Makaron na uszy czyli ciemny lud to kupi

Makaron na uszy czyli ciemny lud to kupi

Dzięki premierowi Morawieckiemu i Zjednoczonej Prawicy Polska wyrwała Unii największą w historii dotację dla Polek i Polaków, za którą rząd dokończy naprawę zrujnowanej przez PO Rzeczpospolitej i zaspokoi wszelkie potrzeby obywateli. Przesłany do Brukseli projekt uchwały ratyfikującej Plan Odbudowy, sporządzony wraz z samorządami i z udziałem lewicy, jest dokumentem ostatecznym a jego ratyfikacja to zwykła formalność. Europejski Trybunał Praw Człowieka głęboko się myli nazywając dublerami trzech sędziów nominowanych podczas rządów PiS i twierdząc, ze wyroki z ich udziałem nie są wyrokami. A już wręcz skandaliczna jest opinia rzecznika generalnego TSUE, że zmiany w polskim prawie dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów są sprzeczne z prawem unijnym, bo tym samym unijny sąd staje w obronie sędziów nieudaczników, niegodnych i przestępców.

Tak ludzie władzy komentują najważniejsze wydarzenia ostatniego tygodnia. Kłamliwie, naiwnie, głupio, irytująco. A co myślą naprawdę? Żeby się tego dowiedzieć nie trzeba aplikować im serum prawdy. Wystarczy pozbierać wypowiedzi prominentów wygłaszane we własnym gronie, kwestie wyłapane czułymi mikrofonami dziennikarzy niezależnych stacji, myśli publikowane przez nich samych na FB i ich cytaty niechcący puszczone w życzliwych sobie mediach.

WOKÓŁ FUNDUSZU ODBUDOWY
Przez cały tydzień oglądaliśmy spektakl według scenariusza i w reżyserii Jarosława Kaczyńskiego pod roboczym tytułem „jak skłócić i podzielić opozycję, zyskując przy tym kilka procent sondażowego poparcia”. Majstersztyk polegał również na wykreowaniu obrazu, w którym ludzie PiS to prawdziwi, nieudawani patrioci, nadzwyczajnie troszczący się o interesy Polaków, w odróżnieniu od Platformy, która „nie chciała” miliardów dla Polski. Udało się też schować ministra Ziobrę i stłumić konflikt w szeregach pokłóconej prawicy, rozdmuchując niesnaski w szeregach przeciwników. Przy okazji rządzący objawili się jako pragmatyczni negocjatorzy zaprzeczając opinii o antyunijnych autorytarnych oszołomach, którzy nie chcą rozmawiać ani z opozycją, ani z Unią. Taki jest oficjalny, propagandowy obraz sytuacji przed drugim odcinkiem spektaklu, już w scenerii Senatu. A co mówią o tym między sobą sami prominenci władzy? Co powiedzieliby, gdyby jakimś cudem zaczęli mówić prawdę?

– Ziobro ma sporo racji. Nibypomocowe pieniądze unijne, a szczególnie te stanowiące wspólny kredyt, który trzeba będzie solidarnie spłacić, z daleka śmierdzą przyspieszoną integracją państw UE. A do tego dopuścić nie można, bo im bardziej zacieśnią się związki Polski z Europą, tym częściej i skuteczniej przeszkadzać będzie ta Europa w kontynuacji naszej dobrej zmiany, która w gruncie rzeczy polega na tym, żeby raz zdobytej władzy nigdy nie oddać. Z drugiej strony jednak nie można było zrezygnować z tych miliardów, bo w kasie państwa pusto, a wyborcom trzeba będzie podsypać grosza przed wyborami. Nie można też, przynajmniej na razie, trzasnąć unijnymi drzwiami, bo Polacy jeszcze nie dojrzeli do polexitu i słabo reagują na nasze próby obrzydzania im wspólnej Europy. Dlatego trzeba zrobić tak: po pierwsze – oblepić Polskę plakatami, wychwalającymi Morawieckiego i PiS za wyrwanie Unii 770 mld zł, największej w historii dotacji. To oczywiście kant, bo większość tej kwoty czyli 100 mld euro jest planową dotacją budżetową przypadającą na Polskę, a reszta to Fundusz Odbudowy, gdzie 32 mld jest pożyczką. Po drugie, trzeba rozważyć, czy nie powinniśmy skorzystać tylko z tej puli, która – jak słusznie powiedział Ziobro – należy nam się jak psu zupa. A wspólnych pożyczek, które stworzą nam jakieś nowe zobowiązania i grożą widmem ściślejszej integracji, wcale nie musimy brać. Chyba że uda się tak zrobić, żeby te pożyczki spłacały samorządy. I to jest po trzecie. Bo jak nieprzychylne samorządy się przewiozą na nadmiernych kredytach, to wyborcy ich rozliczą, a my do bankrutujących miast wstawimy swoich komisarzy…

ROZMAWIAMY, ALE BĘDZIE, JAK MY CHCEMY
Samorządowcom, związkowcom i społecznikom, których władza łaskawie dopuściła do negocjacji, zdawało się, że skutecznie walczą o lepsze i bardziej sprawiedliwe warunki dystrybucji unijnych pieniędzy. Czarzastemu i Zandbergowi zdawało się, że premier skwapliwie akceptuje wszelkie ich postulaty. Polakom zdawało się, że odbywają się jakieś konsultacje społeczne, które dają szansę, by tym razem unijne wsparcie nie było dzielone po uważaniu w proporcji 10 do 1 na korzyść samorządów rządzonych przez PiS. Tyle że negocjacje i rozmowy prowadzone były (i nadal są) w sytuacji, gdy koncepcja wydania unijnej kasy od dawna jest już gotowa. Wiceminister Waldemar Buda, referujący w Sejmie projekt uchwały ratyfikującej Plan Odbudowy, wyjaśnił, że przesłany do Brukseli Krajowy Plan Odbudowy jest dokumentem ostatecznym i nie ma możliwości wprowadzenia w nim poprawek, natomiast sama ratyfikacja to tylko formalność. Ale niedługo potem marszałek Witek rozpoczęła głosowanie nad poprawkami do Planu. Po co, skoro podobno nic w nim nie da się zmienić? Równocześnie z Brukseli dobiegło wyjaśnienie, że z prawnego punktu widzenia ustawa ratyfikacyjna wcale nie jest powiązana z KPO, a rozsądne doń poprawki są wręcz wskazane. Nad „niewzruszonym” planem wciąż trwają konsultacje ze Związkiem Miast Polskich i Unią Metropolii Polskich. Okazuje się, że plan zawiera szkolne błędy – np. w tej samej sprawie rząd występuje raz o 10 mld, a w innym miejscu o 12 mld, natomiast ludzie w wieku do 74 lat są u nas w wieku produkcyjnym… Warto więc spytać, co tak naprawdę mógłby nam powiedzieć wiceminister od infrastruktury, świadomy, że jego łgarstwo ma tak krótkie nogi, że przewróci się jeszcze na tym samym posiedzeniu Sejmu?

– Odkąd lewica obiecała nam, że zagłosuje tak, jak chcemy, sprawa jest zamknięta. Jeszcze dla niepoznaki negocjujemy jakieś wdrożenia, ale z chwilą, gdy kupili nasze obietnice, klamka zapadła. Teraz już kasa musi być nasza. I niech wam się nie zdaje, że możecie jeszcze coś zmienić w Senacie. Oprócz lewicy jest przecież PSL. Ale najważniejsze, że do wyborców dotarł przekaz – PO nie chce miliardów i rozpoczęła wojnę z lewicą, a jak przegrała głosowanie, to na złość opóźniać będzie ratyfikację, aby Polki i Polacy dostali swoje pieniądze później, niż powinni. Ale my nie dopuścimy do tego!

OBCE SĄDY NIECH SIĘ GONIĄ!
Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że Polska naruszyła art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje prawo do sprawiedliwego procesu, bo Trybunał Konstytucyjny z dublerem w składzie nie jest sądem ustanowionym zgodnie z przepisami. A nie jest, bo prezydent Duda i Sejm nominując trzech nielegalnych sędziów „bezprawnie wpłynęli na TK”. Wyrok otwiera drogę do dalszego skarżenia Polski za orzeczenia wydawane z udziałem dublerów i dochodzenia odszkodowań (dotyczy to również wyroku ograniczającego aborcję). A to jeszcze nie koniec międzynarodowego blamażu Polski, bo niemal równocześnie rzecznik generalny TSUE wydał opinię, że zmiany w polskim prawie dotyczącym systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów są sprzeczne z prawem unijnym. Jeśli tak orzeknie cały Europejski Trybunał Sprawiedliwości, to wysadzi w powietrze „reformę PiS”. Co na to rządzący? Tym razem nie ma się czego doszukiwać, władza mówi w tej sprawie otwartym tekstem:

„Europejski trybunał bez podstawy prawnej i poza kompetencjami wydał wyrok w sprawie składu polskiego Trybunału Konstytucyjnego” – oświadczyła mgr Przyłębska, prawniczy autorytet, któremu TSUE czy ETPCz może buty czyścić. Oczywiście opinie prezes Przyłębskiej są zbieżne z oceną prezesa Kaczyńskiego, któremu obuwie glansować powinny wszystkie sądy świata. Również minister Ziobro, który w przeszłości wielokrotnie kwestionował werdykty europejskich trybunałów, teraz przychyli się do opinii pani prezes, że „wyrok stanowi rażące naruszenie prawa i nie znajduje jakiejkolwiek podstawy w aktach prawa międzynarodowego konstruujących status Trybunału w Strasburgu”. Mówiąc bez ogródek „wyrok nie wywołuje żadnych skutków w polskim porządku prawnym” i wywoływać nie może, bo wtedy unieważni wszystkie dotychczasowe osiągniecia reformy sądownictwa. W przypadku przegranych wyborów dzisiejsza zgoda na okrojenie uprawnień wyznaczanych przez PiS sędziów, grozi rozliczeniem obecnych decydentów przez tych, których mianowali ich wrogowie…

***
W opinii wielu rozumnych komentatorów formacja Kaczyńskiego jest na najlepszej drodze do zapewnienia sobie trzeciej kadencji, a biorąc pod uwagę, na co ich stać dla rozszerzenia swojej władzy, przyszłość Polski maluje się w ciemnych barwach. Chyba że opozycji uda się dotrzeć do tej jednej trzeciej obywateli, która wciąż daje się nabierać na propagandę PiS. Chyba że uda nam się ujawnić i uwiarygodnić to, co tak naprawdę myślą rządzący o Polsce i Polakach.

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Inna
Inna
9 maja 2021 18:52

Akurat mnie nikt nie musi przekonywać o niedoli, którą mamy z rządem PiS. Z drugiej strony nikt mnie nie przekona, żeby po raz kolejny postawić na PO, czyli obecne KO,
w której to partii tylko nieliczni poltycy są do rzeczy, reszta to nieogarnięci i niewiarygodni ludzie, na których nie można polegać, a głosowanie na nich na zasadzie wyboru mniejszego zła jeszcze bardziej mąci im w głowach.
Obstawiam Lewicę, chyba że pojawi się jakaś dużo lepsza opcja.

Rafapon
Rafapon
10 maja 2021 05:37

Coś nowego, niespodziewanego zrobiła tzw. prawica? To co robią, to robią już od lat. A opozycja jest coraz bardziej nieudolna. Przyszłość maluje się już nie w ciemnych barwach, ale na czarno. W kolorze sukienek najliczniejszej grupy polskich pedofilów.

daroo
daroo
10 maja 2021 14:41

W moim przekonaniu tylko „demokracja bezpośrednia” może powstrzymać tą POPiSową bandę kombinatorów