Krótka historia choroby (1)

„Myśląc Polska” - a w domyśle: władza

Rządowe media codziennie pokazują rozmaite słupki, z których wynika, że jesteśmy znowu zieloną wyspą, na której skośnooki wirus złamie sobie trzonowe wypustki

Jeszcze na początku roku miała się świetnie. Od czasu, gdy odbudowano Ją z całkowitej ruiny, pięknie nam się rozwinęła, zyskując siłę, zdrowie i odporność na obce miazmaty oraz na krytykę rodzimych zazdrośników i niedowiarków. Dzięki prezesowi Kaczyńskiemu wstała nareszcie z obolałych kolan, po latach zniewolenia przez Unię i postkomunę. Dzięki Beacie Szydło przestała być „krajem magazynów i montowni”. Dzięki premierowi Morawieckiemu „wyszła z pułapki średniego rozwoju”. Dzięki ministrowi Macierewiczowi wzmocniła swe siły obronne, uzbrajając się po zęby w patriotyczną narrację o żołnierzach niezłomnych i w niepodległe ławeczki. Dzięki prezydentowi Dudzie patronat nad Nią – wreszcie zasobną i szczęśliwą – objął dyrektor Rydzyk w asyście Maryi zawsze Dziewicy. I było pięknie – tak pięknie, jak nigdy dotąd w historii nie bywało. Aż tu nagle – pierdut! Przyszedł koronawirus i powiedział: – SPRAWDZAM.

Władza się nie ulękła. O, nie! Na początku epidemii premier trzy po trzy razy dziennie informował Polaków, że epidemia jest pod pełną kontrolą.  Prezydent gospodarskim okiem doglądał sytuacji w terenie, nie szczędząc nikomu swych mądrych rad. Prezes Glapiński zapewniał, że w razie czego w jego NBP rząd ma do dyspozycji „nieprzebrane ilości gotówki”. W parlamencie większość uznała, że służba zdrowia ma się znakomicie i nie potrzebuje 2 miliardów, dzięki czemu można je przekazać misjonarzom z rządowej telewizji na realizację nakazanej misji. Etatowi ekonomiści zarzekali się, że mimo epidemii uda się bez problemu utrzymać dwuprocentowy wzrost PKB. Mobilizacja w kraju zrobiła się taka, że sam Pan Prezes ocknął się z drzemki.

 

Na początku zasępił się nasz Naczelnik i z tego frasunku wystąpił w telewizji informując niespodziewanie, że oto mamy do czynienia z epidemią. Równocześnie jednak zapewnił, że stan zdrowia Polski nie jest tak zły, jak opowiadają panikarze z opozycji. Jest właściwie nieźle, a z jego osobistych rokowań wynika, że będzie jeszcze nieźlej, więc w maju można, a nawet koniecznie trzeba przeprowadzić wybory. Absolutna konieczność wybrania Andrzeja Dudy wynika z faktu, że jeśli wyborów nie będzie, to złamana zostanie Konstytucja, a na to pan Prezes nigdy się nie godził i teraz też nie pozwoli. Wyjaśnił przy tym precyzyjnie, że odraczającego wybory stanu wyjątkowego nie da się wprowadzić z braku konstytucyjnych warunków wprowadzenia stanu wyjątkowego.  Jakie jeszcze głupstwa nie opowiadałby Prezes i jak głęboko by się nie mylił, to jednak docenić trzeba jego odwagę i bezkompromisowość, bo z odkrytym czołem stanął naprzeciw opiniom prawie 70% rodaków, którzy w sondażu oświadczyli, że obawiają się wziąć udział w majowych wyborach.

Niewiele czasu minęło, gdy pod naporem COVID-19 siły obronne państwa okazały się niewystarczające. Co prawda, pan prezydent ogłosił, że epidemia słabnie, ale okazało się, że założył marynarkę sprzed tygodnia i przez pomyłkę przeczytał z kartki starą, ćwiczebną wiadomość.  W rzeczywistości wyszło na jaw, że Polska poważnie się rozchorowała, i kto wie, czy nie dozna zapaści.  Konieczne było postawienie nowej diagnozy. Sam premier ogłosił, że naszej Ojczyźnie grozi kryzys – i to nie jakiś tam zwyczajny, ale taki wielki KRYZYS, jakiego pan premier nie pamięta. Ostrzeżenie potraktowano serio, bo przecież Morawiecki pamięć ma taką, że często pamięta to, czego nikt nie pamięta, jak choćby epizody ze stanu wojennego, gdy dzieckiem będąc flaszkami z benzyną czołgi obrzucał. Teraz premier poszedł za ciosem jak taran. „Mamy do czynienia z wielopoziomowym szokiem” – ocenił szczerze stan umysłu swojej formacji. Równocześnie pożalił się, że ma jedynie 50 mld poduszki finansowej. Pewnie zapomniał, że zaskórniaki w funduszach Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Rezerwy Demograficznej, odkładane na ciężkie czasy w czasie prosperity, osobiście wydał na realizację poprzednich obietnic wyborczych i na obecną wyborczą kiełbasę.

Złowróżbnym zapowiedziom premiera towarzyszyły specjalistyczne diagnozy. Co grozi schorowanej Polsce? Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys, zastępujący premierowi prawą rękę, spodziewa się nawet dziesięcioprocentowej recesji. Analitycy mBanku postraszyli, że do końca roku pracę stracić może 1,5 mln Polaków, czyli bezrobocie urośnie do kilkunastu procent. I tak, powoli, funkcjonariuszom władzy pandemia zaczęła mylić się z pandemonium.  Tylko skąd się wzięła ta nagła gospodarcza zapaść? Co się stało w ciągu ledwie kilku tygodni epidemii – nie wiadomo. Na oko nic, bo nie wykosztowaliśmy się ani na sprzęt ochronny, maseczki czy respiratory, ani ministrowie premii za walkę z wirusem jeszcze nie dostali, ani wsparcie obywateli i biznesu nie zrujnowało Ojczyzny, bo same obietnice nic nie kosztują. Prezes NBP nawet nie wyjął jeszcze kluczy do sejfu z nieprzebraną gotówką, a tu już taka klęska…

Dyżurni z wydziału propagandy PiS znaleźli winnych. To opozycja, która furt rzucała prezesowi pod nogi a to Kidawę, a to Błońską, następnie zaszła go od tyłu Biedroniem, potem poszczuła Kosiniakiem, obrzuciła Kamyszem, a w końcu zwaliła mu Budę na głowę. W tej sytuacji władza zmuszona była uchwalić sobie wszystkie uprawnienia, których jej jeszcze brakowało.  Wystarczyło tylko przekonać społeczeństwo, że odtąd za wszystkie błędy i trudności kraju odpowiedzialny będzie wirus, i już można było wdrażać swoją eksperymentalną terapię. Oto oryginalna recepta, którą PiS zaplanował powalić koronawirusa na łopatki:

1. Podstawowym lekiem na COVID-19 są wybory. Naczelny Wirusolog Kaczyński wyjaśnił w piątek, że podczas epidemii „konsolidacja władzy i stabilizacja władzy jest niesłychanie wręcz ważna”. Czyli dotychczasowa niemal absolutna władza PiS, wspomagana dodatkowo bezprawiem, już nie wystarcza i dla pokonania pandemii niezbędnym jest, by prezydentem nadal był Duda.

2. Koniecznym jest skoszarowanie społeczeństwa. To idea Prezesa, któremu od lat marzył się skuteczny bat na protestujących przeciw indolencji i bezprawiu władzy. Dlatego na ulicach mogą się tłoczyć jedynie dwie osoby, ale w kościele już pięćdziesiąt, natomiast na polowanie może sobie iść kto zechce, bo w szeregi myśliwych opozycja wstępuje rzadko i niechętnie.

3. Dla pokonania COVID-19 niezbędne jest zamknięcie wypożyczalni rowerów. Co prawda, były one systematycznie dezynfekowane, i co święta prawda, jazda rowerem zdaje się bezpieczniejsza, niż pojazdami komunikacji miejskiej czy taksówką, ale dla rządzących, którzy poruszają się tylko służbowymi pojazdami, rower to zawalidroga i sprzęt turystyczny, a turystyka musi być zakazana. Turystyka kojarzy się bowiem z rekreacją i wypoczynkiem, a na to nie wolno pozwolić społeczeństwu, które ma siedzieć w domu i czekać na kolejne decyzje władzy. Dużym niedopatrzeniem jest pozostawienie możliwości korzystania z wypożyczalni hulajnóg, ale zapewne i tę fanaberię szybko się ukróci.

4. Warunkiem pokonania COVID-19 jest nie tylko pełna izolacja Polaków, ale też całej Polski. Przy granicznych szlabanach przywrócone służby czujnie wypatrują wirusa. W obawie, że ten sprytny skurczybyk może kogoś zaatakować drogą morską, zablokowano dostęp do Bałtyku, zamknięto plaże. Bo czemu nie, skoro nieczynne są już place zabaw, parki i ogrody? A teraz ogłoszono zakaz wstępu do lasu. Dla wszystkich, oprócz myśliwych. Bo skoro wolno im polować na prywatnych terenach bez zgody właściciela, to niby czemu nie mogliby zarażać się nawzajem w lesie?

5. Sukces w walce z koronawirusem osiągnąć można tylko wtedy, gdy tchnie się w naród bojowego ducha i gdy zapanuje atmosfera wzajemnego zaufania. Dlatego zmagania z pandemią relacjonować powinni wyłącznie wyspecjalizowani fachowcy. Nie lekarze, nie dyrekcje szpitali, nie pracownicy służby zdrowia, którzy szerzą defetyzm. Od tego są politycy.

6. Jak wynika z ustawy o tarczy antywirusowej, ważnym warunkiem zwalczenia epidemii jest dekomunizacja Rady Dialogu Społecznego. Dokładnie nie wiadomo dlaczego. Wiadomo natomiast, czemu premier otrzymał prawo pozbywania się z tej Rady upierdliwych reprezentantów pracodawców i związkowców. Oni po prostu przeszkadzają premierowi w negocjowaniu już wcześniej podjętych decyzji.

7. Ograniczenie zasięgu epidemii nie jest możliwe bez ograniczenia liczby testów. Im mniej testów, tym mniej zachorowań, a co ważniejsze – mniej zgonów na COVID-19. Aż dziw, że społeczeństwo nie chce zrozumieć tej prostej reguły. A zdecydowanie nie chce, bo w badaniach wyszło, że prawie trzy czwarte respondentów domaga się powszechnego dostępu do testów na koronawirusa. Władza uznała jednak, że społeczeństwo się myli. Nie po raz pierwszy zresztą uznała i nie pierwszy raz wyborcy się pomylili…

8. W walce z pandemią ważne jest, by nie wyposażać ludzi w maseczki. Jest ku temu kilka ważnych powodów. Po pierwsze zamaskowanych ludzi trudniej jest inwigilować, a przecież nie po to Kamiński z Ziobrą wydali 25 milionów na program Pegasus, żeby teraz nie dało się zobaczyć, kto gdzie łazi i co robi.  Po drugie, z wirusem stanąć trzeba oko w oko, a nie kryć się tchórzliwie i tylko wołać o ubiory ochronne, jak niektórzy medycy. A po trzecie masek nie ma. To znaczy w lutym jeszcze były, ale wysłaliśmy je do Chin. Teraz mają nam oddać, ale nie będziemy się napraszać.

Powyższa terapia, którą nazwać można „Ósemką Kaczyńskiego”,  nie jest ani prosta, ani uzgodniona z kimkolwiek, ale przecież prezes nigdy dotąd nie próbował niczego osiągnąć prostymi sposobami, szukając zgody i porozumienia. Podzielił nawet własnych ludzi. Jedni pokrzykują radośnie: – „Nic to, hej-siup, wspólnymi siłami, damy radę!”. W tym czasie inni funkcjonariusze z zatroskanymi minami ostrzegają, nawołują, nakazują i grożą. Jeszcze inni wyznaczeni zostali do produkcji i przekazywania radosnych wieści. Co prawda, kiedy cieszą się, że udało się dostarczyć stacjom sanepidu i przychodniom wyposażenie ochronne, to zaraz okazuje się, że tym pierwszym przypadło po trzy maseczki, a przychodniom po pięć. Ale zaraz nadchodzą kolejne optymistyczne wiadomości. Wychowanki poprawczaka z Zawiercia uszyły prawie 5 tys. maseczek. Naczelny Menadżer RP Daniel Obajtek w filii swojego Orlenu wytwarzającej smary produkuje teraz pachnący płyn dezynfekcyjny, do nabycia prawie nigdzie. Rządowe media codziennie pokazują rozmaite słupki, z których wynika, że jesteśmy znowu zieloną wyspą, na której skośnooki wirus złamie sobie trzonowe wypustki. Słowem – jesteśmy przykładem dla świata i sami bierzemy przykład z doświadczeń innych krajów. Jak to robią rządzący – opowiem w następnym odcinku.

Andrzej Karmiński
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
gustawMarekMaciek123454321HerodAntypis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
HerodAntypis
HerodAntypis

W całkowitym zwycięstwie nad najnowszą chorobą pisowcom najbardziej przeszkadza internet. Oczywiście nie dlatego, że koronawirusem można się zarazić przez sieć, ale dlatego, że internet rozprowadza informacje o tym niesfornym wirusie. Najczęściej są to informacje bardzo niewygodne, a pisowskie srolle jakby straciły zasilanie i nie wprowadzają dezinformacji.. Gdyby tak stan wyjątkowy umożliwił zablokowanie dostępu do internetu, to kaczka by się ugiął. Ale ono dobrze wie, że ciemny lud i politycznie niezaangażowana młodzież nie zdzierży braku netu. To ból porównywalny z bólem odcinania pisowcowi ryja od koryta. Karczycho do tej pory nie może się z tym bólem uporać i kwiczy jakby miał… Czytaj więcej »

Maciek123454321
Maciek123454321

PiS-owska paranoja w rozkwicie. Ale – zdaje się – że naród powoli otrząsa się z czadu wydobywającego się z KURwizji. Na wsi ludzie też chorują, też nie mają zabezpieczeń, też przychodnie zamknięte, też kwarantanna. A rządowa hołota cały czas się zastanawia, jak ludziom dać, żeby nie dać. Niemcy już wypłacają odszkodowania, a u nas…….. Byczo jest, tarcza jest, pomoc jest, maseczki są, kombinezony są, płyny do dezynfekcji też są…………… zamówione……… Drakońskie środki ostrożności są – jak dotąd – jedyną inicjatywą PiS-u, która została przeprowadzona z pełnym sukcesem. Ale to jest taki sukces, który na słupki się nie przełoży, choć pisiory… Czytaj więcej »

Marek
Marek

Świetny tekst p. Andrzeju! Gratuluję trafności spostrzeżeń. Ja ciągle zadaję sobie pytanie, kiedy wreszcie wyborcy PiS obudzą się z tego letargu i wreszcie zaczną myśleć? To że Kaczyński wszelkimi sposobami dąży do wyborów jest oczywiste, im wybory będą później tym szanse na wybór Dudy są mniejsze. Za 3 czy 4 miesiące bezrobocie będzie pewnie znowu dwucyfrowe ,a ludzie którzy dzięki „tarczy antykryzysowej ” stracili pracę mogą zagłosować, niezgodnie z oczekiwaniami prezesa. Dlatego PiS zrobi wszystko aby wybory się odbyły. Każdy inny termin niż maj to o koniec władzy PiS.

gustaw
gustaw

Instytut Kocha publikuje dzisiaj (06/04/2020) Liczba zakażonych w Niemczech 95 391, Liczba zgonów 1434. . Umieralność w stosunku do zakażonych w procentach – wynosi w Niemczech 1,50%.Dla porównania Polska 4200/96 ma 2,28% zmarłych w stosunku do zakażonych. Oznacza to tylko, że w Niemczech robi się szerzej testy, bez względu na symptomy. Niemcy testują dziennie 13 tyś. obywateli, Polska 1900. Ta różnica pokazuje przyczynę 17% zachorowalności personelu medycznego w Polsce. Inne dane statystyczne- 50 % zakażonych przechodzi tą chorobę bezobjawowo, wytwarzając w sposób naturalny przeciwciała. W okresie inkubacji są jednak roznosicielami wirusa.