Minister, czyli wyciąganie za kompetencje

Minister, czyli wyciąganie za kompetencje

Na nic się zdały pogłoski, że pandemia to ściema a w szpitalach pod respiratorami leżą dobrze opłaceni statyści. Nie sprawdziły się rozsyłane Internetem wici o mikroczipach, zasadzających się na naiwnych w każdej fiolce produktu Pfizera. Nic nie pomogły też sugestie, że za produktami Moderny i Astry Zeneki stoją nieczyste interesy odpowiednio – Billa Gatesa i Georga Sorosa.

Ludzie, w tej liczbie także Polacy, jakby się zmówili, że będą się szczepić, i żadną miarą nie można im tego wybić z głowy. Nawet osobisty autorytet Edyty Górniak nie zdołał odwieść seniorów od ustawiania się w kolejkach do przychodni od bladego świtu…

Nie tak to miało wyglądać. Nikt nie powiedział w porę ministrowi Dworczykowi, że Narodowy Program Szczepień może w statystykach pobić partię aktualnie rządzącą, ustanawiając rekordy nie tylko popularności, ale też zaufania społecznego.

Tak więc, minister nie wiedział, bo niby skąd miałby, że:

-samych seniorów 60 plus jest w Polsce niemal 10 milionów, a nie dwa, jak zakładano, składając zapotrzebowanie na dostawy szczepionek,
-większość z nich (seniorów, znaczy) nie bardzo ma też rozeznanie lub (oraz) dostęp do skomputeryzowanych rejestrów szczepień, co dotyczy zwłaszcza miejscowości, które nie nazywają się Warszawa, Wrocław, ani nawet Wałbrzych,

-oni wszyscy (no, prawie) nie dali wiary wymienionym na wstępie, popularnym teoriom spiskowym na temat szkodliwości szczepień i stawili się do nich nieomal w komplecie,
– co ma się nijak do cichych kalkulacji partii aktualnie rządzącej, żeby pandemię wziąć na przeczekanie, metodą „na Szweda”, pozwalając zadziałać wielce szanowanym w kręgach konserwatystów „prawom naturalnym” (kto przeżyje, zdrowy będzie).

O tym, że pan minister nie miał pojęcia o wszystkim, co powyżej, wciąż niezaszczepieni obywatele dowiedzieli się dzięki konferencji połączonych sił władzy i opozycji w sprawie pandemii, zorganizowanej przez premiera Morawieckiego. To wtedy wyszło na jaw, że szef programu Szczepień Narodowych nie miał pojęcia, ilu chętnych mu się na te sczepienia zgłosi i że trzeba ich będzie najpierw jakoś zarejestrować.

Nie wiedział też, że firmy farmaceutyczne mogą – z różnych przyczyn – nie dotrzymać harmonogramów, a małe przychodnie- nie znaleźć w porę chętnych na całość dostaw organizowanych im raz w tygodniu. Bo mamy do czynienia z jednej strony z produktem o bardzo krótkich terminach ważności a z drugiej – z tak zwanym „czynnikiem ludzkim”. Tak więc, kilometrowe kolejki we Wrocławiu nie sumują się z wakatami na szczepieniach w Sokółce.

Ale to nie jest wina ministra przecież.

Bo – umówmy się – kompetencja rządzących (akurat pan Dworczyk jest z wykształcenia historykiem) zależy w prostej proporcji od kompetencji powołanych przez nich ekspertów. Tyle w temacie.

Tymczasem kto jest najbardziej medialnym ekspertem pana ministra od Szczepień Narodowych? Profesor Andrzej Horban mianowicie. Epidemiolog.

Tymczasem on, co łatwo wnioskować po licznych z nim wywiadach, nie wie dokładnie tego samego, czego i jego minister. A więc, na przykład – ilu mamy seniorów. W sumie – tego akurat wiedzieć nie musi.

Nie dostrzega również, choć jako „zakaźnik” tym razem powinien, związku między ogniskami pandemii a turystyką międzynarodową, toteż nie jest zwolennikiem kwarantanny.

Tej samej relacji przyczynowo-skutkowej nie zauważa też pomiędzy – na przykład – otwartymi szkołami, a wzrostem zachorowań, choć od dawna wskazują na nią inni eksperci na całym świecie. Toteż doradza otwarcie szkół. A najlepiej wszystkiego. Odradza natomiast szczepienie nauczycieli. Bo… są młodzi, wykształceni i często myją ręce. Więc sobie poradzą.

Natura już tak ma, że jakoś „radzi sobie”, dzięki tak zwanej „odporności zbiorowej”, czego rząd po cichu próbował latem. Co wiemy od… tego samego profesora. Tak się jakoś, niechcący, wygadał, po prostu.

Ufny naturze, pan profesor, jak na sceptycznego naukowca przystało, nie pokłada za to zbyt wielkiej nadziei w szczepieniach, uważając (nie bez racji), że „prędzej wszyscy przechorujemy pandemię, niż doczekamy szczepień”.

Święte słowa. A że wyszły z ust eksperta, więc minister Dworczyk osobiście dopilnował, żeby stały się „ciałem” i jeszcze w grudniu zrezygnował z wielu milionów dawek szczepionek Pfizera i Moderny, które miały przyjechać do nas w ostatnim kwartale tego roku.

Z kolei, pan prezydent, z tych samych, ale może zupełnie innych powodów, grzecznie odmówił przyjęcia nieokreślonej bliżej ilości szczepionek z USA, obiecanych przez Donalda Trumpa.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Tak więc, prognozy eksperta Horbana spełnią się na pewno. Zanim się zaszczepimy, wszyscy zdążymy złapać Covid, a niektórzy nawet tego pewnie nie przeżyją. Ale bez paniki. Ten sam ekspert uspokaja, że w styczniu zmarło zaledwie dwa razy więcej rodaków, niż zazwyczaj. I w zeszłym roku też. Tyle, co nic, po prostu.

Więc dajmy już spokój ministrowi Dworczykowi. Jedyna pandemia „grypy”, o której uczą na historii, to „Hiszpanka”. Więc nie bez powodu rząd – zdaniem rządu – radzi sobie z zarazą „znakomicie”. Cóż, w takim porównaniu…

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Wojtek
Wojtek
29 stycznia 2021 08:25

Nie kłamcie. Statystyki pokazują, że nie ma żadnej pandemii , a wskutek blokady służby zdrowia umiera paręnaście tysięcy ludzi więcej na nieleczone choroby.