Leszek Balcerowicz: Prędzej czy później PiS odejdzie

Leszek Balcerowicz: Prędzej czy później PiS odejdzie

Ludzie muszą wiedzieć, że są oszukiwani – mówi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: Ostatnio TVP wyemitowała „Magazyn śledczy Anity Gargas” w całości poświęcony Panu, w którym autorzy twierdzą, że jako prezes Narodowego Banku Polskiego popełnił Pan przestępstwo, kupując za 15 mln zł fort w Zegrzu, gdzie miał powstać centralny skarbiec NBP. Na konferencji prasowej mówił Pan, że skandaliczne pomówienia stają się w TVP normą… 
Leszek Balcerowicz: Przede wszystkim niedopuszczalne jest, że instytucje państwowe, takie jak NBP i media publiczne angażują się w walkę z oponentami PiS-u. Szczególnie szokujące jest zaangażowanie się banku centralnego w fałszywe oskarżenia przeciw komukolwiek. W dostępnym w Internecie materiale demaskuję te zarzuty. Nigdy po 1989 r. czegoś takiego nie było. NBP powinien się cieszyć wielkim społecznym zaufaniem, tymczasem partyjne angażowanie godzi w to.  Telewizja swoje tezy podparła informacją, że NBP zawiadomił o przestępstwie prokuraturę, a ta wszczęła śledztwo. A Adam Glapiński – ustami rzecznika NBP – odmawia odpowiedzi, kto i w jakim trybie podjął w NBP tę decyzję (Szczegóły sprawy w notatce z konferencji prasowej Leszka Balcerowicza – poniżej).

– Panie Profesorze, czy wierzy Pan w szczerość intencji prezydenta?
– Ludzi oceniamy po czynach, a nie po intencjach – bo tych nie znamy. Czyny prezydenta do tej pory charakteryzowały się łamaniem Konstytucji. Przecież haniebne przejęcie Trybunału Konstytucyjnego przez PiS nie byłoby możliwe bez podpisów Andrzeja Dudy. W rezultacie nie mamy Trybunału Konstytucyjnego, tylko PiS-Trybunał. Sugerowałbym, żeby instytucje, które zmieniają swoją istotę nie były nazywane poprzednimi nazwami, bo to fałszuje rzeczywistość. Ja używam określeń PiS-Trybunał czy PiS-telewizja, żeby dać sygnał, że mamy do czynienia z odwrotnością tego, co istniało wcześniej. A jeśli pani pyta o projekty ustaw Andrzeja Dudy, to nie analizowałem ich szczegółowo, ale z sygnałów, które do mnie docierają wynika, że mamy recydywę, czyli znów łamanie Konstytucji.

– Czy wg Pana, prezydent dał się ograć Kaczyńskiemu, jak twierdzi Roman Giertych, czy to jest od początku „ustawka”?
– Nie wiem i nie będę w to wnikał. Proponuję, żeby nie iść w takie dywagacje, które może są atrakcyjne, ale kompletnie bezproduktywne. Patrzymy na czyny, które oceniamy z punktu widzenia właściwych kryteriów, czyli w tym przypadku zgodności z Konstytucją. Tutaj jest łamanie Konstytucji.

– Ukazała się Pańska nowa książka „Wolność, rozwój, demokracja”, która jest zbiorem artykułów oraz tekstów wystąpień, częściowo niepublikowanych, ze współczesnym komentarzem. Całość ułożona  chronologicznie. Pierwszy rozdział to przemówienie sejmowe z grudnia 89 r.. Czy to przypadek, że właśnie teraz dokonuje Pan takiego podsumowania?
– Po pierwsze – to nie jest końcowe podsumowanie, bo mam dalsze plany. Uznałem, że staranna selekcja różnych moich wystąpień i artykułów oraz dołączenie do tego tekstów niepublikowanych ma sens. Ta książka nie dotyczy wąsko pojmowanych tematów ekonomicznych, jak banki czy przedsiębiorstwa. Szczególnie dużo jest w niej o języku polityki i mediów, o rozmaitych nonsensach ekonomicznych oraz ustrojach, również politycznych. Powiedziałbym, że jest intelektualną odtrutką na najrozmaitsze przekręty i brednie, które są rozpowszechniane przez wielu polityków i wiele mediów, zwłaszcza za „dobrej zmiany”. Jeżeli one triumfują, to po pewnym czasie społeczeństwo ponosi wielkie straty. Mamy wiele przykładów krajów, które stały się ofiarami populizmu i propagandy nienawiści. Skutki tego często dochodzą do głosu znacznie później, jak na przykład w Argentynie – po dwunastu latach. Mnie chodzi o to, żeby niszczenie dorobku wolnej Polski to nie trwało tak długo.

– „Krótka lekcja historii” to tekst nigdy wcześniej niepublikowany, który powstał po 1993 roku, czyli po pierwszej klęsce obozu solidarnościowego.  Rząd wtedy tworzyła koalicja SLD – PSL. Czy to była pierwsza porażka demokracji?
– Nie, nie, nie. Niech pani nie używa takich mocnych określeń, jak porażka demokracji. Porażka demokracji byłaby wtedy, gdyby wybory stały się fikcją, jak w socjalizmie. Śledząc w 93 r. politykę spoza polityki, bo wyszedłem z niej w końcu 91 r. bez zamiaru powrotu, dostrzegałem pewne zagrożenia. Starałem się poprzez oddziaływanie na opinię publiczną analizować i alarmować, ale przede wszystkim mobilizować. Najważniejsze przesłanie, może banalne, ale stale aktualne jest takie, że dobre rzeczy dla jednostki czy społeczeństwa nie spadają jak manna z nieba, a jeśli już tak się zdarzają, to wymagają obrony. To dotyczy państwa prawa i demokracji. Największym zagrożeniem dla Polski jest to, że za mało ludzi angażuje się w obronę epokowo ważnych dla Polski osiągnięć. Przecież wyszliśmy ze strasznego ustroju, w którym nie było państwa prawa, tylko zwyczajne bezprawie. O wszystkim decydowali politycy, bo nie było własności prywatnej i rynku, wybory były fikcją, ale prawie wszyscy na nie chodzili, bo bali się nie chodzić. My przez to wszystko przeszliśmy. Przejście z tego systemu do demokracji  i państwa prawa zakrawa na cud! I teraz najważniejsze jest mobilizowanie ludzi do tego, żeby aktywnie zwalczali niszczenie dorobku III RP przez PiS i jego przyległości. Zarówno w imię przyszłości Polski, jak i w imię sprzeciwu wobec nikczemności. To, co się dzieje w Polsce za PiS, nie tylko szkodzi przyszłości Polski, ale to jest również wielka nikczemność. Mam tu na myśli operowanie fałszywymi oskarżeniami, nihilizm: nieważne jest, czy przekaz jest prawdziwy, czy nieprawdziwy – ważne, żeby się opłacał. To jest degradacja moralna. Jeżeli to zatriumfuje, to znaczy, że przyzwoici ludzie w Polsce nie zmobilizowali się dostatecznie przeciw niszczeniu przyszłości własnego kraju i nikczemności.

– Jednak w 93 roku, po czterech latach reformy, ludzie dali czerwoną kartkę obozowi solidarnościowemu. Dlaczego?
– Nie, to są takie płytkie interpretacje bez wnikania w konkrety. Warto przypomnieć, że w przełomowych wyborach 4 czerwca 89 r., uczestniczyło zawstydzająco mało ludzi. Zbyt duża część społeczeństwa oddaje walkowerem przyszłość Polski. A wracając do pytania, co się zdarzyło? Głupi ruch ówczesnej „Solidarności”, zgłoszenie wotum nieufności po to, żeby postraszyć, no i następnie jakiś jeden poseł ugrzązł w ubikacji i stało się. Niestety, rzeczy, które wynikają czasami z przypadkowych zdarzeń mogą mieć długotrwałe skutki. No i do pewnego stopnia tak było i wtedy. Tyle tylko, że mimo takich bulwersujących zdarzeń do niedawna nie mieliśmy kursu w kierunku Białorusi. Były ekipy, które nie reformowały albo mniej reformowały niż poprzednie, ale nie robiły antyreform.

– Pisze Pan o nepotyzmie, nonsensach ekonomicznych, języku polityki i mediów…
– Piszę też o autorytetach i… szczęściu…

– Jednak sporo miejsca poświęca Pan krytyce polityków za populizm w myśl stwierdzenia: „ciemny lud to kupi”…
– Nie krytykuję gołosłownie, bo to nie miałoby sensu. Demaskuję różne przekręty językowe. Proszę pamiętać, że dyskusja w polityce tak, jak i w życiu, toczy się w języku ułożonym ze słów, a nie symboli matematycznych. I w konsekwencji manipulacja słowami jest potężnym orężem przeciwko ludziom  nieprzygotowanym na takie operacje. Piszę więc o manipulatorskich słowach i dzielę je: z jednej strony – na słowa nienawiści, np. uchodźca stał się za PiS terrorystą, z drugiej strony – na ciepłe słówka, które mają wzbudzać pozytywne nastawienie do złych rozwiązań. Takim czołowym  ciepłym słówkiem jest wyraz: „społeczne” albo „wspólne”. Uważam, że ludzie występujący w mediach powinni starannie przyglądać się językowi, by nie stać się bezwiednym narzędziem demagogów. A stają się wtedy, kiedy powtarzają te słowa i na przykład mówią „Trybunał Konstytucyjny”, zamiast powiedzieć „PiS- Trybunał”. Jeżeli ktoś nazwie się „obozem patriotycznym”, to insynuuje, że jego krytycy są niepatriotyczni. Takie rzeczy trzeba demaskować. Ponadto wielu dziennikarzy w imię pseudoobiektywizmu staje się narzędziem demagogów. Nie można np. w imię bezstronności „przyjmować”, że prawda zawsze leży pośrodku. Bo jak wiemy – tak nie zawsze jest. Bardzo popularne jest szukanie bezstronności poprzez „dowalanie” jednym i drugim po równo. To tak jak mówić, że wszyscy są chorzy, nie dodając, że jedni mają katar, a drudzy gruźlicę. Ja oczywiście nie mówię o wszystkich dziennikarzach, tylko o pewnych zachowaniach.

 

 

– Wygląda na to, że to Kaczyński cały czas świetnie wyczuwa i poziom, i nastroje Polaków, skoro ma wysokie poparcie w sondażach. Opozycja nie potrafi jakoś trafić do „ludu”…
– Nie, nie. Nie możemy uważać, że skoro PiS ma dotąd duże poparcie, to winna jest tylko opozycja. Analizując sytuację, łatwo dostrzec, że na ogół partie, które rządzą w dobrej sytuacji gospodarczej (nawet jeżeli same jej nie stworzyły), mają zapewnioną albo neutralność, albo poparcie dużej części społeczeństwa. PiS odziedziczył po poprzednikach na krótką metę dobrą sytuację gospodarczą, a na dodatek w Unii Europejskiej nastąpiło ożywienie gospodarcze. I to już wystarczy, żeby zrozumieć brak wyraźnego spadku poparcia dla PiS.

– Często pan mówi o potrzebie demaskowania z imienia i nazwiska wszystkich, którzy źle postępują, czy to w prokuraturze, w telewizji, czy w sądzie…
– Tak, oni nie mogą być anonimowi, bo anonim nie odpowiada za swoje czyny. A trzeba wiedzieć, że wszystkie ekipy, które zmierzają do zniszczenia demokracji, czyli sprawienia, że wybory stają się fikcją, posługują się trzema narzędziami. Po pierwsze – starają się wybranych ludzi przekupić przez rozdawnictwo stanowisk oraz pieniędzy. Po drugie – starają się ludzi ogłupić, czyli przy pomocy przejętych mediów uprawiać demagogię i niszczyć wizerunek oponentów. Po trzecie, w miarę możliwości, chcą ludzi zastraszyć, używając represyjnej części aparatu państwa. Patrząc na to, co robi PiS, łatwo zauważyć, że w dziedzinie przekupstwa osiągnęli maksimum. Budżet tak trzeszczy, że gdyby chcieli więcej rozdawać wśród swoich, to musieliby jeszcze bardziej podnosić podatki albo jeszcze szybciej zwiększać dług publiczny. Co do stanowisk – to chyba już wszystko rozdzielili. Jeżeli chcieliby więcej, musieliby więcej nacjonalizować, czyli jeszcze bardziej pójść w kierunku Białorusi. Drugie narzędzie: ogłupianie i podjudzanie jest bliskie maksimum. Bardzo ważne jest demaskowanie tej propagandy. Ludzie muszą wiedzieć, że są oszukiwani. No i zostaje trzecie narzędzie – zastraszanie. Dlatego ciągle zwracam uwagę, żeby ujawniać nazwiska prokuratorów, policjantów i każdego funkcjonariusza partii czy państwa, który nadużywa prawa lub  je łamie, wysługując się PiS. To musi być rejestrowane i na bieżąco nagłaśniane. Z drugiej strony – trzeba pilnie rejestrować osoby, które padają ofiarą tych pierwszych i osłaniać je, tak jak to robił kiedyś KOR. Dziś większym KOR-em jest KOD. Chodzi o to, żeby osłabiać skuteczność zastraszania. Żeby potencjalni złoczyńcy wiedzieli, że nie są anonimowi, a prędzej czy później PiS odejdzie, a oni zostaną. Z kolei ci, którzy się narażają, muszą wiedzieć, że nie zostaną sami.

– W stanie wojennym władza, żeby zniszczyć Solidarność, przy pomocy milicji, zamykała jej przywódców. Dziś PiS, przy pomocy mediów partyjnych, niszczy swoich oponentów. Sytuacja podobna?
– To są uniwersalne metody dyktatury. Autokraci zawsze zmierzają do tego, żeby z ludzi zrobić masę, czyli zapobiec ich organizowaniu się, które wiąże się z przywództwem. Dlatego przypadki ataku na przywódców muszą być szczególnie nagłaśniane, nie tylko w Polsce, ale i poza nią. Jeżeli ktoś nie ma zahamowań moralnych i poczucia odpowiedzialności wobec własnego kraju, a uważam, że Kaczyński i jego „biuro polityczne” nie mają takich zahamowań, to muszą się liczyć z coraz silniejszym, zorganizowanym społeczeństwem. Tylko to ich zatrzyma. Przy czym im mocniej i szybciej społeczeństwo organizuje się, tym lepiej, bo przy bardziej zaawansowanym przejęciu aparatu państwa będzie trudniej. Bardzo ważne jest, żeby w Polsce organizacje pozarządowe koordynowały swoją działalność, żeby tworzyły sojusze tematyczne, nadzorowały prokuraturę, obserwowały policję czy sądy, żeby stworzyły sojusze dotyczące ludzi, którzy byli przedmiotem opresji ze strony aparatu państwowego. No i opozycja polityczna musi o wiele lepiej współpracować.

– W swoich tekstach często mówi Pan o nonsensach ekonomicznych. Kto powinien je rozpoznawać i jak się im przeciwstawiać?
– Większość nonsensów ekonomicznych dotyczy języka. Przede wszystkim trzeba więc demaskować język demagogii. To nie jest zadanie tylko dla ekonomistów. Jeżeli się mówi o „silnym” państwie, to jedni będą uważali, że chodzi o państwo Moczara (tzn. zamordyzm plus własność państwowa), a drudzy, że o państwo z cywilizacji Zachodu (tzn. tak kontrolowane, że nie może szkodzić ludziom, a chroni ich prawa, zwłaszcza wolnościowe i chroni ich przed pospolitymi przestępcami). To są kompletnie dwa różne państwa. To trzeba pokazywać. W Internecie mamy wielu narodowych socjalistów, czyli moczarowców, broniących PiS. To ich trzeba demaskować. Jak się z tym nie walczy, nie demaskuje, to część ludzi daje się nabrać.

– Jeżeli Kowalski słyszy w jednych mediach, że sytuacja gospodarcza w Polsce jest rewelacyjna, a w innych, że stoimy nad przepaścią, to co ma myśleć?
– Pani upraszcza sytuację. Po pierwsze – trzeba od razu założyć, że nie wszystkich ludzi da się przekonać. Niekiedy szkoda na to czasu. Myślę tu np. o tych, którzy regularnie słuchają Rydzyka. Są też ludzie, którzy wierzą głęboko w PiS, bo PiS dał im posady. Ale jest też mnóstwo ludzi, którzy są skołowani i to do nich musi być kierowana rzetelna, demaskatorska komunikacja. Wśród tych skołowanych są ludzie, którzy nie wiedzą, że PiS to zło ustrojowe i moralne, ale się wahają, i takie grupy ludzi, którzy wiedzą, ale nie do końca rozumieją, na czym to zło polega. Te dwie grupy stanowią większość społeczeństwa. To do nich trzeba się zwracać. To im trzeba dostarczać przejrzystej, prawdziwej, wyrazistej informacji i interpretacji. Dlatego uważam, że odkłamywanie bredni, mowy nienawiści, insynuacji jest zasadniczo ważne. Trzeba demaskować podłość w sposób, który dociera do ludzi. Haniebną rzeczą było np. w propagandzie skierowanej przeciwko niezależności sądów m.in. to, że wzięto jakiś fikcyjny czy może nawet prawdziwy przypadek sędziego, który coś złego zrobił i atakowano wszystkich sędziów, dokonując generalizacji. To tak, jakby wziąć posła PiS, który rzekomo czy naprawdę bił swoją żonę i powiedzieć, że wszyscy posłowie PiS biją żony.

– Panie profesorze, czy to prawda, że za 5 – 10 lat może nie być emerytur?
– W obecnym systemie im więcej zgromadzisz umownego kapitału w ZUS, tym masz wyższą emeryturę. PiS obniżył wiek emerytalny – dla ludzi to oznacza, że za kilka lat otrzymają niską, często bardzo niską emeryturę. Żeby emerytury były wyższe, ludzie musieliby dłużej pracować. Tymczasem PiS obniżył wiek emerytalny. Zrobił coś, co robią najgorsi populiści, żeby wygrać wybory. Dali wyborcom zatruty prezent, a ci go „kupili” i jeszcze na nich zagłosowali. Co będzie dalej? Będzie więcej ludzi niepracujących, a mniej pracujących. Jedynym rozsądnym wyjściem było to, co zrobił rząd Tuska – podniesienie wieku emerytalnego. PiS zrobiło krok wstecz, zły dla finansów publicznych, dla rozwoju gospodarki i dla wysokości emerytur.

– Szukałam optymistycznych prognoz w Pana książce i znalazłam rozdział „Dobre i złe transformacji”. Pisze Pan w nim o tym, co decyduje o trwałości złych transformacji, czyli jak długo taki stan rzeczy może się utrzymywać. Twierdzi Pan, że nie będzie u nas aż tak źle, jak w Argentynie, Wenezueli czy Turcji…
– Tak, bo w Wenezueli i w Argentynie był krach…

– Uważa Pan, że nasz „przywódca” Jarosław Kaczyński jest mniej „uzdolnionym” demagogiem niż np. Peron, Orban czy Erdogan.
– Tak, ale to nie jest najważniejsze. Wierzę w to, że w Polsce jest więcej ludzi, którzy będą moralnie oburzeni oraz takich, którzy nie dadzą się ogłupić, niż w Wenezueli czy w Turcji. I że tacy ludzie się zorganizują. Mam nadzieję, że moja książka będzie odtrutką na podłość i głupotę. Pisałem ją systematycznie przez lata i zależy mi, żeby dotarła do jak największej liczby czytelników, bo nie mogę spokojnie patrzeć na to, co PiS robi Polsce.

– Do każdego tekstu dodał Pan komentarz z ostatniej chwili…
– Tak, zwiększa to też jej atrakcyjność. Dodatkowo we wstępie zamieściłem klucz tematyczny, który ułatwia wybór tekstu. Jeżeli kogoś interesują tylko szkice o języku, czy o bredniach ekonomicznych czy o globalizacji, to łatwo wszystko znajdzie.

– Tytuł książki: „Wolność, rozwój, demokracja”.
– I parę innych rzeczy…

 

Warszawa, 28 września 2017r.

Leszek Balcerowicz
FAŁSZYWE OSKARŻENIA W TVP W PROGRAMIE A.GARGAS „MAGAZYN ŚLEDCZY – Z UDZIAŁEM NBP

Wszystkie zarzuty formułowane w/w programie są fałszywymi oskarżeniami lub insynuacjami.
1. Kluczowym fałszywym oskarżeniem jest teza, że podjęta w 2002 r., przez zarząd NBP, strategiczna decyzja o inwestycji: „Budowa skarbca centralnego NBP wraz z zapasowym ośrodkiem informatycznym”, była podjęta bez uzasadnienia. Tę tezę przedstawiono w/w programie bez żadnych dowodów. Tymczasem decyzja o wspomnianej inwestycji podjęta przez zarząd NBP, była poprzedzona analizami, a miała na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa kluczowych operacji NBP i systemu bankowego w Polsce.
Fałszywość tezy nr 1 prowadzi do fałszu tezy nr 2.

2. „Strata” wg doniesienia NBP do prokuratury oraz TVP opiera się na fałszywym oskarżeniu, że omawiana inwestycja nie miała uzasadnienia, tzn. niepotrzebnie wydano 15,8 mln zł na zakup działki w Zegrzu. Innym składnikiem „straty” są koszty związane z utrzymaniem niewykorzystanej działki. Są one skutkiem przerwania w 2008 r. realizacji inwestycji przez nowy zarząd NBP powołany z początkiem 2008 r. W efekcie – nie podniesiono poziomu bezpieczeństwa operacji kluczowych dla NBP i systemu bankowego w Polsce, a bank centralny ma dzisiaj zapasowy ośrodek informatyczny w miejscu, które wynajmuje ponosząc tego koszty, a zamiast nowoczesnego skarbca centralnego ma wiele rozproszonych obiektów skarbcowych położonych w zatłoczonym centrum miasta, co z punktu widzenia logistyki staje się  kosztowną uciążliwością, obciążoną ryzykiem. Te dodatkowe bieżące koszty powinny być doliczone do skutków decyzji zarządu NBP z 2008 r.

3. Na dodatek, autorzy programu w TVP i NBP formułując fałszywe oskarżenia o „stratach” przemilczają fakt, że działka w Zegrzu została kupiona przez NBP od innej jednostki Skarbu Państwa: Agencji Mienia Wojskowego (AMW). Transakcja była zatem dokonana w ramach sektora publicznego.

4. Kolejnym fałszem jest insynuacyjne twierdzenie, że NBP „przepłacił” kupując działkę w Zegrzu. NBP kupił tą nieruchomość po dwukrotnej obniżce ceny wyjściowej wynoszącej pierwotnie 23 mln zł, za 15,8 mln zł tj. 30% taniej.

5. Fałszem jest też twierdzenie, że lokalizacja działki była na podmokłym terenie. Działka została wybrana na terenie zabudowanym wcześniej fortyfikacjami wojennymi z XIX w. wykorzystywanymi po wojnie przez wojsko, jako zapasowe stanowisko kierowania na wypadek wojny. Dodatkowo należy podkreślić, że planowane zbudowanie nowoczesnej infrastruktury było połączone z jednoczesną rewitalizacją zabytkowych budowli. Przed uzyskaniem pozwolenia na budowę przeprowadzone zostały wszystkie wymagane prawem badania, w tym geologiczne. Ograniczona dostępność działki (położenie na półwyspie), ze względu na planowane funkcje, była jej zaletą. Należy podkreślić, że proces przygotowania inwestycji był kontrolowany przez audyt oraz Najwyższą Izbę Kontroli i zyskał pozytywną ocenę.

6. Do kategorii skandalicznych insynuacji należy zaliczyć pytanie A. Gargas: „kto na tym zarobił?”.
Należy raczej zadać pytanie: kto stracił w wyniku decyzji zarządu NBP z 2008 r. o przerwaniu realizacji inwestycji mającej na celu podwyższenie poziomu bezpieczeństwa kluczowych operacji NBP i systemu bankowego?

*przy pisaniu tej notatki korzystałem z pomocy Tomasza Pasikowskiego, członka zarządu NBP
w latach 2001-2007.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Leszek Balcerowicz: Prędzej czy później PiS odejdzie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jan

Wspierać Was będę bo to My !!!

Wojciech
Wszystko się zgadza Panie Profesorze. Jedna tylko uwaga. Po co było wieszać licznik długu, który był czystą propagandą i mieszać z błotem rząd Tuska z powodu częściowej likwidacji OFE i to tylko w części „obligacyjnej” co przecież miało pewna logikę ekonomiczną. Teraz OFE pójdzie pod nóż w całości. To tylko kwestia czasu. Przykro to stwierdzić, ale również dzięki takim działaniom przez lata będziemy wspólnie odbudowywać to co przy Pana wielkim udziale udało nam się w Polsce zbudować. Zastanawia mnie czy Pan trochę żałuje swojej ostrej krytyki poprzedniego rządu, która odebrała mu sporo głosów naszej, liberalnej strony i dała paliwo populistom,… Czytaj więcej »
Polak

Celne

Michał

Właśnie dlatego, że rząd PO+PSL przy pomocy Trybunału Konstytucyjnego (sprawozdawca prof. Rzepliński) uwłaszczył część prywatnych ubezpieczeń emerytalnych, następcy zobaczyli łatwy pieniądz i rozbiorą na części resztę systemu. Pan Tusk ma na swoim koncie sporo zaniechań, zmianę ideologii ekonomicznej itd., itp. Niestety!. Tylko my, prości ludzie, zostajemy na państwowej emeryturze.

Waldemar

Opierając się na reportażu to : Wartość rynkowa fortu od początku prawdopodobnie była taka za jaką chciał ktoś go kupić w 2015 r.- czyli ok 3 mln zł.

mariana131kXWf

Za nowo-pisu w ciagu ich panowania wyjechalo 2,5 miliona ludzi. Nie wyjechali ludzie starzy, nie wyjechali pisowcy, nie wyjechaly berety moherowe, nie wyjechala ciemnota religijna, nie wyjechaly przyglupie brunatne koszule.
WYJECHALI mlodzi, wyksztalceni, odwazni . Jest ich juz coraz mniej. Zwycieza pis.
Ja sie nie dziwie ze wskazniki pisu rosna.

DON

„odkłamywanie bredni, mowy nienawiści, insynuacji [obłudy i manipulacji] jest zasadniczo ważne. Trzeba demaskować podłość W SPOSÓB KTÓRY DOCIERA DO LUDZI.”

To zdanie dedykujemy upośledzonym przygłupom z opozycji.

Ale do tych błaznów to nie dotrze.

wpDiscuz