Koronawirus a nowe zasady w handlu

Inflacja ROŚNIE! Idziemy w stronę Wenezueli i Grecji?

Szaleństwo zakupowe ogarnęło Polaków i widok pustych półek w sklepach szybko przestał dziwić. Dzisiaj jest już znacznie lepiej. Sklepy uzupełniły zapasy, kolejki są zdecydowanie mniejsze, ale jednocześnie wprowadzono nowe zasady, które mają chronić przed rozprzestrzenianiem koronawirusa.

 

Kasjerzy w sklepach zaopatrzeni są w rękawiczki, w Żabce przed kasą stoją puste skrzynki po piwie, by w ten sposób zabezpieczyć sprzedawców przed zbytnim zbliżeniem z klientem, ograniczona została liczba kupujących w sklepie, stąd część z nich musi czekać przed, a w Biedronce rzuca się w oczy informacja, by za towar płacić kartą. Rossmann wprowadził limity na zakupy, swoje placówki zamknęła IKEA oraz Grupa LPP, która proponuje zakupy online.

Ministerstwo Rozwoju wydało w sobotę nowe wytyczne dla sklepów i zakładów usługowych. Mowa głównie o ograniczeniu w miarę możliwości „ekspozycji w punktach handlowych żywności nieopakowanej, przeznaczonej do bezpośredniego spożycia, szczególnie pieczywa, ciast, a tam gdzie żywność nieopakowana jest pakowana przez konsumenta – zwracać uwagę na właściwą higienę (…) ograniczać możliwość przebierania i dotykania produktów, które są przeznaczone do spożycia bez mycia i obróbki termicznej (np. pieczywo, bułki, wyroby cukiernicze)”.

 

Minister Morawiecki zwraca uwagę, że centra handlowe będą częściowo zamknięte. Klienci będą tu mogli skorzystać jedynie ze sklepów spożywczych, pralni, aptek i drogerii. Pozostają też salony jubilerskie, sklepy z zabawkami dla dzieci oraz salony optyczne, jednak jak twierdzi mec. Joanna Domoń – Kula z kancelarii prawnej Causa Finita „należy to jednak potraktować jako niedopatrzenie”.

Pozostaje problem pracowników. Pani mecenas przypomina, że „nie można wysyłać pracowników na przymusowy urlop. Można natomiast proponować pracownikom, aby wykorzystali urlop wypoczynkowy. Chętnym nie można też odmówić wzięcia urlopu bezpłatnego”. Jednocześnie wyjaśnia, że przerwa wykonywania pracy wynika z przyczyn od pracownika niezależnych, więc należy mu się za okres zamknięcia sklepu tzw. „wynagrodzenie przestojowe”.

Tamara Olszewska

Źródło: wyborcza.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jantar
Jantar
16 marca 2020 16:33

Byłam dziś w Lidlu w pobliżu mojego bloku. Do pieczywa są wystawione jednorazowe rękawiczki. Przez głośnik regularnie przypominają o konieczności ich użycia nie tylko odnośnie pieczywa, ale także przy innych towarach nie pakowanych. Wystawione świeże pomarańcze w promocji – także do wybrania i także w rękawiczkach. Prawie puste lodówki z mięsem i nadal puste półki z ryżami, kaszami i makaronami. Przerzedzone przyprawy. Nie wiem, jak w pozostałych częściach typu nabiał i wędliny, czy chemia. Nie zaglądałam. Na drzwiach sklepu wisi informacja, że w sklepie może przebywać do 50-u osób. Wobec tego drzwi wejściowe są zamknięte. Kiedy jedna grupka kupujących opuści sklep, pan z ochrony wychodzi i otwiera drzwi wejściowe dla kolejnej grupki. Reszta czeka grzecznie przed wejściem. Bezpośrednio przy kasach może być tylko jedna osoba – pozostałe czekają przy samym końcu taśmy. Poza tym cicho i spokojnie. Aż przyjemnie się robi zakupy, gdyby nie te puste półki, które jednak dają niektórym skojarzenia z PRL-em.

Maciek123454321
Maciek123454321
16 marca 2020 18:21
Reply to  Jantar

Pamiętasz zapewne słynne tabliczki z okresu PRL-u: „pieczywo dotknięte uważa się za sprzedane”. Proponuję rozszerzyć i unowocześnić przekaz: „towar macany należy do macanta.” No i kolejki po żywe karpie przed Wigilią. Listy społeczne, do sklepów wpuszczali po 10 osób, eby się ludzie nie stratowali. Kupa śmiechu – z przewagą kupy.

Polka gorszego sortu
Polka gorszego sortu
17 marca 2020 16:29
Reply to  Jantar

Te rękawiczki w „moim” Lidlu były ZAWSZE, ale i tak od lat unikam kupowania pieczywa w takich sklepach, gdzie ludzie nieodpowiedzialnie wszystko macają. Mam w domu wszystko elektryczne i nie mogę opalić pieczywa, jak to kiedyś robiła moja mama na kuchni gazowej. Do pobliskiego warzywniaka wpuszczają po 4 osoby, a do piekarni po 2, ale to małe sklepy i jest ciasno. Ludzie nie pomstują, jest w miarę normalnie. Ekipa sprzątająca na osiedlu często odkaża przyciski w windach, klamki i klawiatury domofonów. W sumie jest czyściej niż normalnie. To mi się nawet podoba. 😉