Kozioł ofiarny, czyli na Kaczyńskiego zmierza nawałnica

Braun o Kaczyńskim: "Patrzyłem na człowieka, który nie radzi sobie z otaczającą rzeczywistością”

PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję i nepotyzm.

Czy pobyt Beaty Szydło w Juracie u Andrzeja Dudy będzie owocować politycznie na korzyść pani premier bądź prezydenta? Na razie jedyny „owoc” tego spotkania to spóźniona o 3-4 dni reakcja władz pisowskich na nawałnice w północnej Polsce.

Acz Szydło spotkała się już nieco wcześniej z Dudą, ale było to spotkanie na zderzenie orędziami. Zderzenie dwóch różnych orędzi na ten sam temat miało miejsce w czasie ogłoszenia przez Dudę dwóch wet dotyczących ustaw sądowniczych. Widocznie przyszedł czas na refleksje po zderzeniu, stąd spotkanie.

Szydło w trakcie gorącego czasu protestów Łańcuchów Światła była nieobecna publicznie, mówiło się i pisało, iż premier przechodzi załamanie, stres. I było coś na rzeczy, bo już wówczas przebąkiwało się, pisali na ten temat dziennikarze, którzy nie są związani z PiS, iż prezes Kaczyński szykuje podmiankę na funkcji premiera. Kaczyński nie radzi sobie z własnym ego, które go pcha na stołek premiera, niczym na podwyższenie podczas miesięcznic.

Lecz Szydło jest popularna, a Kaczyński ma taki sam elektorat, jak Macierewicz. Nawałnica więc mogła prezesowi pasować, aby za jakiś czas ogłosić, że „ten-tego pani premier odnosi same sukcesy, w tym to słynne 1:27, gdy musiałem nawet fatygować na Okęcie, aby jej rączki całować, ale wicie-rozumicie ta nawałnica…”.

Oczywiście, nie chodzi o nawałnice, bo PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję, łamane przez nepotyzm. Szydło znalazła się w sytuacji podobnej do Dudy, obydwoje kilkakrotnie złamali Konstytucję, czują więc wspólnotę paragrafów – ten sam stołek, nad którym dwa i pół metra wyżej wisi pętla historii. Oczywiście, ostatnie to metafora. Ta pętla Dudzie zadyndała podczas lipcowych protestów, poczuł jej wiew, więc zareagował dwoma wetami.

Duda z Szydło mogą chcieć się salwować z miejsca politycznej kaźni, zawrzeć jakąś umowę polityczną bądź społeczną. Były trzeci bliźniak Kaczyńskiego Ludwik Dorn o spotkaniu w Juracie rzecze: – „Jeżeli to zaowocuje sojuszem między panem prezydentem a panią premier, to pan Kaczyński straci całkowity wpływ na władzę wykonawczą i znaczną część partii albo klubu”.

Politycznie dla Kaczyńskiego to przedstawia się jeszcze gorzej: bo nie będzie mógł rozstawiać marionetek, zostanie tym, czym jest „szarym posłem”. A przecież prezes ma tyle do zrobienia: dokończyć rozwałkę sądów, zdekoncentrować, czy też repolonizować media prywatne i pokazać wała Unii Europejskiej.

Zauważmy jeszcze jedno z posunięć Dudy, które nie wydaje się być medialne. Prezydent odpowiedzialnym za przygotowanie ustaw sądowniczych zrobił Michała Królikowskiego, prawnika konserwatywnego, który był wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i który raczej nie przyłoży ręki do odebrania niezależności sądownictwu. To policzek nie tylko dla Dudy, ale dla prezesa. Walka w PiS więc będzie w tej kwestii przybierać na sile.

Cezary Michalski nawet uciekł się do porównania sytuacji Kaczyńskiego z Operacją Walkiria, Nowogrodzkiej z Kętrzynem. Michalski czuje swym publicystycznym nosem, że wielu jest w PiS Brutusów, któremuś musi się udać, Duda więc nie jest tylko jednym Clausem von Stauffenbergiem.

Poświęcam uwagę obronie duetu Duda-Szydło, ale na razie większość narzędzi jest w rękach Kaczyńskiego. To on dyktuje warunki, jednak musi widzieć czarne chmury na horyzoncie. Ta nawałnica zmierza na niego. Może więc odczytać ją, iż ratunek będzie taki, że Szydło idzie do pawlacza, z Dudą przyjdzie czas, że się policzy i huknie – teraz k…a ja.

Choć na prawej stronie tę kwestię widzą inaczej. Tam nic się nie zmieniło, bo nie zmieniły się oczekiwania i nadzieje na trwanie przy korycie. Kamila Baranowska z „Do Rzeczy” o Szydło mówi: – „To słaby premier, podoba się wyborcom”, więc dymisji nie będzie.

Suweren dla PiS jest jednak figurą polemiczną, a nie polityczną. Suweren nie wyraził zgody na demolkę Trybunału Konstytucyjnego ani zniszczenie niezależności sądownictwa. Nie ostrzył ministrowi Szyszce siekier, aby ten mógł wycinać Puszczę Białowieską. Suweren nie wyraził zgody na dekoncentrację TVN czy też Polsatu, aby stały się imitacją TVPiS.

Suweren może przeżyje jeszcze jedną czy drugą nawałnicę – dosłowną i demolującą demokrację – ale zorientuje się, że tylko może liczyć na siebie. W kryzysie zawsze się tylko liczy na siebie, jak ofiary nawałnic. W naukach antropologicznych opisany jest mechanizm kozła ofiarnego. Dotyczy on wszystkich kultur – a więc „kultury” pisowskiej też – iż w kryzysie, a także, gdy on jest już zażegnany, odbywa się polowanie na kozła ofiarnego.

W PiS do tej pory kozłem ofiarnym była Platforma Obywatelska: „8 lat rządów”…. etc. Od dwóch lat rządzącymi są politycy PiS. Kogoś na ofiarę będą musieli dać za te dwa lata kryzysu, a Duda z Szydło ubezpieczają się. Och, boję się o prezesa, boję się.

Waldemar Mystkowski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

11
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
2 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
lsdJaninaPedziwiatrWaldemarshaq Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Andrzej

Nową kartę historii otworzy ” kot ofiarny”.

Maciek123454321
Maciek123454321

Dyktatorek – potworek – karaluszek powinien pamiętać, że KAŻDY wyjazd na urlopik jakiegokolwiek wodzusia może mieć taki skutek, że wodzuś nie będzie miał do czego wracać. Pamiętacie, jak w 1964 roku Chruszczow pojechał na wakacje? Jak wrócił, na posiedzeniu Komitetu Centralnego posypały się na niego oskarżenia o praktycznie wszystko i zmuszono go, żeby poszedł na emeryturę. Karalucha też odeślą do kota?

Ted
Ted

Kaczyński całe życie przegrywał. Tak, tak – przegrywał. Zaczynając od filmowego Jacka i Placka – czego by nie wymyślili, to klapa. Wyścig w którym oszukiwali, wyprawa do złotego miasta czy wreszcie tytułowy księżyc który niby ukradli ale nic z tego nie mieli. W realnym świecie – Lech Wałęsa wywalił ich ze swojego otoczenia. Gdy dorwał się do władzy i został premierem, to wybrał sobie takich a nie innych koalicjantów i nie potrafił ich skutecznie dopilnować. Zaryzykował wcześniejsze wybory i ……. klapa. Teraz też się rozpędza, przestaje widzieć co się dzieje dookoła – byle szybko, byle wszystko zburzyć/zdobyć. Wszystko wskazuje na… Czytaj więcej »

Polka gorszego sortu
Polka gorszego sortu

Kochani, błagam, zejdźcie z tego biednego kota! Co on, bidula, winien, że trafił do takiego pańcia? A tak poważnie, to nie sądzę, żeby premier i prezydent byli w stanie cokolwiek zmontować.

lsd
lsd

Porządny kot odszedłby od takiego Pana z podniesionym ogonem. A skoro tkwi przy tej kreaturze to znaczy, iż nie ma honoru. Precz z takim kotem.

Mariola
Mariola

Myślę, że bardziej nam zależy, żeby zdemontowali…

mędrkowski
mędrkowski

Czy nie jest tak, że centrum decyzyjne jest jeszcze gdzieś indziej, a Azazelem może być sam prezes? Mamy pełzający zamach stanu i póki co wprowadzają to co chcą wprowadzić, po kolei wyłączają mechanizmy demokratyczne. Nawet stosując metody społecznie akceptowane czyli trzy kroki do przodu, dwa do tyłu. Społecznie do wytrzymania, a i tak po zbilansowaniu pisland wygrywa. Prezes obecnie pokazuje swoją niemoc w stosunku do Antoniego i Jana z Puszczy. Gdy już wszystko się zagotuje ujawni się zbawca narodu, chociaż autokrata, ale swój chłop czy baba. Oby opatrzność nad nami czuwała i oby nie zrealizował się taki scenariusz.

shaq
shaq

Gdy patrzę na to słynne zdjęcie krasnala, nie mogę się powstrzymać od pytania: czy on słyszał o tym, że paznokcie czasem trzeba obciąć?

Pedziwiatr
Pedziwiatr

Małego obciął,nieudacznie acz jednak.
Jednym cięciem-na płasko.

Waldemar
Waldemar

Chyba na niezłym dnie znalazła się polska polityka, skoro tworzy się aż tak makiawelistyczne scenariusze w związku z taką a nie inną lokalizacją urlopu pani premier. Jeszcze trochę i zaczną się komentarze na temat kształtu jej broszki, jakby to były kapelusze Elżbiety II. Rozumiem, iż Ludwik Dorn uwielbia snuć najrozmaitsze political fiction i czyni to sprawnie, ale pan prezydent snujący pałacowe spiski z panią premier w przerwach między jazdami na skuterze wodnym, to jak dla mnie efekt myslenia życzeniowego. Życzyłbym sobie trochę więcej realizmu i konsekwencji w gdybaniu na ten temat. No i przypominam, że na tylu demonstracjach KODu ulubionym… Czytaj więcej »

Janina
Janina

To spotkanie prezydent-pemier w rzeczywistości nic dla nas nie znaczy. Tak myślę, choć może się mylę. Czasy takie, że nikt nie jest pewny jutra. To spotkanie dwu sponiewieranych, zestresowanych, podłamanych osób, których nałożone obowiązki przerosły. Spotkały się te dwie bidule, aby się pożalić nad sobą, nawzajem pocieszyć, pospacerować i nałykać jodu, napić się trochę winka, w sumie odreagować. Zawsze lepiej się znosi przeciwności losu w towarzystwie osoby tak samo doświadczonej. Jest więcej wzajemnego zrozumienia. Ale żeby z tego coś korzystnego dla Polski wynikło? Wątpię, choć powiadam, może się mylę.