Moje słowo na niedzielę…

Moje słowo na niedzielę…

Przede wszystkim życzę, by do urn poszło o wiele więcej Polaków niż do tej pory, by frekwencja wyborcza przeszła najśmielsze oczekiwania.

No to już zegar odlicza czas, niedziela za chwilę i pójdziemy do urn, by zagłosować na taką Europę, jaką chcemy. Warto przypomnieć, jak zakończyły się wybory w 2014 roku do Europarlamentu. PO zdobyło 19 mandatów (32,13% głosów), PiS również 19 (31,78%), Sojusz Lewicy Demokratycznej + Unia Pracy – 5 (9,44%), Nowa Prawica Korwin–Mikkego – 4 (7,15%) i PSL – 4 (6,80%).

W tym roku trudny to będzie wybór, bo i trudna ta nasza rzeczywistość polityczna, która zdecydowanie zdominowała kampanię wyborczą i poprowadziła ją niekoniecznie tą drogą, jaką powinna. Przede wszystkim pechowo się stało, że wybory do Europarlamentu zapoczątkowały roczny okres, w którym będziemy w stanie permanentnego decydowania. O Europie, polskim parlamencie, polskiej prezydenturze. Siłą rzeczy, taki kalendarz zdarzeń powoduje, że politykom pozacierały się granice i walka o miejsca w Brukseli stała się jednocześnie ostrym wejściem w kampanię, która ma dopiero nadejść i związana jest z wyborami krajowymi. Stąd wrzucili oni do jednego worka obietnice europejskie i te – krajowe.

„Mistrzem” w tej dziedzinie, jak zwykle okazało się PiS, które poplątało wszystkie wątki, wymieszało problemy i wychodzi na to, że jak kumple prezesa dostaną się do Europarlamentu, to Polska będzie wreszcie niezależna, nasze sądownictwo nie będzie podlegać ocenie, emeryci dostaną kolejną trzynastkę, 500 plus obejmie również młodzież po 18 roku życia, niepełnosprawni kiedyś tam załapią się na swoje 500 zł, przeprowadzi się wreszcie skuteczne działania w służbie zdrowia, wymyśli kolejne reformy godne tej edukacji, zafundowanej przez Zalewską. Litości! Co ma piernik do wiatraka? Jakże w tym pustosłowiu, mówiącym, że kiedyś, coś i tylko wtedy, jak PiS pozostanie u władzy, giną równie górnolotne obietnicy typu „Polska sercem Europy”, krucjata chrześcijańska, zmiana UE na wzór i podobieństwo tych zmian, które nas wykańczają już czwarty rok.

Gdyby tak dokładnie oddzielić te europejskie hasełka wyborcze od typowych dla wyborów krajowych, to… pozostaje nam totalna mizeria. Okazuje się, że tak naprawdę niewiele PiS ma do zaoferowania, nie ma wizji Polski europejskiej i wciąż trwa w przekonaniu, że UE to jedno, a Polska to taki gość, który może wpaść, namieszać, ale z Unią się nie identyfikuje, bo i po co. No właśnie, gość, a nie członek europejskiej rodziny…

Czym PiS chce nas przekonać, by postawić właśnie na Zjednoczoną Prawicę? No cóż, prezes i jego ludzie mają pecha, bo co rusz wyskakuje jakiś „kwiatek”, którego nie da się wytłumaczyć i przerobić na własną korzyść. Wciąż wisi nad prezesem i jego partią sprawa Srebrnej, SKOK-i, obrona pedofilów z Kościoła, grunty premiera Morawieckiego. Do grudnia 2018 roku zebrało się tych afer ok. 179 i trzeba przyznać, że to najbardziej rozwojowa lista, wciąż otwarta i będąca największym Plusem, z którym PiS oraz Zjednoczona Prawica idą po zwycięstwo. Nie ma to jak świetnie działający mechanizm wyparcia i nie ma to jak wierność, oddanie i ślepa wiara wyborców.

Kogo wysyła Zjednoczona Prawica do Brukseli? Swoich sprawdzonych polityków, tylko że, jacyś oni kiepscy. Nie chcę być wredna i czepialska, ale co można powiedzieć o takim Waszczykowskim, Jurgielu, Radziwille, Mazurek, Szydło, Jakim, Zalewskiej, Kempie, Brudzińskim czy Rafalskiej? Proszę o choć jeden przykład ich sukcesu w polityce. Sukcesu prawdziwego, a nie wyimaginowanego. Z jaką wiedzą, jakimi umiejętnościami pchają się do Brukseli? Będą tam siedzieć w ławach europosłów, modlić się, walczyć o krzyże w każdej sali Europarlamentu, zatrudniać niezliczoną ilość kapelanów, którzy wezmą na swe barki walkę o każdą duszyczkę. Bić się o największe dotacje dla Polskiej Instytucji Kościelnej, bo kasy w kraju niedługo już zabraknie, by zaspokoić apetyty Rydzyka i hierarchów oraz marzyć, by stworzyć Europejczykom taką Europę, o której aż strach pomyśleć.

Z tymi wyborami mam i inny problem. Jakoś tak wbiło nam się do głów, że te wybory będą wyznacznikiem kierunku, w jakim pójdą wybory październikowe. To w niedzielę mamy się przekonać, kto zwycięży u nas jesienią. Stąd więc zapewne tak mocna mobilizacja, prężenie muskułów i walka do ostatniej sekundy. Stąd też jestem przekonana, że już w niedzielę uczestnicy wyścigu do Europarlamentu ogłoszą swój wielki sukces, będą strzelać korki od szampana i każda partia będzie przekonywała, że takiego wyniku oczekiwała, że to świetnie rokuje na jesień i w ogóle jest cudnie. Pewnie należę do wyjątków, ale mam nieco odmienne zdanie. Nieprzewidywalność nas, Polaków, jest wielka i nikt dzisiaj nie jest w stanie zawyrokować, kto będzie nami rządził przez kolejne 4 lata. Jedno jest pewne. Czeka nas fatalny rok. Rok populizmu, demagogii, obietnic. Rok bardzo trudny i wręcz nie do wytrzymania. Musimy mieć wiele sił, by przetrwać. Wiele spokoju i dystansu, by po prostu nie zwariować od tej wyborczej karuzeli najbliższych 12 miesięcy.

Kończąc, przede wszystkim życzę, by do urn poszło o wiele więcej Polaków niż do tej pory, by frekwencja wyborcza przeszła najśmielsze oczekiwania. PiS-owi życzę takiego sukcesu, na jaki ta partia rzeczywiście zasługuje. Koalicji Europejskiej i Wiośnie smaku zwycięstwa. Partii Razem choć jednego przedstawiciela w Europarlamencie. Konfederacji, by znalazła się pod kreską, a Polacy pokazali, że brunatna Europa ich nie interesuje. Życzę, byśmy zagłosowali sercem i rozumem, uśmiechali się do siebie tego dnia, szanując wzajemne wybory i nie atakując się z tego powodu. Niech wygra wzajemny szacunek i niech stanie się on początkiem normalności w naszych wzajemnych relacjach, o którą coraz trudniej ostatnimi czasy.

Tamara Olszewska
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
jurek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jurek
jurek

Taki niby drobiazg w oceanie kłamstw, manipulacji i robienia wodu z mózgu: w sodażach zawsze pyta się o „PiS”, nigdy o koalicję (tak!) ZP, za to u demokratów zawsze o KE często utożsamianą tylko z PO. Czy ktoś pokusił się o zbadanie jaki to ma wpływ na wyniki? Wątpię, to kolejny przykład jak nawet rozsądni ludzie łykają takie manipulację i nawet tego nie komentują.