Lista „co łaska” czy publiczna zbiórka?

20 mld euro mniej dla Polski w nowym budżecie unijnym

O parafii w Chęcinach na Kielecczyźnie zrobiło się głośno za sprawą krążącej listy z nagłówkiem „Ofiary na kościół – 2018”. Poniżej znajduje się tabela z rubrykami, w których możemy poznać z imienia i nazwiska ofiarodawców, ich adres oraz wysokość kwoty, jaką postanowili podarować kościołowi. Lista opatrzona jest parafialną pieczęcią i kopertą, do której parafianie wkładają pieniądze. Krąży ona od domu do domu, aż ostatni na liście przekazuje ją księdzu proboszczowi.

Mieszkańcy, liczącej 6 tysięcy osób parafii, raczej bez większych oporów wpisują się na listę i wkładają do koperty po 100, 50 czy 20 zł. Mało kto się buntuje w tak małym środowisku, nikt nie chce „problemów”, nikt nie chce zostać wyczytany publicznie na mszy. Zresztą, przekazywana z domu do domu, lista i tak ujawnia wszystko. O całym procederze pisze szeroko portal natemat.pl. Przytacza wypowiedź proboszcza parafii w Chęcinach ks. dziekana Jana Kukowskiego: – „To prawda, że lista chodzi – tak było, jest i będzie. To było ustalone przez parafian i ja ten porządek już zastałem, jak tu przyszedłem. Zmieniłem tylko jedno – kiedyś lista chodziła co miesiąc, teraz tylko dwa razy do roku. Jeśli ktoś nie wpłaci, nikt nikomu nic za to nie robi”.

Część niezadowolonych parafian twierdzi jednak, że ksiądz kłamie, bo lista krąży co kwartał i zarzuca proboszczowi brak informacji o przeznaczeniu ich datków. Jak podaje portal natemat.pl, ksiądz Kukowski i na ten zarzut ma gotową odpowiedź: – „Jak to nie wiedzą – jest napisane: ofiary na kościół”. Na co konkretnie? Zdaniem księdza ten, kto chodzi regularnie uczestniczy w życiu parafii, powinien wiedzieć. – „Gdy chodziliśmy po kolędzie mówiliśmy, na co potrzebne są pieniądze. Więc takie uwagi uważam za nieco złośliwe” – komentuje duchowny. Jego zdaniem, sprawa jest prosta do załatwienia – jak ktoś nie chce płacić, może przyjść do kościoła i powiedzieć, żeby go skreślono z listy. Ponadto ksiądz dziekan podkreśla, że nikt, kto nie złożył ofiary nie jest wyczytywany z ambony. Podczas mszy podawane są wyłącznie nazwiska ofiarodawców. Proboszcz zapewnia, że wszystkie ofiary są uczciwie rozliczane i to właśnie dzięki szczodrości parafian udało się tak wiele zrealizować: parking, ołtarz polowy na cmentarzu.

Z opinią księdza nie zgadza się część parafian, twierdząc, że pieniądze zbierane są nie tylko przy okazji „chodzenia” listy, ale również podczas kolędy, święcenia pól i innych sytuacji. Ksiądz Kukowski na swoją obronę powtarza, że nie on jest pomysłodawcą krążących po domostwach list, ale jego poprzednik i nie zamierza rezygnować z tego zwyczaju: – „Nie widzę w tej liście nic zdrożnego. Nie mamy innej możliwości, jeżeli chodzi o ofiary” – przekonuje, zapewniając, że mało komu to przeszkadza. – „Zdarzało się, że kogoś na tej liście nie umieściłem, to zgłaszali się ludzie i mówili „jak to, przecież jesteśmy parafianami, chcemy być na liście”.

Parafianie nie widzą większego sensu w złożeniu skargi na swojego proboszcza do biskupa, bo to koledzy z czasów seminarium. Jedyną szansę widzą w zgłoszeniu procederu do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Portal natemat.pl otrzymał odpowiedź z GIODO i nie jest ona optymistyczna dla parafian: „(…) Zarówno kościoły, jak i inne związki wyznaniowe są w zakresie swojej działalności niezależne i przy wykonywaniu władzy duchowej kierują się swoim wewnętrznym prawem, co w konsekwencji ogranicza możliwość stosowania prawa świeckiego, w tym ustawy o ochronie danych osobowych. Jakkolwiek bowiem Kościół ma prawo przetwarzać dane osobowe dla realizacji swojej działalności statutowej, to przetwarzanie tych danych powinno się odbywać z poszanowaniem godności jednostki. (…) Podanie do publicznej wiadomości informacji o tym, że ktoś wsparł kościół bądź związek wyznaniowy jest dopuszczalne, o ile osoba, która taką ofiarę złożyła, wyraża na to zgodę. Przy czym dobrze byłoby, gdyby przekazanie tej informacji nie łączyło się z upublicznieniem adresu zamieszkania ofiarodawcy, lecz by stanowiło jedynie formę podziękowania. (…) Zarówno kościoły, jak i inne związki wyznaniowe są w zakresie swojej działalności niezależne i przy wykonywaniu władzy duchowej kierują się swoim wewnętrznym prawem, co w konsekwencji ogranicza możliwość stosowania prawa świeckiego, w tym ustawy o ochronie danych osobowych. Jakkolwiek bowiem Kościół ma prawo przetwarzać dane osobowe dla realizacji swojej działalności statutowej, to przetwarzanie tych danych powinno się odbywać z poszanowaniem godności jednostki. (…) Niewłaściwą praktyką jest również upublicznianie informacji o tym, że ktoś nie wsparł kościoła czy związku wyznaniowego. Nawet jeśli przekazuje się tylko np. adres zamieszkania, to ze względu na możliwość zidentyfikowania konkretnych osób postępowanie takie jest nieuprawnione i osoba, której dane dotyczą, może złożyć skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO). Choć podkreślić należy, że kompetencje GIODO do kościołów i związków wyznaniowych są ograniczone”.

Wydaje się, że parafianie z Chęcin znaleźli się w sytuacji, w której będą zmuszeni jawnie się zbuntować, jeżeli chcą cokolwiek zmienić. Możemy tutaj pytać, czy krążąca po parafii lista z kopertą to ofiara czy już zbiórka publiczna i czy złożenie podpisu na liście jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na upublicznienie danych osobowych? Jedno jest pewne, Kościół po raz kolejny ustala własne zasady, z którymi na prowincji bardzo trudno jest ludziom walczyć. Pozostaje nagłaśnianie takich zachowań i poddawanie ich krytycznej ocenie opinii publicznej.

wb

źródło: natemat.pl

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
babcia MirkaZgredzinkaMaciek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek
Maciek

Ksiądz Mercedes? Czy ksiądz Audi? Zachęcam parafian do zbuntowania się. Nie może być tak, jak w tym dowcipie o tym, ile kosztuje msza. „Co łaska – przeważnie dają pińset.”

Zgredzinka
Zgredzinka

Jak baraństwo chce trwać w ciemnocie, to niech buli. Każdy zdrowo myślący człowiek wie, że kontakty z opatrznością mogą obyć się bez pośredników i wcale nie muszą być tak kosztowne. Wystarczy w życiu przestrzegać jednej bardzo prostej reguły, a mianowicie nie robić drugiemu tego, co jest nam niemiłe, by dostąpić wiecznego zbawienia. Ta cała religia traktowana jest przez rzesze podłych ludzi, jako dyspensa na grzeszenie. Już sama świadomość uzyskania poczucia czystości sumienia w akcie rozgrzeszenia, zwalnia od przestrzegania podstawowych zasad moralnych. A przecież to właśnie w stosunku do siebie powinno się być przede wszystkim w porządku. To sobie nie powinno… Czytaj więcej »

babcia Mirka
babcia Mirka

Wykład prawie taki, jak zgorzkniałego profesora KUL po przejściach.