Koń, jaki jest…

My jesteśmy wyjątkowi - u nas zarazę unieważnia jedna decyzja z Nowogrodzkiej

My jesteśmy wyjątkowi – u nas zarazę unieważnia jedna decyzja z Nowogrodzkiej.

No i mamy wreszcie nową pierwszą prezes Sądu Najwyższego. Pani profesor rozpoczęła swoją misję od wkładu na temat… koni. Że nieważne, z której pochodzą stajni. Byle tylko karnie chodziły pod siodłem i reagowały na bat i wędzidło trenerów z Nowogrodzkiej.

Nie wiem, co na to hodowcy arabów i folblutów, a też czy deklaracja pani prezes obejmuje konie kare, znaczy – czarne. Bo „czarny koń” wyborów prezydenckich, co to się może odbędą pod koniec czerwca, a może kiedy indziej albo wcale – Rafał Trzaskowski – wyraźnie jest ze stajni gorszego sortu. Tak przynajmniej wynika z przekazu polityków z Nowogrodzkiej oraz materiałów TVPiS.

Prezydent Warszawy, startujący w wyścigu o Belweder, w tych środowiskach otrzymał bowiem całkiem nowy nick name i występuje teraz jako Człowiek Awaria. Albo Człowieka Usterka. Otoczenie prezesa z Nowogrodzkiej bardzo się stara, żeby „ksywki” nadane kandydatowi KO utrwaliły się w świadomości elektoratu i na trwałe skojarzyły z problemami stołecznej prezydentury Rafała Trzaskowskiego.

Świetna strategia, swoją drogą. Coś jak „dziadek z Wehrmachtu” Donalda Tuska, z tym, że kłopoty stolicy pod rządami prezydenta z Koalicji były przynajmniej prawdziwe. Bo rzeczywiście, awaria oczyszczalni zdarzyła się naprawdę. Szacunek dla piarowców obozu władzy. Świetna robota.

A że uczyć się trzeba od najlepszych, no i ponoć „wszystkie konie są równe”, to opozycja nie zostaje dłużna. Jest więc również Człowiek Długopis, Ulica Ciemnogrodzka i Partia Demolka. Oraz Przekręciarze i Szulerzy, tudzież Patałachy i Szalbierze.

Wracając zaś do koni, to aktualna władza ma z nimi pewien kłopot, bo wystarczyło pięć lat rządów „dobrej zmiany” i araby ze stadniny w Janowie Podlaskim, kiedyś Duma Polski (Pride of Poland), teraz stoją teraz po kolana w g…..

Może to gnojenie koni to dlatego, żeby przypadkiem nie zagroziły aktualnym senatorom partii rządzącej. Bo wprawdzie dawno, ale jednak, pewien koń już zasiadał w Senacie. A poza tym husaria pana prezesa przypuszcza kolejne szarże na Brukselę raczej na piechotę. No i poza wszystkim hodowla koni to jednak nie to samo, co – dajmy na to – zbieranie truskawek. To akurat potrafi każdy. Nawet nauczyciel mianowany.

Dlatego minister Ardanowski od rolnictwa się nie przejmuje, że zbiory truskawek gniją na zagonach z powodu niedostatku imigrantów do prostych prac polowych. Przecież mamy nauczycieli, którzy akurat z powodu pandemii nic w tej chwili nie robią, tylko siedzą wygodnie po domach i udają, że uczą (zdalnie), a pensja sama im wpływa na konto. Tymczasem doskonale wiadomo, że takie nauczanie to nie jest uczciwa robota.

Zresztą szkoły pozamykane i rolnicy sami muszą uczyć swoje dzieci, które i tak przeważnie nie mają komputerów ani internetu, boby jeszcze od tego pogłupiały i poszły pedagogikę studiować. Więc równie dobrze nauczyciele mogą zająć się tymi nieszczęsnymi truskawkami. Zwłaszcza, że te pięć-sześć tysięcy za miesiąc zbiorów to – by zacytować ministra Ardanowskiego – tyle, co za dwa miesiące przy tablicy. Fakt.

Aktualna władza ceni zawód nauczyciela dwa razy mniej niż profesję robotnika dniówkowego zbierającego truskawki. Za miesięczną nauczycielską stawkę w Polsce żaden imigrant zarobkowy z Ukrainy nawet nie wsiadłby do autobusu. Takie tu mamy teraz w Polsce priorytety.

Można by jeszcze posłać na pola zbijające teraz bąki pielęgniarki i lekarzy z zamykanych właśnie szpitali jednoimiennych. Też zarabiają dwa razy mniej niż zbieracze, a w czasie pandemii niektórym jeszcze obcięto i tak żenujące stawki.

Tymczasem rząd ogłosił właśnie koniec epidemii. Wprawdzie dobowe przyrosty infekcji zamiast spadać, rosną, a ofiar też przybywa, ale na szczęście większość z nich odchodzi na „choroby współistniejące”.

Spokojnie można więc uznać pandemię za nieistniejącą, idąc w tej dziedzinie za intuicją ludu, który w zarazę raczej nie wierzy. Wierzy za to w spisek – odpowiednio – Chińczyków, Big Pharmy, Demokratów, Bila Gatesa i Sorosa. Oraz w winę Tuska. Do tej listy zwolennicy opozycji dodają jeszcze ministra Szumowskiego, na starej prawniczej zasadzie „cui bono”. Bo kto najbardziej skorzystał na sianiu pandemicznej paniki? Jego instruktor narciarski!

Miała też wzmocnić się wyborczo sama partia władzy, ale jej czynownicy nie zdołali jednak – jak planowali – zorganizować „łże-wyborów” kopertowych pod nadzorem ministra Sasina.

Tak więc maski spadły – wybory nieodbyte, a żeby zrobić kolejne bez wywoływania zbiorowej histerii najlepiej ogłosić koniec pandemii. Co też uczyniono. Gdzie indziej obowiązują w tej sprawie jakieś kryteria. Stale (przez dwa tygodnie) malejąca ilość nowych infekcji na sto tysięcy mieszkańców. Spadająca (również systematycznie) liczba zgonów. Sprawne mechanizmy kontroli zakażonych i ich kontaktów. Ale my jesteśmy wyjątkowi. U nas zarazę unieważnia jedna decyzja z Nowogrodzkiej. Natomiast wracając do koni, to „koń, jaki jest, każdy widzi”.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
ZwinkaMaciek123454321WłodzimierzZbyszek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zbyszek
Zbyszek

Skoro Polacy zaczęli bać się Sanepidu to może i wirus się wystraszył.

Włodzimierz
Włodzimierz

Z tą stadniną w Janowie to pewnie dlatego że tam hodują konie arabskie, a jedynie słuszne są przecież konie polskie.

Maciek123454321
Maciek123454321

No tak, tylko że „Koń Polski” to był kabaret. Znów się okazało, że życie przerosło kabaret.

Zwinka
Zwinka

Trochę się Manowska z tym porównaniem do stadniny koni rozpędziła. Koń to szlachetne zwierzę. a w Polsce to karierę robią tylko kaczki dziwaczki, których o pochodzenie nie ma co pytać, bo to wyłącznie kryształowe ikony.