Magdalena Dobrzańska–Frasyniuk: Namawiam do tego, aby się nie bać

Magdalena Dobrzańska–Frasyniuk: Namawiam do tego, aby się nie bać

Sklepowiczom, Misiewiczom, Jakim i innym panom posłom pokażemy, że chamstwo i arogancja nie staną się w naszym społeczeństwie normą – mówi Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon:„Żona Władysława Frasyniuka pozywa Romana Sklepowicza za wulgarną  wypowiedź dot. Czarnego Protestu” – taki komunikat pojawił się niemal we wszystkich mediach. Dziś chamskie wypowiedzi – niestety – powoli stają się normą.
Magdalena Dobrzańska–Frasyniuk: Takie zachowanie nie może być normą, a wyraźnie widzimy, że to już nie jest margines, a mainstream w debacie publicznej. Pozywam akurat pana Sklepowicza, gdyż obraził mnie oraz wszystkie osoby zaangażowane w Czarny Protest, ale wypowiedź posła Kaczyńskiego o kanaliach, rzucona z mównicy sejmowej, jest dokładnie tym samym. Mamy do czynienia z chamstwem, obrażaniem społeczeństwa, wyborców, bez znaczenia, czy to są wyborcy PiS, PO czy Nowoczesnej. Uważam, że to jest ten moment, w którym trzeba powiedzieć stop. Od pewnego czasu staram się reagować na chamstwo, szczególnie na to, które obiega sieć. Staram się pokazywać hejt, który w tej chwili stał się standardem w debacie publicznej.

– Na co Pani liczy? Wierzy Pani, że cham się przestraszy?
– Nie myślę w kategoriach strachu, aczkolwiek PiS właśnie w taki sposób buduje swoje poparcie społeczne – w oparciu o strach części społeczeństwa, które na tę partię nie głosuje. Mam nadzieję, że ludzie, którzy popierają PiS, a jeszcze bardziej ci, którzy się wahają, czy je poprzeć, zastanowią się, czy to nie jest moment, w którym trzeba powiedzieć dość. Nie wierzę w wielką refleksję u Jarosława Kaczyńskiego. Liczę natomiast na refleksję przynajmniej tej części społeczeństwa, które jeszcze nie jest przekonana, czy Jarosław Kaczyński ma nami rządzić przez najbliższe osiem lat.

– Wierzy Pani w refleksję u pani Pawłowicz?
– Na to bym nie liczyła. Liczę na refleksję tych konserwatywnych wyborców, którym bliskie są takie wartości, jak szacunek dla drugiego człowieka.

– W Polsce kwitnie chamstwo, często jako reakcja na wyśmiewaną przez PiS poprawność polityczną, o której dziś mówi się z pogardą. Stajemy przed wyborem, albo zachować się kulturalnie, ale nie być zauważonym, albo jeszcze mocniej „dać w zęby”… Staje Pani przed dylematem, jak się wobec chamstwa zachować, zawsze Pani powściąga swoje emocje?
– Uważam, że na chamstwo trzeba reagować. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu, nie zawsze wszystko jest szare, bywają sprawy czarno-białe. W przypadku pana Sklepowicza odpowiedź na pytanie, czy zaciskać zęby i to tolerować, brzmi: nie! Ale ta odpowiedź nie musi być chamska. Mogłabym oczywiście tego pana tak samo obrazić, ale mogę wybrać drogę, która jest oczywista w demokratycznym państwie prawa, to znaczy pójść do sądu. I taką drogę wybrałam. Pewnie pan Sklepowicz byłby przeszczęśliwy, gdybym zaczęła wizualizować wszystko to, co o nim myślę, ale nie mam zamiaru tego robić. Natomiast droga sądowa wydaje mi się w tym wypadku odpowiednią i najtwardszą z możliwych reakcji. Niektórzy uważają, że nie należy się takim Sklepowiczem w ogóle zajmować, bo pokazywanie go tylko robi mu PR. Nie zgadzam się, bo idąc tym tropem równie dobrze moglibyśmy nie pokazywać Jarosława Kaczyńskiego i udawać, że nie ma problemu. To, że czegoś się nie pokaże, nie znaczy, że problem nie istnieje.

– Coraz goręcej zachęca Pani ludzi, by podjęli działania obywatelskie, takie jakie Pani podejmuje, czyli np. chodzenie na manifestacje, sprzeciwianie się temu, co się dzieje. Ostatnio zaapelowała Pani o przyłączenie się do pozwu zbiorowego w sprawie Sklepowicza. Ludzie na fb gratulują Pani, wspierają, ale też pojawiają się wpisy „oby pani przegrała z kretesem”. Widzi Pani sens takich działań?
– Oczywiście, że widzę sens, w przeciwnym razie bym się tak nie zachowywała. Natomiast spójrzmy na to z innej strony. Polskie społeczeństwo jest mało aktywne społecznie. W tak zwanych dojrzałych demokracjach, w Europie Zachodniej, w wyborach bierze udział średnio 80 proc. obywateli, u nas niewiele ponad 40. Tam na demonstrację potrafi wyjść na ulice milion osób, a my się cieszymy, kiedy wyjdzie 50 tys. Aktywność obywatelska jest sprawą niezmiernie ważną, żeby nie powiedzieć – fundamentalną. Politykę można uprawiać dwojako, albo przez partie polityczne, albo przez zaangażowanie obywatelskie i ono jest równie istotne, jak to stricte partyjne. Mam takie poczucie, że w tej chwili, moją rolą, jako żony osoby rozpoznawalnej i zaangażowanej publicznie, jest zachęcanie ludzi i nawoływanie do tego, żeby nie bali się aktywizować. Zamierzam to właśnie robić, mimo iż słyszę niekiedy, że może lepiej siedzieć cicho. Pamiętam, jak na początku lipcowych protestów w obronie sądów słyszałam rozmowę, w której dość młoda osoba opowiadała, iż tata prosił ją, aby się nie angażowała. To są konotacje, strach, jeszcze z czasów komuny. Namawiam do tego, aby się nie bać. I dotyczy to nie tylko strachu przed PiS-em, ale wierzę, iż generalnie warto stawać w obronie wartości.

– Widzi Pani jeszcze energię w narodzie? Czy jednak jest już tak jak mówił Kisielewski, że większość społeczeństwa spokojnie urządza się w tej d..ie?
– Może rzeczywiście jest taka tendencja, natomiast głęboko „wierzę” w Jarosława Kaczyńskiego i w to, że za chwilę pokaże nam, jaka to jest „d..a” i że jednak nie warto się w niej urządzać. Naszą rolą jest pokazywać, że prawdziwe społeczeństwo obywatelskie nie urządza się w „d..ie”, tylko próbuje swoje życie układać zgodnie z własnym światopoglądem.

– Ludzie, którzy się boją, myślą, że państwo Frasyniukowie mogą sobie pozwolić na więcej, jednak Wy też płacicie określoną cenę. Przed Państwa domem zdarzają się protesty. Niedawno taki zorganizowali narodowcy i antysemici, a zgodę na to wydał wojewoda dolnośląski. Protesty przed domem to mało komfortowa sytuacja?
– Całkiem niekomfortowa, dlatego starałam się podejść do tego prześmiewczo…

… I napisała Pani na fb: „Uprzejmie proszę Pana Wojewodę, aby nas wcześniej poinformował, że będziemy mieli gości. Niestety nie ma nas w domu, a tak upiekłabym ciasto. Wolność! Równość! Tolerancja!”
– To taki gorzki żart, ale mój mąż zawsze powtarza, a są to słowa Tadeusza Mazowieckiego, że osoba publiczna musi dawać przykład swoim własnym ciałem. Ja oczywiście nie jestem tak rozpoznawalna jak mój mąż, natomiast nie mam strachu przed zaangażowaniem zarówno męża, jak i swoim. Oczywiście jego rola jest zdecydowanie większa, ale ja również staram się pokazywać, że nie można się dać zastraszyć, bo wiele właśnie od nas zależy. To się może wydawać trochę patetyczne, ale dzisiaj jestem właścicielką firmy, którą zakładałam i budowałam od początku, więc wiem, że jeżeli człowiek chce, gdy ciężko pracuje, to wiele się da. Tak samo jest w życiu publicznym, jeżeli uznamy, że Jarosław Kaczyński walkowerem dostanie kolejne cztery lata rządów, to okej, ale ja się z tym nie zgadzam, uważam, że warto powalczyć.

– Jest Pani waleczna i pełna nadziei. Niebawem przeczytamy w mediach, że nie żona, a po prostu Magda Dobrzańska-Frasyniuk wzywa… Zaangażuje się Pani politycznie?
– Zaangażowanie społeczne jest zaangażowaniem politycznym, ale nie chciałabym uciekać od faktu, iż jestem również żoną Władysława Frasyniuka, z czego jestem dumna i to również do czegoś zobowiązuje. Przy zachowaniu wszelkich proporcji, proszę sobie wyobrazić, jak cudowne narzędzia w swoich rękach ma pani Agata Duda, których nie wykorzystuje. Można być żoną osoby publicznej i uznać, że nie ma się w związku z tym żadnych obowiązków, a można być drugą „połówką”, która dzięki tym narzędziom stara się robić coś pożytecznego. Próbuję do aktywności publicznej podejść w sposób poważny. Moja pretensja do pani Agaty Dudy, która wydaje się być kobietą inteligentną, polega na tym, że ona nie wykorzystuje fantastycznych możliwości, sprowadzając swoją aktywność do czytania Wyspiańskiego „raz na ruski rok”. Przypomnę, iż małżeństwo Dudów razem prowadziło kampanię wyborczą, więc dziś oczekiwalibyśmy, iż pierwsza dama wykaże się jakąkolwiek aktywnością.

– Czy mąż mówi, nie angażuj się, wystarczy, że ja to robię, mamy małe dziecko?
– Zabawne, bo wszyscy pytają odwrotnie, czy to ja nie ograniczam męża w jego aktywności publicznej. Nie, nie mówimy tak do siebie, natomiast chcę jasno powiedzieć, ani mąż, ani ja w tej chwili nie mamy planów zaangażowania się w życie partyjne. Taką rozmowę mamy za sobą i wydaje nam się, że możemy, szczególnie mój mąż, a ja przy okazji, dużo zrobić po stronie społecznej, obywatelskiej, niekoniecznie przez zaangażowanie partyjne.

– Niektórzy wyobrażali sobie, że Władysław Frasyniuk poprowadzi opozycję, ale on powtarzał, że to nie jego rola, że to muszą robić młodzi. Może młoda żona?
– Dziękuję bardzo, ale jednak nie. Mamy po tej stronie, nazwijmy wolnościowej i demokratycznej, kilkanaście fantastycznych postaci w różnych partiach. Wymienię choćby Kamilę Gasiuk-Pihowicz, której bardzo sekunduję, czy w tej chwili aktywną Joannę Muchę, która pierwszy raz od paru lat pokazała, że gdzieś jeszcze w polityce jest miejsce na ideę, Borysa Budkę i wielu innych polityków. To są postacie, które z przyjemnością bym widziała w roli liderów. Oni są reprezentantami wyborców, ich zadaniem jest wziąć odpowiedzialność w swoje ręce. Natomiast, kiedy Władysław Frasyniuk mówi, że jest potrzebna zmiana pokoleniowa, to uważa, że są ludzie, którzy tej zmiany mogliby dokonać. Muszą jednak tego chcieć.

– Boi się Pani nieraz?
– Nie.

– Ogromnie dużo hejtu spada właśnie na Panią, bo mąż nie ma konta na Facebooku, nie musi tego czytać…
– …jak się zacznę bać, to go namówię, żeby założył konto…

– Dostaje Pani np. zdjęcie mężczyzny z zamaskowaną twarzą i nożem w ręku. Im więcej będzie się Pani udzielać, tym bardziej będzie Pani atakowana. Jest Pani na to gotowa?
– Jestem przygotowana i nie boję się. Natomiast zdecydowałam się parę miesięcy temu ten hejt pokazywać. I tu wracamy do początku naszej rozmowy, można się różnić, ale jednak w sposób cywilizowany. To, co się w tej chwili dzieje nie jest już cywilizowaną debatą.

– … a to zdjęcie zamaskowanego faceta z nożem w ręku…
– Wkurza mnie to oczywiście i mam świadomość wagi takich publikacji, dlatego też je pokazuję. Głęboko jednak liczę, że pan prokurator Ziobro stanie po mojej stronie i obroni mnie przed takim hejtem.

– Na razie nie jest Pani tak rozpoznawalna jak mąż, ale to się pewnie szybko zmieni. Wtedy może Pani poczuć jakieś zagrożenie…
– Za dużo mówimy o strachu. Tak przedstawiana sytuacja daje alibi zachowaniom koniunkturalnym. Trzeba robić swoje i iść do przodu.

– Rozmawiacie z mężem o jego przeszłości opozycyjnej.
– Oczywiście, mamy 9-letniego syna, który powoli dowiaduje się, co kiedyś robił jego tata. Uczy się też przeszłości w kontekście aktualnych wydarzeń. Ostatnio przy okazji protestu głodowego lekarzy, dowiedział się, że tata, będąc w więzieniu, również głodował. To jest oczywiście przykre, że wracają obrazy z czasów PRL.

– Władysław Frasyniuk parę lat temu powiedział w wywiadzie: „Przez lata odwykłem od bycia w rodzinie. Moja pierwsza żona zapłaciła w stanie wojennym straszną cenę za to, że się ze mną zadała. Myślałem, że już będę żył samotnie, w końcu wyląduję w domu starców. I nagle pojawiła się świetna kobieta, która mnie usidliła. Jestem bardzo szczęśliwy. Dopiero teraz odkrywam, czym jest rodzina”. I dalej: „kocham politykę. Jednak za każdym razem, kiedy występuję teraz w mediach, stawiam sobie pytanie: „Frasyniuk, czy nie za daleko odbiegasz od rodziny? Nie zmarnuj czegoś ważnego, co dostałeś w dość późnym wieku”. O tym też rozmawiacie?
– Tak, rozmawiamy o kosztach, jakie niesie zaangażowanie publiczne, bo to zawsze są koszta prywatne. Natomiast na szczęście nie żyjemy w czasach komuny. Rzeczywiście pierwsza żona męża zapłaciła gigantyczną cenę i była w o niebo trudniejszej sytuacji niż ja. Poziom ryzyka dziś jest nieporównywalny do tego, który musiała przechodzić rodzina mojego męża, szczególnie w czasie stanu wojennego.

– Jest Pani mocną, zdecydowaną i niezależną kobietą. Znowu powołam się na słowa Pani męża: „Magda jest osobą, która ceni wolność. „Powtarza mi: Frasyniuk, lubię gotować, lubię robić pyszne desery, zwłaszcza tobie, bo ty z takim apetytem je zjadasz. Ale jestem wolną osobą. Muszę mieć własne pieniądze i własną firmę”. Dopięła Pani swego i stworzyła IPS – International Playschool.
– Szczęśliwie robię to, co lubię. IPS jest placówką edukacyjną, która kształci dzieci nie tylko polskie, ale i z różnych stron świata. To jest miejsce, które uczy otwartości i tolerancji. Edukacja to bardzo ważny obszar, za który możemy i powinniśmy brać odpowiedzialność. Nie bez powodu Jarosław Kaczyński zaczął grzebać najpierw w edukacji, a dopiero potem zabrał się za Trybunał Konstytucyjny. Szkoła to jest miejsce, w którym powinno budować się przyszłe otwarte społeczeństwa obywatelskie, a Kaczyński używa szkoły wyłącznie do budowania swojego elektoratu.

– Czy IPS pasuje do dzisiejszej Polski?
– Czy pasuje? Tak. Jesteśmy członkiem UE i jest dwudziesty pierwszy wiek, więc na pytanie, czy wolność, tolerancja, równość pasują do Polski, odpowiadam – tak.

– To jest żłobek, przedszkole i szkoła podstawowa.
– Miało być gimnazjum, ale z oczywistych przyczyn już go nie będzie.

– Stworzyła Pani wspaniałe miejsce i przyznaje, że zrobiła to po trosze dla syna Antka, którego chce widzieć w przyszłości jako „człowieka wrażliwego społecznie, otwartego na drugiego człowieka, ale jednocześnie samodzielnego intelektualnie i zawodowo”.
– Tak, szukałam miejsca we Wrocławiu, gdzie Antek mógłby się kształcić dwujęzycznie, bo współczesność wymaga otwartości również komunikacyjnej. Język angielski powinien być naturalnym drugim językiem, zresztą w wielu krajach europejskich tak się kształci dzieci. To jednak nie jest miejsce, w którym wyłącznie kładziemy nacisk na język. Jesteśmy placówką, w której uczniowie dowiadują się, że ludzie są różni, ale równi, inni ale tacy sami. Dzięki temu dzieci uczą się od początku szacunku dla każdego człowieka.

– Od żłobka poprzez przedszkole i szkołę podstawową, kreuje Pani „obywateli świata”. U Pani od początku mówi się po angielsku…
– Tak, kształcimy w języku angielskim, opierając się na najlepszych standardach edukacji międzynarodowej.

– Zaczyna się od przedszkola.
– Tak. Wyraźnie widzimy, kształcąc w języku angielskim, jak fantastycznie chłonne główki mają małe dzieci. Zawsze byłam wielką zwolenniczką przesunięcia wieku szkolnego z 7 do 6 lat.  Tymczasem w Polsce rozmawiamy o wieku pierwszoklasistów w kategoriach wyłącznie zabranego dzieciństwa, podczas gdy na świecie edukacja traktowana jest jako przepustka do szczęśliwszego życia w przyszłości.

– Dużo jest w Pani placówce polskich dzieci?
– Połowa naszych dzieciaków to są dzieci polskie, druga połowa to obcokrajowcy z różnych stron świata. Wydaje mi się, że w Polsce nawet tej konserwatywnej znajdzie się również miejsce na takie elementy wielokulturowości. Natomiast obecnie retoryka partii rządzącej jest całkowicie zamykająca. Zaczynamy się bać wszystkiego, co inne i to nie dotyczy tylko i wyłącznie obcokrajowców, ale generalnie wszystkiego, co nie jest takie, jak my. Tak się nie da zbudować wspólnoty ani żadnego społeczeństwa.

– Takie placówki nieczęsto spotyka się w Polsce…
– Moja szkoła nie jest niczym wyjątkowym, wystarczy przekroczyć zachodnią granicę i zobaczyć, iż każda szkoła jest taka barwna, jak moja. Jesteśmy w samym sercu Europy, która jest różnorodna i ta różnorodność jest i będzie jej siłą.

– Mnóstwo ludzi Panią podziwia, ale pewnie jest też taka część, która uważa, że nie jest Pani patriotką. Co by Pani takim osobom powiedziała?
– Mieszkam w Polsce, płacę podatki w Polsce, buduję miejsca pracy w Polsce, kształcę siebie i swoje dziecko w Polsce. Miłość do ojczyzny nie jest miłością jednakową. Na tym polega wolność. Ja nie odbieram prawa konserwatywnej stronie do patriotyzmu, którego symbolem jest akcja „Różaniec do granic”, ale chciałabym, aby oni nie odbierali mi prawa do budowania nowoczesnej i tolerancyjnej ojczyzny.

– Napisała Pani na fb, że dzisiejszy konflikt społeczny to jest konflikt PiS-u z obywatelami, a nie PiS-u z opozycją. A jednak PIS ma poparcie obywateli…
– U części tak. Gdy spojrzymy na wyniki ostatnich wyborów, to PiS wygrało przewagą kilku procent głosów, wśród niestety 40 paru procent głosujących. Nadal uważam, że to jest konflikt z obywatelami, nie wiem tylko, czy wszyscy obywatele do końca mają tego świadomość.

– Chce się Pani żyć w tak zwaśnionym kraju?
– Nie i dlatego wszystkim Sklepowiczom, Misiewiczom, Jakim i innym panom posłom pokażemy, że chamstwo i arogancja nie staną się w naszym społeczeństwie normą.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Magdalena Dobrzańska–Frasyniuk: Namawiam do tego, aby się nie bać"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Katarzyna

ciekawa rozmowa. Mądra kobieta

kat-kk

Kiedy zawłaszczali TK i sądy w Polsce ,krzyczeli jak nic złego nie zrobiłeś nie musisz się bać.Ja się nie boję ,ale za to co zrobili, PIS i pAD,wiedzą ,że grozi im odsiadka za powrotu PRAWA w Polsce.Nie dziwię się ,że ustawa o sądach jest dla nich najważniejsza pod słońcem i wymiana sędziów na PISowskie swojaki.

Rozbawiony

A gdzie info: materiał zawierał lokowanie produktu? 🙂

Anita

Lokowanie? Hehe, to przedszkole i szkoła nie wymagają reklamy. Trzeba z rocznym wyprzedzeniem rezerwować sobie miejsce.

mędrkowski

Kiedyś władzę sprawowała klasa robotniczo-chłopska, a dzisiaj pozaklasowcy. Cham zdarza się w każdej grupie społecznej i trzeba było wielu zabiegów, aby stworzyć z nich elity władzy. Chamstwo samo się wyklucza i izoluje, To czyny weryfikują słowa. Brawo dla Pani Magdaleny. Pokazuje, że to oni są izolowani w społeczeństwie, a nie my, którzy ich nie popieramy. Pokazuje ich marność, bylejakość i wstecznictwo.

adama

Pozaklasowcy – dobre określenie dla „elit” Pisu.

wpDiscuz