Kot „sra…y” na puszczy

Kot „sra...y” na puszczy

Nowy Ład obiecuje każdemu coś ładnego, toteż formacja rządząca nie zapomniała o właścicielach kotów. Będą one teraz mogły załatwiać swoje potrzeby wszędzie, gdzie – by się tak wyrazić – popadnie. I to, w przeciwieństwie do psów, całkiem bezkarnie.

Ze szczególnym – jednakowoż – uwzględnieniem słynnej już w kraju i na świecie stępki pod pierwszy w naszych dziejach wielki prom pasażerki. Tej samej, której położeniu patronował sam premier Morawiecki.

Jakiś wilk morski czy inny rekin biznesu stoczniowego zupełnie „położył” jednak ten ambitny projekt, z którego ostał się jeno wspomniany kawałek przerdzewiałego metalu. Straty, jak wynika z raportu NIK, jak dotąd wyniosły bodaj 14 mln złotówek, ale sprawa jest rozwojowa, bo ich wysokość ciągle rośnie. I tak skończył się nasz narodowy program spławienia konkurencji z mórz i oceanów. A przynajmniej z trasy promowej Świnoujście-Ystad. Tak na początek.

No ale formacja władzy właśnie znalazła sposób na utylizację feralnej stępki. Zdaniem radnej PiS z Pomorza, pani Jacyny-Witt, która jest zarazem szefową rady nadzorczej spółki Stocznia Szczecińska, rządzący i tak „zrobili w Polsce bardzo wiele”, toteż… „srał kot tę stępkę!”.

No, w sumie…

Kłopot, a zarazem raj dla kotów, bierze się stąd, że takich „stępek” jest całe tuziny. Problemy z ich policzeniem mają nawet inspektorzy NIK-u. No i są wszędzie, od Bałtyku po Tatry.

W tej sytuacji, to aż strach pomyśleć, skąd my weźmiemy tyle kotów. Bo projektów, które uroczyście ogłoszono i – po utopieniu w nich pokaźnych kwot – porzucono zanim wyszły poza etap koncepcji, jest bez liku.

Może i zresztą lepiej, że zapowiedzi polityków u władzy nie wzięto poważnie, bo część z ich pomysłów, które usiłowano realizować, trzeba teraz zlikwidować. I za to zapłacić – jak w przypadku niesławnej elektrowni w Ostrołęce – ogromne pieniądze. Kto wie, czy podobny los nie spotka wkrótce innych „wielkich budów pisizmu”, w tym zwłaszcza „Lotniska Baranów”, a być może również przekopu Mierzei Wiślanej.

Wielka w tym, osobista zasługa pana premiera, że świadom opisanych wyżej konsekwencji odstąpił jednak od realizacji projektu miliona aut elektrycznych. Oraz miliona mieszkań.

Bo to łatwo policzyć, nawet będąc niepraktykującym historykiem. Jeden kot, to milion dni na same tylko samochody. A gdzie mieszkania? No i przecież są jeszcze inne nieudane projekty, które też czekają na swojego kota. Na przykład nieodbyte „wybory kopertowe”. Tutaj, to nawet Pierwszy Kot nie dałby chyba rady. Jedna koperta na –dajmy na to – pół dnia. Potem kolejna. I tak do prawie czterdziestu milionów… Natomiast gdyby liczyć jednego kota na jedną obietnicę z Planu Morawieckiego, potrzeba by na to przynajmniej dwóch milionów kotów.

Gdyby więc przyszło delegować te sympatyczne stworzenia do działań sugerowanych przez panią posłankę z Pomorza, to rząd musiałby chyba kupować koty w worku. Pewnie od tych samych dostawców, co respiratory. Albo trzeba by wynająć transportowiec z Chin, ten od wożenia nieatestowanych maseczek. A potem powitać uroczyście delegację sierściuchów na Okęciu. No ale pan premier ma już doświadczenie w godnym podejmowaniu chińskich jumbo jetów.

Na szczęście wizja Zrównoważonego Rozwoju pozostała na papierze, więc wystarczy jeden kot na jedną stępkę…

Pozostaje tylko pytanie, retoryczne, ma się rozumieć, dlaczego kot, a nie pies. Bo słowniki frazeologiczne z uporem podają, że jak „s..ł”, to nie kot, tylko pies właśnie.

No, ale tego to chyba nie trzeba wyjaśniać w kraju, gdzie funkcję najrówniejszego zwierzęcia obozu władzy pełni Pierwszy Kot, a jego (kota i państwa) właściciel nawet w chwilach najważniejszych głosowań sejmowych przegląda Wielki Atlas Kotów.

W takim miejscu nie dziwi, że przywilej obsrywania (pardon my French) wszystkich stępek pisizmu przypadł właśnie kotom.

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
HerodAntypis
HerodAntypis
12 czerwca 2021 09:29

Towarzysze pisowcy nagminnie się mylą w mowie i notorycznie przekręcają słowa. Czasami wynika to z wad wymowy, ale przeważnie to wynik nieuctwa, głupoty i nabytego debilizmu. W pisie wszystko jest odwrotnie i do góry nogami i niektórzy mają z tym problemy. Przykład daje sam prezes. Normalny daltonista nie rozpoznaje kolorów, ten osobnik odróżnia nawet cynober od karmazynu, ale myli mu się czarny z białym. Aby to zrozumieć trzeba koniecznie z rasowym pisowcem na rozumy się pomieniać. Pies i PiS to słowa mocno podobne i w ferworze przemowy mogą się pisowcom pomylić i właśnie dlatego to kot harata na tę stępkę a nie pies. Mogłoby dojść do freudowskiej pomyłki i wyszłoby na jaw, że PiS sr.ł na wszystko! Słynny Robotnik z Żyrardowa powiedział kiedyś, że ważniejsze jest jak prawdziwy mężczyzna kończy, a nie jak zaczyna, dla pisowców oczywiście koniec się nie liczy i zaczynają z pompą, z nożycami, wstęgami, łopatami, szpadlami, kropidłami, biskupami a rdza wieńczy dzieło.

Wujo Wkurw
Wujo Wkurw
12 czerwca 2021 14:46
Reply to  HerodAntypis

Dzieki za podsumowanie Rada dla kotów: Jak pis zacznie ujadać, wiać na drzewo i syczeć jak jadowity wąż