Moja prywatna rekonstrukcja rządu PiS

Moja prywatna rekonstrukcja rządu PiS

Wiadomo, kto jest szarą eminencją, kto dowodzi „wybrańcami”, bez kogo nie może zapaść żadna decyzja.

Rząd PiS już na półmetku. Aby nie było zbyt nudno, padła propozycja, by zrekonstruować co nieco, by może dać innym szansę na poprawę sytuacji materialnej, by odpoczęli od wielkiej odpowiedzialności co niektórzy. Wszyscy więc teraz żyją w oczekiwaniu, kto wleci, kto doleci i czy coś to zmieni. Chętnie włączę się do tej zabawy i przedstawię swoje typy „do odstrzału”.

Antoni Macierewicz – człowiek zagadka. Człowiek, który idzie jak taran do przodu i złemu słowu się nie kłania. Mistrz gier wojennych, przełożony żołnierzyków ołowianych, utrzymujący Polaków w stanie zagrożenia i strachu przed „obcymi”. To, co wyprawia ten człowiek z naszą armią woła o pomstę do nieba. Jakieś niedokończone przetargi, sny o potędze, które są jak czeki bez pokrycia. Promocja lizusostwa i wiernopoddaństwa. Tu mu coś wpadnie do głowy, tam coś wprawi go w samozachwyt. Bryluje, dużo mówi, prowadzi jakieś swoje wojenki podjazdowe i widać, że świetnie się czuje w roli ministra MON. Szkoda tylko, że bezpieczeństwo państwa pod jego kierownictwem, leży na obie łopatki, a obietnice wielkiej, silnej Polski nie do pokonania, są tylko gołosłownym skrzekiem…

Mariusz Błaszczak – młody (wciąż), bardzo ambitny, zapatrzony w Jarosława Kaczyńskiego jak w gwiazdę najjaśniejszą. Tak bardzo zadufany, przekonany o swojej doskonałości, że przyznał nawet sobie Złotą Odznakę Zasłużonego dla Ochrony Przeciwpożarowej, której ostatecznie nie przyjął. Pan Błaszczak wydaje się być intelektualną alfą i omegą. Zabiera głos we wszystkich możliwych sprawach, wietrząc spiski, fałszerstwa i nieustanny atak „wroga” na suwerenne Państwo Polskie. Jakoś zmizerniał ostatnio i chyba czas najwyższy wysłać go na długi urlop.

Anna Zalewska – minister edukacji narodowej z „piekła rodem”. Wciąż uśmiechnięta, sprawia wrażenie dobrej duszyczki, która pochyla się z troską nad polskim dziecięciem i uczyć je chce… tak prawdziwie, patriotycznie, z zasadami miłości chrześcijańskiej. Postawiła na szali cały swój autorytet pedagogiczny i uszczęśliwiła nas reformą edukacji, która jeszcze nie zdążyła dobrze się usadowić w szkołach, a już ledwo dycha. Drugiej takiej jak ona, która w umiejętny sposób wrzuca nauczanie do czarnej dziury, ze świecą by na świecie szukać.

Zbigniew Ziobro – człowiek demolka. Świetnie wie, gdzie, przy kim i jak się ustawić, byle tylko dokarmić swoje niezwykle wybujałe ego. Położył już łapkę na Sądach Powszechnych i wziął na smycz prokuratorów, którzy jedzą mu z ręki. Rozłożył parasol ochronny nad chłopcami narodowcami, którzy wreszcie mogą bezkarnie obnosić się ze swoim rasizmem, antysemityzmem i wszelkimi innymi fobiami. Jedno trzeba przyznać panu Ziobrze. Świetnie kłamie i wielu polityków mogłoby się od niego tej umiejętności nauczyć. W rzeczywistości to jednak mały człowieczek, dość mściwy, który wykorzystuje posiadaną wiedzę prawniczą do swoich prywatnych rozgrywek.

Witold Waszczykowski. Wystarczyły dwa lata, a sprowadził polską dyplomację do poziomu zero. Gdzie go nie puścić, tam wpadka za wpadką. Wydaje się, że nikt nie traktuje pana Waszczykowskiego serio, bo po prostu się nie da. Próbowałam znaleźć chociaż szczególik, który można byłoby uznać za sukces pana ministra i… klapa. Idealnie wpisuje się w retorykę PiS-u, wietrząc wszędzie złą wolę i niechęć do Polski. Jest oddany partii, całkowicie podporządkowany dyrektywom płynącym z niewielkiej willi na Żoliborzu, a to jednak za mało, by być dobrym dyplomatą.

Jan Szyszko to już w ogóle ewenement sam w sobie. Niestrudzenie oddaje się walce z kornikiem drukarzem. Jest jak Don Kichot, niezrozumiany przez ekologów i Unię Europejską, samotnik, który jako jedyny wie, o co mu właściwie chodzi. Czasami służy za pośrednika między córką leśniczego a panem Błaszczakiem, częściej jednak wymyśla nowe ustawy, które pozwalają mu bezkarnie demolować polski ekosystem.

Piotr Gliński – wiernie towarzyszący prezesowi PiS od lat. Z podkulonym ogonkiem przyjął do wiadomości, że jednak nie zostanie premierem i ochoczo wziął się za kulturę. Zmienia dyrektorów teatrów na tych, oddanych ideologii PiS, wykańcza muzea, cenzuruje, co się da i kogo się da. Ma gest, bo chętnie sypie gotówką tam, gdzie widzi zbieżność interesów i pełne podporządkowanie. O czasach jego panowania w Ministerstwie Kultury będzie się kiedyś mówić, że to okres ciemnoty i wstecznictwa…

Konstanty Radziwiłł, który miał objąć stanowisko ministra zdrowia z gotowym już pakietem reform. Minęły dwa lata i co? Mamy coraz dłuższe kolejki do lekarzy, coraz droższe lekarstwa, jakieś próby centralizacji służby zdrowia, kiepskie pensje, strajk rezydentów i… to tyle osiągnięć pana ministra. Ciekawe, co trzymał on w tej teczce, którą nam wymachiwał przed nosem? Na pewno nie było w niej żadnych rozwiązań dotyczących problemów służby zdrowia.

Nie mogę zapomnieć o Krzysztofie Jurgielu – ministrze rolnictwa i rozwoju wsi. Choćbym nie wiem jak się starała, nie potrafię znaleźć nawet najmniejszego sukcesu pana ministra. Marzy mu się nowa wersja PGR–ów. Tak usprawnił działania Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, że rolników krew zalała. Idealnie zablokował sprzedaż ziemi nie tylko obcokrajowcom, ale i chętnym Polakom. Czego pan Jurgiel się nie tknie, to rozwali, zaprzepaści… taki on „zdolny inaczej”.

Pozostał jeszcze mój ulubieniec Jarosław Gowin i Elżbieta Rafalska. Niezwykle elokwentni, sprawiający wrażenie pełnego profesjonalizmu, fotogeniczni, ładnie wypadają na konferencjach prasowych i fotkach. Kiedy na nich patrzę, zastanawiam się, ile w nich prezesa Kaczyńskiego, a ile ich samych. Podejrzewam, że oni sami mają też z tym problem. Przesiąknięci PiS–em zagubili swoje „ego”, ale jak widać, są pełni życia, zadowoleni, a to najważniejsze.

No, to moja lista „ofiar rekonstrukcji rządu” zakończona. Nie ma na niej premier Szydło, bo właściwie, po co ją ruszać? Wiadomo, kto jest szarą eminencją, kto dowodzi „wybrańcami”, bez kogo nie może zapaść żadna decyzja. Niech więc sobie pani Szydło siedzi na premierowskim stołeczku i pławi w chwilach chwały. Czy jest to ona, czy nie… to bez różnicy.

Natomiast problem jest jeden. Kim zastąpić „odstrzelonych” ministrów? Nie mam zielonego pojęcia, a Wy?

Tamara Olszewska

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

8 komentarzy do "Moja prywatna rekonstrukcja rządu PiS"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Nika

Należałoby raczej popracować nad rekonstrukcją Polaków, aby zadowolenie z ministrów spadło. Na dzień dzisiejszy, to marzenie aby pozbyć się choć jednego z powyższej listy szkodników, wydaje się nieosiągalne.

Janek

Poczekajmy, zmieni się władza, to wtedy pisowskich nieudaczników zastąpią znakomici bezpartyjni fachowcy. Doczekamy.

bart

W demokratycznym państwie prawa większość ministrów rządu razem z premier Straszydło na czele trafiłaby przed sąd za łamanie rozlicznych przepisów. Z jednym wyjątkiem – Maciarewicz powinien być sądzony za zdradę stanu.

Janek

Tylko on? A reszta to co, nietykalni?

anna

Zdecyduj się, czy jesteś za czy przeciw pisowi. Obserwuję tweje wpisy od dłuższego czasu i coraz bardziej jestem przekonana, że jesteś szpiclem Błaszczaka

PiJar

Na miejsca po „odstrzelonych” może przyjść każdy – dosłownie. Jeśli ministrem spraw zagranicznych może być taki Waszczykowski, oświaty Zalewska, kultury Gliński i tak dalej według pełnej listy rządu, to znaczy, że do sprawowania tych funkcji nie są aktualnie potrzebne żadne kwalifikacje poza absolutnym wiernopoddańczym podporządkowaniem towarzyszowi prezesowi oraz umiejętnością powtarzania przekazów dnia. Wśród elektoratu PiS-u chętnych co niemiara!

Nihil

Ten kraj już upada.Jeżeli można zażartował to proponuje na MSZ Cejrowskiego.Zamieszkamy w ziemiankach i będziemy bosi.Ślę będzie kwadrans na WC

antyuzurpator

No jak to, kim zastąpić. Ławka rezerwowych jest długa.
sasin, suski, terlecki, bochenek, piotrowicz, pawłowicz, pięta, jaki, tarczyński,,,
No i z następnych rzędów ławek można powyciągać kolejnych „geniuszy”.
Kto na które stanowisko jest bez znaczenia – w większości i tak na niczym się nie znają.

wpDiscuz