Mowa nienawiści

Mowa nienawiści

Jestem, więc myślę. A gdy myślę, to próbuję znaleźć ten moment, kiedy nasi politycy weszli na mało zaszczytną drogą języka byle jakiego i agresywnego. Są tacy, którzy mówią, że wszystko zaczęło się od afery Rywina w 2002 roku, gdy partie ruszyły ostro na lewicę, zdecydowanie rezygnując z tzw. kultury słowa. Inni wskazują na rok 2005 i wybory prezydenckie. Wtedy to bulterier Kurski rzucił się na Donalda Tuska, by pomachać mu dziadkiem z Wehrmachtu przed oczami, a Polaków przekonać, że nie będzie nami rządził obcy. I tak z każdym miesiącem, z każdym rokiem odchodzimy od takiej polszczyzny, o jakiej pisał Tadeusz Boy-Żeleński – Rzecz aż nazbyt oczywista, Że jest piękną polska mowa: Jędrna, pachnąca, soczysta, Melodyjna, kolorowa.

Jedno jest pewne. Punktem kulminacyjnym, od którego polityczna retoryka zaczęła wpadać do rynsztoka, był kwiecień 2010 roku i katastrofa smoleńska. Najpierw szok, a potem zaczęła się jazda. Trzeba było znaleźć winnych, trzeba było znaleźć taką przyczynę, która pozwoli śmierć postawić na piedestale. Natychmiast pojawiły się teorie spiskowe, natychmiast padły słowa, które z czasem stały się podstawą języka nienawiści w polskiej polityce. Politycy znieważają się na okrągło, obrzucają kalumniami, są coraz bardziej agresywni wobec siebie, coraz mocniej uderzają wulgaryzmami. Media zachłystują się tym nowym językiem i karmią nas nim w codziennych wiadomościach, wywiadach, audycjach. Jak Polska długa i szeroka niesie się „szpara oralna”, o której rozprawiał Niesiołowski, myśląc o Andrzeju Dudzie, „homosie” Korwin Mikkego, „błazen” czyli Palikot widziany oczami Mastalerka, „jałowe użycie drugiego człowieka” – tak PiS ocenił homoseksualizm czy „Grodzki z twarzą boksera” – słowa Pawłowicz o Grodzkiej. Mowa nienawiści stała się podstawą agresywnej walki o władzę, w którą włączyli się politycy z prawie każdej opcji, nie dostrzegając tego, że ich cyniczna gra tylko szkodzi społeczeństwu.

Przykład, wiadomo, idzie z góry. Jeśli politykom wolno, to dlaczego inni mają dbać o poprawność językową we wzajemnej komunikacji. Nasza piękna, literacka polszczyzna traci swoje kolory, soczystość, zapach, melodię. Staje się narzędziem, które ma jak najmocniej uderzyć, zranić, zaboleć. Staje się szarą bylejakością, obraża wulgarnością i  nienawiścią. Takim to właśnie „brudnym językiem” posługują się młodzi ludzie, by wyrazić swoje poglądy. Maszerują ulicami miast i wykrzykują te swoje racje słowami, które wprost przerażają. Mało tego, nic im za to nie grozi. Trudno przecież ich karać za „nowomowę”, która cieszy się tak wielkim powodzeniem wśród rządzących.

Kościół też nie pozostaje w tyle i chętnie włączył się w to językowe „szaleństwo”. Ksiądz Międlar który mówi o sobie, że nie można być polskim patriotą bez bycia nacjonalistą. Ksiądz Marek Jędraszewski głoszący z ambony słowa o czerwonej zarazie. Księża obrażający polityków PO i prezydenta Komorowskiego, byle tylko przekonać wiernych, by poparli PiS, o wyskokach ojca Rydzyka nawet już nie wspominam. Kościół, który rzuca gromy na każdego, kto myśli inaczej. Już nie ma mowy o „zbłąkanych owieczkach”. Słowa są coraz bardziej ostre, coraz bardziej nienawistne i agresywne. Nie można więc dziwić się, że podobnie mówią ci, dla których księża są największym autorytetem. Jeśli mój duszpasterz tak mówi, to i mnie wolno – myślą parafianie i lecą z retoryką „miłości” aż dudni ta nasza polszczyzna z szoku i zadziwienia.

Mowa nienawiści, jak zaraza, wnika w to polskie życie; bez pardonu i za ogólnym przyzwoleniem tych, którzy powinni być przykładem dla nas, maluczkich. W szkołach, w kawiarniach, podczas rodzinnych spotkań, na koncertach, na manifestacjach, w pociągu, w autobusie. To najnowszy „szyk mody” hejterów, których fantazja językowa już zasługuje na szczegółowe badania z zakresu obyczajowości. Powoli staje się naszą normą, podstawową cechą kontaktowania się między sobą. Wielokrotnie sami się nią posługujemy wobec oponentów w dyskusji, ludzi, którzy mają inne poglądy. Robimy to zapewne nieświadomie, ale jednak.

I cóż ja mogę? Tylko powiedzieć, dziękuję wam Panowie i Panie, dziękuję droga elito Państwa Polskiego za wasze przyzwolenie na mowę, która buduje podziały między nami. W polskim hymnie padają słowa „Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”, a ja powiem inaczej „Dali nam przykład politycy, jak się niszczyć mową mamy”.

Tamara Olszewska

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AdamRobert Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Robert
Robert
Adam
Adam

Bardzo ładnie o tej kwestii pisze ostatnia Polityka. Trzeba przygotować się do tego, że od przemocy słownej już niedługo prawica katolicka przejdzie do przemocy fizycznej.