Minister Czarnek na misji

Czarnek: "W przyrodzie nie istnieje coś takiego jak małżeństwa jednopłciowe"

Opozycja postawiła w Sejmie wniosek o odwołanie ministra edukacji, Przemysława Czarnka. Skuteczność tej akcji będzie – choćby z uwagi na sejmową arytmetykę – porównywalna do skuteczności innych podobnych wniosków „totalsów”. Mało tego. Można iść o zakład, że zarzutom o upartyjnianie szkoły, jej klerykalizację, obniżanie standardów nauczania i cofanie edukacji do poziomu z epoki przedoświeceniowej towarzyszyć będą gromkie brawa partyjnych kolegów pana ministra.

Że szef resortu edukacji uznaje prawa człowieka za fanaberię lewactwa? Ach, brawo, brawo!

Że uważa, iż osoby nieheteronormatywne to nie ludzie? Wiwat, niech żyje!

Że idea równości płci to aberracja, a kobiety powinny zająć się tym, do czego zostały stworzone, czyli rodzeniem dzieci? Hip, hip, hurra!

Że religia (zamiennie z etyką, ale w naszych warunkach to z religią pod inną etykietą) to najważniejszy z przedmiotów szkoły powszechnej? Brawo ten pan!

Klaskaniem mając spuchnięte prawice koledzy pana ministra z pewnością wesprą jego plan podporządkowania szkoły powszechnej standardom fundamentalistów z Ordo Iuris z przyległościami. Za nic mają bowiem doniesienia ze świata, które jednoznacznie sugerują, że powierzanie wychowania i edukacji instytucjom religijnym, to proszenie się o poważne kłopoty.

Przykładów jest aż nadto. Najnowszy dotyczy „misji edukacyjnej” kościoła katolickiego w Kanadzie, gdzie owa instytucja jeszcze od czasów brytyjskich zajmowała się wychowywaniem i nauczaniem ludności autochtonicznej – Innuitów (minister Czarnek, nieuznający politycznej poprawności, zapewne nadal nazywa ich Eskimosami).

Dlaczego rząd demokratycznego, było nie było, państwa powierzył to zadanie kościołowi? Bo – zapewne – wierzył w jego misję. W to, że kierujące się Dekalogiem kadry takich placówek placówek z oddaniem pochylą się nad przywracaniem „dzikich plemion” cywilizacji chrześcijańskiej. Na dobro Kanadyjczyków wypada zaliczyć okoliczność, że wówczas jeszcze nie było wiadomo o działalności podobnych placówek w Irlandii, o siostrze Bernadetcie, ani o sposobie funkcjonowania seminariów w Niemczech, Stanach Zjednoczonych czy… Polsce.

Teraz już co nieco wiemy, ale ta wiedza wyraźnie nie przekonuje ani pana ministra, ani jego klakierów, czyli niemal wszystkich posłów partii aktualnie rządzącej.

Im „katolickie wychowanie” wciąż się – zdaje się – podoba, a metody (oraz skutki) nie budzą żadnych wątpliwości bądź refleksji.

Widać wciąż wierzą, że cywilizowanie Eskimosów, podobnie jak prostowanie kręgosłupów potencjalnym lewakom i aborcjonistkom, wymaga stosownych, skutecznych metod. A jeśli niezbędne jest w tym celu głodzenie, zamykanie w ciemnicy, bicie czy wreszcie molestowanie seksualne to cóż – w szczytnym celu, jakim jest zbawienie, wszystkie chwyty wydają się dozwolone. No, przynajmniej ludziom o formacji intelektualnej i kwalifikacjach etycznych pana ministra i jego kolegów.

Bo przecież cel polskiej szkoły powszechnej został już przez ministra określony. Jest nim… dobrze Państwo zgadli. Jest nim zbawienie! A cel, wiadomo, uświęca wszelkich środki.

Minister i doktor KUL w jednym sam to powiedział. Literalnie!

W Kanadzie nie wszystko się udało. Niektórzy „Eskimosi” okazali się tak oporni na przyjęcie „wartości chrześcijańskich”, że ich ewangelizacja zakończyła się tragicznie dla ich karmionych surowym mięsem ciał materialnych. Po prostu pomarli, niektórzy zapewne w mękach, a ich szczątki złożono – z zachowaniem pełnej dyskrecji – na cmentarzach zaimprowizowanych przy „ośrodkach wychowawczych”. Nie było z tym problemu, bo placówki zazwyczaj mieściły się z dala od niedyskretnych oczu, gdzieś w środku kanadyjskich lasów.

Już wiadomo, że misja edukacyjna kościoła katolickiego w Kanadzie kosztowała życie niemal tysiąc małoletnich Innuitów. No, ale zapewne ocalono w ten sposób ich nieśmiertelne dusze!

Więc „Alleluja i do przodu”, by zacytować klasyka.

Minister Czarnek może się zatem spodziewać „zielonego światła” dla swojego programu klerykalizacji i ewangelizacji polskich podstawówek edukacyjnych, a poparcie partyjnych kolegów uzyska przez aklamację.

Bo tylko surowość i konsekwencja, a też „bicie dzieci rózeczką, jak każe Duch Święty”, mogą powstrzymać nad Wisłą triumfalny pochód lewackiego sekularyzmu.

Brawo ten pan!

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka
Agnieszka
1 lipca 2021 22:25

Czarnek to nie czlowiek, to nazista!!!

Celia
Celia
2 lipca 2021 09:22

Czarnek oczywiście nie przymusi nikogo do kochania poezji JPII (bez jaj), ale zdewastować szkoły może mu się udać.
On został powołany na to stanowisko nie bez celu. Widocznie Kaczyńskiemu wyszło, że obskurancki gbur obrażający inteligencję spodoba się jądru elektoratu pis, czyli ludziom, którzy edukację skończyli w wieku 15 lat.

jańcio wodnik
jańcio wodnik
2 lipca 2021 11:56

inkwizycja wiecznie żywa i tym razem trafi do naszych szkół pod postacią ministra ( Tomás de Torquemada) Czarnka ciekawe jakie lektury pójdą na pierwszy ogień bo że pójdą nie mam wątpliwości.

Dron
Dron
15 lipca 2021 18:54

Ciekaw jestem skąd jego mama w czerwcu tyle śniegu wzięła.