Nadciąga jesień „dobrej zmiany”

Nadciąga jesień "dobrej zmiany"

Okazuje się, że ani podlizywanie się prezesowi, ani ślepe posłuszeństwo już nie gwarantują kariery.

Przed wyborami Jarosław Kaczyński żył w świecie własnych urojeń i iluzji podsycanych przez spin doktorów z jego otoczenia. Chyba naprawdę wierzył, że PiS zwycięstwo ma w kieszeni, a pytaniem jest tylko jego skala. Czy uda się zdobyć większość pozwalającą obalić weto prezydenckie? A może wręcz – kto wie – większość konstytucyjną? Wynik wyborów – dla ludzi trzeźwo myślących łatwy do przewidzenia – przyniósł mu srogi zawód. Jak to, tylko tyle nam daliście?! Przecież zasługujemy na więcej.

Nie tylko Jarosław Kaczyński doświadczył tego rozczarowania. Zawiedli się też ci, którzy ślepo podążali za wodzem, wierząc, że prowadzi ich od jednego oszałamiającego sukcesu do kolejnego. „Trzymajmy się z Kaczyńskim, on wie, co robi” – myśleli, zatykając uszy na wszelkie argumenty. Odwracając oczy od ewidentnych naruszeń prawa i standardów przyzwoitości. Zatykając nosy, by nie czuć moralnej zgnilizny. „Nie ciesząc się”, ale głosując za ustawami sprzecznymi z Konstytucją.

Tak działa psychologia systemu wodzowskiego – dopóki wódz odnosi sukcesy, dopóki roztacza aurę chwały i triumfu, dopóty tłum ochoczo drepcze za nim, bijąc brawo i rywalizując o to, by znaleźć się jak najbliżej umiłowanego przywódcy. Gdy jednak dobra passa się kończy, w szeregi obozu wkrada się zwątpienie, a gumowe kręgosłupy sztywnieją. Zaczadzeni entuzjazmem zaczynają trzeźwieć i dyskretnie rozglądać się na boki, wypatrując wyjścia ewakuacyjnego. Bo jakby co…

Dziś właśnie znaleźliśmy się w tym miejscu. Nie tylko strata Senatu okazała się zimnym prysznicem. Indywidualne losy takich ludzi jak Stanisław Piotrowicz, który nie załapał się do Sejmu, pokazały, że wierność Kaczyńskiemu nie gwarantuje kariery. Ten sam los spotkał Annę Sobecką, Bernadetę Krynicką i Krzysztofa Czabańskiego. Ba, do Senatu nie wszedł nawet ojciec prezydenta Jan Duda.

Szczególne znaczenie może mieć porażka w wyborach byłego posła Zbigniewa Gryglasa, który w poprzedniej kadencji został wybrany z ramienia Nowoczesnej, ale później przeszedł do PiS. Teraz nie dostał się do Sejmu – i to niewątpliwie będzie nauczką dla jego potencjalnych naśladowców. Przy ocenie korzyści i strat płynących z przyjęcia politycznej łapówki punktem odniesienia nie jest już tylko wicemarszałek województwa śląskiego Wojciech Kałuża, platformerski renegat, za którego sprawą to województwo przypadło PiS-owi, lecz także były poseł Zbigniew Gryglas, który znalazł się na lodzie.

W tym samym czasie gruchnęła sprawa Mariana Banasia, który tym, że odmówił podania się do dymisji, okazał nieposłuszeństwo prezesowi. A prezes nic nie może na to poradzić. Co więcej, nie tylko jest to demoralizujący przykład indywidualnej niesubordynacji, lecz także można przypuszczać, że pozostanie Banasia na stanowisku oznacza dla PiS utratę politycznej kontroli nad NIK. Jest prawdopodobne, że prezes Izby będzie teraz próbował się podlizywać opozycji, licząc na łagodniejsze potraktowanie, gdy już przestanie mu przysługiwać immunitet.

Z obozu „dobrej zmiany” dochodzą pierwsze trzaski sygnalizujące, że niedawny monolit monolitem być przestaje. Oto Jarosław Gowin zapowiada, że jego posłowie (których teraz ma więcej niż w poprzedniej kadencji) nie zagłosują za ustawą znoszącą w składkach ZUS barierę tzw. 30-krotności. To problem dla premiera Morawieckiego i dla budżetu państwa. Oto Zbigniew Ziobro, który teraz też ma więcej posłów niż w poprzedniej kadencji, domaga się dodatkowych tek w rządzie i stanowiska wicepremiera dla siebie…

W szeregi karnego wcześniej obozu wkraczają chaos, rywalizacja i niesubordynacja. A mit niezwyciężonego Prezesa Tysiąclecia, który prowadzi swój lud ku władzy i chwale, zaczyna się kruszyć.

Oczywiście Kaczyński będzie dokładał starań, by zatrzeć to wrażenie, możemy więc z jego strony spodziewać się kroków brutalnych, mających ratować jego wizerunek. Jednak jeśli nawet będzie to bolesne dla opozycji, społeczeństwa obywatelskiego i polskiego państwa prawa, miejmy świadomość, że apogeum PiS-owskiego autorytaryzmu jest już za nami. Weszliśmy w jego okres schyłkowy.

Wojciech Maziarski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek Doliński
Jacek Doliński
20 października 2019 00:04

Przyznam, że ja – zwolennik KO-PO – byłem zawiedziony wynikiem wyborów. Ale odkąd niezłomny Marian Banaś zakończył swój urlop i ogłosił urbi et orbi „Przystąpiłem do wykonywania konstytucyjnych i ustawowych obowiązków w NIK. Będę bronił niezależności i bezstronności Najwyższej Izby Kontroli” myślę, że to 5-mandatowe zwycięstwo w Sejmie to był ponury żart, jaki los spłatał prezesowi Kaczyńskiemu.
P.S. Niesławny pan kałuża (celowo z małej litery) nie jest renegatem platformerskim, bo kandydował do sejmiku śląskiego z listy Nowoczesnej.

Jantar
Jantar
20 października 2019 12:05

„Apogeum PiS-owskiego autorytaryzmu jest już za nami”. Z tym się jednak nie zgodzę. Właśnie dlatego, że Kaczyński zaczyna tracić poparcie społeczeństwa, bo nie oszukujmy się, ale utrata Senatu nawet tylko kilkoma głosami, wygrana na poziomie 43%, ale w ilości mandatów w Sejmie także tylko kilkoma głosami ponad zwykłą większość jest jednak utratą poparcia. Zwłaszcza, jeśli zestawić te wyniki z masową propagandą z kościelnych ambon, z bezczelnym kłamaniem prosto w oczy suwerenowi w programach informacyjnych z kanałów TVP oraz ze wszystkimi obietnicami wyborczymi gruszek na wierzbie dla suwerena. Przy tych nakładach i wskazaniu kolejnego wroga Państwa i Narodu Polskiego, czyli homoseksualistów, których propaganda zrównała z pedofilami, Kaczyński oczekiwał poparcia co najmniej 70-80% i bez problemu wygranej w Sejmie i Senacie na poziomie co najmniej większości konstytucyjnej. W ostatnich kilku tygodniach kampanii wyborczej na konwencjach i piknikach z wyborcami już zapowiadał zmianę konstytucji jak najszybciej po wyborach. A później okazało się, że z tym wynikiem ledwie może dalej rządzić, w dodatku umocniły się jego wchłonięte przystawki koalicyjne Ziobry i Gowina. W sumie więc Kaczyński ma powód do wściekłości. Oczywiście będzie próbował odzyskać Senat wszelkimi możliwymi sposobami. Jeśli przekupstwo się nie powiedzie, obawiam się, że może posunąć się do nie uznania wyników wyborów. Przed nami jeszcze wybory prezydenckie i znów Kaczyński ma ogromny ból głowy, bo chociaż Duda na razie jeszcze jest popierany na poziomie 51-52% to jak przyjdzie do wyborów, może się okazać, że je przegra. Miejmy tu w pamięci poprzednie wybory prezydenckie i 60-70% poparcia w sondażach dla Komorowskiego, a wynik ostateczny dał wygraną Dudzie. Dodać też jeszcze należy, że Kaczyńskiego czekają 2 operacje kolan, więc będzie wyłączony na ponad rok (sama operacja ok. tygodnia w szpitalu, ale później po ok. pół roku rehabilitacji na każde kolano). Pamiętajmy także, że jeszcze w tym roku TSUE ogłosi wyroki w sprawach dotyczących reform sądownictwa i praworządności, a UE powiąże wszystkie wypłaty z przestrzeganiem praworządności. To wszystko może spowodować, że Kaczyński posunie się do nie uznania wyników wyborów i wprowadzenia rządów prezydenckich wraz z natychmiastową zmianą konstytucji i oczywiście wyjściem z UE. A wtedy to już nie będzie apogeum autorytaryzmu, ale najzwyklejsza dyktatura pisowsko-kościelna.

HerodAntypis
HerodAntypis
20 października 2019 13:39
Reply to  Jantar

Jak zwykle czarno to widzisz ale w Polsce od jakiegoś czasu czarne nie jest już czarne.

Jacek Doliński
Jacek Doliński
20 października 2019 15:38
Reply to  Jantar

Czarny scenariusz który przewidujesz przy końcu postu równałby się wprowadzeniu przez PiS stanu wyjątkowego (czy jak by go tam nazwali). Ale według mnie to byłoby samobójstwo PiS-u.
Po pierwsze – stan wojenny 1981 roku był planowany przez profesjonalistów przez ponad 6 miesięcy i przez profesjonalistów został wprowadzony w życie podczas mroźnej zimy (to, że ci profesjonaliści byli kształceni w ZSRR nie ma tu żadnego znaczenia). Poza tym Wojsko Polskie było całkowicie zindoktrynowane przez partyjnych politruków. Dzisiaj zamiast profesjonalistów mamy w dowództwie WP głównie kiepskich zawodowo protegowanych Macierewicza, nieraz awansowanych o kilka stopni żeby zrobić z nich generałów. A sporo wojskowych widzi prawdziwy charakter „dobrej zmiany” i jest do niej w pełnej kontrze.
Po drugie – w grudniu ‘81 społeczeństwo było świadome, że jeżeli polskie wojsko nie da sobie rady, do akcji wejdą oddziały Armii Czerwonej, a wtedy poleje się rzeka krwi i być może trzeba będzie znowu odbudowywać Warszawę i Gdańsk (patrz interwencja radzieckich wojsk w Budapeszcie w 1956 r.). Dzisiaj PiS na żadną pomoc zewnętrzną nie może liczyć. Putin co prawda chętnie by im pomógł, ale wątpię żeby poszedł na takie ryzyko.
Próba wprowadzenia przez PiS stanu wyjątkowego niewątpliwie skończyłaby się rozlewem krwi (polski Majdan), ale PiS przegrałoby. A wtedy byłby powód do delegalizacji tej partii, konfiskaty jej wszystkich aktywów i postawienia Kaczyńskiego i jego dworu przed sądem karnym, z perspektywą nawet dożywotnich wyroków.

Jantar
Jantar
20 października 2019 19:33

Tak, dzisiejsi wojskowi są przeciwko „dobrej zmianie”, ale nie zapominaj, że Macierewicz powołał do życia Obronę Terytorialną, która jest odpowiednio szkolona i która dostała lepsze uzbrojenie od zawodowego wojska. Jej członkami natomiast są odpowiednio zindoktrynowani narodowcy. To raczej nie przypadek. Kaczyński może jednak rozważać zamach stanu. W końcu wzoruje się na Piłsudskim, więc skoro temu się udało to dlaczego on miałby przegrać? Putin zapewne z ochotą pomoże, bo to będzie też oznaczało, że Polska zostanie usunięta z UE i wróci pod wpływy Rosji. Pamiętać też trzeba o tym, że Kornel Morawiecki i część pisowców ciągle powtarzali i powtarzają, że Polska powinna blisko współpracować z Rosją. Pamiętajmy też, że Orban, który wspiera Kaczyńskiego i PiS, jest bliskim przyjacielem Putina. To wszystko niby nie są znaczące elementy, ale jednak nadają troszkę wątpliwości. Czy Putin nie odważy się na interwencję w Polsce? Moim zdaniem odważy się. Odważył się zaatakować Ukrainę i właściwie nie ucierpiał na tym za bardzo od świata. Próbuje też odzyskania dawnych republik nadbałtyckich. Jakiś czas temu czytałam artykuł, w którym wypowiadali się rosyjscy politolodzy, że Putin chce odzyskać dawną strefę wpływów ZSRR. I było potwierdzenie ze strony ministra spraw zagranicznych (czy jak on się tam zwie), skierowane do Trumpa, że „konieczna jest negocjacja nowej strefy wpływów USA i Rosji”. Putin nie jest też zadowolony, że w Polsce stacjonują wojska USA. Zamach stanu może doprowadzić też do tego, że Polska wyjdzie z NATO i Trump odeśle wojska do USA.

Kaczyński może jeszcze pożyć z 15 lat. Doskonale wie, że jeśli przegra wybory, on i jego ludzie mogą stanąć przed Trybunałem Stanu i resztę życia spędzić w więzieniu. Zrobi wszystko, żeby do tego nie dopuścić. I tak, w 1981 r. polskie społeczeństwo było świadome, że stan wojenny jest koniecznością, jednak i tak Kaczyński przedstawia to zupełnie inaczej, a spora część jego wyborców we wszystko wierzy. Kaczyński jest też w stanie przekonać swoich wyborców do zamachu stanu, że robi to „dla dobra Polski”. I co ważniejsze, kościelni hierarchowie go w tym poprą. Pamiętajmy przy tym, jakie zdanie ma o Unii i Zachodzie Kaczyński i jego świta, a także sam Episkopat i liczni księża. W 1981 r. przynajmniej Kościół był przeciwko wprowadzaniu stanu, ale teraz poprze Kaczyńskiego bez namysłu.

Kaczyński poza tym pozwolił już sobie na bardzo wiele. Zdemolował całkowicie trójpodział władzy, przejął część instytucji państwa, prawie mu się udało dokonać przejęcia całego systemu sprawiedliwości, odważył się nawet na kneblowanie posłów opozycji w Sejmie, karanie ich bez powodu i sfałszowanie głosowania (Sala Kolumnowa, kiedy straż marszałkowska nie wpuściła posłów opozycji do głosowania!), o kompletnym ignorowaniu wyroków TK nie wspominając. Do dziś są nieopublikowane wyroki, chociaż są ostateczne. Czegoś takiego w żadnym demokratycznym kraju nie było i to jest tylko początek długiej listy. A pisowscy wyborcy się cieszą i go chwalą, umacniani przez kościelnych hierarchów.

BGmble
BGmble
23 października 2019 10:46
Reply to  Jantar

„Kaczyński może jeszcze pożyć z 15 lat. Doskonale wie, że jeśli przegra wybory, on i jego ludzie mogą stanąć przed Trybunałem Stanu i resztę życia spędzić w więzieniu. ”

Polemizuje. Zanim zostana postawione zarzuty przez nowa prokurature oczyszczona z ziobrystow, zanim dojdzie do sprawy w niezawislym sadzie, potem apelacja i apelacja od apelacji… na koniec Kaczynski wrzuci „odstapienie od wykonania wyroku ze wzgledu na podeszly wiek”.

Powaznie myslisz, ze on sie przejmuje jakimis konsekwencjami poza utrata wladzy? Albo Terlecki czy Macierewicz?

Zgredzinka
Zgredzinka
5 listopada 2019 03:03
Reply to  BGmble

Bingo !!!

Maciek123454321
Maciek123454321
20 października 2019 15:21

Stalingrad PiS-u? To się dopiero okaże za czas jakiś. Zresztą, nowy parlament nie został jeszcze „przetestowany”. Na razie nie mówmy o przełomie, bo ja zupełnie nie wiem, jak bardzo jest zdeterminowana opozycja parlamentarna. Sądząc po kampanii wyborczej, jej zasadniczy trzon, czyli KO – nie za bardzo. Znacznie bardziej PSL i Lewica. Ale, skoro przy niemrawej kampanii wyborczej opozycji udało się zebrać do sejmu 8.958.824 głosy, a PiS-owi – mimo fajerwerku obietnic, manipulacji, szczucia poprzez KUR-wizję oraz potoku kłamstw i oszczerstw – tylko 8.051.935 głosów (oficjalne dane PKW) jest wielce prawdopodobne, że wybory prezydenckie przyniosą przełom. W każdym razie PiS w żadnym wypadku nie może się już powoływać na „wolę suwerena”, gdyż większa liczba wyborców głosowała inaczej, a przewagę PiS uzyskał wyłącznie dzięki przeliczaniu głosów na mandaty metodą d’Hondta. Mandat do sprawowania władzy PiS ma o wiele słabszy niż 4 lata temu. Jeśli Duda przegra wybory, to będziemy mogli wtedy trochę odetchnąć, gdyż najprawdopodobniej walec pisowski zgrzytnie i się zatrzyma. Nawet, jeśli PiS połączy siły z faszystami Korwina, razem będą mieć „zaledwie” 246 głosów, a do odrzucenia weta potrzeba 276 (przy założeniu, że na sali będzie komplet). Jednym słowem, bądźmy cierpliwi, poczekajmy.

niemożność zrozumienia złości
niemożność zrozumienia złości
21 października 2019 11:20

Coraz częściej myślę, że w opozycji i opozycyjnych mediach działają krety pisowskie albo pożyteczni idioci. Teraz idzie frontalny atak na Schetynę, żeby zrobić z niego kozła ofiarnego i jedynego winnego porażki. Schetyna jest fatalny i powinien zostać wymieniony, ale opcje są jeszcze gorsze, w najlepszym wypadku równie złe. Jeśli PO w ogóle kiedykolwiek była czymś więcej niż partią władzy to było to dawno temu.

A co do PiS – zdobyli 2.3 mln głosów więcej niż w poprzednich wyborach, to jest 45% całego poparcia KO. W tamtych wyborach mieli fart przy podziale mandatów, a w tym pecha, przy frekwencji 62% do Sejmu weszła Konfederacja i PSL, nikt się tego nie spodziewał.

2.3 mln nowych wyborców…