem wykonawczym mianował ekspertkę od elektronicznych faktur z małej firmy.
(Źródło: newsweek.pl)

mpm
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o