Na straży moralności?

Na straży moralności?

Dzisiejsze pohukiwania władzy, że dzięki przejęciu sądów i podporządkowaniu policji wyeliminuje z naszego życia zło moralne, należy traktować z niedowierzaniem. 

Opowiem Państwu pewną historię. Nie dlatego, że jest zaskakująca. Przeciwnie: dlatego, że jest typowa i – jak sądzę – prawie każdy z Czytelników może opowiedzieć podobną. Dlaczego zatem to robię – okaże się na końcu.

W pewnym mieście żyje sobie samotnie starsza pani. Jest coraz mniej sprawna ruchowo, ale ma wciąż jasny umysł, który zresztą trenuje, intensywnie czytając książki. Trzeba jednak dodać, że, wychowana w PRL-u, w realiach kapitalistycznych nie bardzo umie się znaleźć. Uważa zresztą, że mając tyle lat, ile ma – już nie musi.

Pewnego razu do drzwi starszej pani ktoś dzwoni. Pani, mimo wielokrotnie ponawianych próśb dzieci, żeby nie otwierała nieznajomym, uważa, że jeśli ktoś się do niej pofatygował, to nie wypada nie otworzyć. Ale nie jest to na szczęście napad bandycki. Przed drzwiami stoi przyzwoicie ubrany mężczyzna, który stwierdza, że pani ma już stary aparat telefoniczny i firma (!) proponuje bezpłatną wymianę tego aparatu na nowy. Bezpłatna wymiana okazuje się wkrótce wymianą za kilka złotych, ale naprawdę za kilka, więc pani, wzruszona troską, podpisuje dokument, który gość jej wręcza, i asystuje przy zamontowaniu jej nowego aparatu.

Dwa miesiące później okazuje się, że podpisany dokument (któż z nas czyta umowy, które podpisuje? Na pewno nie starsze, samotne panie) to umowa z nowym operatorem telekomunikacyjnym. Pod pozorem wymiany aparatu „wyjęto” naszą bohaterkę dotychczasowemu, sprawdzonemu operatorowi i uczyniono klientką nowej firmy, wchodzącej dopiero na rynek. Zmieniły się też oczywiście taryfy na połączenia – w końcu trzeba jakoś odzyskać pieniądze za „bezpłatny” telefon. Nie bez powodu akwizytor nie wymienił nazwy instytucji, która tak zatroszczyła się, że pani ma stary (to znaczy najwyżej dziesięcioletni) aparat. Obecnie trwa korespondencja z ową firmą, prowadzona już przez dzieci, które starają się unieważnić podpisaną przez matkę umowę.

Prawda, że znamy mnóstwo takich historii? Wystarczy mieć pesel zaczynający się od piątki, a ostatnio nawet od szóstki (nie wspominając o trójce, jak w przypadku naszej bohaterki), żeby otrzymywać nieomal codziennie wspaniałe, okazyjne oferty. Jak nie wymiana aparatu telefonicznego, to montaż drzwi antywłamaniowych po okazyjnej cenie, jak nie montaż drzwi, to bezpłatne wycieczki, bezpłatne pokazy rewelacyjnych garnków, bezpłatne pomiary ciśnienia i tak dalej. Za każdym razem na końcu okazuje się, że te wszystkie okazje są zadziwiająco drogie. Bądźmy uczciwi: podczas wspomnianych wycieczek czy pokazów nie ma zazwyczaj PRZYMUSU płacenia za cokolwiek. Ale kiedy już stary człowiek wyjdzie z domu i zostanie miło potraktowany, to głupio mu zacząć nagle odmawiać zakupu pościeli, sprzętu AGD lub czegoś podobnego. Którą to pościel czy sprzęt – gdyby ich naprawdę potrzebował – w normalnym sklepie kupiłby znacznie taniej.

Mam dopiero pięćdziesiąt pięć lat, ale to znaczy, że mieszczę się już w targecie seniorskim 50+ (nie mylić z 500+) i także atakowany jestem podobnymi ofertami, zwłaszcza przez telefon. Dzwoniących do mnie teleakwizytorów traktuję, muszę wyznać, paskudnie. Jestem antypatyczny, domagam się informacji, skąd wzięto mój numer telefonu, wspominam o ochronie danych osobowych i grożę policją. Na uwagi znajomych, że swój gniew kieruję na biednych ludzi, którzy dostali tę pracę, bo nie mieli innej, wzruszam ramionami. Na tej samej zasadzie – uważam – powinniśmy ze zrozumieniem odnosić się do pospolitych przestępców, z których część zdecydowała się na złodziejski fach także z braku innych możliwości zarobku. Czym MORALNIE różni się podprowadzenie starszej pani, by bezwiednie podpisała niekorzystną umowę z nowym operatorem telekomunikacyjnym, od kradzieży metodą „na wnuczka”? Albo żeby kupiła pościel po okazyjnej cenie 1200 złotych, gdy w sklepie taka pościel kosztuje trzy razy mniej? W gruncie rzeczy – niczym. Nie jest prawdą, że żadna praca nie hańbi.

Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Podobno już blisko 15% Polaków jest na emeryturze, a ten odsetek będzie się teraz gwałtownie zwiększał. Emeryci dysponują zazwyczaj niewielkimi pieniędzmi, ale nieuczciwe firmy (a to oznacza: nieuczciwi ludzie) mają do tych pieniędzy wyjątkowo łatwy dostęp. Ludzie sędziwi bywają naiwni, nie mają odruchu czytania druków, dawanych im do podpisu, są zwykle podatni na psychologiczne manipulacje. Nieraz samotni, łatwo nawiązują kontakty, gdy słyszą w słuchawce głos ociekający słodyczą, nie mówiąc o kontaktach twarzą w twarz. Zresztą wymianę drzwi na rzekomo lepsze zaproponował naszej starszej pani mężczyzna o takiej fizys, że go się po prostu przestraszyła. Każda metoda jest dobra, żeby okraść staruszkę.

No i co z tym zrobić? Kiedy mir domowy narusza mi kolejny telefon od akwizytora – pracuję zwykle w domu, więc to mi naprawdę przeszkadza – rodzi się we mnie miłośnik rozwiązań totalistycznych. Owszem, istnieje Urząd Ochrony Konsumenta, ale to widocznie za mało. Więc: zakazać w ogóle teleakwizycji. Ścigać chodzących po mieszkaniach tak, jakby wszyscy, co do jednego, uprawiali bandyckie napady. Pozamykać do więzień. Moja rozjuszona wyobraźnia napawa mnie takimi obrazami, zanim ogarnia mnie głębokie zawstydzenie.

We Florencji, w ostatniej dekadzie piętnastego wieku, objawił się pewien zakonnik, nazwiskiem Savonarola. Oburzony niemoralnym prowadzeniem się niemałej części mieszkańców, najpierw starał się ich nawrócić płomiennymi kazaniami, a kiedy głosami nawróconych zyskał władzę polityczną w republice, wprowadził rządy terroru. Surowe kary spotykały kłamców, hazardzistów, ludzi pławiących się w luksusie. Palono dzieła sztuki. Powołano do życia „milicję dziecięcą”: wykorzystując naturalną ciekawość dzieci, wypuszczano je na przeszpiegi do miasta, każąc donosić, jeśli zauważą, że ktoś z dorosłych łamie zasady Dekalogu. Żeby im ułatwić pracę, wprowadzono formalny zakaz zamykania drzwi na klucz; zamknięte drzwi uważano za tożsame z deklaracją, że się grzeszy. „Jeśli robiąc coś, zamykacie drzwi, żeby nie widziały was dzieci, to dowód, że sami czujecie, jak niewłaściwe jest to, co robicie” – tłumaczył Savonarola. Rzecz jasna, najsurowsze kary spadały na bluźnierców, cudzołożników i homoseksualistów. Sandro Botticelli, przerażony, że jego malarstwo nasunie szpiegom Savonaroli podejrzenie co do jego upodobań erotycznych (chłopcy na jego płótnach mają delikatną, dziewczęcą urodę), osobiście podobno spalił część swoich dzieł.

No, trzeba przyznać, że za czasów Savonaroli nikt by się chyba nie ośmielił naciągać starszych ludzi, tak, jak naszą starszą panią. Rządy terroru nie likwidują całkiem zachowań niemoralnych w społeczeństwie, ale jednak je ograniczają. Oczywiście, w miejsce jednych grzechów wprowadzają inne: kwitnie donosicielstwo, szantaż; najwyżsi kontrolerzy, których nikt już nie kontroluje, prędzej czy później uświadamiają sobie, że zyskali absolutną wolność i korzystają z niej, hulając, ile dusza zapragnie (i tym gorliwiej wzywając do karania za rozpustę wszystkich poza sobą). Jak ktoś powiedział: „władza absolutna deprawuje absolutnie”. Poniekąd nawet Savonarola pod koniec życia doszedł do wniosku, że diabeł, którego zwalczał we Florencji, skrycie zakradł się do jego własnej duszy. Historia mnicha ma zresztą swoisty happy end, o którym powinni pamiętać moralni rewolucjoniści wszystkich czasów: stronnictwo Savonaroli po czterech latach rządów stanęło do zupełnie normalnych, demokratycznych wyborów władz republiki, przegrało wybory, a wyzwolone społeczeństwo „nie znalazło lepszego sposobu na zwiększenie blasku aureoli brata Hieronima Savonaroli, niż za pomocą ognia stosu” (jak skomentował te wydarzenia Machiavelli). Refleksja o diable, który opanował jego duszę, przyszła zakonnikowi do głowy w celi, w której oczekiwał na egzekucję.

Niemniej dylemat, który stawiają przed nami te piętnastowieczne wydarzenia, jest dramatyczny i nieprzemijający. Zbulwersowani niemoralnymi zachowaniami bliźnich jesteśmy niekiedy gotowi wzywać na pomoc prawo. Zwłaszcza, że przecież niektóre czyny z zakazanych przez Dekalog, są przez nie i tak ścigane: zabijać czy kraść nie tylko nie należy (zakaz moralny), ale i nie wolno (zakaz prawny). A skoro tak, skoro na straży przykazania piątego i siódmego stoi policja sądy, skoro ścigane jest łamanie przykazania ósmego (krzywoprzysięstwo), to czemu nie objąć podobną sankcją i pozostałych przykazań? Czemu na straży naszej moralności nie powinien stać policjant?

Wydaje mi się, że na to pytanie odpowiedzi są dwie. Uzupełniają się wzajemnie. Po pierwsze: ponieważ dobro – przynajmniej w tradycji chrześcijańskiej i postchrześcijańskiej, którym to tym terminem obejmuję ateistyczne systemy moralne, wyrosłe w naszym kręgu kulturowym – żeby pozostawało dobrem, wymaga wolności. Czynię dobro, kiedy mogę go nie czynić. Nie ma zasługi tam, gdzie jest przepis. Państwo totalitarne, nawet gdyby wyobrazić sobie jego normy na podobieństwo Florencji z czasów Savonaroli, jest państwem ludzi posłusznych, nie zaś szlachetnych.

Po drugie (i to pragmatycznie wydaje mi się ważniejsze): żeby skutecznie eliminować zło za pomocą policji i sądów, trzeba spętać życie mrowiem niezwykle szczegółowych przepisów. Tymczasem koszty takiej operacji mogą być znacznie wyższe, niż uzyskane efekty. Na przykład: gdyby zakazać teleakwizycji w ogóle, uniemożliwiłoby się również telefoniczny kontakt z klientem firm, które dla niego pracują. Kiedy Savonarola zakazał zamykania drzwi na klucz, utrudnił pewnie życie cudzołożnikom, ale pozbawił obywateli prywatności. Nie ma operacji bezkosztowych, jak nie ma bezpłatnych wycieczek czy aparatów telefonicznych.

Dlatego także dzisiejsze pohukiwania władzy, że dzięki przejęciu sądów i podporządkowaniu policji wyeliminuje z naszego życia zło moralne, nawet, gdyby je przyjąć bez podejrzeń, że w ogóle nie o to chodzi, należałoby traktować z niedowierzaniem.

A w sprawie starszej pani – niech wystarczy Urząd Ochrony Konsumenta. I szklanka zimnej wody dla mnie, gdy kolejna opowieść tego typu znowu wprawi mnie we wściekłość.

Jerzy Sosnowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Na straży moralności?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Nihil

TO powinni czytac przed każdymi obradami sejmu

Nihil

„Cos” mi nie wrzuca komentarzy

smętek

Trzeba trochę odczekać. Miałem ten sam problem.

smętek

Kurdupel i opłacani przez nas jego specjaliści próbują zrobić z nas idiotów. Zapomniał zero moralne, że prawo moralne jest w każdym z nas i to rozwój intelektualny człowieka wyznacza mu drogę godnego postępowania. Ten typ chory na władzę, zawistny i mściwy chce innych uczyć moralności.

Demokles
„któż z nas czyta umowy, które podpisuje?” Autorze, czy ty tak naprawdę? Jeżeli już nie przeczytał kupiec umowy konsumpcyjnej z chwilą zawarcia ma jeszcze, zgodnie z prawem długi czas na przeczytanie i odstąpienie od umowy. Jednocześnie uchylając się od jej skutków. Rozumiem, że cały tekst popełniono, by uzasadnić brak mandatu dla obecnej władzy do naprawy zła moralnego, lecz argumentacja użyta w uzasadnieniu kupy się nie trzyma. Mandat władza ma do – w zależności od ilości głosów w parlamencie – kwalifikacji moralności i kodyfikowania zasad życia wedle własnego uznania i w granicach obecnie obowiązujących przepisów, do czasu zmiany owych. Jeżeli jest… Czytaj więcej »
jurek

A jeżeli wadza była zdobyta metodami nieetycznymi, to jaki jest ten jej mandat?

jacek

Coś w tym jest… Ich guru patrzą tylko innych wydymać,a tu cała ta dobra zmiana wchodzi w takie maliny, że szkoda gać.

Jacek Doliński

Z niedowierzaniem??? Należałoby je traktować jak bezczelne kłamstwo, przeznaczone dla „ciemnego ludu” (Copyright 2005 by Jacek Kurski).

Prezes Jarek

Będziecie państwo zadowoleeeeeni, he, he, he – he, he…

wpDiscuz