Morawiecki konfabuluje

PiS dba o prawa pracownicze?

Kolejny sukces rządu, który okazuje się czekiem bez pokrycia. 23 czerwca odbyła się imprezka pod hasłem odbudowy przemysłu stoczniowego w Polsce. Na pochylni Wulkan w Szczecinie uroczyście położono stępkę, czyli element kadłuba pod budowę nowego promu dla Polskiej Żeglugi Baltyckiej.

Wicepremier Morawiecki nie krył dumy, mówiąc, że „Przyjechaliśmy tutaj, żeby dać z powrotem nadzieję na rozwój Stoczni Szczecińskiej i dać konkretne zamówienia, stworzyć popyt na statki. Może też na okręty, które będą tutaj budowane. Jest to dla nas kluczowa część całej wielkiej strategii reindustrializacji Polski, polskiej gospodarki”. Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk ze wzruszeniem w głosie zapewniał, w imieniu premier Szydło, że „Konsekwentnie realizujemy rządowy plan odbudowy przemysłu stoczniowego, który stanowić ma koło zamachowe dla całej polskiej gospodarki”
Było doniośle, wzniośle i radośnie, ale … minął ponad miesiąc i … stępka jak leżała tak leży, cisza jak była tak jest, nic się nie dzieje.

Andrzej Kraśnicki jr rozmawia z Rafałem Zahorskim, ekspertem ds. gospodarki morskiej.
Twierdzi on, że nie ma pieniędzy na projekt, żadne biuro nad projektem nie pracuje, nie ma nikogo, kto ewentualnie mógłby projekt zatwierdzić, gdy już by był. Plotka wprawdzie głosi, że PŻB dała stoczni Grifia, która walczy o swoje być albo nie być, 10 mln zł zadatku na nowy prom, ale czy to prawda?

A teraz najciekawsze. Pada pytanie, czy jest ten przemysł stoczniowy czy nie; czy jacyś ludzie tu pracują; a może obecny rząd przeoczył, że jednak coś tutaj, w stoczni szczecińskiej się dzieje? Odpowiedź wielu zapewne zaskoczy. Okazuje się bowiem, że tak naprawdę przemysł stoczniowy nie padł. Owszem upadła stocznia, ale pozostał potencjał, który przeniósł się do mniejszych firm, a te działają. Owszem, wielu stoczniowców wyjechało, ale w branży jest nadal wielkie zapotrzebowanie na specjalistów, bo ci, którzy są, po prostu się nie wyrabiają. Obecnie, prawie 10 tysięcy ludzi pracuje ww. branży lub firmach z nią powiązanych. Ciężko pracują i do tego jeszcze mają wciąż „pod górkę”. Prawo jest tak skonstruowane, że np. stocznia prywatna, dysponująca majątkiem w wysokości 20 mln zł może wziąć kredyt maksymalnie na 10 mln; firmy mają krótki okres wypowiedzenia dzierżawy (1 – 3 miesięcy), co również odstrasza banki. Szkoda, że tutaj Morawiecki nie chce pomóc, no ale lepiej mówić, że nie ma przemysłu stoczniowego i wziąć na siebie rolę cudotwórcy.

Obecnej władzy marzy się jakiś spektakularny sukces, który pokaże, że stoczni nie było, a teraz jest. Stąd ten pomysł na prom. Stąd też i pewne niebezpieczeństwo. Jeśli Komisja Europejska dopatrzy się, że środki na jego budowę płyną również ze środków publicznych to może być niezła chryja. Może ona uznać, że to partycypowanie w nierentownym pomyśle i stanie się to, co w 2009 roku spowodowało upadek Stoczni Szczecińskiej.

No to jesteśmy w domu. Znowu okłamywani, manipulowani. Najgorsze jest to, że ślepo zapatrzony w swoją partię elektorat uwierzy we wszystko, pozostanie ślepy i głuchy na fakty.
(Źródło: wyborcza.pl)

Tamara Olszewska
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Andrzej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Andrzej

Czyżby Morawiecki pajacował na partyjne życzenie?